„Udostępnij mi swoją lokalizację” – o zaufaniu, intymności i cyfrowej kontroli w małżeństwie

„Udostępnij mi swoją lokalizację” – o zaufaniu, intymności i cyfrowej kontroli w małżeństwie
Fot. Depositphotos.com (680153022)

No to czemu nie udostępnisz mi swojej lokalizacji? – czyli o trudnościach w budowaniu zaufania i intymności w związkach w świecie, gdzie tak wszystko łatwo wyśledzić i sprawdzić. Czy smartfon w sypialni i pokusa nieustannego sprawdzania partnera zabijają prawdziwą bliskość? Współczesna technologia po cichu podkopuje fundamenty zaufania, karmi naszą zazdrość i utrudnia budowanie szczerej, emocjonalnej intymności w związku. Daje nam pamięć absolutną, ale odbiera przestrzeń na zaufanie i przebaczenie.

  • Smartfon w sypialni i brak czasu na ciszę – jak technologia odbiera nam przestrzeń na budowanie emocjonalnej intymności.
  • Śledzenie czy zawierzenie? – ciągłe sprawdzanie lokalizacji i haseł jako symptom kryzysu oraz braku zaufania.
  • Prywatność a stawianie murów – gdzie przebiega granica między ochroną swoich rzeczy a ucieczką przed współmałżonkiem.
  • Zazdrość w sieci i pułapka porównań – jak kadry z mediów społecznościowych niszczą obraz realnego partnera.
  • Cyfrowa „pamięć absolutna” – problem zazdrości retroaktywnej, trzymanie zrzutów ekranu i trudność w prawdziwym przebaczaniu.
  • Podsumowanie i zapowiedź – wyzwanie do budowania bliskości w świecie przebodźcowania.

Magda Urbańska: Agato, nie wiem czy też masz takie doświadczenie, być może tak... Rozmawiam często z różnymi małżeństwami i mam takie głębokie poczucie, że nie bardzo potrafimy budować szczere, intymne relacje. Intymne nie w sensie współżycia, ale na poziomie emocjonalnym. Przyczyn takiego stanu jest pewnie masa, ale dziś chciałabym z tobą poruszyć wątek tego jak na nasze relacje, szczególnie te bliskie, wpływa technologia. Pamiętam swoje wystąpienie sprzed prawie dwóch lat, na Kongresie Małżeństw w Świdnicy. Mówiłam tam o ciszy, o tym, co robi z naszymi małżeńskimi i rodzinnymi relacjami telefon. Wiesz co najbardziej zapadło we mnie po tej konferencji? Cisza, która była na sali. Stałam na scenie, mówiłam to, co wcześniej jakoś przygotowałam, przemyślałam i przemodliłam, a na wprost mnie siedzieli ludzie w totalnej ciszy. Widziałam, jak poruszyło ich pytanie, czy zabierają smartfon do sypialni i na kogo patrzą przed snem – na współmałżonka czy na TikToki. To było bardzo mocne doświadczenie, bo pokazało mi, że nawet ci, którzy dbają o swoje relacje, którzy świadomie jeżdżą na spotkania dla małżeństw, są poruszeni takimi – wydawać by się mogło prostymi – pytaniami. Szczerze mówiąc, to właśnie widzę jako jedno z głównych zagrożeń w budowaniu szczerych relacji z najbliższymi. To, że technologia zabrała nam przestrzeń, która powinna być tylko dla nas.

