Czy AI może stać się Twoim pochlebcą? Co tracisz, gdy technologia unika z Tobą sporów? [NASZ WYWIAD]
Korzystasz z AI, szukając informacji? Pracujesz zdalnie? Czy cenzura może być odpowiedzią na rosnącą falę fałszywych informacji? Sprawdzamy, co pomaga nam zbliżyć się do prawdy, a co zwiększa ryzyko uznania fałszu za fakt. O tym rozmawiamy z medioznawcą dr Michałem Bukowskim.
Weronika Saran: Dla wielu osób sztuczna inteligencja jest źródłem odpowiedzi na różne pytania. Czy według Pana AI sprawdza się jako narzędzie poszukiwania prawdy?
Dr Michał Bukowski: Sztuczna inteligencja potrafi ocenić, czy to, co twierdzę, że jest faktem, rzeczywiście jest faktem w świetle konsensu naukowego. Czasami sprawdza się lepiej, a czasami gorzej, ale uważam na podstawie moich mniej więcej dwuletnich doświadczeń, że działa to całkiem dobrze. Zagrożenie widzę w czymś innym.
WS: To znaczy?
MB: Sztuczna inteligencja działa trochę jak rozmówca i też podlega trochę tym zjawiskom, którym podlegają zwyczajne rozmowy. A mianowicie strony prowadzące rozmowę starają się po prostu ze sobą rozmawiać i ciągnąć interakcję dalej. Powiedzmy, że ktoś chce zweryfikować pewne fakty i prosi o to sztuczną inteligencję, a ona odpowie: „Tak, to są fakty”. Jeśli ktoś napisze: „Wiesz, ale mi się to nie podoba, bo ja mam inne poglądy i chciałbym, żeby to nie były fakty”, to sztuczna inteligencja będzie starała się spełnić tę interakcyjną prośbę. Będzie starała się pokazać, że na informacje, o których przed chwilą sama napisała, iż są faktami, można spojrzeć w mniej pewny sposób.
I działa to również w drugą stronę. Jeśli ktoś powie: „Nie ma globalnego ocieplenia”, sztuczna inteligencja na bazie wszystkich standardowych materiałów naukowych odpowie: „No nie, raczej naukowcy są zgodni, że jest globalne ocieplenie i grożą nam pewne niebezpieczeństwa w przyszłości”. Ktoś może wtedy napisać: „Ale ja mam inne poglądy i wydaje mi się, że to wszystko jest wydmuszka ideologiczna. To nie jest prawda”. W takich sytuacjach sztuczna inteligencja często będzie starała się spełnić potrzeby użytkownika.
WS: Dlaczego tak się dzieje?
MB: Sztuczna inteligencja została skonstruowana przez ludzi i jest wzorowana na tym, co jest dla nas ludzkie. A ludzkie jest to, że nie kłócimy się przy pierwszej możliwej okazji. Ludzie starają się pchnąć interakcję dalej. Dbają o swoją reputację. Starają się także dobrze wypaść w oczach osoby, z którą rozmawiają, albo kogoś, kto przygląda się tej rozmowie. Takich zupełnych prowokatorów, którzy w rozmowie metaforycznie „szliby na noże”, jest statystycznie niewielu. Sztuczna inteligencja też jest raczej ugodowa.
WS: Czyli nie będzie nam podsuwać prawdy?
MB: Sztuczna inteligencja najpewniej będzie kierowała się tym, jak przebiegały wcześniejsze interakcje. Na przykład jeśli ktoś jest sceptykiem klimatycznym i jednocześnie lubi być chwalony, to sztuczna inteligencja będzie się trochę do tego dostosowywała. Ale proszę też nie popadać w zbyt pesymistyczne tony, bo czasami ujmujemy interakcje ze sztuczną inteligencją tak, jakby były one wyizolowane z innych relacji społecznych.
