Zakazy Telefonów w Szkołach. Sekrety sukcesu w innych krajach, które nauczyciele i rodzice mogą wykorzystać [WYWIAD]
Polska to kolejny kraj, który decyduje się na ograniczenie korzystania z telefonów w szkołach podstawowych. Czy podobne zakazy w innych krajach są skuteczne? Co od 1 września czeka dzieci, rodziców i nauczycieli? O tym rozmawiamy z autorami książki "Przewinięci. Smartfon w polskiej codzienności" – dr hab. Magdaleną Hodalską, prof. UJ, i dr Łukaszem Buksą.
Weronika Saran: Od 1 września uczniowie szkół podstawowych nie będą mogli korzystać z telefonów komórkowych na terenie szkoły. Jak oceniają Państwo wprowadzony zakaz?
Prof. Magdalena Hodalska: Moim zdaniem jest dobrze skonstruowany. Dobrze, że polskie przepisy przewidują wyjątki od wprowadzonego ograniczenia, uwzględniające potrzeby zdrowotne uczniów oraz sytuacje awaryjne wymagające pilnego kontaktu z rodzicami. Doceniam fakt, że jednym z wyjątków przewidzianych w przepisach jest możliwość korzystania z telefonów komórkowych w celach edukacyjnych, pod warunkiem, że odbywa się to pod nadzorem nauczyciela. Cieszę się, że przepisy mają charakter umiarkowany, bo okazuje się, że bardziej rygorystyczne i restrykcyjne zakazy są nie tylko nieskuteczne, ale mogą również przynieść skutek odwrotny do zamierzonego.
Dr Łukasz Buksa: Natomiast jest jeszcze zbyt wcześnie, aby oceniać, czy to rozwiązanie okaże się korzystne, czy też przyniesie negatywne skutki. Aby odpowiedzieć na Pani pytanie, konieczne jest przeprowadzenie zarówno badań ilościowych, jak i jakościowych.
MH: Na razie trudno mówić o długofalowych skutkach tych rozwiązań prawnych, bo zakazy wprowadzane są od niedawna, a ustawodawstwo w poszczególnych krajach jest zróżnicowane. Ciężko jest prowadzić analizy porównawcze, ponieważ badania robione do tej pory obejmują reprezentantów różnych grup wiekowych, którzy funkcjonują w różnych środowiskach. W jednym kraju jest całkowity zakaz, w innych częściowy. Są kraje, gdzie zakaz obejmuje tylko szkoły podstawowe. Dlatego też na razie nie możemy jednoznacznie stwierdzić, czy taki, a nie inny zakaz przyniesie długofalowe skutki. Na pewno trzeba podkreślać to, co jest pozytywne.
WS: Czy są już jakieś badania pokazujące, jak wprowadzone ograniczenia wpływają na wyniki w nauce uczniów? Co z nich wynika?
MH: Badania nie potwierdziły jednoznacznie tego, że zakazy wpływają na osiągnięcia edukacyjne dzieci, ponieważ zależą one od różnych czynników. Są jednak badania, które wskazują, że ograniczenia mogą mieć pozytywny wpływ na relacje rówieśnicze uczniów. Na przykład badania prowadzone na Węgrzech pokazały, że w ciągu pierwszego roku obowiązywania zakazu w szkołach dzieci, które rzadziej korzystały z telefonu, zaczęły częściej ze sobą rozmawiać i wspólnie spędzać czas, grając w karty, szachy czy w piłkę.
Podobne rezultaty zaobserwowano również w Australii. Uczniowie z tamtejszych szkół podkreślali, że dzięki ograniczeniom mają więcej bezpośrednich kontaktów z rówieśnikami i aktywniej uczestniczą w zajęciach. Z drugiej jednak strony uczniowie starszych klas mówili, że mają trudności z regulacją emocji w sytuacjach, gdy nie mieli dostępu do telefonu.
WS: Mówiąc o emocjach – jaki wpływ wprowadzone zakazy mają na zdrowie psychiczne uczniów?
