Bez wad, bez wątpliwości i w sukience. Mit prefekcyjnej katoliczki

Bez wad, bez wątpliwości i w sukience. Mit prefekcyjnej katoliczki
Fot. Tabitha Turner / Unsplash

- Perfekcyjna katoliczka. Zamykam oczy i widzę zadbaną kobietę, w sukience, z gromadką uśmiechniętych dzieci. Ma uśmiech i łagodność wypisaną na twarzy. Ej, otwieram oczy, bo to nie o mnie! Ale mam takie poczucie, że niestety sami to sobie robimy. Wiele osób mocno koloryzuje obraz swojej osoby, by po prostu wypaść lepiej w oczach innych. A dopóki nie miałam świadomości, jak działa algorytm, to bardzo głęboko odczuwałam ten okropny ból wynikający z porównywania swojego życia z czyimiś perfekcyjnymi kadrami. - mówią Magda Urbańska i Agata Rusek. To kolejna rozmowa z cyklu "Katoliczka w sieci". 

Mity powstają, bo kobiety chcą lepiej wypaść w oczach innych

Magda Urbańska: Mam takie wrażenie, że już delikatnie musnęłyśmy ten temat w poprzednich rozmowach, ale noszę w sobie też takie poczucie, że warto poświęcić mu więcej miejsca… Perfekcyjna katoliczka. Zamykam oczy i widzę zadbaną kobietę, w sukience, z gromadką uśmiechniętych dzieci. Ona też ma uśmiech i łagodność wypisaną na twarzy. Ej, otwieram oczy, bo to nie o mnie (śmiech!). Mówiąc zupełnie poważnie - sama widzę głównie trzy zagrożenia, jeśli chodzi o ten temat. Pierwsze - że staramy się pokazać z jak najlepszej strony, często mocno koloryzując rzeczywistość, co media społecznościowe bardzo nam ułatwiają. Drugie, żemamy prawo nie pokazywać wszystkiego, a to w pewien sposób sprawia samo przez się, że ludzie odbierają nas jak cyborgi bez wad - nie podejmując refleksji nad tym, że każdy z nas jest słaby, grzeszny, poraniony, z milionem trosk, kryzysów i wątpliwości na swoich barkach… A trzecie, że są takie osoby, które uważają, że jeśli jestem katoliczką i mówię o tym otwarcie, to zawsze powinnam (muszę, nie mam wyjścia!) być miła, ułożona i bezgrzeszna. Śmiałam się ostatnio do znajomej, która opowiadała mi, że ktoś jej bliski, który kojarzy mnie z Instagrama, widział mnie w gdyńskim domu rekolekcyjnym. Moja pierwsza myśl: ciekawe, czy mnie zobaczył wtedy, gdy krzyczałam za moimi dziećmi? Bo tak - to nie mieści się w obrazie perfekcyjnej katoliczki, prawda? Jak to widzisz Agatko?

DEON.PL POLECA



Agata Rusek: O tak, zdecydowanie się nie mieści. Bez wad, bez wątpliwości i bez wysiłku - to dla mnie pierwsze trzy mity, z którymi chyba najczęściej spotykam się zarówno jako katolicka twórczyni w internecie, jak i jako odbiorczyni treści chrześcijańskich. I oczywiście nikt z nas nie powie, że ten perfekcjonizm czy tego typu mity są dobre, ale myślę, że bardzo często dajemy się temu omamić. Czasem, zupełnie bezwiednie.

