Na niepokoju zarabia się najwięcej. Dlatego algorytmy rozregulowują nasze emocje [ROZMOWA]

Na niepokoju zarabia się najwięcej. Dlatego algorytmy rozregulowują nasze emocje [ROZMOWA]
Fot. Sinitta Leunen / Unsplash

Od zachwytu do wściekłości w trzy sekundy. Jak sobie radzimy z tym, że algorytmy rozregulowują emocje nasze i naszych bliskich? - W internecie w pięć minut masz szansę “zaliczyć” poród, badania laboratoryjne, koncert, wiec polityczny i reportaż z Ugandy. Gdybym w realnym życiu w ciągu pięciu minut zaliczyła choćby ułamek z tych sytuacji, to przypuszczalnie każdy psycholog kazałby mi natychmiast położyć się pod kocem i napić ciepłej herbaty [śmiech]. A my robimy to sobie notorycznie, i jeszcze nazywamy to odpoczynkiem - mówi Agata Rusek w rozmowie z Magdą Urbańską.

Na niepokoju zarabia się najwięcej

Magda Urbańska: Regularnie się przyglądam, jak działają na mnie media społecznościowe i jak działa na moje funkcjonowanie smartfon przyklejony do ręki. I łapię się na tym, że treści, które oglądam, budzą mój niepokój.

Agata Rusek: Niepokój to “genialna” marketingowo emocja. Można na nim świetnie zarabiać i najskuteczniej przykuwa naszą uwagę - dlatego jest go tak wiele wokół nas.  Obawiam się jednak, że w natłoku informacji, które do nas docierają, rzadko zauważamy, że zdecydowana większość treści jest specjalnie tak kalibrowana, by wywołać w nas bardzo konkretne emocje: przestraszyć, wzruszyć, rozśmieszyć. Na dodatek są one zintensyfikowane i serwują nam istny roller-coaster uczuć na małym ekraniku. Który mamy dziś ciągle w zasięgu ręki, a nie w telewizorze włączanym o 17:00 na Teleexpress w domu.

DEON.PL POLECA



Magda Urbańska: Wiesz, od bardzo wielu lat, świadomie, nie mam w domu telewizora. Mają go jednak moi bliscy i widzę, jak trudno się rozmawia się, jak trudno skupić się na człowieku obok, gdy coś gra w tle. Telewizor skupia całą moją uwagę na sobie. Ale to jeszcze nic. Gdy wychodzę z takiego domu, gdzie on “chodzi” w tle, czuję się strasznie przeciążona i okrutnie zmęczona, bo nie doświadczam tego na co dzień. A nie oszukujmy się - gdy w tle gra telewizor choćby przez dwie godziny, to dowiesz się, kto z kim się rozwiódł, w co ubrała się albo co powiedziała gdzieś pierwsza dama, kto zagra w najnowszym serialu i jakie są skuteczne sposoby na infekcje intymne [śmiech]. No i do tego jeszcze obrazki z wojny, serial z uroczym psiakiem jako jedną z głównych postaci i ojciec Mateusz na rowerze, który rozwiąże każdy twój życiowy problem. Totalny miszmasz! Emocje - od lęku po zachwyt - to normalka. Wychodzę z pełną głową. Napuchniętą od myśli, dźwięków i uczuć! I tu pukam sama siebie w czoło, bo owszem: może nie mam telewizora, ale często robię sobie identyczne seppuku za pomocą mojego smartfona.

Jak gąbka chłoniemy cudze emocje, a gdzie miejsce na nasze własne? 