ŁB: Badania nie potwierdziły, by restrykcyjne zakazy dotyczące korzystania ze smartfonów w szkołach wiązały się z lepszym dobrostanem psychicznym nastolatków. Wydłużony czas spędzany na korzystaniu z telefonu i mediów społecznościowych jest związany z pogorszeniem stanu zdrowia psychicznego, mniejszą aktywnością fizyczną oraz gorszą jakością snu, jednak choć szkolne zakazy skracały czas korzystania ze smartfonów w godzinach szkolnych, nie przekładało się to na ogólne skrócenie czasu spędzanego przed ekranem.
Należy również zauważyć, że dobrostan dzieci zależy nie tylko od reguł panujących w szkole, ale również od tych, które obowiązują w domu. Młodzi kształtują swoje nawyki poprzez obserwację zachowań dorosłych.
WS: W jaki sposób rodzice mogą pomóc dzieciom w poprawie nawyków związanych z używaniem smartfonów?
ŁB: Pierwszą rzeczą, na którą chciałbym zwrócić uwagę, jest obserwacja własnych zachowań. Dzieci uczą się poprzez obserwowanie innych i dlatego też zasady obowiązujące w domu powinny być spójne z tymi panującymi w szkole. Rodzice powinni współpracować z nauczycielami, pedagogiem, psychologiem szkolnym, żeby wypracować różnego rodzaju strategie, które pomogą im rozwijać kompetencje związane z korzystaniem ze smartfonów. Dotyczy to również nauczycieli. W domu pomocne jest też ustalenie jasnych zasad dotyczących używania smartfonów obejmujących wszystkich członków rodziny, bo jeśli dziecko widzi, że rodzic mu czegoś zakazuje, a sam to robi, to zakaz nie przyniesie zamierzonego efektu.
MH: Regulacje, które dotyczą tylko szkolnego kawałka dnia mogą przyczynić się do poprawy zdrowia psychicznego uczniów, ale błędem jest myślenie, że szkoła rozwiąże wszystkie problemy wychowawcze, jakie mają z dziećmi rodzice i nauczyciele. Badania pokazują, że dzieci zaczynają poznawać smartfony już około drugiego roku życia, a w wieku trzech lat potrafią wybierać odpowiednie ikony na ekranie telefonu. Między czwartym a szóstym rokiem życia uczą poruszać się po ekranie za pomocą gestów wykonywanych jednym palcem. Zanim pójdą do szkoły podstawowej, są już bardziej biegłe w obsłudze telefonów niż niejeden dorosły. Dlatego tak ważna jest świadomość własnych nawyków smartfonowych.
ŁB: Dosłownie. I nie ma znaczenia, ile ktoś ma lat. Bez zaangażowania wszystkich grup, same zakazy nie przyniosą efektów, dla których został wprowadzone. Trafnie ujęła to ostatnio pani doktor Agnieszka Całek – że z jednej strony chodzi o telefony, ale z drugiej strony także o to, co jest w środku. Co jest w telefonach.
MH: I co jest w naszych głowach.
WS: Wspomnieli Państwo o tym, w jaki sposób ograniczenie korzystania ze smartfonów może wspierać uczniów. A czy taki zakaz wiąże się z jakimiś ograniczeniami lub wadami?
MH: Całkowity zakaz używania telefonów na terenie szkoły, niezależnie od okoliczności, może prowadzić to tego, że uczniowie nadrabiają ten czas w nocy, scrollując telefon, a następnie przychodzą na zajęcia niewyspani i zmęczeni. Takie wnioski płyną z badań prowadzonych w Holandii i Wielkiej Brytanii. Nauczyciele w Hiszpanii czy na Węgrzech zwracali również uwagę, że uczniowie próbują omijać wprowadzone zakazy, m.in. oddając do depozytu niedziałające urządzenia czy chowając telefony, przez co nauczyciele niepotrzebnie marnują energię na egzekwowanie wprowadzonych zasad. To nie tak powinno wyglądać. Dlatego cieszę się, że w Polsce przepisy mają charakter umiarkowany.
ŁB: Dokładnie. Zbyt rygorystyczne zakazy mogą prowadzić do pogorszenia relacji między uczniami a nauczycielami – do różnego rodzaju konfliktów w przestrzeni edukacyjnej, która powinna być miejscem wzrostu, a nie obszarem ciągłego przekonywania się nawzajem do swoich racji.
