Ufność zamiast bojaźni i drżenia

(fot. s reilly/flickr.com)

Nie martwcie się o swoje życie, o to, co macie jeść i pić, ani o swoje ciało, czym się macie przyodziać. […] Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. Starajcie się naprzód o królestwo Boga i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane (Mt 6, 25. 32-33).

Lęk to uczucie znane każdemu żywemu stworzeniu. To doświadczenie wspólne ludziom i zwierzętom. Stojąc w obliczu zagrożenia, stosujemy różne strategie przetrwania, które oscylują między ucieczką a agresją. W odróżnieniu jednak od zwierząt, ludzie znają jeszcze strach „drugiego stopnia”, lęk przetworzony społecznie i kulturowo, określany jako „lęk pochodny”. Kieruje on ich życiem niezależnie od tego, czy występuje bezpośrednie zagrożenie. Z lękiem przed światem się rodzimy, a z lękiem przed śmiercią umieramy.

„Lęk” to „nazwa, jaką nadajemy naszej niepewności: naszej niewiedzy o zagrożeniu i o tym, co należy zrobić – co można, a czego nie można – żeby go natychmiast opanować albo odeprzeć, jeśli opanowanie go jest ponad nasze siły” – pisał Zygmunt Bauman.

Przyzwyczajeni jesteśmy sądzić, że największym zagrożeniem dla wiary człowieka są wątpliwości, gdyż mogą one doprowadzić do zwątpienia, a nawet niewiary. Wydaje nam się bowiem, że wiara to kwestia „głowy” – rozumu. Wychowywani na uczeniu się katechizmu, przez wiarę rozumiemy przyjęcie za prawdę tego, co Kościół naucza o Bogu. Oczywiście, chrześcijaństwa nie można zrozumieć, tracąc z oczu treści doktrynalne, a do istotnej misji Kościoła należy strzeżenie i wyjaśnianie depozytu wiary. Wiary jednak nie możemy sprowadzić wyłącznie do właściwych przekonań. Wierze bowiem bliżej do serca niż głowy. Nie chodzi tu o sprowadzenie wiary do irracjonalizmu (fideizmu) czy emocji, ale o podkreślenie, że największym zagrożeniem dla wiary jest lęk. Ponieważ o wiele łatwiej wierzyć w Boga, niż wierzyć Bogu. Centralnym aspektem wiary jest zaufanie.

DEON.PL POLECA

Jezus często konfrontował swoich uczniów i słuchaczy z lękiem, jaki odczuwają w życiu, zadając im pytanie: Kto z was, martwiąc się, może choćby jedną chwilę dołożyć do wieku swego życia? (Mt 6, 27). Wielokrotnie powtarzał „nie martwcie się”, „nie lękajcie się”, wskazując, że postawy te idą w parze z „małą wiarą” (por. Mt 6, 25-34). Jeśli w naszym życiu dominuje lęk w różnych swoich postaciach, to w świetle Ewangelii musimy zadać sobie pytanie o jakość naszej wiary – o szczerość powierzenia swego życia Bogu. Mała wiara to synonim lęku. Jezus wskazuje nam, że miarą naszego zaufania Ojcu jest ilość lęku w naszym życiu. Dobra Nowina to ta, że dojrzewanie wiary rozumianej jako zaufanie Bogu uwalnia nas od lęku i niepokoju. Wiara jako radykalne zaufanie Bogu nie jest protezą na ludzkie bolączki, ale wyzwala nas z kokonu lęku, z którym przychodzimy na świat i w którym możemy szukać schronienia przed przemijaniem i śmiercią.

Co w takim razie należy zrobić z lękiem przed Bogiem? Biblia nie odróżnia między lękiem i przerażeniem z jednej strony a właściwą ludziom bojaźnią Bożą z drugiej. Bóg nie jest tylko i po prostu „miłością”, lecz w pierwszym rzędzie Jego objawienie się budzi przerażenie. Boża chwała i niepojęta wielkość stanowią przede wszystkim coś przerażającego i wzbudzającego lęk. Jak pisze znany egzegeta Klaus Berger, „kto tego nie doświadczył, ten nie ma żadnego pojęcia o biblijnym Bogu. Kto próbuje to zamaskować, ten chyłkiem przemyka obok tego, co może okazać się właśnie początkiem nowego, realistycznego spojrzenia na świat i człowieka”.

Ewangelia nie byłaby Dobrą Nowiną, gdyby jedyną postawą wobec Boga stały się bojaźń i drżenie. Wręcz przeciwnie, nazywając Boga Abba, Jezus wskazał nam, jak mamy na Niego patrzeć i odnosić się do Niego. Orędzie wielkanocne jest orędziem pokoju: Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam (J 14, 27). Jeśli mamy „zanurzyć się w śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa” po to, żeby się „narodzić na nowo” (por. J 3, 1-22), to przemiana ta może się dokonać jedynie poprzez śmierć „starego człowieka” żyjącego w lęku przed całkowitym powierzeniem się Bogu.

Symbolem tego procesu i zapowiedzią zwycięstwa jest krzyż. Jezus mówi: Kto nie dźwiga swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem (Łk 14, 27), ten nie jest Mnie godzien (Mt 10, 38). Niektórym ludziom lęk towarzyszy w życiu w nieproporcjonalny i irracjonalny sposób, objawiając się cierpieniem i chorobą. Takim osobom potrzebna jest fachowa, psychologiczna pomoc. Jednak nie tylko życie emocjonalne, ale i życie duchowe może cierpieć wskutek zdominowania go przez lęk. Czasami potrzebna będzie terapia, aby uwolnić się od „demonicznego obrazu Boga”.

