“Wróciłam do biura, a tam chatbot siedzi obok”. Powrót na rynek pracy w czasach AI to dla matek coraz większe wyzwanie
Kiedyś przerwa w pracy "na dziecko" oznaczała, że trzeba nadgonić procedury, nowe konstelacje w zarządzie i firmowe plotki. Dziś dwa lata to często cała epoka technologiczna. Wychodzisz z jednej firmy, a wracasz do zupełnie innego miejsca, chociaż nazwa stanowiska w umowie się nie zmieniła. A gdy wysyłasz CV, nikt cię nie uprzedzi, że firmy będą przeglądać twojego Facebooka i że możesz odpaść już na starcie rekrutacji. O realiach powrotu na rynek pracy po urlopie macierzyńskim rozmawiają Agata Rusek i Magdalena Urbańska w kolejnym odcinku cyklu "Katoliczka w sieci".
Magda Urbańska: Agato, mam takie poczucie, że obie ostatnio zderzyłyśmy się z pewną ścianą. Nasz powrót na rynek pracy wcale nie był i nadal nie jest łatwy, prawda?
Agata Rusek: O tak, mam wrażenie, że zrobiło się trudno od momentu dojrzewania do decyzji o powrocie na rynek pracy. Jako wielodzietna mama i to jeszcze prowadząca w internetach publiczne, katolickie konto, nie miałam wątpliwości, że jestem zanurzona w bańce, w której obecność mamy w domu to jest najlepszy model świata. Żeby było jasne - nie mam wątpliwości, że to coś ważnego, dobrego i pięknego. Wartego wysiłku. Sęk w tym, że choć wiele z rodzin i wiele z nas, chrześcijańskich kobiet, przyklaśnie i powie: matka w domu to skarb, powołanie, najważniejsza praca świata, jednocześnie realia życia są takie, że większość znanych mi rodzin nie jest w stanie utrzymać się z jednej pensji. Gdy otacza cię narracja, że dla waszego dziecka nie ma nic lepszego niż mama w domu, trudno zacząć o powrocie do pracy zawodowej zacząć myśleć w kategorii czegoś dobrego dla rodziny.
Matki na rynku pracy są traktowane jak ktoś, kto "wypadł z obiegu"
Obawiam się, że powracająca na rynek pracy po tzw. urlopie macierzyńskim kobieta częściej słyszy w naszym kręgu pytanie: „czy naprawdę musisz wracać?" niż pytanie: „jak ci w tym pomóc?". A z drugiej strony jest świat zawodowy, są znajomi z pracy, ludzie z tzw. branży, których taka mama “siedząca w domu” przez rok (albo dwa, trzy lub tak jak u mnie - dziesięć) obserwuje i widzi, jak znajomi zdobywają kolejne, nowe uprawnienia, kompetencje, umiejętności. Chociaż sama właściwie nigdy nie byłam w sytuacji, w której zupełnie straciłabym kontakt ze swoją branżą, to jednak w momencie podjęcia decyzji o pełnoetatowym powrocie na rynek pracy dość boleśnie uświadomiłam sobie, że procedury, narzędzia, zasady, które znałam, zmieniły się tak, że właściwie wielu rzeczy muszę się uczyć od nowa.
Magda Urbańska: Coś w tym jest, wiesz? Od lat słyszałam różne sugestie odnośnie mojej pracy, ale nikt nigdy nie zadał mi pytania: “jak ci pomóc?”, albo: “jak się z tym czujesz?” - choć teraz, gdy wróciłam do pracy na etacie, pytania o samopoczucie czasem się zdarzają. Najczęściej padają ze strony moich współpracowników, bo trafiłam do naprawdę super zespołu. Wróciłam do pracy w wyuczonym zawodzie i tak jak wspominasz, wielu rzeczy uczę się od nowa… Gdy studiowałam kilkanaście lat temu pedagogikę, nikt mi nie powiedział, że gdy wrócę na rynek pracy, będzie czekać mnie Librus. Kilkanaście lat temu dzieci nie były też ogłupione przez technologię ani nie zasypiały ze smartfonem pod poduszką. Nikt nie przygotował mnie na to, że przerwa w pracy zawodowej - z racji wychowania dzieci - wcale nie oznacza dla każdego pracodawcy zasobu (no ej, przecież nic tak nie uczy cierpliwości, planowania i konsekwencji jak macierzyństwo!), za to często jestem kimś, kto “wypadł z obiegu”.