DEON.PL POLECA


Agata Rusek: Absolutnie się z Tobą zgadzam. Technologia wtargnęła w nasze życie prywatne bezpardonowo i co najgorsze – panoszy się w nim zupełnie niepostrzeżenie. Otula komfortem, omami wygodą i bez litości wykorzysta każdy sposób, by totalnie zagarnąć naszą uwagę. Ot, choćby właśnie w tej sypialni... Ale mam wrażenie, że telefon dewastuje nam nie tylko intymną przestrzeń relacji między dwojgiem kochających się ludzi, ale w ogóle – bywa – że podkopuje fundamenty związku. Poznałam kiedyś parę, w której żona non stop żądała od swojego męża: „Ale weź mi udostępnij swoją lokalizację, ok?”. Kiedy zapytałam, po co jej ta wiedza, odparła, że po prostu sprawdza jego reakcję, tzn. jak on zareaguje na taką ‘prośbę’. Bo jeżeli nie zechce udostępnić, to znaczy, że coś ukrywa. Przyznam, że mnie zmroziło, słysząc taką argumentację – bo w tej relacji nie było miejsca na cementowanie zaufania. Było nieustanne testowanie. I tak sobie myślę, że jeszcze dwadzieścia lat temu, kiedy mąż wychodził wieczorem do kolegi, żona mogła mu uwierzyć albo nie, a jedynym dostępnym systemem lokalizacji była sąsiadka z okna naprzeciwko [śmiech]. Tymczasem dziś technologia podsuwa nam cały arsenał narzędzi, które możemy wykorzystać w praktyce do śledzenia drugiej osoby: kropkę na mapie w lokalizatorze przy kluczach, godzinę ostatniej aktywności w komunikatorze, szereg sposobów, by wydedukować kto, gdzie, z kim i dlaczego był. I tu pojawia się we mnie pewien niepokój: skoro mogę praktycznie wszystko sprawdzić, to czy to wzmacnia we mnie postawę zaufania, czy raczej kontrolera? Zauważ, że w przysiędze małżeńskiej ślubujemy sobie wierność, a to słowo wyrasta w polszczyźnie z tego samego rdzenia co wiara, zawierzenie i powierzenie. Wierność od początku jest więc wpisana w logikę zaufania, czyli w relację z kimś, kogo nie da się do końca prześwietlić, a komu mimo to się powierzam. Nie przez przypadek – tak sądzę – św. Paweł pisze w liście do Koryntian, że Miłość „wszystkiemu wierzy” (1 Kor 13,7). Jakoś nie zauważyłam, żeby dopisał tam drobnym drukiem „pod warunkiem udostępnienia lokalizacji” [śmiech]. Mam więc przeczucie, że nachalne pytanie o lokalizację czy o hasło bardzo często jest w gruncie rzeczy symptomem nadchodzącego kryzysu w związku. Albo nawet... rodzajem jakiejś przemocy.

Magda Urbańska: Przypuszczam, że to wszystko zależy od kontekstu i to nie musi chodzić o zaufanie, a po prostu o granice prywatności. Moje dzieci wiedzą o tym, że nie wolno im bawić się telefonami rodziców i tego nie robią, choć nie ma tam nic co musielibyśmy przed nimi ukrywać. Mamy jednak z mężem ustawione hasła na naszych urządzeniach, ale oboje je znamy – mogę więc w każdym momencie wziąć smartfon mojego męża i zrobić z niego przelew, zadzwonić czy nadać paczkę w aplikacji, gdy moja się zacina. Wiem jednak od innych małżeństw, że nasza otwartość nie jest standardem. Nie oceniam czy to dobrze, czy źle. Uważam, że każda para powinna ustalić swoje granice i przyzwyczajenia, bo różne mamy podejścia do granicy prywatności. I chyba właśnie tu może zrodzić się problem. Taki, że ludzie ze sobą szczerze o tym nie rozmawiają, nie mówią drugiemu, dlaczego chcą mieć ustawione hasło, ba – sami nie są świadomi, dlaczego tego hasła tak naprawdę potrzebują. Czy tylko dlatego, że nie lubię, gdy ktoś używa moich rzeczy, tak jak np. nie lubię, gdy ktoś pije z mojego ulubionego kubka? I nie ma w tym drugiego dna. Czy może nie chcę dać do ręki komuś mojego telefonu, bo boję się, że zobaczy, z kim smsuję, z jakich aplikacji korzystam, czy ile czasu spędzam z telefonem. Myślę, że to są dwie różne przestrzenie, ale właśnie – czy potrafimy o tym ze sobą szczerze pogadać?

