Kiedy szukanie miłości zaczyna męczyć. Jak odnaleźć sens będąc singlem? [WYWIAD]

Kiedy szukanie miłości zaczyna męczyć. Jak odnaleźć sens będąc singlem? [WYWIAD]
Zdjęcie ilustracyjne. Fot. Unsplash / Anthony Tran

Nie masz już nadziei na miłość? Jesteś zmęczony randkowaniem i kolejnymi nieudanymi próbami? Czujesz, że jako singel brakuje Ci w życiu sensu? A może zastanawiasz się, dlaczego Twoje relacje wciąż kończą się w podobny sposób? W wywiadzie rozmawiam z dr. Pawłem Cyrkiem, logoterapeutą, o tym, jak odnaleźć sens w życiu będąc singlem, co może utrudniać budowanie relacji i jak nie nakładać na siebie presji podczas randek. Rozmawiamy również o tym, kiedy warto poszukać pomocy terapeuty, czy zrobić sobie przerwę w poszukiwaniu relacji oraz jak podejść do sytuacji, w której podczas poznawania nowych osób nie czujemy ekscytacji.

Weronika Saran: Od wielu osób słyszę: „Mam już dość randkowania. Jestem 30/40+ i każda relacja kończy się tak samo. Nie mam już siły i energii na kolejne spotkania i związki”. Jak osoby, które coraz bardziej tracą nadzieję, że spotkają kogoś odpowiedniego, mogą na nowo odnaleźć w sobie siłę i nadzieję, że jeszcze nic nie jest stracone?

Dr Paweł Cyrek: Osobę, która nie ma już siły na kolejne spotkania, zapytałbym, z czego wynika jej zmęczenie. Jeśli pojawia się ono w związku z wieloletnim zaangażowaniem czasu i uwagi w poznanie kogoś, pracą nad umiejętnościami komunikacyjnymi i nad własnym charakterem, chciałbym wesprzeć taką osobę. Każde, nawet najmniejsze staranie ma znaczenie, powinno zostać zauważone i wzmocnione. Odczuwanie zmęczenia w takiej sytuacji jest zupełnie normalne i nie trzeba się go obawiać – wynika ono z trudu, który ta osoba podejmuje, aby zrealizować swoje pragnienia, czyli to, co jest dla niej ważne i niesie ze sobą sens.

Z kolei z perspektywy wsparcia przyjaciela doceniłbym taką osobę w bardziej osobistych słowach. Powiedziałbym pewnie coś w rodzaju: „Dziękuję Ci za Twoje starania, które podejmujesz od wielu lat, mimo że jeszcze nie widzisz ich efektów. Dziękuję w imieniu tych wszystkich kobiet (lub mężczyzn), które obdarowałeś (lub obdarowałaś) dotąd swoim czasem i uwagą”. Podobne słowa warto też skierować do siebie, gdy nie ma nam kto ich powiedzieć.
Jeżeli jednak odpływ sił związany jest z brakiem nadziei i wycofaniem, zastanowiłbym się, co u danej osoby uległo dezintegracji oraz jakie trudne doświadczenia z przeszłości sprawiają, że zaczęła myśleć: “Szczęście już do mnie nie przyjdzie…”.

Dodałbym też, że bardzo niebezpieczną może być wizja, która zakłada, że będę szczęśliwy tylko wtedy, gdy założę rodzinę. C.S. Lewis pisze w książce „Cztery miłości”: “Jeśli przywiązanie zapanuje niepodzielnie nad życiem człowieka, ziarno zła zacznie kiełkować. Miłość, która została bogiem, stanie się demonem” („Cztery miłości”, tłum. P. Szymczak, 2020). Pisarz pokazuje więc, że można wejść na taką równię pochyłą: zacząć przywiązywać się do własnej wizji szczęścia tak mocno, że z czasem stanie się ona zbyt sztywna i zacznie być źródłem cierpienia.

WS: A co, jeśli założenie rodziny jest największym pragnieniem człowieka?

