O miłości bez znieczulenia

O miłości bez znieczulenia
(fot. Camdiluv ♥ / flickr.com)
4 lata temu
Logo źródła: w drodze Katarzyna Kolska / slo

Chęć bycia z drugim człowiekiem i budowanie z nim głębokiej więzi nie może się opierać na lęku przed samotnością, przed cierpieniem. Motywacja powinna być zupełnie inna: marzę o tym, by dać komuś poczucie bezpieczeństwa, by stworzyć dom.

Katarzyna Kolska: Dlaczego niektórzy ludzie są sami, chociaż bardzo tego nie chcą?

Ks. Mirosław Maliński: To efekt długotrwałego procesu wychowania antyrodzinnego. Więzi międzyludzkie nie jawią się nam jako coś najważniejszego. Rodzice nie są zainteresowani tym, jakich przyjaciół ma ich syn czy córka, jak im się układa z rówieśnikami w szkole czy w domu z rodzeństwem.

Dziecko od najmłodszych lat ciągle słyszy, że ma się uczyć. Jest jakaś ślepa wiara w to, że dobre wykształcenie oznacza dobrą pracę. A dobra praca gwarantuje dobre zarobki. I jeśli już ktoś będzie miał pieniądze, to nie będzie miał żadnych problemów. Kiedy nastoletni syn mówi rodzicom, że ma dziewczynę, a córka, że ma chłopaka, to rodzice niejednokrotnie zamiast się ucieszyć, mówią: Nie zajmuj się głupotami! Masz się uczyć!

No bo myślą, że na dziewczynę i chłopaka przyjdzie jeszcze czas.

A ja się pytam, kiedy ten czas ma przyjść, jeśli nie wtedy? Dlaczego rodzic nie usiądzie ze swoim dzieckiem i nie powie: Opowiedz mi o niej, o nim. Kim on, ona jest? Co czujesz?
Obecnie towarzyszę kilku małżeństwom, które się rozpadają. Schemat jest podobny. Dziewczyny są lekarkami, walczą o specjalizacje. Ich mężowie to przystojni, wykształceni, dobrze zarabiający mężczyźni, zajmujący się domem i dziećmi. Zawożą dzieci do przedszkola czy szkoły, sprzątają, gotują, piorą, prasują. A dziewczyny mówią, że one potrzebują czegoś więcej. Że ci mężczyźni są mało atrakcyjni, że nie są dla nich wyzwaniem.
W ewangelii czytamy: tam skarb twój, gdzie serce twoje.

I dla nich skarbem stała się kariera?

Tak. One mówią wprost: ja nie poświęcę się rodzinie, nie zmarnuję tych wszystkich lat nauki, tego wysiłku. Ja chcę się rozwijać.

Świat trochę zaprzecza temu, co ksiądz mówi. Wystarczy spojrzeć na portale społecznościowe, które powstają jak grzyby po deszczu. Młodzi ludzie siedzą na Facebookach, Gadu-gadu, trudno im oderwać się od komputera czy telefonu komórkowego. Chcą być ciągle w kontakcie, ciągle na bieżąco.

Ale dlaczego wirtualnie? Bo brakuje im tych kontaktów. To pokazuje, jak bardzo niezaspokojona jest potrzeba więzi i jak trudno ją zaspokoić w realu. Wszelkie badania socjologiczne wykazują, że dla 60-80 proc. ludzi najważniejszą wartością w życiu jest rodzina. Tylko co z tego, skoro myśmy się nie nauczyli spotykać ze sobą. Rodzice nie rozmawiają z małymi dziećmi o tym, jak ważne jest budowanie więzi z drugim człowiekiem, jak ważna jest w życiu przyjaźń, jak ją kształtować, jak przejść przez kryzys przyjaźni.

Żyjemy w rodzinach, które są klaustrofobiczne. Nie ma w nich miejsca na babcię czy dziadka.

Trochę o to walczyliśmy - żeby młode małżeństwa mogły funkcjonować samodzielnie, bez teściowej, bez teścia, na własny rachunek.

Ja wychowałem się w domu, w którym była babcia, niezwykle mądra i dobra kobieta. Ile ja się rzeczy od niej dowiedziałem, ile ona ze mną rozmawiała! A my się dziś bronimy przed mądrością starych ludzi, rodziny wielopokoleniowe umarły.
Babcia jest w domu takim wentylem bezpieczeństwa - dziecko pokłóci się z rodzicami i jest trzecia osoba, która wysłucha i pomoże zrozumieć tę sytuację. Ten dom trzeba w ogóle wyczarować, stworzyć. Usiąść razem przy stole, zjeść wspólnie posiłek, znaleźć czas na zwyczajną, swobodną rozmowę. Rzadko dajemy dzieciom okazję, by mogły powiedzieć, co czują, co myślą, czym żyją. One są przez nas nieustannie oceniane. A na dodatek jeszcze chronimy je przed bólem, cierpieniem - mamy szampony, które nie szczypią w oczy, mamy znieczulenia przed zastrzykiem…

Pozwólmy dziecku przeżyć stratę - kupmy świnkę morską, która zdechnie, pozwólmy na ból - niech ten szampon dostanie się do oczu i niech poszczypie chwilę, niech ten zastrzyk zaboli, niech to kolano się stłucze…

Żeby się dziecko zahartowało?