Agata Rusek: Masz rację, potrzeba prywatności sama w sobie wcale nie musi mieć drugiego dna. Warto jednak pielęgnować w sobie taką czujność, czy owa prywatność nie służy mi przypadkiem do stawiania muru przed drugim albo nie jest wyrazem lęku przed zaufaniem. Tak jak w obrazie zaproponowanym przez Shirley Glass, amerykańską psycholożkę, która przez lata badała tematykę niewierności i „zdrady emocjonalnej”. Wskazywała ona, że w zdrowym małżeństwie między małżonkami jest okno, przez które widzą się nawzajem i wiedzą, co u drugiego słychać, a wokół pary stoi mur chroniący ją przed światem zewnętrznym. Zdrada, także taka, która nigdy nie kończy się w łóżku, zaczyna się w momencie, gdy te konstrukcje zamieniają się miejscami: z kimś trzecim otwieram okno, a przed własnym mężem stawiam mur. W tej perspektywie warto by pielęgnować w sobie taką autorefleksję, czy moje hasło w telefonie nie staje się aby cegiełką w murze stawianym przed współmałżonkiem, czy jest po prostu zabezpieczeniem przed czterolatkiem, żeby w chwili nieuwagi nie zamówił nam w aplikacji koparki za pół domowego budżetu [śmiech].

Magda Urbańska: Czy chcesz opowiedzieć nam coś o tej koparce? [śmiech].

DEON.PL POLECA


Agata Rusek: To nie była koparka, ale nie przypadkiem od pewnego czasu nie mam już na pulpicie znanej aplikacji zakupowej... [śmiech].

Magda Urbańska: Wiesz, zwróciłabym jeszcze uwagę na inny aspekt, tzn. mam poczucie, że nasze relacje w dużej mierze przeniosły się do internetu. Dziś nie muszę dzwonić do koleżanki, by zapytać co u niej, bo obejrzałam jej relację na Instagramie i przecież wszystko wiem. To sprawia, że nasze relacje są dużo uboższe, ale to temat na inną rozmowę, pewnie nawet nie jedną [śmiech]. Dla mnie to budzi jeszcze jedną trudność. Zazdrość o relację. Powiedzmy sobie szczerze: mąż ma prawo poczuć się odepchnięty i urażony, gdy do mnie mówi, a ja siedzę przyklejona do telefonu. Ma prawo czuć się źle, gdy od tygodni na niego warczę i nie powiem mu miłego słowa, ale widzi, jakie komentarze wrzucam kolegom na Facebooku. Ma prawo czuć się nieswojo, gdy ja sama wrzucam na Instagramie relację z naszej randki, bez zapytania go o zdanie. Piszę w pierwszej osobie, choć mam poczucie, że ten temat z mężem przegadałam już wiele razy i znamy swoje granice, ale mimo to widzę i wiem, że łatwo jest przekroczyć jakieś granice intymności, raniąc przy tym drugą stronę. Łatwo też zaniedbać potrzeby i pragnienia drugiego i jego osobiste granice, gdy moje są zagłuszone przez potrzebę lajków na Facebooku. Jakby to powiedzieć memem: „kiedyś tego nie było” [śmiech], ale obecnie widzę w tym duże zagrożenie dla naszych relacji. Bo mimo pośpiechu, technologii uderzającej w nas z każdej możliwej strony, hałasu i konsumowania treści i cudzych emocji, jednego nadal nam brakuje w relacjach. Tego, by po prostu usiąść obok drugiego, potrzymać go za rękę i być.

Agata Rusek: Dorzućmy do tego jeszcze bakcyla porównywania – przewijasz wieczorem internety i oglądasz cudzych mężów, którzy przynoszą kwiaty bez okazji, gotują risotto i piszą żonom czułe podpisy pod wspólnymi zdjęciami, a potem podnosisz wzrok znad ekranu i widzisz swojego, który od kwadransa szuka pilota i w życiu ugotował tylko wodę na makaron. Karmione super-wycinkami czyjejś relacji moje serce powoli będzie się odsuwało, bo zacznie porównywać żywego człowieka z kadrem. To nigdy do niczego dobrego w życiu nie prowadzi. W małżeństwie ta pułapka jest wyjątkowo podstępna, bo przez ekran sączy się idealny świat, a obok siebie mam do bólu realnego człowieka, z jego zmęczeniem, humorami i skarpetkami wywalonymi przy łóżku.

Magda Urbańska: Mocne jest to, co mówisz, ale czuję, że bardzo prawdziwe, wiesz? Tak sobie myślę o czymś jeszcze... Spotykam pary w kryzysach i gdy z nimi rozmawiam, temat telefonu pojawia się praktycznie zawsze. Tego, że jest go za dużo, że pochłania czas i emocje oraz tego, że budzi zazdrość. Wspomniane lajki na Facebooku to jedna przestrzeń, ale są też inne. One są trochę takim zwierciadłem naszych uczuć. Tam, gdzie coś nie styka w naszych relacjach, pojawiać się będzie zazdrość o czas przed telefonem, o to, co i jak publikujemy czy komentujemy. Przecież druga strona może to bardzo łatwo sprawdzić, wchodząc na mój profil. Nic się nie ukryje... To, gdzie byłam i pokazałam na relacji też może być dla drugiej strony problemem, skoro w tym czasie zawaliłam coś, co obiecałam mężowi. Internet dał nam niesamowicie wiele szans na rozwój, ale też stał się takim trochę sprawdzianem naszych relacji w codzienności.