Agata Rusek: Kto tego nie zna? Zamiast pójść spać, jak przystało na rozsądnego człowieka, postanawiasz „tylko na chwilę” zajrzeć do telefonu i dawaj, w pięć minut masz szansę “zaliczyć” poród, badania laboratoryjne, koncert, wiec polityczny i reportaż z Ugandy. Gdybym w realnym życiu w ciągu pięciu minut zaliczyła choćby ułamek z tych sytuacji, to przypuszczalnie każdy psycholog kazałby mi natychmiast położyć się pod kocem i napić ciepłej herbaty [śmiech]. A my robimy to sobie notorycznie, i jeszcze nazywamy to odpoczynkiem…

Magda Urbańska: To była jedna z pierwszych rzeczy, która mnie zatrzymała przy tym temacie. Przeglądałam Facebooka, stronę mojego bloga. Na nim wyświetla się masa różnych artykułów i treści, których sama nie obserwuję, ale podsuwa mi je algorytm - i one są od siebie bardzo różne. Tutaj ktoś uratował pieska przed okrutnym właścicielem i relacjonuje nalot na oprawcę. Tutaj ktoś pokazuje książki o kontemplacji i ciszy. A tu wyskakują informacje, że ktoś gdzieś napadł na młodą Ukrainkę w autobusie, a tu zbiórka na chore dzieci, a tam to nowy sposób urządzania mieszkania. Jedno pod drugim, ciąg zdarzeń, różnych treści, które wywołują w odbiorcy zdecydowanie odmienne uczucia. I kurcze, sama sobie to robię [śmiech]. Chłonę nie tylko piksele, które męczą mój mózg. Chłonę też jak gąbka te emocje, które spływają z małego ekranu.

Scrollowanie nie pozwala żadnej emocji wybrzmieć do końca

Agata Rusek: Wydaje mi się, że warto wyjść w ogóle od prostej obserwacji, że każda emocja ma swój przebieg. Coś nas porusza, uczucie narasta, osiąga szczyt, potem powoli opada - i jeśli damy mu szansę, zostawia po sobie jakąś informację, jakieś pytanie, czasem decyzję. W końcu emocje są darem od Pana Boga, Jego pomysłem na człowieka. One mają coś mówić. Na przykład smutek po cudzej stracie może mnie zaprowadzić do modlitwy albo do telefonu do przyjaciółki, która przeżywa coś podobnego, a radość z czyjegoś wesela może mi przypomnieć, że dawno nie byliśmy z mężem na randce i też mogę coś z tym zrobić. Feed w obecnym kształcie - na jakimkolwiek medium nie jesteśmy - nie pozwala żadnej emocji wybrzmieć do końca. Zanim smutek zdąży opaść, kciuk podsuwa mi coś, co rozśmiesza, a zanim śmiech wybrzmi, wjeżdża coś, co oburza. Algorytm nie układa tej mieszanki według żadnej logiki poza jedną: żebym została jeszcze chwilę. Nieprzewidywalność z kolei działa na nas jak automat do gier, bo skoro nigdy nie wiesz, co pojawi się po następnym ruchu palca, to przesuwasz dalej. I tak to się kręci: jak w pralce. Z tym, że z tej wirówki człowiek nie wychodzi ani czysty, ani nawet odświeżony.

Magda Urbańska: Wiesz, mnie pomaga to, że potrafię się czasem zatrzymać i strzelić głębszą refleksję, nawet po czasie. Uważam, że to jest wielki dar, jakiś skarb, który dostałam od duchowości ignacjańskiej. Nie oszukujmy się, nie uczą tego w szkole i na niedzielnych mszach dla dzieci [śmiech]. Czujemy coś, ale często nie rozumiemy dlaczego. Nie wiemy, skąd to zmęczenie, skoro przecież odpoczywamy przed telewizorem. Nie rozumiemy rozdrażnienia, jakiegoś lęku, złości czy poczucia pustki. Nie rozumiemy, bo nie doświadczamy innych stanów, nie dajemy sobie szansy na detoks. A mnie właśnie czas bez ekranów, tak całkowicie na 100 procent bez niczego, pokazuje, że można oddychać spokojniej, że ten niepokój to wsiąknął we mnie przez migający ekran. Czasem weekend wystarczy, by odetchnąć. Jeżdżę co jakiś czas do mniszek benedyktynek, na weekend w ciszy. Tam jest taka zasada, że należy wyłączyć telefon, obowiązuje również zakaz rozmów między uczestnikami. Jakie to jest niezwykle życiodajne! W zasadzie dwa dni bez telefonu, a ja wracam z tego czasu inna. Spokojna, głębiej zrelaksowana, wiem, o co mi chodzi i jak rozwiązać problem, który wcześniej wydawał się bez wyjścia. Dwa dni!

