Partia obojętności i nowi barbarzyńcy

9 lat temu
Logo źródła: Dziennik Polski Maciej Brachowicz / "Dziennik Polski"

Do niedawna na tle innych państw Europy Polska mogła uchodzić za dziwne, konserwatywne kuriozum. Właściwie brakowało nam tak powszechnej w UE postępowej lewicy; SLD nie odpowiadał jej definicji, choć czasami jednak się starał. Po ostatnich wyborach, wraz z sukcesem Ruchu Poparcia Palikota, obraz Polski "znormalnieje". Ale sukces tego Ruchu jest dziełem (zamierzonym bądź nie) partii rządzącej i warto zrozumieć, jak do tego doszło.

Dwie rewolucje

W latach 60. przez kraje Europy zachodniej oraz przez Polskę przetoczyły się rewolucje, które - pozornie podobne - bardzo jednak od siebie odbiegały. Obydwie odwoływały się do wolności od opresji, ale o ile te zachodnie za taką wolność uznawały wyzwolenie od pruderii obyczajowej i konserwatywnych rządów, maszerując pod portretami bohaterów komunistycznych, o tyle w Polsce od tych samych bohaterów komunistycznych chciano się uwolnić. I choć dziś weterani obydwu rewolucji często chętnie się na siebie powołują (ci zachodni, żeby uszczknąć trochę z glorii bohaterów walki o wolność prawdziwą; ci rodzimi, żeby wesprzeć tendencje laicyzacyjne i lewicowe w Polsce), nie miały one ze sobą wiele wspólnego.

Po roku 1989 Polska znalazła się w pewnym sensie 20 lat za państwami zachodnimi; socjologowie twierdzili, że rewolucja obyczajowa, która przeszła przez państwa zachodnie całkowicie zmieniając ich społeczeństwa, musiała zawitać nad Wisłę. Przez wiele lat wydawało się jednak, że nie będzie żadnej rewolucji i choć zmiany oczywiście postępowały, były bardzo powolne i niezbyt głębokie. Tak się wydawało, ale obecnie mamy do czynienia z czymś, co można uznać za początek głębokiej rewolucji.

Partia mimowolnego postępu

Zaskoczeniem może być to, że rewolucja rozpoczęła się wraz z rządami partii, która jeszcze kilka lat temu wydawała się naznaczona istotnym elementem konserwatywnym. Rewolucja nie przyszła wraz z SLD Kwaśniewskiego, Millera i Cimoszewicza, bo choć stary aparat komunistyczny majstrował przy aborcji (na wzór ustawy z lat 50.) to cechował się pewnym szczególnym rodzajem zachowawczego i bezrefleksyjnego konserwatyzmu społecznego.

Nie przyszła także z odmłodzonym SLD Napieralskiego, bo widocznie łączenie w jednej partii radykalizmu społecznego z pozostałościami po betonie komunistycznym nie było atrakcyjne wyborczo.

Rewolucja przyszła natomiast z partią uśmiechniętych panów i pań, w schludnie dopasowanych garniturach i kostiumach, ładnie mówiących o potrzebie zyskania szacunku w Europie, pójścia z jej głównym nurtem i modernizacji Polski. Partią, która skupia ludzi o bardzo różnych poglądach, od Gowina po Hübner i Arłukowicza, a przymierzają się do niej kolejne tuzy lewicy. Nie oni jednak będą nadawać główny kierunek (choć PO będzie bez wątpienia skręcać w lewo), a centrum partii. Centrum wykazuje się zaś zupełną bezideowością i to jest, w oczach wielu, jego największa zaleta.

Gdy piszę, że centrum jest bezideowe, pomijam jedną ideologię, która to centrum spaja - władzę. A za władzą idą oczywiście wpływy, stanowiska i pieniądze. Wierchuszka PO nie ma w głowie daleko idących programów zmiany Polski w stylu Napieralskiego czy Palikota (choć młodzi z PO są bardziej radykalni). Chce się jedynie utrzymać przy władzy, tak długo, jak to możliwe. I w tym miejscu między PO a tymi, którzy dążą do radykalnych zmian wytwarza się synergia.

Aby PO mogła być partią władzy, musi mieć za sobą sojusz medialno-intelektualny, który będzie zwalczał jedynego realnego obecnie pretendenta do tronu. PiS. Sojusz ten, choć sam ma interes w niedopuszczeniu PiS-u do władzy, nie oddaje jednak poparcia za darmo. W zamian oczekuje, że Polska pod rządami PO będzie dążyła w określonym kierunku. Oczywiście, sojusz ten nie jest przypieczętowany żadną umową. Żądania strony medialnej można znaleźć np. na łamach gazet czy w programach informacyjno-publicystycznych prywatnych stacji telewizyjnych i rozgłośni radiowych. Natomiast strona rządowa, aby zadowolić media ją wspierające, nie wyświetli reklamówki mediów konkurencyjnych w telewizji publicznej, bo mogłyby one wzmocnić zwolenników PiS-u.