Czytamy treści w mediach społecznościowych, piszemy tam komentarze i rozmawiamy ze sztuczną inteligencją, ale oprócz tego mamy rodziny, znajomych, podróżujemy, pracujemy w różnych miejscach. Spotykają nas różne sytuacje i docierają do nas różne informacje, na przykład o tym, jak odbierane są nasze poglądy. Sztuczna inteligencja jest tylko jednym ze źródeł informacji. Nie jest jedynym.
Załóżmy taki negatywny scenariusz: jeśli sztuczna inteligencja, poszukując odpowiedzi na jakieś pytanie, podpowiada mi odpowiedź nieprawdziwą w sensie naukowym, to mimo wszystko takie ukierunkowanie w złą stronę napotka zderzenie ze światem poza sztuczną inteligencją – także ze światem norm.
WS: Czy może Pan podać jakiś przykład?
MB: Mamy teraz zawieruchę w Polsce związaną ze stosunkiem do pomocy dla Ukrainy. Jak Pani pamięta, kwestia nazwania przez Wołodymyra Zełenskiego jednego z oddziałów wojskowych imieniem bohaterów UPA wywołała bardzo negatywne reakcje w Polsce. To w pełni zrozumiałe, że tak się dzieje. Niektórzy teraz twierdzą: „Oto następuje wzmożona nienawiść do Ukraińców”, jakby to był proces zupełnie mechaniczny.
Proszę jednak zauważyć, że nienawiść w naszej kulturze, w naszej cywilizacji, jeżeli mówimy o chrześcijaństwie, to nie jest coś, co można tak bezproblemowo wyrazić publicznie. To jest rzecz wstydliwa. Nie można być człowiekiem nienawidzącym bez konsekwencji społecznych. Nawet jeśli sztuczna inteligencja podpowie mi: „Bądź taki” i poda jakieś argumenty, to wpadnę w sytuację dysonansu poznawczego. Uważam, że relacje pracownicze, rodzinne, podwórkowe, parafialne na ogół biorą górę nad tym, co robimy indywidualnie przed ekranem naszego smartfona.
Jeśli sztuczna inteligencja podpowiada nam jakieś rozwiązanie, to oczywiście z niego korzystamy, ponieważ właśnie po to szukamy informacji – aby otrzymać zwięzły komunikat. I to jest przydatne. Ale jeżeli ta informacja jest dziwna, niezgodna z tym, co się dzieje wokół nas w innych aspektach pozamedialnych, to jednak większość ludzi ma skłonność do tego, żeby na różne sposoby poszukiwać dalej.
WS: Czy dobrym pomysłem mogłoby być zaprogramowanie sztucznej inteligencji tak, aby krytycznie odnosiła się do naszych poglądów, podobnie jak zrobił to Pan przygotowując swoje prace naukowe?
MB: Można ją oczywiście zaprogramować, by miała jakiś tam charakter krytyczny, ale zakładam, że zwykli, przeciętni ludzie chcą korzystać z mediów bezproblemowo.
WS: Co może nam pomóc bardziej krytycznie i świadomie oceniać to, co dociera do nas z różnego rodzaju mediów?
MB: Przebywanie w dostatecznie różnorodnych sytuacjach społecznych. Jeśli na przykład przychodzimy do pracy i spotykamy tam kolegów i koleżanki, w przeciwieństwie do ciągłej pracy zdalnej, to stykamy się z różnorodnością poglądów i sytuacji. I musimy sobie jakoś poradzić. To samo dotyczy szkoły i podwórka. To jest społeczne uczenie się, które sprzyja krytycznemu myśleniu.
Stąd też jestem zdecydowanym zwolennikiem, żeby nie tworzyć różnorakich segregacji przestrzennych, np. w miastach. Chodzi o to, aby ludzie stykali się z różnymi sytuacjami, ponieważ dzięki temu stają się bardziej krytyczni wobec zbyt prostych komunikatów – zarówno tych pochodzących od sztucznej inteligencji, jak i wyszukiwarek czy mediów społecznościowych.
WS: Czy praca zdalna może negatywnie wpływać na naszą zdolność do krytycznej oceny faktów?