DEON.PL POLECA


Nie zauważamy, że zaczynamy żyć cudzymi emocjami

Agata Rusek: Właśnie! Czyli dajesz sobie czas, by przeżyć to, co się w Tobie gromadzi; dajesz sobie szansę na odcięcie się od strumienia emocji bombardującego Cię nawet wtedy, gdy masz wyłączony telefon. Jechałam niedawno na spotkanie służbowe. Tramwaj był tak zapchany, że siłą rzeczy widziałam ekrany, w które wpatrywali się współpasażerowie. Młoda dziewczyna oglądała koncert, starsza pani jakieś rolki z aktorami, chłopak koło mnie zrywał z dziewczyną na komunikatorze, a mężczyzna za nim przewijał pikantne sceny w jakimś serialu na Netfliksie. Ja naprawdę nie chciałam tego ani widzieć, ani oglądać - ale biologia naszego mózgu działa tak, że jak coś miga, to na to patrzymy. Ta ilość bodźców bywa szalenie przytłaczająca i czasami bez fizycznego wsparcia (w postaci zakonu benedyktynek - śmiech) się nie da od nich zupełnie odciąć.

Magda Urbańska: Wiesz, widzę w sobie wyraźnie też to, że im więcej bodźców odbieram, tym większe zmęczenie i rozdrażnienie, lęk, czy niepokój. Ale z drugiej strony dostrzegam, jak mnie to wszystko znieczula. Pewne rzeczy, które kiedyś mnie poruszały, dziś nawet mnie nie zatrzymają. Nie czuję nic, kompletnie. Pamiętam taką rozmowę z moją znajomą, która udostępniała bardzo dużo zbiórek na chore dzieci. Miała bardzo dobre intencje, ale czytanie tych cudzych historii tak ją przeciążyło, że nie miała siły zająć się swoimi dziećmi, a w dodatku była pełna lęku, że i oni zachorują. Każdy katar oznaczał dla niej nowotwór. Długo się z tego wygrzebywała, a musiała zacząć od odcięcia się od treści, które zżerały ją od środka. A przecież pragnienia miała dobre, chciała tylko pomóc chorującym dzieciakom. Nie zauważyła, że jej życie wewnętrzne tego nie udźwignie dłużej, że jej samej i przy okazji jej najbliższym strasznie to szkodzi. To jest taki skrajny przykład, ale my często nie zauważamy tego momentu, gdy zaczynamy żyć cudzymi emocjami, sprawami, troskami, czy radościami. Wsiąkamy w nie jak we własne, a tymczasem nasze leżą zepchnięte, bo nie ma już na nie przestrzeni.

Agata Rusek: W naukach społecznych od lat opisuje się zjawisko odrętwienia psychicznego: im więcej cierpiących widzimy, tym mniej potrafimy czuć empatii wobec każdego z nich z osobna. Jedno dziecko z imieniem i twarzą potrafi nas poruszyć do głębi, ale tysiące ofiar zamieniają się w zwykłą statystykę. Z tym, że współczesny feed mediów dokłada do tego kolejną warstwę, bo serwuje nam cudze tragedie w tempie, na które ludzkie serce po prostu nie zostało stworzone. I to jest dla chrześcijanina niebezpieczne miejsce, bo znieczulica prowadzi prostą drogą do obojętności, a obojętność to jedna z odsłon braku miłości.