Żeby się dowiedziało, że ból jest nieunikniony, i oswoiło z tym, że bliski związek z drugim człowiekiem może rodzić cierpienie.

Miłość raczej nie kojarzy nam się z bólem.

Bo idealizujemy. Bo miłość źle pojmujemy.

Częściej ksiądz spotyka samotne, nieszczęśliwe dziewczyny, czy samotnych chłopaków?

Zdecydowanie samotne dziewczyny. Jest w nich ogromna potrzeba bycia blisko kogoś, spełnienia się w macierzyństwie. Są pod presją.

Zegar biologiczny im tyka…

To pewnie też. Do tego dochodzi jeszcze potrzeba sklejenia się z chłopakiem, ogromnej bliskości, takiej, żeby on stał się drugim ja. Żeby ciągle był z nią i przy niej. Żeby nie jeździł na rolkach, nie spotykał się z kolegami, nie miał swoich znajomych. Tylko ją. W takim sklejeniu, w nieustannej bliskości nie jesteśmy w stanie dobrze się sobie przyjrzeć. Żeby miłość mogła zaistnieć, potrzebny jest dystans - ale tego nigdzie nas nie uczą, nikt nie zajmuje się nauką obcowania z drugim człowiekiem. A jeśli uczą, to pod kątem pracy w korporacji, bo tam te umiejętności się przydadzą.

No i trzydziestka na karku, on samotny, ona samotna. On nieszczęśliwy, ona nieszczęśliwa. Przychodzą do księdza i?

Nie wiem, co im powiedzieć. Sam patrzę i się dziwię. Codziennie w naszym duszpasterstwie jemy razem obiad. Przy stole siedzi 30 osób, w tym trzy samotne dziewczyny i czterech samotnych facetów. Każde z nich bardzo pragnie być z kimś. I nic.

Nic nie iskrzy?

No nie iskrzy.

Ksiądz nie może im jakoś pomóc?

A co mam zrobić? Dać im jakąś katolicką viagrę? Próbuję z nimi rozmawiać, zrozumieć, w czym tkwi problem. Oni się boją nieprzewidywalności sytuacji, a wejście w życie rodzinne to ryzyko. Do tego wszystkiego świat im jeszcze podpowiada: najpierw dobra praca, samochód, mieszkanie, dopiero potem małżeństwo. A taka droga jest powodem ogromnych problemów małżeńskich. On ma swoje mieszkanie, ona swoje, on ma swój samochód, ona swój, a każde z nich mnóstwo przyzwyczajeń i nawyków. I jak to nagle razem skleić? Oni nie będą mieli naturalnie wypracowanej wspólnoty dóbr, nie przejdą razem przez trud zdobywania czegoś, walczenia o coś. Ci, którzy mają 22, 23 lata, mieszkają w akademiku albo na stancji - jak ich ta wspólna walka łączy. Razem zawalczyć o życie, dojść do czegoś od zera, to jest coś! Obawiam się, że błędem rodziców jest zabranianie wczesnego małżeństwa.

A może te późne małżeństwa to efekt tego, co młodzi ludzie widzą dookoła siebie: to małżeństwo się rozpadło, tamto się rozpadło, ci są w poważnym kryzysie, ci się zdradzają. Więc myślą sobie: ja tak nie chcę.

To prawda, ludzie bardzo się boją o swoje małżeństwo, ale za tym stoi też katecheza głoszona przez świat, że do małżeństwa trzeba być tak dojrzałym i tak odpowiedzialnym, że właściwie nigdy się nie można ożenić. A przecież dojrzałym i odpowiedzialnym człowiek staje się w boju. Założenie rodziny to czyste szaleństwo. Powiedzenie drugiemu człowiekowi: będę z tobą do końca życia, to jakieś wariactwo. Bez tej nuty szaleństwa, bez zakochania, bez różowych okularów nie da się tego zrobić.