MB: Tak, praca zdalna, a także zdalne uczenie się i konsumpcja przekazów medialnych w izolacji, nie sprzyja zdolności krytycznej oceny faktów. Nie wiem, czy wpływ będzie zawsze ściśle negatywny, ale na ogół będzie przynajmniej ograniczający względem pracy wykonywanej niezdalnie. Krytyczne myślenie i ocena faktów to społeczna umiejętność rozpoznania, czy interakcja zmierza w korzystną dla nas stronę, czy nie, oraz zdolność do podjęcia działania. Społeczna umiejętność oznacza tutaj, że jest ona uzależniona od zachowań innych ludzi. Tworzymy wiedzę wspólnie, wzajemnie rozpoznając, czy zmierzamy do czegoś razem, czy nie.
Całkowicie zdalna praca pozbawia nas części tego wspólnego myślenia. Możemy co prawda pisać do siebie wiadomości, a nawet rozmawiać ze sobą na chacie z wykorzystaniem kamery, ale faktycznie nie dzielimy tej samej przestrzeni. Nie mamy więc dostępu do całego bogactwa niuansów sytuacyjnych, takich jak spojrzenia, mikrogesty, ułożenie ciała itd. A one współtworzą to, co określamy mianem oceny sytuacji, obejmującej również stwierdzenie jakiegoś faktu.
Ponadto praca zdalna osłabia tradycyjnie rozumiane zobowiązania sytuacyjne. O wiele prościej jest wyłączyć na chwilę kamerę, aniżeli odwrócić się do rozmówcy plecami, by np. ukryć zakłopotanie lub dyskomfort. A to jest właśnie społeczna umiejętność radzenia sobie z zakłopotaniem bez ostentacyjnego przerywania interakcji. Praca zdalna nie sprzyja nabywaniu takich właśnie kompetencji, a to one sprawiają, że wykonywana przez nas praca jest czymś więcej niż tylko mechanicznym powtarzaniem czynności –staje się aktywnością twórczą, przynosi korzyści w postaci zdobywania doświadczenia, dostarcza satysfakcji i pozwala rozwijać wiedzę, także tę umiejętność, od której wyszliśmy: rozpoznawanie tego, co jest faktem, a co nim nie jest.
WS: Co w przypadku, gdy jednak ktoś rozpowszechnia fałszywe informacje? Czy według Pana jest jakieś rozwiązanie na taką niechęć do szukania prawdy i trzymanie się własnych przekonań?
MB: Standardowo mógłbym odpowiedzieć, ale bez specjalnego przekonania, że porządna edukacja mogłaby tutaj pomóc. Uczenie ludzi pewnej etyki, dążenia do prawdy i przekonania, że jest to wartościowe. Że warto odpuścić własne przekonania i swój indywidualizm na rzecz społecznie ujętej prawdy.
Niestety globalizacja, także globalizacja technologiczna spowodowała, że dziś wspólnoty są bardzo dynamiczne i nie jest rzeczą trudną, żeby ktoś, kto ma jakieś radykalne poglądy, znalazł na świecie inne osoby, które mają równie skrajne przekonania. Następnie utworzył taką, powiedzmy, mikrowspólnotę, której członkowie wzajemnie się napędzają poprzez media osobiste, media cyfrowe i media społecznościowe. To wszystko komplikuje sprawę. I niestety odpowiedź na Pani pytanie, jak sobie z tym poradzić, jest taka: nie wiadomo. W naukach o mediach coraz częściej wracamy do pytania o potrzebę cenzurowania pewnych treści. Wiem, że to się źle kojarzy. Cenzurowanie mediów ma fatalną historię w tej części Europy. Ale szczerze mówiąc, jako naukowiec uważam, że powinniśmy przynajmniej na prawach hipotezy podjąć na ten temat otwartą dyskusję.
Dr Michał Bukowski jest medioznawcą zatrudnionym na stanowisku adiunkta w Instytucie Dziennikarstwa, Mediów i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jego zainteresowania badawcze obejmują metodologię nauk społecznych, dialog obywatelski, teorię pozycjonowania oraz socjologię kognitywną.


Skomentuj artykuł