Niestety wiele jest przypadków, w których katolik to osoba dwulicowa

Magda Urbańska: Tak, Agato, mam takie poczucie, że niestety sami to sobie robimy… Wiele osób mocno koloryzuje obraz swojej osoby, by po prostu wypaść lepiej w oczach innych - nie tylko w mediach społecznościowych, ale też w realnym życiu. To tworzy pewną bańkę. Chcemy być odbierane jako osoby fajne, zadbane i mądre i w zasadzie nie ma w tym nic złego, bo każdy nosi w sobie jakiś głód uznania i zauważenia. Gorzej, jeśli świadomie zaczniemy okłamywać naszych obserwatorów. Pokazywać super małżeństwo, podczas gdy w sądzie leżą już papiery rozwodowe, i tak dalej. Niestety wiele jest takich przypadków, w których katolik to osoba dwulicowa. Pierwsze ławki w kościele i hejt w internecie. Sama sobie często biorę na rachunek sumienia pytania, na ile jestem autentyczna i pokazuję siebie taką, jaką jestem. Oczywiście - to wszystko ma pewne granice, pokazywanie siebie również - ale na ile to, co puszczam w neta rzeczywiście ma odzwierciedlenie w rzeczywistości, a na ile jest idealnie wyreżyserowaną kreacją…

Agata Rusek: No i patrz, znowu wszystko sprowadza się do łaski umiejętności spojrzenia na siebie z dystansem [śmiech]. Ale wracając do mitów i obrazu perfekcyjnej katoliczki, nie mogę przestać się dziwić, z jaką łatwością my, ludzie, sobie to robimy. Bo przecież ta perfekcyjna katoliczka wpisuje się jakoś w obraz (mit) perfekcyjnej Matki Polki, perfekcyjnej kobiety, która nie dość, że potrafi swym gustem zaaranżować domowe gniazdo w stylistyce “full comfort aesthetic minimalism”, to jeszcze jest wielodzietną bizneswoman ze smykałką do ekologicznej (smacznej) kuchni.

Perfekcyjna katoliczka może mieć kilka twarzy

Perfekcyjna katoliczka może mieć oczywiście kilka twarzy - w zależności do jakiej bańki zaklasyfikuje odbiorczynię logika algorytmu. Estetka codzienności, tradycjonalistka zaczytana w ojcach pustyni, bojowniczka o prawdę, szalona ewangelizatorka, bizneswoman z wartościami. Można tak wymieniać i wymieniać, bo przecież jeśli chcesz się dziś przebić w zasięgach, to musisz mieć jeden top temat, wokół którego budujesz swoją obecność i to też jest jedna z przyczyn, dla których tak łatwo rozmaite mity i perfekcyjne kadry się panoszą. Algorytm musi wiedzieć, kto będzie zainteresowany twoimi treściami, bo przecież człowiek jest prosty i chce czytać i oglądać tylko to, z czym się zgadza i co go interesuje [sarkastyczne prychnięcie]. I potem w efekcie taka Agata Rusek jest np. bombardowana kanałami chrześcijańskich wielomam, z których każda prowadzi fantastyczną działalność ewangelizacyjną w swoim otoczeniu. Magda, nie śmiej się! Serio, tak to wygląda! Gdybym swój obraz świata budowała tylko na tym, co mi wyświetla instagram, to naprawdę nie mogłabym uwierzyć, że mamy jakikolwiek kryzys demograficzny na świecie. Przecież mój feed na dobrej wnuczce wypełniają niemal same super chrześcijańskie mamy i zakonnice.

Dopóki nie miałam świadomości, jak działa algorytm, to bardzo głęboko odczuwałam ten okropny ból wynikający z porównywania swojego życia z czyimiś perfekcyjnymi kadrami. A nawet teraz, kiedy przecież pracuję w social mediach i widzę, rozumiem, badam to, jak one działają, to i tak raz po raz potykam się o tę diabelską pokusę wiary, że człowiek może być idealny. Serio! Zdarza mi się złapać na myśli, że jako wierząca katolicka mama powinnam codziennie rano iść na mszę, przenieść dzieci do edukacji domowej, a jeden pokój w naszym mieszkaniu przeznaczyć na domową kaplicę, bo wtedy to już na pewno nasze rodzinne życie wejdzie na duchowe wyżyny i nie będzie kłótni, tarć, a dzieci z zadowoleniem będą szamać brukselkę, błagając o możliwość rodzinnego odprawienia pompejanki. Kiedy mi tego typu pomysły zaczynają hasać po głowie, to dla mnie najlepszy znak, że potrzebuję spowiedzi [śmiech]. Bo bez Bożej łaski bardzo trudno oderwać wzrok przyklejony do czyjegoś perfekcyjnego obrazka. I chociaż wielu z nas mówi: nie, mnie to nie dotyczy, ja się wcale tego typu wizjom nie daję omamić, to warto zrobić sobie od czasu do czasu taki detoks od internetu i zobaczyć, jak zmieni się nasze psychiczne samopoczucie.

