"Muzyka kocha miłością zaborczą"

"Muzyka kocha miłością zaborczą"
"Nie daliśmy przez ten czas żadnej plamy: czy to muzycznej czy też obyczajowej (fot. wikipedia.pl)
Logo źródła: Czas Serca Dorota Mazur / "Czas Serca"

Grzegorz Markowski: Nasza historia przez te lata bardzo wirowała. Była zagmatwana, gdyż nastąpiło wiele rotacji osobowych. Te decyzje nie należały do najłatwiejszych, ale skoro istniejemy i mamy się dobrze, to musiały być dobre. Nie jest sztuką bowiem trzymać Pana Boga w pół, tylko padając, chwytać Go za piętę. I my przez te meandry naszej trzydziestoletniej historii staraliśmy się właśnie złapać Go za pięty. I ten czas minął bardzo szybko. Dla mnie aż za prędko.

Chcieliśmy we wszystkim, co robimy, zachować wewnętrzną czystość – choć to trudne w tej branży. Pragnęliśmy – i nadal jest to nasz cel – aby grać muzykę jak najuczciwiej. Wykonywać ją tak, by dawała radość odbiorcom, fanom, ale i przy okazji nam. Dopiero potem zaczęliśmy się zastanawiać, jak z tego przeżyć, jak zarobić na tworzeniu. Nie chcieliśmy popaść w komercję czy niszę. Kiedy bowiem zaczyna liczyć się pieniądze, to one z biegiem czasu potrafią zdeterminować i zasłonić świat. A gdy tak się stanie, to człowiek idzie na różnorakie kompromisy i tym samym przestaje być muzykiem. Nam udało się nie wpaść w tę pułapkę. Wydaje mi się też, że nie daliśmy przez ten czas żadnej plamy: czy to muzycznej czy też obyczajowej.

DEON.PL POLECA




Zgadza się. To może bywa pociągające, zwłaszcza dla młodych ludzi. Jednak ten świat stojący otworem, alkohol, używki, możliwość nawiązania krótkotrwałych znajomości z kobietami bez jakichkolwiek zobowiązań i przede wszystkim inny tryb życia stały się dramatami, których – w życiu wielu moich kolegów – byłem świadkiem. W show-biznesie pokusy czyhają wszędzie. Jednak najgorsze jest to, że współczesny czas jest bardzo nastawiony na konsumpcję i ludzie – kiedy im się coś spodoba lub czegoś zapragną – muszą od razu to otrzymać. Ale nie tędy droga. Trochę ascezy przyda się każdemu i taki czas postu potrzebny jest dla wzrostu nie tylko ciała, ale i ducha.

Jaka jest artystyczna dusza?

Ona zawsze cierpi, ponieważ odbiera świat trochę inaczej. Na innych falach. Muzyka jest taką panią, która kocha miłością zaborczą. I sam się często na tym łapię. Zdarzało mi się nieraz chodzić przez trzy dni jak w amoku, rozmawiać z żoną, ale tak naprawdę jej nie słyszeć, ponieważ myślałem o piosence, która zaczęła tworzyć się w mym umyśle w piwnicy, ale nie potrafiłem jej dokończyć od razu w całości. Trzeba jednak nauczyć się podchodzić do wszystkiego, co nas spotyka czy otacza, z przymrużeniem oka, aby nie dać się zwariować. I to nie jest wcale łatwe.

Człowiek jest już taką istotą, że chce zawsze być na czasie i spróbować wszystkiego, co oferuje świat – zwłaszcza ten „wielki i szeroki”, pełen fleszy i popularności, o którym wspominał Pan przed chwilą. Was to nie skusiło?

Jeśli nam się to zdarzyło, to w sposób bardzo delikatny, ponieważ zawsze staraliśmy się rozdzielać nasz czas pomiędzy muzykę i rodzinę. I tak jest do tej pory. I co ciekawe: Darek Kozakiewicz ma obecnie 60 lat i pięcioletnie dziecko. Musi wiec dbać o kondycję, by doczekać matury i ślubu swej pociechy.

Nie jest to łatwe, ponieważ muzyka wymaga zaangażowania i czasu. W związku z tym trzeba podejść do niej jak do zawodu, wręcz urzędniczo. Na pewno pomaga w tym przedsiębiorcze podejście, punktualność i sumienność. Na scenie jednak należy zawsze stawać się artystą i dawać z siebie wszystko, co najlepsze.

Każdy ma swój rytm biologiczny i psychiczny, który każe iść o 23.00 spać, a rano wstać wcześniej lub później. Tak samo dla wielu ludzi walizka kojarzy się z wyjazdem na wakacje. U mnie jest nieco inaczej. Gdy widzę jakąś torbę podróżną, to nie pałam zapałem. W tej powtarzalności trzeba bowiem umieć się odnaleźć. Jedni to potrafią, a inni nie. Są ludzie, którzy potrafią się znużyć zespołem po roku czy dwóch, a piosenką po trzech miesiącach. Z muzykami jest czasem tak jak z chirurgami, którzy mają już dość operowania ciągle ślepej kiszki lub kończyny. Jednak wszystko trzeba robić konsekwentnie i w myśl zasady: „cesarzowi należy się to, co cesarskie; Bogu to, co boskie”. Należy też być ostrożnym, bo po wielkim sukcesie może pojawić się kolejny, ale niekoniecznie. Trzeba się liczyć także z porażką, gdy coś nie wyjdzie. Łatwiej ją jednak przeżywa się porażkę, gdy jest się w stałym związku i ma się oparcie w swym współmałżonku w każdej chwili. Lepiej świętuje się sukces we dwoje, a w chwili zawodu czy niepowodzenia można znaleźć w drugiej osobie oparcie.

Nie. Wręcz odwrotnie – posmutniałem, choć te pierwsze próby były bardzo niewinne. Poddaliśmy jej jednak alternatywę, aby poszła na dziennikarstwo. I zdobyła licencjat z dziennikarstwa filmowego. Jednak muzyka ją pociągała przez cały czas. I ten najtrudniejszy czas – wejścia w całą tą muzyczną otoczkę – przeszła bardzo dobrze. Bez żadnych wstrząsów. I cieszy mnie to, ponieważ wielu jej rówieśników pogubiło się na tym etapie swego życia przez alkohol, inne używki czy zupełnie inny tryb życia. Ale przez cały ten czas starałem się być takim strażnikiem – i czynię to nadal – aby dbać o jej ciało, ducha, rodzinę, a teraz także i dziecko.

Nie, ponieważ to by się źle skończyło. Choć pewnie pod presją i za radą rodziny zrezygnowałaby z tej drogi, bo nas kocha i ufa nam. Poszłaby pewnie na prawo czy medycynę, ale potem żałowałaby do końca życia. A ja razem z nią.

Unikamy dalekosiężnych planów, bo mogą być one bardzo wątpliwe. Owszem, zarys jakiś zawsze jest, ale najczęściej dokładniejszy tylko na jeden sezon. Trwa on miej więcej od marca do października. I ten czas siedmiu czy ośmiu miesięcy jest zaplanowany pod względem tras koncertowych w kraju i za granicą czy różnorakich promocji.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

"Muzyka kocha miłością zaborczą"
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.