"Zawsze wiedzieliśmy, że Chrystus jest z nami". Tak wyglądała służba żołnierzy-kleryków w czasach PRL

"Zawsze wiedzieliśmy, że Chrystus jest z nami". Tak wyglądała służba żołnierzy-kleryków w czasach PRL
Zdjęcie ilustracyjne. Fot. viktorcap@gmail.com / Depositphotos

- Kiedy już byliśmy w Częstochowie, rozwinęliśmy transparent, który wcześniej przygotowaliśmy: "Alumni żołnierze w jedności z Ojcem Świętym". Zaczęła się Msza święta i homilia papieża. Jan Paweł II rozejrzał się i powiedział: "Widzę tutaj las transparentów, nie sposób je wszystkie odczytać, ale pozwólcie, że odczytam jeden". Przeczytał nasz, po czym dodał: "Gdybym ja miał tu transparent, to byłoby na nim napisane: »Ojciec Święty w jedności z alumnami żołnierzami«" - wspomina ks. dr Kazimierz Fąfara. Był jednym z kleryków, którzy w czasach PRL zostali wezwani do odbycia służby wojskowej.

Piotr Kosiarski: Dlaczego klerycy w czasach PRL szli do wojska?

DEON.PL POLECA



Ks. dr Kazimierz Fąfara: To dość złożony temat. Episkopat Polski w kwietniu 1950 roku podpisał porozumienie z władzami PRL, zgodnie z którym alumni wyższych seminariów mieli być od tej pory traktowani jak inni studenci i mieć odraczaną służbę wojskową. Niestety już w 1959 roku złamano to porozumienie i powołano pierwszych kleryków z seminarium w Kielcach.

Kto o tym decydował?

- Jak ustalił prof. dr hab. Jerzy Prochwicz, to nie była inicjatywa wojska, tylko Komitetu Centralnego PZPR i Komisji ds. Kleru, a za wcielanie do wojska odpowiadał Urząd ds. Wyznań, który realizował politykę partii. W porozumieniu ze służbami typował seminaria i alumnów, których należy wcielić do wojska.

Najczęściej było to celowe działanie, wymierzone w stronę jakiegoś "niewygodnego" biskupa. I tak hierarchowie, którzy nie byli akceptowani przez władzę ludową, musieli liczyć się z tym, że klerycy z ich diecezji mogą zostać powołani do odbycia służby wojskowej.

O tym, że kleryk był powoływany do wojska, decydowały również inne czynniki. Tak było w przypadku Księdza. Czym "podpadł" Ksiądz władzom?

- Po pierwsze, gdy byłem w szkole średniej, stanowczo odmówiłem współpracy z władzą komunistyczną. I po drugie - zapewne na naszym terenie - musiał aktywnie działać pracownik Urzędu do Spraw Wyznań. Myślę, że on również przyczynił się do tego, że zostałem powołany do wojska.

Trudności zaczęły się już na samym początku.

- Czas przed przysięgą był bardzo trudny. Czuliśmy się skrzywdzeni, ponieważ wyrwano nas ze społeczności seminaryjnej i nie mogliśmy tak jak koledzy, kontynuować drogi do kapłaństwa. Z drugiej strony czas w koszarach był okazją do sprawdzenia się. Wojskowa rzeczywistość była dla nas na pewno bardzo szokująca. Ciągłe wrzaski i krzyki, wszystko w pośpiechu. Dla nas dziewiętnastolatków było to trudne. Wyjątkowo dokuczało również to, że zwłaszcza w pierwszym roku służby prawie nigdy nie mogliśmy uczestniczyć w niedzielnej Mszy świętej. Do tego dochodziła tęsknota za seminarium i domem rodzinnym.

Tym bardziej, że żołnierzom-klerykom było o wiele trudniej uzyskać przepustkę, niż świeckim. Jak wyglądały wasze relacje ze świeckimi szeregowymi?

- Świeccy szeregowi byli specjalnie dobierani do jednostek kleryckich, by zdawać przełożonym sprawozdania, jakie nastroje panują w drużynie, w plutonie, co klerycy mówią, jak oceniają system i przełożonych… W związku z tym świeckim szeregowym było dużo łatwiej uzyskać urlop, czy udać się na przepustkę. Było to widać bardzo wyraźnie. Myślę jednak, że świeccy szeregowi wcale nie chcieli nam zaszkodzić. Pewnie niektórzy z nich byli oszukiwani, nie bardzo wiedzieli, w jakiej rzeczywistości się znaleźli.

Jak w wojsku ludowym łamano ducha kleryków? W jaki sposób zniechęcano ich do powrotu do seminarium?

- Przede wszystkim składano nam wiele propozycji - oferowano atrakcyjne studia, proponowano zostanie żołnierzem zawodowym. Tym co mogło skutecznie zniechęcić do powrotu do seminarium, było również traktowanie studiów teologicznych jak kursu, studium pomaturalnego. Dla naszych przełożonych nie byliśmy studentami. Oczywiście była to nieprawda, bo do seminarium nie można było wstąpić bez matury.