DEON.PL POLECA

 

 

Magda Urbańska: Detoks od internetu zawsze dobrze działa na mózg [śmiech]. Rozumiem doskonale o czym mówisz… Trochę się śmieję, bo jakiś czas temu, za radą spowiednika, zaczęłam pisać dziennik. Szukając jakiś inspiracji, obejrzałam kilka filmików na instagramie. Tak po prostu, dla inspiracji. Od tego czasu codziennie wyświetlają mi się sklepy papiernicze, kobiety tworzące dzienniki i sprzedające naklejki. To się zrobiło “samo”! Po kilku tematycznych filmikach, więc bardzo dobrze rozumiem to, co mówisz o algorytmach, które podsuwają nam pod nos konkretne treści. I widzę jak to działa. Podsuwa treści, które jakoś tam cię interesują, a one w ciebie wsiąkają. Jak kropla w gąbkę. Kropla za kroplą. Nie wiesz nawet, kiedy i jak przesiąknąłeś bardzo głęboko jakimiś treściami i po prostu zacząłeś traktować jak coś oczywistego, swojego…

Dobra katoliczka nie ma prawa do wątpliwości? Bzdura

Agata Rusek: Mnie się jeszcze bardzo często zdarza zderzyć [śmiech] z wizją perfekcyjnej katoliczki, która nie ma prawa do wątpliwości i do rodzaju jakiejś duchowej niezgody. “Kto ma wiedzieć, jak nie ty, skoro jesteś liderką w swojej wspólnocie” - powiedział mi kiedyś pewien człowiek, gdy przyznałam, że nie potrafię mu odpowiedzieć na dość drobiazgowe pytanie z mariologii. Uśmiechnęłam się, że nie jestem ani teologiem, ani kapłanem i do osób, które mają gruntowną wiedzę, należy kierować tego typu pytania. Ale wraca do mnie czasem to wspomnienie, że jest w nas ludziach jakieś pragnienie, by ten, kto o czymś świadczy, był zawsze i w stu procentach pewien. A przecież wiara to droga, która bez wątpliwości, pustyń, potknięć i błądzeń się nie obędzie…

Magda Urbańska: A nie wiem, czy kiedykolwiek doświadczyłaś też tych oczekiwań, że skoro jesteś katoliczką, to musisz to czy tamto. Sama od razu mam w głowie te wszystkie prośby o udostępnienie zbiórek na czyjeś leczenie, albo informacji o jakiś ciekawych wydarzeniach katolickich. Z zasady odmawiam. I wtedy często słyszę, że nie mam prawa odmówić, bo to niechrześcijańskie. Tyle, że ja takich próśb dostaję w miesiącu bardzo wiele… I gdybym je wypuszczała, byłoby ich jeszcze więcej, a nie taki jest cel mojej internetowej działalności, by stać się słupem ogłoszeniowym. Owszem - piszę o niektórych wydarzeniach, ale o tych, w których sama biorę udział, albo jestem jakoś zaangażowana w ich przebieg… Oczekiwania innych wobec katolików to chyba temat rzeka…

Ludzie oczekują, że katoliczka będzie pomagać wszystkim. To rodzi ogromne napięcie