PC: W tym przypadku odwołałbym się do Nadsensu, którym u osób wierzących jest Bóg i Jego Słowo, oraz do realizacji wartości w życiu. Nie traktowałbym więc pragnienia jako kryterium osiągnięcia szczęścia, ponieważ wynika ono przede wszystkim z naszej emocjonalności i wyobraźni, a nie z obiektywnego przeżywania wartości. Spójrzmy na przykład króla Dawida. Mimo posiadania siedmiu żon, licznych nałożnic i dziewiętnastu synów, w pewnym momencie zaślepiła go wizja szczęścia, które miało przyjść poprzez zbliżenie z Batszebą, żoną Uriasza. Konsekwencje okazały się śmiercionośne i odcisnęły swoje piętno na jego życiu aż do końca jego dni. Mając za sobą wiele bliskich relacji z ludźmi i to doświadczenie, napisał później: “Lepiej się schronić u Pana, niż ufać człowiekowi” (Ps 118, 9).

Patrząc z perspektywy psychoterapii i psychologii, odwołałbym się również do Viktora Frankla, który podkreślał, że bardzo niebezpieczne jest uzależnianie siebie od jednej relacji czy osoby. Frankl zaznaczał, że stajemy się wówczas szczególnie podatni na zranienie. Innymi słowy, jeśli ukochana osoba stanie się jedynym filarem sensu, to w momencie, gdy jej zabraknie, budowla spełnionego życia prawdopodobnie się zawali. Jest to również nakładanie nadmiernego ciężaru na tę osobę, ponieważ ona sama nigdy nie będzie w stanie wypełnić nas do końca.

WS: Jakie filary wyróżniał Frankl?

PC: W książce “Bóg ukryty” Frankl napisał: “Pierwsza droga wiedzie przez spełnianie czynu i tworzenie dzieła, druga poprzez doświadczenie czegoś lub spotkanie kogoś; innymi słowy, sens życia można odnaleźć nie tylko w pracy, ale również w miłości. Najważniejsza jest wszakże trzecia droga: stając w obliczu losu, którego nie sposób zmienić, jesteśmy powołani, aby jak najlepiej tę sytuację wykorzystać, wznieść się ponad siebie, przerosnąć siebie, słowem – stać się innym człowiekiem (“Bóg ukryty. W poszukiwaniu ostatecznego sensu”, przekł. A. Wolnicka, 2012, s. 177). Ten trzeci filar oznacza najczęściej nasze reakcje w obliczu wyzwań i cierpienia.

WS: A jak singiel, który chce założyć rodzinę może lub powinien się rozwijać?

PC: W takiej sytuacji przyjrzałbym się temu, w jaki sposób ta osoba bierze odpowiedzialność za poszczególne sfery swojego życia. W sferze relacyjnej przyglądam się na przykład temu, czy jestem gotowy wykonać konkretną, nie zawsze łatwą pracę, żeby w przyszłości być lepszym małżonkiem. Na przykład rozwijam się poprzez spotkania z rodzinami lub parami, które mają zdrowe relacje, mimo, że wiąże się to dla mnie z pewnym dyskomfortem. Być może przeżywam wtedy tęsknotę za tym, że jeszcze nie jestem w związku.

Inną formą rozwoju w tej sferze może być angażowanie się w takie społeczności, w których mogę realizować swoje pragnienia. Może jeszcze nie w taki sposób, jak miałoby to miejsce we własnej rodzinie, ale mogę otaczać opieką tych, którzy tego potrzebują. Mogę udzielać korepetycji, prowadzić warsztaty dla dzieci – ruchowe, wokalne, muzyczne – albo angażować się w różne inne działania. Wszystko to może nie tylko przygotować mnie do roli przyszłego rodzica, ale także pozwolić mi realizować poczucie sensu już teraz, kiedy nie mam jeszcze własnej rodziny. Jeżeli chcę kiedyś podjąć poważną decyzję o spędzeniu z kimś całego życia, potrzebuję być przygotowany na życie w grupie, która nie zawsze jest źródłem pocieszenia i w której nie zawsze jest łatwo. Takie doświadczenie przygotowuje mnie do budowania bliskich więzi. Ważne jest też, żebym, będąc częścią wspólnoty, nie tylko czerpał z niej dla siebie, ale również potrafił coś od siebie dawać.