Posiadanie dzieci to też ogromne ryzyko - jakie będą, czy zdrowe, czy grzeczne, czy w ogóle się urodzą? No i ci młodzi ludzie boją się ryzyka - nie chcą problemów, nie chcą cierpienia, nie chcą tej niepewności. Nie są oswojeni z bólem, z szamponem, który szczypie w oczy. Potrafią zarządzać wielkim korporacjami czy przedsiębiorstwami, zajmują ważne stanowiska, kierują dużymi zespołami ludzi, gdyż znają sposoby eliminowania ryzyka, a nie mają odwagi zadecydować o własnym życiu. Bo się boją, że ich to przerośnie, że nie dadzą rady, że będą cierpieć.

Ale przyjdzie taki moment, że powroty do pustego mieszkania zaczną przeszkadzać. Nikt w tym domu nie czeka, nie ma z kim zamienić kilku zdań, nie ma z kim podzielić się radościami, życie w pojedynkę coraz bardziej zaczyna doskwierać. A przyjaciele już mają swoje rodziny.

To jest trochę egoistyczne myślenie: mnie kogoś brakuje, na mnie nikt nie czeka, ja nie mam z kim porozmawiać. To chyba za mało, by założyć rodzinę. Nie można drugiego człowieka wykorzystywać jako plaster na swoją ranę. Chęć bycia z drugim człowiekiem i budowanie z nim głębokiej więzi nie może opierać się na lęku przed samotnością, przed cierpieniem. Motywacja powinna być zupełnie inna: marzę o tym, by dać komuś poczucie bezpieczeństwa, by stworzyć dom, w którym pojawią się dzieci, w którym wspólnie będziemy żyli. Jeśli marzę tylko o sobie, to znaczy, że jestem zaplątany w swoim egoizmie. I może właśnie tu tkwi przyczyna samotności.

Słyszymy nieustannie od domorosłych psychologów: jesteś najważniejszy, pomyśl o sobie, zadbaj o siebie. To jest oszustwo, w które każą nam wierzyć. Tymczasem nasze życie ma sens wtedy, jeśli żyjemy dla kogoś.

I pewnie stąd taką popularnością cieszą się portale matrymonialne. Ludzie nie chcą być samotni…

Nigdy tam nie zaglądałem. Ale spośród uczestników ostatniego kursu przedmałżeńskiego, który prowadziłem, ponad połowa poznała się przez internet. Nie widzę w tym nic dziwnego. Dla młodych świat wirtualny jest przestrzenią tak oczywistą, że im już nawet nie przyjdzie do głowy, że można sprawdzić coś w książce.

I potrafiłby ksiądz samotnej, nieszczęśliwej dziewczynie powiedzieć: załóż sobie profil na jakimś portalu w internecie?

Jeśli ona przychodzi do mnie, to z pewnością już dawno taki profil w internecie sobie zrobiła. Ogłoszenia czy biura matrymonialne istnieją od najdawniejszych czasów, kiedyś taką rolę pełniły swatki. I to wcale nie było takie głupie - trzecia osoba widzi nas inaczej.

Czy nasza wiara może nam podpowiadać, że samotność to plan Boży względem tego konkretnego człowieka? Czy Pan Bóg może w ogóle chcieć, żeby ktoś był samotny?

Chrystus mówi o trzech grupach ludzi niezdolnych do małżeństwa: jedni - bo tacy się urodzili, drudzy - bo ludzie ich takimi uczynili, trzeci - ze względu na królestwo Boże. Jeśli chodzi o dwie pierwsze grupy, to najczęściej myślimy o osobach homoseksualnych, a tymczasem niezdolni do małżeństwa są także ludzie wychowani na egoistów, egocentryków lub skrajnie niezaradni. Często są to niezdolności, które pod wpływem pracy nad sobą, nad własnym charakterem mogą ustąpić.

A co z tymi, którzy są niezdolni do małżeństwa ze względu na królestwo Boże?

Myślę, że Jezusowi nie chodzi tylko o formalnych celibatariuszy w Kościele, że ta przestrzeń jest szersza i nie do końca zagospo darowana. Spotykam czasami osoby, które, jak mniemam, są powołane do życia samotnego. Znam taką kobietę. Jest nauczycielką. Bardzo się spełnia, żyjąc świadomie samotnie. Ten rodzaj samotności musi być jednak "dla", musi być nakierowany na dobro innych ludzi. Chodzi tu o samotność ze względu na królestwo Boże, czyli dla wyższej idei. Jest to rodzaj powołania, a nie sposób oswojenia niechcianej i nieakceptowanej samotności.

W niechcianej samotności trzeba się jeszcze uporać z tym, że skoro nikt mnie nie chce, to pewnie coś ze mną jest nie tak, mam jakiś brak.