Jestem matką, więc będę chodzić na L4. Czyli jestem gorszym pracownikiem
Nie zostałam też ostrzeżona przed tym, że firmy, do których wysłałam moje CV, będą przeglądać mojego Facebooka i że odpadnę już na starcie, w procesie rekrutacji, bo prowadzę katolickiego bloga i nie wszyscy będą potrafili podejść do tego z otwartością. Tak, to było dla mnie duże zaskoczenie, gdy zobaczyłam, że moje relacje na Instagramie ogląda właścicielka instytucji, do której składałam aplikację. Gdy sama zajrzałam na jej profil, wiedziałam już, że tej pracy po prostu nie dostanę, bo mamy inne podejście do Kościoła. No i jestem matką, czyli potencjalnym pracownikiem chodzącym na L4, więc niezbyt mile widzianym w firmie. Ściana, beton, mur, nieprawdaż?
Agata Rusek: Tak. A tu jest jeszcze inny wątek: bolesne rozczarowanie, które przychodzi, gdy się nieco odromantyzuje chrześcijański przekaz o tym, jak bardzo matczyne kompetencje są dziś mile widziane na rynku pracy. I znowu - chcę to podkreślić z całą mocą - rzeczywiście jest tak, że każda mama może sobie spokojnie wpisać w CV szereg kompetencji, które wysoko plasują się na liście marzeń osób z HR-u. Sama lubię powtarzać, że dzięki macierzyństwu zarządzanie kryzysowe mam w małym paluszku, genialnie opanowałam metody negocjowania z osobnikami, który nie uznają racjonalnych argumentów, potrafię prowadzić logistykę w warunkach ciągłych zakłóceń i podejmować dobre decyzje przy niepełnych danych i o trzeciej w nocy. Tylko że nawet jeśli to prawda, to zanim w procesie rekrutacji dostanę się przed oblicze człowieka, któremu będę mogła tę piękną prawdę o mnie powiedzieć, muszę przebić się przez sito botów czytających nasze CV. A bot analizuje CV matematycznie. Jest luka, nie ma zaproszenia na kolejny etap. Proste.
Pozostaje też jeszcze inna kwestia, o której nie myślimy w naszej chrześcijańskiej bańce, gdy powtarzamy prawdę (tak! prawdę), że macierzyństwo daje kobietom fantastyczne kompetencje. Kobieta, która idzie na rozmowę rekrutacyjną, musi jeszcze potrafić o tych kompetencjach odpowiednio atrakcyjnie przyszłemu pracodawcy opowiedzieć. A nie każda z nas to potrafi.
Dwa lata przerwy w pracy to technologiczna przepaść do przeskoczenia
Magda Urbańska: Czy mnie się tylko wydaje, czy zaczęłyśmy trochę zbyt pesymistycznie? [śmiech] Nie wiem. To, czy jest w tym więcej pesymizmu, czy realizmu, zostawiam ocenie tych z nas, które wracają na rynek pracy po dłuższej przerwie. Moja obecna praca opiera się na kontakcie z ludźmi, więc nie odczuwam mocno zmian technologicznych. Aplikacje, które muszę obsłużyć, są do ogarnięcia nawet dla takiego technologicznego analfabety jak ja [śmiech], ale myślę o kobietach, które wracają na rynek pracy w sektorze administracyjnym. One wracają do zupełnie innego świata…
Agata Rusek: No tak, kiedyś przerwa w pracy oznaczała, że trzeba nadgonić procedury, nowe konstelacje w zarządzie i firmowe plotki. Dziś dwa lata to często cała epoka technologiczna. Wychodzisz z jednej firmy, a wracasz do zupełnie innego miejsca, chociaż nazwa stanowiska w umowie się nie zmieniła. I to nie jest historia o kobiecie, która coś zaniedbała, tylko to jest zwykła arytmetyka: tempo zmiany technologicznej przyspieszyło, a długość opieki nad małym dzieckiem została taka sama, bo - o ironio! - dziecko nie da się zoptymalizować.