Kolejną sferą jest wymiar duchowy. W tym obszarze ważne jest branie odpowiedzialności zarówno za swoje zasoby, jak i za swoje frustracje. Warto przyjrzeć się temu, czy tych frustracji nie jest na co dzień zbyt wiele. W tym kontekście objawem zdrowia jest akceptacja, której nam przybywa względem cierpienia, siebie i innych. Gdy pojawia się poczucie rozbicia możemy też zastanowić się, kiedy pewne zachowania mogą być objawem współuzależnienia.

DEON.PL POLECA

WS: Bardzo podoba mi się określenie „odpowiedzialność”. Czy dobrze rozumiem, że chodzi o pewnego rodzaju zobowiązanie wobec naszego pragnienia?

PC: Odpowiedzialność jest odpowiedzią na wolność. Jeśli coś we mnie rezonuje jako dobro, przykładowo spotykam parę, która jest dla mnie przejmującym przykładem bycia małżonkami i rodzicami, to chcę czerpać z ich doświadczenia. Chcę, jak to się mówi w psychologii, uczyć się obcowania z bezpiecznymi obiektami, czyli z osobami, które mogą być dla mnie inspiracją i wzorem tego, jak żyć. Na tym właśnie polega moja odpowiedzialność - na świadomym wyborze, żeby spędzać z nimi czas. To konkretny krok mojej wolnej woli w stronę odpowiedzi, która nie zawsze jest łatwa, ale którą postrzegam jako wartość.

WS: Często słyszę historie w rodzaju: “Szukałem/am kogoś przez kilkanaście lat i dziś nie widzę sensu w tym czasie”. Jak można odnaleźć sens w okresie, który dla wielu osób wydaje się bezcelowy?

PC: Dobrze się zastanowić, czy w tym okresie było więcej poczucia sensu, czy jego braku. Warto przy tym pamiętać, że znaczenie ma każda praca, jaką wykonaliśmy nad sobą w różnych wymiarach. W wymiarze fizycznym, społecznym i osobistym może się okazać, że nasze działania miały sens i były wartościowe. Pamiętajmy też, że pełne ich znaczenie może objawić się dopiero za jakiś czas. Nie powinniśmy również budować w sobie nadmiernego poczucia winy, lecz przyjrzeć się temu, co możemy zrobić tu i teraz, aby nie wpaść w pułapkę determinizmu, który każe nam uciekać w doświadczenia z przeszłości lub w cukierkowe wizje przyszłości.

WS: Wspomniałeś, że single nie powinny nakładać na siebie presji czasu w poszukiwaniu drugiej połówki. Jak jej nie ulegać, gdy czujemy, że zegar biologiczny tyka, a nasi znajomi są już dawno po ślubie?

PC: Wróciłbym do pytania, czy tu i teraz biorę odpowiedzialność za to, na co mam wpływ. Viktor Frankl przebywając w getcie w Terezinie napisał: „Nic tak nie pozwala przezwyciężyć zewnętrznych trudności i wewnętrznych dolegliwości, jak świadomość posiadania zadania w życiu”. Po czym zaczął propagować tę myśl, wygłaszając profilaktyczne wykłady, mające podnieść ducha uwięzionych w getcie Żydów. Jeżeli realizuję to, co do mnie należy w swojej codzienności, to osiągam przez to pewien poziom zintegrowania. Nie kieruje mną już dystres, lecz eustres. Mogę odczuwać pewne napięcie, smutek i tęsknotę, ale nie popadam w depresję ani nie działam impulsywnie czy nadmiarowo. Robię to, co odczytuję jako sensowne tu i teraz względem siebie i wobec otaczającego świata. Należy też pamiętać, że każdy ma swoją indywidualną drogę do urzeczywistniania sensu, a porównywanie się z innymi może utrudnić jej odnalezienie.

WS: Wiele mówisz o poczuciu własnej sprawczości i byciu wytrwałym. A czy są takie momenty, kiedy warto po prostu powiedzieć „Okej, starałem się, ale odpuszczam”?