Agata Rusek: O oczekiwaniach to chyba rzeczywiście możemy zrobić osobny odcinek, ale w kontekście obrazu perfekcyjnej katoliczki, to to, o czym mówisz, bardzo mi się wpisuje w mit, że jeśli katoliczka, to musi być hojna we wszystkim, zawsze zaangażowana w charytatywne dzieła i gotowa odpowiadać na potrzeby każdego i każdej z nas. To tworzy ogromne napięcie, bo wiele z nas, chrześcijańskich twórczyń, naprawdę chciałoby pomóc wszystkim i każdemu. Tylko, że internet sprawił, iż strumień potrzebujących nie kończy się nigdy i im większe konto, tym więcej próśb. Niedawno słyszałam jak Witek Wilk, który posługuje modlitwą o uzdrowienia, przyznał, że odkąd pojawił się w pewnym podcaście dostaje dziennie tyle próśb o modlitwę i wsparcie, że nie jest w stanie ich nawet przeczytać, a co dopiero ogarnąć modlitwą. Mnie w tym kontekście bardzo pomaga powtarzanie sobie, że to Pan Jezus zbawił świat, a nie ja, i że nawet On nie zaradzał wszystkim bolączkom, z jakim do Niego przychodzili ludzie. Bóg-Człowiek pokazał nam, że granice są Bożym pomysłem na życie człowieka. On też je stawiał. Co nie zmienia faktu, że jeśli takowe postawisz ty i w odpowiedzi usłyszysz, że “nie tak powinna się zachowywać katoliczka” - to po prostu boli.

Magda Urbańska: Tak, czasem bardzo boli, choć wiem, że nie muszę przecież spełniać oczekiwań innych, że to jest niewykonalne… Wiesz co, Agato? Myślę teraz o czymś jeszcze… Mawia się, że jak cię widzą, tak cię piszą. I również w tym czuję ogromne zagrożenie dla ludzi działających w sieci. Zawsze znajdzie się ktoś, komu coś nie będzie się po prostu podobać. Łatwo jest wtedy zrobić dwa - w mojej ocenie błędne - kroki. Albo zamilknąć i uciec, albo zaczynać pokazywać się z takiej perspektywy, do której nikt nie powinien się przyczepić. Choć z autopsji wiem, że to drugie jest jednak niemożliwe… Jedno i drugie bardzo zamyka, krępuje, odbiera autentyczność i radość. Myślę, że każdy twórca w jakimś momencie może się z tym mierzyć… Masz może podobne doświadczenie? Co o tym myślisz?

Unikanie perfekcjonizmu jest też rodzajem duchowej walki

Agata Rusek: Bardzo trafna sugestia! Katoliczka w sieci, która decyduje się publicznie przyznawać do wiary, musi mieć świadomość, że będzie oceniana i tutaj rzeczywiście pojawia się ogromna pokusa do bycia, przynajmniej w tym moim wirtualnym, kawałku świata, perfekcyjną. Sama mam taką ogromną nadzieję, że udaje mi się z Bożą pomocą z tą pokusą skutecznie walczyć, przede wszystkim dzięki relacjom nie-wirtualnym, dbaniem, by moje życie było mocno uziemione, ukorzenione w kontakcie z ludźmi, którzy mnie znają i cóż, którym nie mogłabym spojrzeć twarz, gdyby widzieli inną mnie w domu/we wspólnocie/w Kościele, a inną na instagramie czy jutubie. No i myślę też, że to unikanie perfekcjonizmu jest też rodzajem duchowej walki (a może lepiej - formacji?) - to znaczy, wlepiania oczu z uporem maniaka w Jezusa, w Słowo Boże i tam szukania prawdy o sobie i prawdy o tym, jak budować piękne relacje. Mnie to bardzo pomaga.