Nie umiemy korzystać z social mediów do momentu, w którym nie szkodzą

Kiedy rozmawiamy, Kościół wspomina Matkę Bolesną - Matkę Bożą, która stoi, trwa i jest przy Synu obecna całą sobą aż do końca, bez bezpiecznego dystansu i bez możliwości przewinięcia tej sceny na coś przyjemniejszego. Wydaje mi się, że ten obraz pięknie porządkuje nasze dylematy. Chrześcijanin jest wezwany, by patrzeć na cierpienie, owszem, ale w taki sposób, który czyni go obecnym przy cierpiącym, a to zakłada, że nie da się stać pod wszystkimi krzyżami świata jednocześnie. Mnie bardzo pomaga myśl, że Pan Bóg nie stworzył mojego serca do przeżywania w czasie rzeczywistym tragedii ośmiu miliardów ludzi, za to postawił przy mnie konkretne osoby, przy których krzyżu mogę rzeczywiście stać i być. Leon XIV napisał w swojej encyklice, że sieci cyfrowe łączą nas dziś w czasie rzeczywistym z każdym zakątkiem świata, ale to połączenie staje się solidarnością dopiero wtedy, gdy świadomie decydujemy się nie pozostawać obojętnymi na los bliźniego. Dlatego ostatnio próbuję w sobie wyrobić nowy nawyk - kiedy przeczytam o czyjejś tragedii, odmawiam za tę osobę choćby jedno „Zdrowaś Maryjo” i dopiero wtedy idę dalej. A czasem po prostu zamykam aplikację, bo czuję, że dziś więcej nie uniosę, po prostu nie uniosę. Wiem, że to niewiele, ale w ten sposób staram się bezmyślny ruch kciuka zamienić choćby w maleńki akt miłości.

Magda Urbańska: Świadomość tego, co robią z naszymi emocjami ekrany, to jedno, a umiejętność zapanowania jakoś nad tym - to już zupełnie inna bajka. Przecież dla wielu z nas telewizja czy internet są po prostu jedynymi źródłami nie tylko informacji, ale też rozrywki czy środkiem komunikacji z bliskimi. Korzystamy z tego, bo czerpiemy z nich korzyści. Nie ma co tego negować czy demonizować. Z drugiej strony to wymaga ogromnej uważności, żeby samemu sobie nie zaszkodzić, nie brać za dużo albo w nieodpowiednim momencie. A o tym, żeśmy przedawkowali, często dowiadujemy się po czasie. I to jest dziś ogromne wyzwanie, by korzystać tylko do momentu, gdy mi to realnie służy. Zastanawiam się, czy aby jest to w ogóle realnie osiągalne. Dla mnie na razie nie…

Gdy mama gasi złość ekranem, czego uczy się maluch? 

Agata Rusek: Magda, dla nas, dorosłych, jest to szalenie trudne, a co dopiero dla dzieci! Kto z nas nie widział malucha w histerii po wyłączonym seansie bajek? Nie brakuje dziś badań opisujących, co się dzieje z przedszkolakami, którym rodzice regularnie dają telefon albo tablet, żeby je uspokoić. Takie dzieci z czasem reagują coraz silniej i mają większe trudności z regulowaniem emocji, co w sumie jest logiczne, bo dziecko, które każdy smutek i każdą złość gasi ekranem, nie ma kiedy się nauczyć, co z tymi uczuciami zrobić samodzielnie. A dorzućmy jeszcze do tego wiedzę o dopaminie, od której współczesne technologie nieustannie nas uzależniają i robi się w ogóle “ciekawie”.