Taka partia obojętnych jest dla wielu postępowych intelektualistów nawet lepsza niż radykałowie. We wciąż dosyć konserwatywnym polskim społeczeństwie wprowadzanie zmian pod wyraźnym szyldem rewolucyjnym budziłoby zbyt duży sprzeciw i mogłoby wywołać reakcję obronną. Doskonale rozumieją to publicyści "Gazety Wyborczej" i "Krytyki Politycznej", którzy najchętniej wchodzą z rządem PO w konszachty, czego spektakularnym przykładem był transfer Jarosława Makowskiego na szefa think-tanku PO. Te dwa środowiska to ucieleśnienie postępowej lewicy w Polsce. Oczywiście zawsze znajdą się raptusy, którym puszczają nerwy, jak Robert Biedroń, wstydzący się przed postępową Europą, że homoseksualiści w Polsce nie mają prawa do małżeństw, czy Wanda Nowicka, która spać po nocach nie daje rady, bo kobietom w Polsce "odbiera się prawo do aborcji". Ci trzymają z Palikotem, ale większość wie, że rewolucja w Polsce musi się jeszcze odbywać w przebraniu.

A przebranie to pod maską przyzwoitości kryje "morze obojętności". Obojętność jest natomiast najgroźniejszą plagą nowoczesności, której Platforma jest, niestety, doskonałym ucieleśnieniem. Platformie nie przeszkadzało, że pod Pałacem Prezydenckim znieważano krzyż i opluwano modlące się przy nim osoby, w końcu PO przed księżmi nie klęka. Nie przeszkadzało zatem także, że w telewizji występuje w roli autorytetu satanista, a więc wyznawca zła, w końcu jest on "ziomalem" prezydenckiego ministra Sławomira Nowaka. Nie przeszkadzało PO, że Europejski Kongres Kultury we Wrocławiu promował jednostronnie kulturę lewacko-anarchistyczną i żadnej innej. Nawet dała na to pieniądze, tak jak dała lokal w centrum Warszawy na działalność kulturalną polskich lewaków czy wspierała zmiany w prawie umożliwiające uznawanie związków homoseksualnych zawartych zagranicą. Nie mówiąc już o aktywnym działaniu w celu przyjęcia ustawy uznającej rodzinę za źródło opresji wobec dzieci czy innych działaniach niszczących resztki polityki prorodzinnej oraz sprzeciwie wobec ustawy zakazującej aborcji (poza 15 posłami).

Na ile te (i wiele innych) przykłady wynikają z głupoty i ignorancji, a na ile z cynizmu i arogancji poszczególnych członków PO, nie ma tu większego znaczenia. Ważne, że rewolucja rozpoczęła się, skutecznie legitymizując działania Janusza Palikota.

Partia radykalnego postępu

Co te zmiany oznaczają? W krótkim okresie może niewiele, ale w perspektywie kilkunastu lat mogą przynieść radykalne skutki. Część wprowadzonych prawem reform trudno będzie odwrócić, jak np. ustawę o przeciwdziałaniu przemocy wobec dzieci. Ważniejsze mogą być jednak zmiany w świadomości. Wiele tzw. autorytetów wyczuło sprzyjający klimat i zaczęło nas bombardować propagandą mniej lub bardziej nachalną. Na łamach gazet Kościół katolicki coraz częściej przedstawiany jest w roli opresora, a promuje się styl bycia możliwie lekki, dający najwięcej przyjemności.

Aktywnym graczem na tym polu staje się powoli polska produkcja filmowa, głównie małego ekranu. Na domiar złego edukacja pod rządami obecnej pani minister marnieje dramatycznie, pozostawiając młodych ludzi zupełnie nieodpornych na te zjawiska, co jest zapewne celem jej reform. Zjawiska te będą w najbliższym czasie tylko narastać, tym bardziej, że na scenę polityczną wkracza właśnie nowa, iście barbarzyńska siła. Dla niej nie ma już żadnej świętości, przed niczym się nie cofnie. Wyrosła w klimacie przyspieszonej erozji wartości podstawowych, które padły ofiarą wojny PO przeciw PiS (jeżeli PiS się za czymś opowiadał, to PO była przeciw albo przynajmniej zdecydowanie nie była za).

Młodzi, podpuszczeni przez media mające w tym interes, uwierzyli, że to PiS jest wichrzycielem i ruszyli masowo z poparciem partii, która zdaje się być jego antytezą. Myślę, że ruszyli także w poszukiwaniu upragnionej zmiany, tak jakby Janusz Palikot gwarantował lepszą jakość politycznej debaty, pozbawioną negatywnych uczuć. Jeżeli taka była ich motywacja, miejmy nadzieję, że szybko się poznają na swoim błędzie i z wiekiem, tj. do następnych wyborów, zmądrzeją. Inaczej czeka nas już tylko wolniejszy lub szybszy zjazd w kierunku odmętów lewicowego postępu na zasadzie bezmyślnego kopiowania wzorców zachodnich.

*Autor jest prawnikiem i ekonomistą, członkiem Klubu Jagiellońskiego, doradcą konserwatystów w Parlamencie Europejskim.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Partia obojętności i nowi barbarzyńcy
Komentarze (0)

Skomentuj artykuł

Partia obojętności i nowi barbarzyńcy
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.