Rozmawiałam niedawno z koleżanką, która wróciła do pracy w pewnej firmie handlowej do swojego działu marketingu. Była załamana, bo czuła się jak “dziecko we mgle”. Nie było jej “ledwo rok”, a w międzyczasie wdrożono tyle nowinek technologicznych i nowych procedur, że teraz oprócz tego, że musi zrobić swoje w osiem godzin dziennie, to po pracy uczy się z filmików na youtubie obsługi nowych rzeczy, bo nikt nie ma czasu “wdrażać” jej w nowe programy. Obsługę biurową: przepisywanie, tłumaczenie, podstawowe zestawienia - zautomatyzowano, a ona ma wykazać się nowymi umiejętnościami w tworzeniu “contentu” i w analizie materiałów, których do tej pory nie musiała analizować. I to nie chodzi o to, że ona nie chce nadgonić tej luki, tylko, że fizycznie jest wykończona ogarnianiem w praktyce dwóch etatów i życia domowego.
Nie było cię, a w tym czasie chatbot zastąpił kolegów z pracy
Magda Urbańska: Wiesz, tak myślę o tym, że kobiety, które wracają dziś po przerwie do pracy i mają w ręku takie narzędzie jak AI, wcale nie mają ułatwionej drogi. To się tak tylko z pozoru wydaje, bo ostatnie aferki pokazały nam dobitnie, że raporty pisane przez sztuczną inteligencję, i to przez ludzi na wysokich stanowiskach, to wcale nie jest rzecz niemożliwa. Jednocześnie mamy dowód na to, jakie głupoty może napisać za nas czat. Sama kilka razy prosiłam czat GPT o sprawdzenie jakiejś daty, informacji. Miałam jednak ogólną wiedzę w temacie i widziałam, że czasem bot pisze takie głupoty, że nic tylko usiąść i się pośmiać. To może być miecz, którym pokaleczymy samych siebie - takie ślepe zaufanie botowi, zamiast używanie własnego mózgu, wiedzy i doświadczenia - co owszem, jest bardziej pracochłonne, ale może się okazać, że uratuje nas przed grubą kompromitacją.
Z drugiej strony mamy współpracowników, których można by czasem nazwać: “chatbot siedzi przy biurku obok” - nie mamy wpływu na to, jak i z czego korzystają inni. Musimy być bardziej uważni niż jeszcze kilka lat temu, mieć ograniczone zaufanie do tego, co dostajemy do rąk. To rodzi wiele problemów, których wcześniej być może nie doświadczyliśmy. Sama mam takie doświadczenie, dość przykre, gdy pracowałam kilka miesięcy temu nad recenzją książki jednego z największych w Polsce katolickich wydawnictw. Recenzja poszła w świat, a wydawnictwo “napisało” pod nim komentarz i wysłało też wiadomość do mnie. Byłam w szoku czytając oba teksty, bo nie były napisane przez człowieka. Czuć było botem na kilometr. Poczułam wtedy mocny niesmak… Nawet tu, nawet tak? Niestety pracownik powracający na rynek pracy musi liczyć się z tym, że do jego skrzynki odbiorczej będzie trafiać masa wiadomości napisana tym samym stylem [śmiech]. I trzeba się w tym odnaleźć…
Agata Rusek: Albo może się okazać, że w międzyczasie wcale już biurko w biurko nie siedzi twoja “firmowa psiapsi”, tylko masz zamontowane jakieś ustrojstwo oparte o AI, które zajmuje się szybką i efektywną “obsługą klienta”. Całkiem niedawno byłam mocno zaskoczona, gdy w mojej ulubionej bibliotece ustawiono boks, w którym możesz sam zwrócić lub wypożyczyć książkę. Przyznam, że zrobiło mi się z tym bardzo nieswojo, bo za tym argumentem z wygody prędzej czy później stoi przecież ograniczanie etatu dla pracowników: ludzi, z którymi mogłam spokojnie porozmawiać o nowościach wydawniczych i książkowych polecajkach.