Wiemy, że dopamina odpowiada w mózgu w dużej mierze za oczekiwanie nagrody i za to, co uznajemy za warte naszej uwagi. Właśnie dlatego krótkie filmiki i gry tak skutecznie ją angażują: każdy kolejny ruch palca obiecuje, że za chwilę pojawi się coś jeszcze ciekawszego, a nagroda przychodzi nieregularnie, co szczególnie mocno napędza chęć sprawdzania. Dorosły ma jeszcze jakie takie hamulce, choć dobrze wiemy, że zawodne. U dzieci i nastolatków te hamulce dopiero się budują, bo kora przedczołowa, która odpowiada za planowanie, samokontrolę i ważenie konsekwencji, dojrzewa aż do dwudziestych kilku lat. Co to oznacza w domowej praktyce? Kiedy ekran dostarcza atrakcyjnych bodźców co trzy sekundy, zwykłe życie zaczyna smakować jak brukselka gotowana na papce ze śmietany [śmiech]. Odrabianie lekcji, rozmowa przy obiedzie, czekanie w kolejce czy niedzielna Msza - wszystkie czynności wydają się wtedy nieznośnie nudne, dziecko reaguje rozdrażnieniem, a wyłączenie gry przeżywa jak odebranie czegoś, na co jego mózg zdążył się już nastawić. Do tego dochodzi znacznie gorszy sen, bo telefon scrollowany wieczorem deprywuje spanie (i na to też mamy dowody naukowe), a niewyspany człowiek w każdym wieku znacznie gorzej radzi sobie ze złością i smutkiem. Widzę to u swoich dzieciaków bardzo wyraźnie: po dłuższej porcji bajek potrzebują dobrej chwili, żeby wrócić do siebie, a najbardziej nerwowe wieczory mamy zwykle po dniach, w których ekranu było po prostu za dużo.

Magda Urbańska: Oj tak, też to dostrzegam. I widzę w tym duże pole mojej odpowiedzialności, jako mamy. Nie tylko dając jakiś tam przykład, choć w praktyce wiemy, że już to jest strasznie trudne. Ale dla mnie jeszcze trudniejsze jest to, że widzę te emocje dzieci, gdy odklejają się od ekranów.

Wchodzę do kuchni z ciśnieniem, którego nikt w tym domu nie wywołał

Agata Rusek: Jest też druga strona, o której mówi się rzadziej, a która dotyczy nas, dorosłych. Dzieci uczą się radzić sobie z emocjami przede wszystkim przez naśladownictwo - i myślę, że czasem warto przyjrzeć się sobie, czy ja telefonem nie próbuję ukoić jakiejś troski, złości, obaw, zamiast się zająć bezpośrednio tym, co mi leży na sercu. Podobnie warto zauważyć, że rozzłoszczony czy przestraszony maluch na ogół “pożycza” sobie spokój od mamy albo taty (to się chyba “współregulowanie” nazywa w psychologii). Tylko jak mam pożyczyć dziecku spokój, skoro sama przed chwilą przeżyłam w telefonie wojnę, aferę i cudze rozstanie, a teraz wchodzę do kuchni z ciśnieniem, którego nikt w tym domu nie wywołał? Z pustego i Salomon nie naleje. Facebook przeprowadził kiedyś na blisko siedmiuset tysiącach użytkowników eksperyment, w którym manipulował proporcją pozytywnych i negatywnych treści w ich feedach, i okazało się, że ludzie zaczynali potem pisać w tonie tego, co im podsunięto, nawet jeśli w niewielkim stopniu. Emocje są zaraźliwe, także te z ekranu, i bardzo chętnie siadają razem z nami do wspólnego stołu. Dlatego u nas żelazną zasadą jest, że telefony (nasze, bo dzieci swoich nie mają) mają swoją półeczkę i po pracy tam lądują. Nie ma ich ani w sypialni, ani podczas posiłków, a czas ekranowy jest po prostu regulowany. Instytucja postu jest tu kolejnym dobrodziejstwem, które daje nam wiara. A u was coś się szczególnie sprawdza?

Magda Urbańska: U nas jest bardzo podobnie. Siadamy razem do posiłków, ale telefon nie ma prawa tu być - nawet jeśli ten, kto z niego korzysta aktualnie, nie je. Telefon ma zakaz przebywania z nami podczas czyjegoś posiłku, koniec kropka. Mamy takie narzędzia jak kontrolę rodzicielską na smartfonie starszego syna, bo młodszy swojego urządzenia nie ma. Zainstalowaliśmy na laptopach aplikacje, które go wyłączą po określonym czasie użytkowania, a wcześniej pokażą licznik mijającego czasu, bo sami nie jesteśmy w stanie sprawdzić, ile czasu przed komputerem siedzą nasi chłopcy, gdy jesteśmy w pracy. Korzystamy z mężem z tych narzędzi, rozmawiamy z naszymi dziećmi o konsekwencjach nadmiernego korzystania z technologii, ale i tak mam poczucie, że stoję po kolana w błocie. Tym bardziej, że mam świadomość, że wśród kolegów moich synów nasz “rygor” jest rzadkością… Myślę, że każdy rodzic musi wydeptać sobie własną ścieżkę, prawda?