Magda Urbańska: We mnie pojawia się jeszcze jedno pytanie, chyba takie podstawowe… Jak u mnie z sakramentami? Spowiedź, szczery rachunek sumienia… Działając w sieci możemy pokazywać tylko coś, co chcemy pokazać. Z drugiej strony nasze wady i tak w jakiś sposób “wyłażą” na wierzch, choćby w naszych spontanicznych reakcjach czy komentarzach. Czy jestem perfekcyjna? Nie, nie jestem. Z drugiej strony mam takie poczucie, że chcąc wychodzić do ludzi z jakimś konkretnym przesłaniem, biorę to na poważnie i staram się dbać o własne wnętrzne. Nie po to by stać się perfekcyjna, ale by być odbiciem Miłości.

Agata Rusek: Czekaj, czekaj, czy to przypadkiem nie ty napisałaś “Doskonałą. Przewodnik dla nieperfekcyjnych kobiet”?

Magda Urbańska: [śmiech] Tak, tak, to ja. Ale wracając do tematu, przychodzi mi na myśl taki cytat z Pisma, że z obfitości serca mówią usta. Jeśli nie zadbasz o siebie, w końcu wyjdzie z nich kwas. Możesz pokazywać się w różowych barwach, ale to na nic, wydmuszka. Może dostaniesz masę lajków, ale co z tego, jeśli twój wpis to wyreżyserowana kreacja, a nie prawda… Co chcesz tym pokazać, zapełnić, zapchać… Autorefleksja. Dla mnie tylko wtedy pisanie dla ludzi ma jakiś sens…

Agata Rusek: Tak. Mam podobne odczucia. Myślę też, że na koniec warto jeszcze wspomnieć o micie może nie bezpośrednio związanym z obrazem perfekcyjnej katoliczki, ale jednak z jakąś złudą. Myślę tu o micie budowania wirtualnej wspólnoty, któremu bardzo łatwo ulec (zarówno od strony twórcy, jak i od strony odbiorców). W tych naszych wirtualnych parafiach bardzo często czujemy się rozumiani, dobrze, jak w domu. Budujemy sobie jakieś przemyślenia na temat duszpasterza/siostry zakonnej/influencera i on/ona staje nam się jakoś bliski. Podobnie jak ludzie, którzy podzielają tę sam styl duszpasterski, duchowość, poglądy na świat. Jest to oczywiście kwestia stawiania granic i świadomości ich funkcjonowania, ale nie ulega wątpliwości, że w dobie churchingu mamy rzesze wirtualnych wspólnot. Jeśli one nie mają wymiaru rzeczywistego spotkania, to bardzo łatwo, by zbudowały jakiś perfekcyjny obraz, którego człowieczeństwo w realu nie udźwignie.

Magda Urbańska: Och, Agato, to ja myślę, że to będzie dobra zapowiedź dla naszego kolejnego odcinka…

Zobacz poprzednie odcinki cyklu: 

1. „Autentyczność się nie niesie”. Katoliczki o presji i sile social mediów

2. Hejt za wiarę? Nie tylko. Oto, co naprawdę piszą do katoliczek w sieci

3. Kulisy social mediów. Jak algorytm ucina zasięgi katolickim twórcom

 

 

Z wykształcenia pedagog i doradca rodzinny. Z wyboru żona, matka dwóch synów. Nie potrafi żyć bez kawy i dobrej książki. Autorka książki "Doskonała. Przewodnik dla nieperfekcyjnych kobiet". Prowadzi bloga oraz Instagram.

Żona, mama, córka, z zawodu animatorka społeczności lokalnych, z zamiłowania doktorka nauk społecznych, w wolnych chwilach pisze bloga "Dobra Wnuczka" i prowadzi konto na Instagramie. Razem z mężem od lat zaangażowana w Ruch Spotkań Małżeńskich i wrocławską Wspólnotę Jednego Ducha. 

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Bez wad, bez wątpliwości i w sukience. Mit prefekcyjnej katoliczki
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.