Do AI w pracy nie wiadomo, jak podejść. Używać czy nie ryzykować?
Magda Urbańska: Żeby jednak nie kończyć na narzekaniu, widzę kilka plusów w korzystaniu ze sztucznej inteligencji. Wczoraj mój syn, który pasjonuje się pociągami, zadawał mnóstwo pytań, na które AI znalazło natychmiastową odpowiedź, załączając odnośniki, które później sprawdziliśmy, co okazało się bardzo fajną zabawą. Jednak pociągi to nie przepisy ani raport dla pracodawcy, prawda? Więc nie byłabym sobą, gdybym nie rzuciła tekstem o odpowiedzialności, uczciwości, rozeznawaniu i codziennym rachunku sumienia, by nie zagłuszyć w sobie tego cichego pukania sumienia o uczciwość. Szczególnie gdy wracamy do firmy, w której wyręczanie się botem powoli staje się jakąś normą. To kolejne wyzwanie, głównie relacyjne. Wracasz i co? Startujesz do innych z tym, że to co robią jest po prostu nieuczciwe? Trudne, prawda?
Agata Rusek: Pewnie, że trudne! Zwłaszcza, że co do AI w pracy jest tyle sprzecznych opinii i brak jednoznacznych stanowisk. Jedni mówią, że to “tylko narzędzie”, szef wysyła na szkolenie z pisania tekstów z chatemGPT, ale wieść gminna niesie, że Kaśka z HR-u wyleciała z pracy za posłanie do klienta raportu wyplutego z Gemini. Łatwo poczuć się, delikatnie powiedziawszy, zagubionym.
Magda Urbańska: Zagubionym, oszukanym, zniesmaczonym. Każdy może dopisać kilka określeń od siebie. Nadal jest to takie pole, które już zasiane wydaje pierwsze plony. I przy okazji wiele chwastów. Długa droga przed nami jako społeczeństwem, zanim jakoś unormujemy w sobie tę przestrzeń, by była bardziej uporządkowana, uregulowana prawnie i po prostu bezpieczna dla tych, którzy chcą pracować uczciwie i tak jak potrafią najlepiej.
Elastyczność w ogłoszeniu znaczy: "będziesz dostępna, gdy ci powiemy"
Agata Rusek: Dla mnie po dekadzie pracy w trybie slow (czy, jak mówią niektórzy, na pół gwizdka), powrót do pełnego wymiaru najbardziej zaskoczył mnie złudzeniem elastyczności. Niby w zasięgu ręki jest praca zdalna, hybryda, elastyczne godziny, ale w praktyce często okazuje się to pustą deklaracją obecną na stronie firmy wyłącznie dla PR-u. W praktyce elastyczność w ogłoszeniu bardzo często znaczy: „będziesz dostępna, kiedy będziemy cię potrzebować", a nie „ty decydujesz, kiedy pracujesz" [śmiech]. Jest w tym też dla mnie jakieś nowe wyzwanie, że w domu, w którym od lat walczymy o wolność od ekranów, opowiadamy dzieciom o algorytmach, tłumaczymy zasady higieny cyfrowej, nagle się okazuje, że to ja, mama, mam największy problem z przestrzeganiem tych norm, bo przecież “mam projekt, który trzeba skończyć na wczoraj”.
Magda Urbańska: Myślę, że to jest ogromny dylemat wielu matek i balansowanie na linie, z której bardzo łatwo spaść. Albo zawisnąć głową w dół [śmiech].