To tylko jedna strona. Ponieważ zło i lęk to „bliźnięta syjamskie”, tylko wiara oparta na Bogu jest w stanie uwolnić nas od nich. To jeden z najważniejszych powodów, dla których warto świadomie potraktować swoje życie duchowe i nie bać się zaangażowania w pracę nad jego rozwojem. Zostawiona została nam przecież zachęta Mistrza, aby ufać, a nie odczuwać bojaźni i drżenia…

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Ufność zamiast bojaźni i drżenia
Komentarze (8)
Kamila
6 lipca 2011, 15:16
" Nie bój się i nie lękaj, ponieważ z tobą jest Pan, Bóg twój, wszędzie, gdziekolwiek pójdziesz".  Joz 1,9 Tato, Tobie ufam i bać się nie będę!
AC
Anna Cepeniuk
6 lipca 2011, 09:43
Ciekawy tekst, ale kiedy doczytałem go do końca to miałem odczucie, że autor mówił o ważnym temacie ale prawie nic o nim nie powiedział. ~Przemek - temat jest raczej tak obszerny, że nawet długi tekst go nie załatwi...... Ale możesz sięgnąć do wielu tekstów Ojca Jacka i nie tylko. Polecam Ci świetne konferencje dotyczące uczuć ks. Krzysztofa Grzywocza - "Uczucia niekochane" Wartość człowieka" i inne. Spodziewałbym się w nim więcej porad, wskazówek.... Przyszło mi na myśl Emaus - "A myśmy się spodziewali".....(Łk 24,21a) - widać jesteś w dobrym miejscu swojej drogi, skoro budzi się w Tobie pragnienie poznawania siebie..... Warto podjąć ten trud i doświadczyć "...pałania serca.." (por. Łk24,32), by opowiadać potem ".... co Cię spotkało ....." (por. Łk 24,35) Pozdrawiam i życzę powodzenia.
WD
Wojtek Duda
5 lipca 2011, 23:21
@Effa - oczywiscie masz racje w 100%. @JurkaS-znanych jest wiele przypadkow, kiedy ludzie, wcale nie w stanie grzechu cięzkiego przeżywają lęk przed, de facto, fałszywm obrazem swojego Boga, np. skrupulanci  - ale nie tylko.  w - jeśli ktoś mial szczęsliwe dzieciństwoa, trafiła na mądrych wychowawców i przewodnikoów zdrową relację z Bogiem - to nic tylko się cieszyć. Jednak ,niestety, nie wszyscy mają takie szczęście -
AC
Anna Cepeniuk
5 lipca 2011, 10:52
Świetny artykuł i jakże prawdziwy........szczególnie w zakresie "nieproporcjonalności" w jego przeżywaniu. Jaka szkoda, że mimo wiedzy na tej temat, nadal w Kościele najczęściej szłyszymy, że to grzech jest tylko tego powodem. Sama doświadczyłam złego kierownictwa duchowego i wiem co to znaczy..... Potwierdzam również, że tłumione lub niewłaściwie przeżywane, objawiają się cierpieniem i chorobą.......... Jaka szkoda, że kapłani ciągle boją sie lub nie chcą zalecać wizyty u terapeuty. Dominikanie w zeszytach W DRODZE już dawno pisali o tym, że "dobry spowiednik ma w konfesjonale wizytówkę dobrego terapeuty"..... ~JurekS wie oczywiście lepiej niż specjaliści w tej dziedzinie...... A ja się zgadzam akurat z tymi, którzy wg Ciebie są poza Kościołem..........znam wielu, którzy ze strachu są w Kościele........inni go ukrywają i wychodzi to w zgorzknieniu i zarządzaniu - oczywiście innymi, najczęściej najbliższymi, którzy z nimi nie mogą wytrzymać.
Jurek
5 lipca 2011, 09:54
Temat ważny chociaż w jednym momencie trochę spłycony Co w takim razie należy zrobić z lękiem przed Bogiem? Biblia nie odróżnia między lękiem i przerażeniem z jednej strony a właściwą ludziom bojaźnią Bożą z drugiej. Bóg nie jest tylko i po prostu „miłością”, lecz w pierwszym rzędzie Jego objawienie się budzi przerażenie. Boża chwała i niepojęta wielkość stanowią przede wszystkim coś przerażającego i wzbudzającego lęk. Rzeczywiście, Jego objawienie budzi przerażenie, ale tylko wtedy kiedy jesteśmy w grzechu (klasyczny przykład Adama w raju) I to powinno być akcentowane. Tak wiele osób stojących po za Kościołem uważa, że chrzescijanie są w nim własnie z powodu strachu. A to nic bardziej mylącego i krzywdzacego.
P
Przemek
5 lipca 2011, 02:50
Ciekawy tekst, ale kiedy doczytałem go do końca to miałem odczucie, że autor mówił o ważnym temacie ale prawie nic o nim nie powiedział. Spodziewałbym się w nim więcej porad, wskazówek jak budować to zaufanie pokonujące lęk. W końcu to artykuł "Życia duchowego" więc niech pokaże jak pracować nad tym Życiem.
WD
Wojtek Duda
4 lipca 2011, 11:26
świetny artykuł o.Prusaka SJ. Szkoda, że tak rzadko na deonie go widać. W TP, mam wrażenie, tez już jakoś rzadziej pisuje - ostatni 'grubszy' tekst to chyba  był o 'Kosmatych myślach ' :)  Mam nadzieję, że wszystko u o.Jacka jest OK - i, że wkrótce zintesyfikuje swoją działalność.
T
teresa
3 lipca 2011, 22:16
Obawiam się,że opiekuje się mną Darwin