PC: Jeśli ktoś systematycznie troszczy się o swoje ciało, umysł, ducha i relacje, może w pewnym momencie powiedzieć sobie: „Odpuszczam”. Ale nie na zasadzie, że nagle spadnie mi ta osoba z nieba jak meteoryt, a wszelkie znaki na niebie i ziemi powiedzą: „To ten! To ta!”, po czym nastąpi stopklatka i miłość od pierwszego wejrzenia. Jeśli wcześniej podejmowałem wiele inicjatyw i trwało to latami, teraz więcej pozostawiam w sferze Opatrzności, ale jednocześnie nie rezygnuję z działania. Zamiast uczestniczyć w czterech spotkaniach w miesiącu, wybieram na przykład dwa.

WS: Czy jest coś, co może utrudniać nam znalezienie drugiej połówki?

PC: Bardzo często trudności w budowaniu relacji mają swoje źródło w dzieciństwie i wynikają ze sposobu, w jaki byliśmy kształtowani, a także z tego, jak nasze ciało migdałowate odtwarza dziś pewne przeżycia, emocje i lęki. Jedną z rzeczy, które mogą utrudniać znalezienie drugiej połówki, jest życie w – jak to nazywam – filtrach: w małych przekonaniach, które z czasem stają się blokadami. Znam na przykład mężczyznę, który ma dość wyśrubowane kryteria dotyczące tego, kogo chciałby poznać. Wchodzi do miejsca, w którym jest sto kobiet, a fizycznie podobają mu się tylko dwie lub trzy. Warto więc zastanowić się, czy jego kryteria nie są zbyt wygórowane, a jeśli tak, to z jakich obaw i lęków mogą wynikać.

Można w takich sytuacjach zrobić pewien test – sprawdzić, czy dobrze czuję się przy drugiej osobie dlatego, że jest dobrze odbierana przez innych, czy też dostrzegam w niej pięknego człowieka niezależnie od opinii innych. Warto również przyjrzeć się temu, czy lubię samego siebie i czy dobrze czuję się ze sobą. Jeśli nie, zdecydowanie warto rozważyć przepracowanie pewnych kwestii na terapii. Spotkanie z psychoterapeutą można też potraktować doraźnie, żeby przyjrzeć się swojemu funkcjonowaniu okiem specjalisty. Osobom wierzącym i chrześcijanom polecałbym logoterapię.

Oprócz filtrów przeszkodą może być również nasz temperament. Jeśli ktoś jest introwertykiem i od dziecka funkcjonował w cieniu swojego rodzeństwa, albo raczej trzymał się na uboczu, wtedy nawet małe kroki, takie jak rozpoczęcie rozmowy, mogą być dla niego wyzwaniem. Wówczas pomocne może być przede wszystkim uznanie i zaakceptowanie swojego introwertyzmu, a jednocześnie nieustanne badanie tego, ile i jakich aktywności jestem w stanie podjąć, żeby ułatwić sobie poznawanie nowych ludzi.

WS: A kiedy warto rozważyć terapię, żeby przepracować pewne schematy i zachowania?

PC: Warto najpierw się zastanowić, na ile pewne rzeczy możemy przepracować w relacjach i bezpiecznych społecznościach, które potwierdzają nasze wartości i nas wzmacniają, a na ile potrzebujemy terapii. Jeśli pojawiają się somatyczne objawy lęku, nerwicy czy inne niepokojące symptomy, naszą odpowiedzialnością jest skonsultowanie ich z psychoterapeutą, a gdy jest potrzeba także z psychiatrą.

WS: Dopytam jeszcze o kwestię wyśrubowanych oczekiwań dotyczących wyglądu zewnętrznego. Po czym możemy poznać, że jest to po prostu kwestia naszej biologii i naszych osobistych preferencji – że ktoś nam się podoba albo nie – a kiedy możemy już mówić o tym, że nasze oczekiwania są zbyt wygórowane?