MH: Umiarkowany zakaz pozwala na korzystanie z telefonu podczas lekcji. To jest ten wentyl bezpieczeństwa. Gdyby nauczyciel musiał marnować swoją energię i psuć atmosferę na lekcji na ciągłe dyscyplinowanie uczniów, takie rozwiązanie nie miałoby sensu. Badania przeprowadzone w Chinach pokazują, że niekontrolowane korzystanie z telefonów podczas lekcji negatywnie wpływa na wyniki uczniów w nauce, ale używanie smartfonów pod nadzorem nauczyciela może prowadzić do poprawy wyników w nauce. Dobrze, że polski zakaz przewiduje ten wyjątek.
Nie chodzi o to, żeby zabraniać wszystkim wszystkiego, tylko żeby uczyć ludzi mądrego korzystania z telefonów. Dlatego trzeba przyglądać się nawykom ludzi, bo my tego urządzenia nie wyrzucimy do kosza. W naszej książce pt. "Przewinięci. Smartfon w polskiej codzienności" nie demonizujemy smartfona. Nie straszymy ludzi, tylko próbujemy pokazać, że wszyscy mają ten sam problem – wszyscy mają poczucie, że ludzie wpatrzeni w ekran telefonu dryfują w jakiś inny świat. Pytanie brzmi: dokąd poszli i jak mogą stamtąd wrócić?
Póki jest jeszcze możliwość pokazania dzieciom, że rozmowa z drugim człowiekiem może być równie fajna jak ta prowadzona w sms-ach na telefonie, a nawet fajniejsza, trzeba z tej szansy skorzystać. Należy badać, jak korzystanie z telefonu przeniknęło do wszystkich sfer naszego życia. Nadmierne korzystanie ze smartfonu to nie jest problem jednego kraju, czy też jednej grupy wiekowej. Smartfonowy multitasking uprawiają zarówno młodzi, jak i starsi. Z różną intensywnością i w różnych celach.
WS: O problemach dzieci związanych ze smartfonami mówi się już od lat. Czy według Państwa zakaz ten został wprowadzony za późno?
ŁB: Oczywiście, że tak.
MH: Nie. (śmiech)
ŁB: Mówiąc, że za późno, mam na myśli to, że niejednokrotnie zbyt późno dostrzegamy zmiany społeczne i potrzebę wprowadzenia różnych działań.
MH: Dobrze, że ustawodawca może odwołać się do ustaleń naukowców z krajów, w których obowiązuje już zakaz korzystania z telefonów w szkole. Mam wrażenie, że przepisy są skonstruowane rozsądnie. Gdzie to zauważam? Właśnie w tych wyjątkach od zakazu.
WS: A co sami uczniowie sądzą o tej zmianie?
MH: W Australii uczniowie chwalili sobie to, że dzięki wprowadzonym ograniczeniom mają więcej kontaktów i relacji z rówieśnikami oraz bardziej angażują się w zajęcia. Zwracali również uwagę na trudności z kontrolowaniem emocji w sytuacjach, kiedy nie mają dostępu do telefonów. W Polsce te pierwsze tygodnie, miesiące też nie będą łatwe. Ale kiedy w szkołach powstaną ciekawe alternatywy wspólnego spędzania czasu na przerwach, boisku i na lekcjach, myślę, że jest szansa, że z tego rozwiązania wyniknie coś bardzo dobrego.
Dr hab. Magdalena Hodalska, prof. UJ z Instytutu Dziennikarstwa, Mediów i Komunikacji Społecznej jest redaktorką naczelną czasopisma „Zeszyty Prasoznawcze”, współautorką książki „Przewinięci. Smartfon w polskiej codzienności”, koordynatorką międzynarodowego projektu #HumanePhone.
Dr Łukasz Buksa jest doktorem nauk społecznych, adiunktem na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II w Krakowie. Dr Buksa jest współautorem książki „Przewinięci. Smartfon w polskiej codzienności”, publikacji „Pomoc rodzinie z uzależnionym fonoholicznie dzieckiem” oraz koordynatorem projektu #HumanePhone.


Skomentuj artykuł