Agata Rusek: To prawda. Internet też nie zachęca, by o wierność w małżeństwie walczyć. Im dłużej w nim siedzisz, tym większa szansa, że oswoisz się z tym, że właściwie „zdrada” jest OK, podejrzliwość to współczesna norma, a seks ma charakter sportu... Odmiany tych treści widzisz w serialach na Netfliksie, w czytadłach dla kobiet i w grach komputerowych. W takich warunkach człowiek bardzo łatwo może sobie zracjonalizować każdą pokusę i każdą decyzję.

Magda Urbańska: Dokładnie tak! Obrazy związków, które chłoniemy nijak nie mają się do sakramentu opartego na wierności i wspólnym dążeniu do nieba... Patrząc tylko na takie obrazki, można odnieść wrażenie, że to norma, że nikt dziś nie żyje inaczej. Nie każdy ma przecież kochające małżeństwo z wieloletnim stażem obok siebie, za to nie znam człowieka, który nie miałby w najbliższym otoczeniu osoby w kolejnych związkach... To, co widzimy na ekranie nie jest jednak prawdą o tym jak wyglądają małżeństwa, albo nie jest całą prawdą. Wierność i walka o nią każdego dnia się nie klika i nie wpada w viral.

Agata Rusek: Mnie w tym wszystkim niepokoi jeszcze jedna rzecz, o której chyba zbyt rzadko mówimy: technologia daje nam w związkach pamięć absolutną. Kiedyś zdjęcia z byłym chłopakiem leżały w pudełku na pawlaczu u rodziców i żółkły razem z pamięcią o nim, a dziś wystarczą trzy minuty i kilka kliknięć, żeby sprawdzić, jak wygląda dziewczyna, z którą mąż chodził na studiach, gdzie spędziła wakacje i co wczoraj ugotowała na obiad. Psychologia ma na to nawet swoją nazwę i mówi o „zazdrości retroaktywnej”, czyli zazdrości o przeszłość, na którą nikt z nas nie ma już żadnego wpływu. Facebook w ramach swoich „wspomnień” potrafi zresztą uprzejmie podsunąć zdjęcie sprzed dziesięciu lat, na którym ktoś uśmiecha się do kogoś, kto dawno przestał być częścią jego życia. Jest też druga strona tej pamięci, dużo bardziej prozaiczna, a chyba jeszcze bardziej bolesna. Znam pary, w których zrzuty ekranu z kłótni żyją dłużej niż same kłótnie: ktoś w złości napisał coś raniącego trzy lata temu, przeprosił, pogodzili się, a zrzut ekranu wciąż leży w galerii jak dowód rzeczowy, gotowy do wyciągnięcia przy następnej awanturze. Święty Paweł pisze, że miłość „nie pamięta złego”, a my możemy dziś teoretycznie pamiętać wszystko, z datą, godziną i kopią zapasową w chmurze. Przebaczenie w małżeństwie to rodzaj decyzji, że tego, co pamiętam, nie użyję jako amunicji, nawet jeśli mam to zarchiwizowane i łatwo dostępne. Czasem ta decyzja ma całkiem konkretny, cyfrowy wymiar i polega po prostu na tym, żeby usunąć ten zrzut ekranu, tak jak kiedyś palono stare listy. Tylko mam wrażenie, że współczesna kultura wcale nie zachęca nas do owego „niepamiętania złego”...