PC: Preferencje fizyczne są ważne i potrzebne, bo są związane z tym jak osoba się wyraża, pokazuje światu i jak o siebie dba. Jeśli jednak są zbyt wygórowane, jak na przykład w sytuacji, gdy spośród setki osób tylko dwie lub trzy ewentualnie spełniają moje preferencje, to warto się pochylić nad tym, czy przez ostatnie lata rzeczywiście przybywa mi akceptacji i czy kryterium wyglądu nie jest zbyt wygórowane względem tego, kim jest druga osoba i jaka może być nasza relacja. Ostatecznie to te czynniki zdeterminują jakość i trwałość naszego związku. Kilka miesięcy po ślubie zacznie się liczyć to, jak się dogadujemy, czy spędzamy razem czas i czy potrafimy się wspierać w trudnościach, a nie przede wszystkim to, jak widzę daną osobę z zewnątrz.

WS: Załóżmy jednak, że spotykamy się z kimś, kto nie do końca nam się podoba. Jak długo powinniśmy dawać sobie czas na poznanie tej osoby, żeby nie wzbudzać w niej fałszywej nadziei, a jednocześnie nie narażać siebie na niepotrzebną frustrację?

PC: Jeśli ktoś mnie w jakiś sposób intryguje, zakładam, że chcę się z nim jeszcze spotkać. Jeżeli po pierwszym spotkaniu nie jestem pewny, dałbym sobie maksymalnie dwa-trzy kolejne. Tak, żeby faktycznie nie robić niepotrzebnie nadziei tej osobie i sobie. I tu właśnie pojawia się pytanie: czy takie spotkanie zawsze musi być randką? Jeśli potrzebuję więcej czasu, żeby poznać drugą osobę, mogę powiedzieć, że na ten moment lepiej będę się czuł, jeśli spotkamy się na stopie koleżeńskiej, bez nadawania temu rangi randkowania. Chodzi o na klarowny komunikat, dający drugiej osobie informację o moim ograniczonym zaangażowaniu. Jednocześnie może być to szansa na spędzenie ze sobą czasu bez presji oczekiwań. Czasami dopiero w takim kontekście ujawniają się cechy drugiej osoby, które nas pociągną.

Istotne jest także, żeby nie rozpraszać swojej uwagi na wiele osób na raz. Jeśli porównuję i w głowie mam ciągle otwartą „porównywarkę spotykanych osób”, będzie mi znacznie trudniej podjąć decyzję. Mogę jednocześnie spotykać się z trzema osobami i łapać się na tym, że u jednej coś wydaje mi się lepsze, a u drugiej gorsze. To również może być przejaw niedojrzałości – brak gotowości do obrania konkretnego kierunku działania.

WS: Wspomniałeś, że warto dać szansę komuś, kto nas ciekawi. A co, jeśli ludzie spotykają się na randkach, ale nie czują żadnego podekscytowania?

PC: Może się tak zdarzyć. Przykładowo u osób z wysokim mniemaniem o sobie, które zwykle wiąże się z lękiem. Warto więc zapytać: po co mi to wysokie mniemanie o sobie? To niejednokrotnie jest związane z niskim poczuciem własnej wartości. Jeśli potrzebuję nieustannie wzmacniać swoją opinię o sobie, to z czego to wynika? Czy nie wystarczy, że po prostu dobrze czuję ze sobą? Czy potrzebuję dodatkowych pochwał i podziwu?

WS: A co, jeśli ktoś ma wrażenie, że osoba, z którą się spotyka, nie jest tak ciekawa, jak sobie wyobrażał?

PC: Rozczarowanie często niesie ze sobą duży poziom oceny. Jeśli szybko się rozczarowuję, sprawdziłbym u siebie, dlaczego jestem taki oceniający. Szukałbym problemu również w sobie. Jeżeli widzę, że ktoś musi mnie czymś mocno zainteresować, wywołać we mnie przypływ adrenaliny, żeby przyciągnąć moją uwagę, zastanowiłbym się, czy sam nie działam na zasadzie pobudzeń i wyrzutów stresogennego kortyzolu. Czy nie potrzebuję do życia zbyt wielu lub zbyt silnych bodźców, aby czuć się dobrze? Jeśli tak, to na dłuższą metę ciężko będzie nie tylko mnie, ale też drugiej osobie, z którą stworzę związek.

Podobnie jednak jak przy podekscytowaniu – zdrowy poziom zaciekawienia i zainteresowania drugą osobą jest pożądany w związku. Pytanie natomiast, czy nie jestem za bardzo przywiązany do swoich wyobrażeń na temat tego co jest ciekawe, i czy potrafię się otworzyć na inne aspekty, które być może ta osoba ma do zaoferowania.