Czytając Księdza wspomnienia, byłem zaskoczony tym, że klerycy w wojsku, często w konspiracji i ukryciu, studiowali.

- Przywilejem kleryków odbywających służbę wojskową było to, że mogli oni zdawać egzaminy w każdym Wyższym Seminarium Duchownym w Polsce. Zostałem zabrany do wojska w czasie pierwszego roku, a po powrocie szybko "wskoczyłem" na rok trzeci. Żeby go jednak zakończyć, musiałem zaliczyć wszystkie przedmioty z roku drugiego. Niektóre egzaminy zdawałem więc jeszcze w czasie służby wojskowej - u profesorów seminarium tarnowskiego lub wrocławskiego.

Jak wyglądało uczenie się w warunkach wojskowych?

- Najczęściej odbywało się ono w konspiracji. Przy łóżkach mieliśmy szafki żołnierskie, które często były sprawdzane pod kątem przechowywania w nich Pisma Świętego albo książek religijnych. Jeśli je znajdowano, często wyrzucano je do kosza. Z tego powodu skrypty czy podręczniki trzymaliśmy pod materacami. Dzieliliśmy się nimi między sobą i jak mieliśmy trochę czasu wolnego, wykorzystywaliśmy go na naukę. W koszarach była również biblioteka, w której mogliśmy przechowywać książki i z nich korzystać.

Nie zawsze mógł ksiądz uczestniczyć w niedzielnej Mszy świętej.

- Niedzielna Msza święta jest ważna dla każdego człowieka wierzącego. Tym bardziej trudno sobie wyobrazić kleryków, którzy w niej nie uczestniczą. Jak sobie z tym radziliśmy? Gdy była niedziela i mieliśmy trochę czasu, odmawialiśmy z małych mszalików części stałe Mszy i czytaliśmy Pismo Święte. W ten sposób rekompensowaliśmy sobie brak uczestniczenia w Eucharystii. Nie raz nam w tym przeszkadzano - na przykład zwoływano zbiórki. Po pewnym czasie już było łatwiej i mogliśmy uczestniczyć w Mszy świętej sprawowanej w pobliskim kościele pod wezwaniem św. Mikołaja w Brzegu. Zależało nam wtedy, by mieć na sobie strój liturgiczny, jednak przełożeni zabraniali nam go ubierać na mundury. Tłumaczyli to tym, że strój liturgiczny niszczy mundury wojskowe.

Kilka razy w roku przyjeżdżali do nas kapelani z Generalnego Dziekanatu Wojska Polskiego, którzy odczytywali referaty patriotyczne. Ponieważ były one ocenzurowane przez Urząd do Spraw Wyznań, treści religijnej praktycznie w nich nie było. Pożytek z przyjazdów kapelanów był jednak taki, że mogliśmy się wyspowiadać i uczestniczyć we Mszy świętej.

W kwestii uczestniczenia w niedzielnej Eucharystii sporo zmieniło się po pielgrzymce Ojca Świętego do Polski. Po niej mogliśmy już w każdą niedzielę iść do kościoła. Oczywiście nie wszyscy naraz, co nasi przełożeni tłumaczyli koniecznością "zachowania gotowości bojowej".

Jak Księdza przełożeni zareagowali na wiadomość o tym, że Karol Wojtyła został wybrany na papieża?

- To był bardzo radosny dzień. O wyborze Polaka na papieża dowiedzieliśmy się z radia Wolna Europa, którego słuchaliśmy na niewielkim odbiorniku kolegi. Wiadomość tą potwierdził Dziennik Telewizyjny, który musieliśmy codziennie oglądać. Zapanowała wśród nas euforia. Od razu udaliśmy się do sali, w której zaczęliśmy odmawiać różaniec. Szybko nas przepędzono, ale następnego dnia, w czasie apelu, dowódca jednostki, wiadomo jakiej opcji, stanął przed nami i powiedział: "Cieszymy się, że nasz człowiek został papieżem". Oczywiście to wcale nie był żaden "człowiek dowódcy", o czym dobrze wiedzieliśmy.

Jeśli chodzi o zmianę w zachowaniu przełożonych, to na początku nie było widać wielkiej różnicy. Ciągle stosowali oni te same metody. Radykalna zmiana nastąpiła dopiero po pierwszej pielgrzymce papieża do Polski.

Co się wtedy wydarzyło?