Agato, temat emocji jest tak szeroki i głęboki, że można by rozmawiać o nim jeszcze długo, a we mnie jest jeszcze jedna myśl - tak odnośnie uczuć, czy emocji i chętnie porozmawiałabym o tym za tydzień. Czy ustawienie hasła w telefonie jest oznaką braku zaufania w związku, a lajkowanie zdjęć przystojnego sąsiada zdradą? Jak mądrze pielęgnować bliskie relacje, gdy przeżywamy trudności w budowaniu zaufania i intymności w związkach, a media społecznościowe wcale nam tego nie ułatwiają? Co ty na to?

Agata Rusek: Czyli też będzie o emocjach, tylko tych bardziej damsko-męskich. Ekstra, zapraszamy!

Przeczytaj poprzednie rozmowy:

  1. "Autentyczność się nie niesie". Katoliczki o presji i sile social mediów
  2. Hejt za wiarę? Nie tylko. Oto, co naprawdę piszą do katoliczek w sieci
  3. Kulisy social mediów. Jak algorytm ucina zasięgi katolickim twórcom
  4. Bez wad, bez wątpliwości i w sukience. Mit prefekcyjnej katoliczki
  5. Ile swojej wiary można pokazać w sieci? "Sacrum zawsze będzie doświadczeniem bez widzów"
  6. Jak wychować dziecko w erze TikToka? Złości mnie, gdy słyszę: "Może telefony niszczą dzieciństwo, ale nic już z tym nie zrobimy"
  7. Gdy dziecko staje się contentem. Co robią w sieci matki i jak się to odbija na prywatności dzieci?
  8. Followers to nie przyjaciel. Oto największe złudzenie social mediów
  9. Wiara online. Gdzie kończy się inspiracja, a zaczyna złudzenie?
  10. Czy z tego, co robimy w internecie, też trzeba się spowiadać?
  11. "To ja przychodzę do telefonu, nie on do mnie". Jak odzyskać kontrolę nad swoją uwagą?
  12. Google wie o tobie więcej niż twój spowiednik 
  13. Aplikacja albo wykluczenie. Czy jeszcze naprawdę mamy wybór?
  14. Czy internet zabiera nam zdolność do zachwytu?
  15. Czasem lepiej nic nie mówić. Dlaczego milczenie może być formą miłości? 
  16. W szukaniu odpowiedzi o wiarę wyręcza nas sztuczna inteligencja. To o krok od katastrofy
  17. Smartfon jest zaprojektowany tak, by człowiek czuł się pępkiem świata. Co technologia robi z doświadczeniem Boga?
  18. “Wróciłam do biura, a tam chatbot siedzi obok”. Powrót na rynek pracy w czasach AI to dla matek coraz większe wyzwanie

 

 

Z wykształcenia pedagog i doradca rodzinny. Z wyboru żona, matka dwóch synów. Nie potrafi żyć bez kawy i dobrej książki. Autorka książki "Doskonała. Przewodnik dla nieperfekcyjnych kobiet". Prowadzi bloga oraz Instagram.

Żona, mama, córka, z zawodu animatorka społeczności lokalnych, z zamiłowania doktorka nauk społecznych, w wolnych chwilach pisze bloga "Dobra Wnuczka" i prowadzi konto na Instagramie. Razem z mężem od lat zaangażowana w Ruch Spotkań Małżeńskich i wrocławską Wspólnotę Jednego Ducha. 

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Na niepokoju zarabia się najwięcej. Dlatego algorytmy rozregulowują nasze emocje [ROZMOWA]
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.