WS: Zapytam Cię jeszcze o randki. Jak można się do nich przygotować, żeby nie czuć presji w stylu „To tej jedyny! To ta jedyna!”?

PC: Podczas spotkań bardzo dużo dzieje się poza słowami, w sferze niewerbalnej i intuicji, dlatego pomodliłbym się o to, żeby być spokojniejszym i bardziej spójnym. Być może pożartowałbym też z przyjacielem o swoim nadmiarowym przeżywaniu. Starałabym się również nie uciekać w wyobrażenia o tym, jak ma być i jak będzie. Dobrze jest przy tym dbać o to, żeby nie rezygnować z innego typu spotkań, np. koleżeńskich czy wspólnotowych, tak, żeby nie zamykać w jednym wymiarze i widzieć siebie oraz tę drugą osobę z perspektywy innych relacji, w który jesteśmy.

Warto też wyciszyć się przed spotkaniem, żeby być bliżej siebie, a przez to też być bardziej przejrzystym dla drugiej osoby. Taka uważność pozwala lepiej wyczuwać granice i zobaczyć, na ile pojawia się między nami przepływ przyjmowania i dawania oraz ile jest w tym wzajemności.

WS: Czy na koniec chciałbyś powiedzieć coś na pocieszenie tym, którzy wciąż szukają swojej drugiej połówki i którym czasem trudno jest z tym, że nadal są sami?

PC: Doceniłbym też każdy jeden trud, bo naprawdę jest on istotny w perspektywie życia i wieczności. Co więcej, żaden z nich nie jest bezowocny, ponieważ kształtuje charakter i odporność na to, co i kto jeszcze nas w życiu spotka.

Przychodzi mi też na myśl Hiob, który doświadcza utraty wszystkiego, co posiadał na ziemi, a mimo to nie wybiera przeklinania ani złorzeczenia, ale tchnienie życia. Wybiera ducha życia w przytłaczająco trudnej sytuacji. Mimo to przekierowuje swoją uwagę ze świata frustracji na świat, w którym nadal ufa i zastanawia się, co może zrobić wokół tej ufności.

Może to jest właśnie dobra puenta: robi jeden mały krok, który jest w jego zasięgu. Zamienia oddech w modlitwę. Wybiera tchnienie – poczucie Obecności życia w sobie. A jaki będzie Twój krok w stronę życia i sensu? Taki, który chciałbyś zrobić tu i teraz?

Dr Paweł Cyrek. Fot. archiwum własneDr Paweł Cyrek. Fot. archiwum własne
dr Paweł Cyrek – logoterapeuta, psychoterapeuta w trakcie certyfikacji, terapeuta SI i fizjoterapeuta. W pracy dużą uwagę przykłada do przyjmowania siebie, łącząc pracę z ciałem z akceptacją swojego życia. Jest autorem warsztatów rozwojowych iCUD, integrujących Ciało, Umysł i Ducha (www.facebook.com/potencjalciala) oraz lektorem na kanale YouTube “Blisko Słowa – blisko siebie”. Odpowiedzialny za sekcję pracy z ciałem w Krakowskim Instytucie Logoterapii (https://youtu.be/LSooeSecPWw?si=cGxKv9mNjJ8O0VhV).

 

DEON.PL POLECA


Doktorantka Szkoły Doktorskiej Nauk Społecznych UJ w programie "Nauki o komunikacji społecznej i mediach", absolwentka filmoznawstwa na Uniwersytecie Warwick oraz autorka naukowych artykułów medioznawczych. Pasjonuję się kinem, górskimi wędrówkami i jazdą konną. 

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Roman Solecki, Monika Rusin

Współczesny człowiek ma za co żyć, ale nie zawsze ma po co żyć. Ma środki, ale nie ma sensu, więc kluczowe jest jego poszukiwanie.

Viktor E. Frankl

Czy sens życia jest uniwersalny dla wszystkich ludzi?

Skomentuj artykuł

Kiedy szukanie miłości zaczyna męczyć. Jak odnaleźć sens będąc singlem? [WYWIAD]
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.