Magda Urbańska: Oj, tak! Przypomniała mi się teraz taka sytuacja, trochę z innej bajki, ale oddająca to co mówisz. Wśród moich znajomych na Facebooku był kapłan, który został skazany za przestępstwa wobec dzieci. Gdzieś na jego profilu był też mój bardzo stary, ale pozytywny komentarz wobec jego działalności, bo ja poznałam go od naprawdę pięknej strony... Dostałam masę wiadomości z wyrzutami, że wspieram pedofila, a ja tak naprawdę nie wiedziałam, o co chodzi. O komentarz sprzed 5 lat? No halo! A w związkach ma to rzeczywiście jeszcze bardziej śmiercionośne działanie, jeśli nie dbamy o codzienne przebaczenie, wdzięczność wobec współmałżonka, czy właśnie – nie pamiętanie złego. Wyciąganie i karmienie się starymi zdjęciami, komentarzami, wpisami to zabójstwo dla wewnętrznego spokoju, zaufania i robienie krzywdy nie tylko drugiemu, ale też sobie... To tak jakby każdego dnia wypić łyczek trucizny... Tyle, że my tego często po prostu nie dostrzegamy. Nie widzimy swoich zranień, oczekiwań i potrzeb...

Agata Rusek: Ano właśnie. Co ty na to, byśmy w kolejnym odcinku trochę głębiej przyjrzały się tym rozmaitym potrzebom, które w nas technologia wywołuje? W sumie pozwoli nam to dość naturalnie kontynuować wątek „śledzenia lokalizacji” i tworzenia sztucznego klimatu w domu [śmiech].

Magda Urbańska: Agato, z tobą zawsze! Mam poczucie, że nasze rozmowy otwierają we mnie wiele szufladek, więc z przyjemnością. Zapraszamy więc również naszych drogich Czytelników, już za tydzień!

 

Przeczytaj poprzednie rozmowy:

  1. "Autentyczność się nie niesie". Katoliczki o presji i sile social mediów
  2. Hejt za wiarę? Nie tylko. Oto, co naprawdę piszą do katoliczek w sieci
  3. Kulisy social mediów. Jak algorytm ucina zasięgi katolickim twórcom
  4. Bez wad, bez wątpliwości i w sukience. Mit prefekcyjnej katoliczki
  5. Ile swojej wiary można pokazać w sieci? "Sacrum zawsze będzie doświadczeniem bez widzów"
  6. Jak wychować dziecko w erze TikToka? Złości mnie, gdy słyszę: "Może telefony niszczą dzieciństwo, ale nic już z tym nie zrobimy"
  7. Gdy dziecko staje się contentem. Co robią w sieci matki i jak się to odbija na prywatności dzieci?
  8. Followers to nie przyjaciel. Oto największe złudzenie social mediów
  9. Wiara online. Gdzie kończy się inspiracja, a zaczyna złudzenie?
  10. Czy z tego, co robimy w internecie, też trzeba się spowiadać?
  11. "To ja przychodzę do telefonu, nie on do mnie". Jak odzyskać kontrolę nad swoją uwagą?
  12. Google wie o tobie więcej niż twój spowiednik
  13. Aplikacja albo wykluczenie. Czy jeszcze naprawdę mamy wybór?
  14. Czy internet zabiera nam zdolność do zachwytu?
  15. Czasem lepiej nic nie mówić. Dlaczego milczenie może być formą miłości?
  16. W szukaniu odpowiedzi o wiarę wyręcza nas sztuczna inteligencja. To o krok od katastrofy
  17. Smartfon jest zaprojektowany tak, by człowiek czuł się pępkiem świata. Co technologia robi z doświadczeniem Boga?
  18. „Wróciłam do biura, a tam chatbot siedzi obok”. Powrót na rynek pracy w czasach AI to dla matek coraz większe wyzwanie
  19. Na niepokoju zarabia się najwięcej. Dlatego algorytmy rozregulowują nasze emocje

 

 

Z wykształcenia pedagog i doradca rodzinny. Z wyboru żona, matka dwóch synów. Nie potrafi żyć bez kawy i dobrej książki. Autorka książki "Doskonała. Przewodnik dla nieperfekcyjnych kobiet". Prowadzi bloga oraz Instagram.

Żona, mama, córka, z zawodu animatorka społeczności lokalnych, z zamiłowania doktorka nauk społecznych, w wolnych chwilach pisze bloga "Dobra Wnuczka" i prowadzi konto na Instagramie. Razem z mężem od lat zaangażowana w Ruch Spotkań Małżeńskich i wrocławską Wspólnotę Jednego Ducha. 

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

„Udostępnij mi swoją lokalizację” – o zaufaniu, intymności i cyfrowej kontroli w małżeństwie
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.