Agata Rusek: Ale wiesz co, Madziu? Żeby nam ten odcinek zbyt ponury nie wyszedł, to ja bym bardzo chciała mocno zadeklarować, że taki powrót do pracy po latach macierzyńskiego to jednocześnie sporo radości. Nowe wyzwania, nowi ludzie - nagle okazuje się, że istnieje świat, który nie zna “Pucia”, a ty możesz wypowiedzieć się na inne tematy niż naturalne sposoby walki z owsikami [śmiech]. Ja swoją pracę lubię i widzę, że oprócz wspomnianych wyzwań daje mi jednocześnie dużo satysfakcji i wzmacniającego poczucia sprawczości. Daje mi nieocenioną radość bycia wśród ludzi dorosłych, w innej wspólnocie, z innymi bliźnimi, których też uczę się kochać. Bardzo praktycznie kochać. Lubię powtarzać moim dzieciom, że praca jest pomysłem Pana Boga na człowieka. W raju przed grzechem przecież ludzie pracowali, więc to nie jest tak, że praca to coś, co człowieka ma unieszczęśliwiać.
Nie jesteś gotowa na powrót do pracy? Nie wracaj, jeśli nie musisz
Magda Urbańska: Zdecydowanie tak! Wszystko, co wartościowe i dobre, wymaga naszego wysiłku i wybacz, ale powiem to znowu, rozeznawania! [śmiech]. Wracając do początku naszej rozmowy - warto rozeznać, kiedy jest dobry moment na powrót do pracy poza domem. To jest trudne, by nie ulec naciskom ludzi z zewnątrz, jakimś ich oczekiwaniom. Czasem lęk o to, czy sobie poradzę albo jak poradzą sobie moje dzieci, może nas skutecznie zablokować. A czasem jest tak, że po prostu ani dziecko, ani ja nie jesteśmy jeszcze gotowi na tę zmianę i jeśli nasza sytuacja finansowa na to pozwala, zachęcałabym, aby nie cisnąć z tym powrotem na siłę tylko dlatego, żeby mieć spokój od komentarzy w stylu “bo ty tylko w domu siedzisz i nic nie robisz”. Praca zawodowa jest ogromną wartością i niesie dużo dobra, ale we wszystkim trzeba znaleźć swoją własną drogę, swoje miejsce i czas. Rozeznać, co jest lepsze od dobrego, po ignacjańsku [śmiech]. I tu może postawmy kropkę.
Agata Rusek: Dobrze, niech tak będzie. A za tydzień zapraszamy na równie życiowy, matczyny odcinek: będziemy rozmawiać o rozregulowanych ekranami emocjach. Ręka w górę, kto doświadczył furii malucha i własnej irytacji po seansie “Psiego patrolu”? [śmiech].
Przeczytaj poprzednie rozmowy:
- "Autentyczność się nie niesie". Katoliczki o presji i sile social mediów
- Hejt za wiarę? Nie tylko. Oto, co naprawdę piszą do katoliczek w sieci
- Kulisy social mediów. Jak algorytm ucina zasięgi katolickim twórcom
- Bez wad, bez wątpliwości i w sukience. Mit prefekcyjnej katoliczki
- Ile swojej wiary można pokazać w sieci? "Sacrum zawsze będzie doświadczeniem bez widzów"
- Jak wychować dziecko w erze TikToka? Złości mnie, gdy słyszę: "Może telefony niszczą dzieciństwo, ale nic już z tym nie zrobimy"
- Gdy dziecko staje się contentem. Co robią w sieci matki i jak się to odbija na prywatności dzieci?
- Followers to nie przyjaciel. Oto największe złudzenie social mediów
- Wiara online. Gdzie kończy się inspiracja, a zaczyna złudzenie?
- Czy z tego, co robimy w internecie, też trzeba się spowiadać?
- "To ja przychodzę do telefonu, nie on do mnie". Jak odzyskać kontrolę nad swoją uwagą?
- Google wie o tobie więcej niż twój spowiednik
- Aplikacja albo wykluczenie. Czy jeszcze naprawdę mamy wybór?
- Czy internet zabiera nam zdolność do zachwytu?
- Czasem lepiej nic nie mówić. Dlaczego milczenie może być formą miłości?
- W szukaniu odpowiedzi o wiarę wyręcza nas sztuczna inteligencja. To o krok od katastrofy
- Smartfon jest zaprojektowany tak, by człowiek czuł się pępkiem świata. Co technologia robi z doświadczeniem Boga?


Skomentuj artykuł