- W czasie pielgrzymki Jana Pawła II do Polski miało miejsce najbardziej radosne doświadczenie w czasie mojej dwuletniej służby w wojsku. Gdy dowiedzieliśmy się, że papież odwiedzi nasz kraj i będzie chciał spotkać się na Jasnej Górze z seminarzystami, zaczęliśmy pisać do różnych instytucji prośbę o umożliwienie nam wyjazdu. Trochę to trwało, ale w końcu, tuż przed przyjazdem Ojca Świętego, dano nam cztery dni urlopu. Był jednak warunek - na spotkanie z papieżem mieliśmy się udać w ubraniach cywilnych. Może dziś nie brzmi to nadzwyczajnie, ale w tamtych czasach było czymś niedopuszczalnym, żeby żołnierz wyjechał na urlop nie w mundurze wojskowym. Poprosiliśmy rodziców, żeby przysłali nam ubrania i - oczywiście po cywilu - pojechaliśmy najpierw do domów rodzinnych, a potem na spotkanie z papieżem. Kiedy już byliśmy w Częstochowie, rozwinęliśmy transparent, który wcześniej przygotowaliśmy: "Alumni żołnierze w jedności z Ojcem Świętym". Szliśmy z nim jasnogórskimi alejami, śpiewając nasz hymn: "Wojenko, wojenko, cóżeś ty za pani, że za tobą idą, że za tobą idą klerycy wybrani" i tak dalej. Ludzie patrzyli na nas z konsternacją. Doszliśmy pod same wały Jasnej Góry. Zaczęła się Msza święta i homilia papieża. Jan Paweł II rozejrzał się i powiedział: "Widzę tutaj las transparentów, nie sposób je wszystkie odczytać, ale pozwólcie, że odczytam jeden". Przeczytał nasz, po czym dodał: "Gdybym ja miał tu transparent, to byłoby na nim napisane: »Ojciec Święty w jedności z alumnami żołnierzami«". Dla nas to było niesamowite! To, co miało być ukryte, usłyszał cały świat. Nikt nie miał już wątpliwości, że kleryków zabierają do wojska.

Byliśmy ciekawi, jaka będzie reakcja władz wojskowych, gdy wrócimy. Okazało się jednak, że w ogóle nie podjęto tematu. Nastąpiła za to odwilż.

W swoich wspomnieniach opisał Ksiądz słowa, które w trudnych chwilach dodawały nadziei: "Będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mego Imienia, lecz kto wytrwa do końca, będzie zbawiony". To Ewangelia z dzisiejszego dnia.

- Wyznawcy Chrystusa na każdym etapie dziejów doświadczali różnych trudności i prześladowań. Nie twierdzę, że służba w wojsku była jakimś rodzajem totalnego prześladowania, jakkolwiek zdarzało się, że czasem myśleliśmy o niej w ten sposób. Najważniejsze jest jednak przekonanie, które zawsze nam towarzyszyło: "Chrystus jest razem z nami, a my dla Niego jesteśmy w stanie złożyć ofiarę". Dla Chrystusa, dla Kościoła, ale też dla potwierdzenia tego, że dokonaliśmy słusznego wyboru, wstępując na drogę kapłaństwa.

Ks. dr Kazimierz Fąfara - współautor trzytomowego opracowania "Bóg nie jest Bogiem wojny. Wspomnienia alumnów-żołnierzy", stanowiącej studium na temat księży, którzy w latach 1959-1980 zmuszani byli do odbycia zasadniczej służby wojskowej w Wojsku Polskim. To również największy zbiór wspomnień byłych alumnów-żołnierzy, jaki ukazał się do tej pory. Książkę przy wsparciu Uniwersyteckiego Centrum Badań Wolności Religijnej UKSW wydało Wydawnictwo Naukowe UKSW. Wydanie pozycji zbiegło się w czasie z odbywającym się w Warszawie w dniach 17-19 października zjazdem byłych alumnów-żołnierzy. Ks. dr Kazimierz Fąfara jest duszpasterzem Policji na terenie diecezji tarnowskiej, a od 2015 roku proboszczem w Łososinie Górnej koło Limanowej.

Kiedyś pilot wycieczek, obecnie dziennikarz, podróżnik, bloger i obserwator świata. Od 10 lat redaktor DEON.pl. Uważa, że rzeczy materialne starzeją się i tracą na wartości, a radość z podróżowania jest ponadczasowa i bezcenna. Jego ulubionym kierunkiem jest północ, a dokładniej wszystko "w górę" od pięćdziesiątego równoleżnika. Od miast woli naturę, najlepiej oglądaną z okna pociągu. Interesuje się również historią, psychologią i duchowością. Lubi latać dronem, wędrować po górach i szukać wokół śladów obecności Boga. Prowadzi autorskiego bloga Mapa bezdroży oraz internetowy modlitewnik do św. Józefa. Można go śledzić na Instagramie.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Wit Chlondowski OFM

Każdego dnia przeżywamy wiele napięć i stresów. Czujemy się przeciążeni i osamotnieni. Bywa, że nie rozumiemy tego, co dzieje się w nas samych. Zmienność uczuć, codzienne doświadczenia, nieuporządkowana historia życia… To wszystko wpływa nie tylko...

Skomentuj artykuł

"Zawsze wiedzieliśmy, że Chrystus jest z nami". Tak wyglądała służba żołnierzy-kleryków w czasach PRL
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.