To "nikt mnie nie chce" wynika z bardzo różnych powodów. Owszem, zdarzają się jakieś braki, kompleksy, niezałatwione problemy z przeszłości, które wymagałyby nawet terapii. Ale bardzo często to "nikt mnie nie chce" oznacza raczej "ja nikogo nie chcę". Nikt nie jest wystarczająco dobry dla mnie. Ludzie stawiają sobie bardzo wysokie wymagania. I drugi człowiek to czuje.

Wśród tych samotnych są kobiety ładne, zadbane, wykształcone, inteligentne. I trudno zrozumieć, dlaczego one są same, dlaczego nie udało im się założyć rodziny, dlaczego nikt się nimi nie zainteresował?

Bo te kobiety, o których pani mówi, są często tak zaradne, tak samowystarczalne, tak samodzielne, że mężczyzna czuje się przy nich niepotrzebny. On chciałby się kobietą zaopiekować, dać jej poczucie bezpieczeństwa, obronić ją. A skoro ona jest taka doskonała, to co on jej może zaoferować? Mężczyzna myśli sobie, patrząc na taką doskonałą kobietę: żeby ona miała chociaż jakąś słabość, jakiś maleńki brak, żeby czegoś potrzebowała, ale ona jest silniejsza ode mnie.

Niektóre kobiety zostały tak wychowane: masz być samodzielna, niezależna, samowystarczalna, masz liczyć tylko na siebie.

To niejednokrotnie owoc wychowania przez samotne matki, które - ze względu na to, że im się w życiu nie powiodło, mówią swoim córkom: na mężczyźnie nie możesz polegać. Musisz liczyć tylko na siebie.

Co zrobić, żeby tę samotność sensownie przeżyć, żeby nadać jej sens?

Trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, czemu chcę się poświęcić? Nie po to, żeby samemu poczuć się lepiej, ale żeby ktoś ze mną poczuł się lepiej.
Wystarczy zacząć od rzeczy najprostszych: od bezinteresownych spotkań, odwiedzenia człowieka, który mieszka obok. Zawsze na to uczulam naszych studentów, żeby poszli i przedstawili się swoim sąsiadom, zostawili swój numer telefonu. Nie po to, żeby im się dobrze mieszkało, ale żeby innym dobrze mieszkało się z nimi. Trzeba w sobie zrobić taki przewrót kopernikański, jeśli cały układ gwiezdny będzie krążył wokół mnie, czeka mnie zła, smutna samotność. Jeśli ja zacznę krążyć wokół drugiego człowieka, jeśli uznam, że życie drugiego człowieka jest równie ważne, a nawet ważniejsze od mojego, to wtedy otwiera się przestrzeń spotkania.

Jednak kiedy się doświadcza niechcianej samotności, takiej niewysłuchanej latami modlitwy, to w końcu można się obrazić na świat, na ludzi, na Pana Boga.

Pewnie, że można się obrazić i skupić się wyłącznie na tym, jak bardzo jesteśmy nieszczęśliwi, jak nam źle, jak jesteśmy beznadziejni. Ale to nie jest sposób na rozwiązanie naszych problemów.
Powtarzającym się refrenem naszych modlitw są słowa: "Ciebie prosimy, wysłuchaj nas Panie". Mamy w sobie intuicję, że Bóg nas słucha, że jesteśmy ludźmi wysłuchanymi przez Boga. Skoro Bóg mnie słucha, to kim ja jestem, że On chce mnie słuchać? Jaką ja mam wartość w sobie?

Jeśli mamy stary rozklekotany rower, to nawet go nie będziemy przypinać na ulicy - kto go ukradnie, skoro on nie ma żadnej wartości? Ale jeśli posiadamy wypasiony, porządny rower, to nie dosyć, że go przypniemy grubym łańcuchem do słupa, to jeszcze co chwilę będziemy nerwowo sprawdzali, czy on tam stoi.

Każdemu z nas Bóg dał prywatną ochronę w postaci Anioła Stróża. Jaką ja mam wartość, że dla Boga jestem tak cenny? Życie z drugim człowiekiem może mi pomóc w odkryciu tej tajemnicy, ale czasami drogą do jej odkrycia jest samotność.

Mirosław Maliński - ur. 1965, diecezjalny duszpasterz akademicki i rektor kościoła pw. św. Macieja we Wrocławiu, od kilkunastu lat prowadzi tam duszpasterstwo akademickie "Maciejówka", przed wstąpieniem do seminarium ukończył geodezję na Akademii Rolniczej we Wrocławiu, przez cztery lata przebywał we wspólnocie ekumenicznej w Taizé, jest założycielem i redaktorem naczelnym portalu 2ryby.pl oraz autorem książek Jonasz, Oswojone, Widokówki.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

O miłości bez znieczulenia
Komentarze (61)
T
twojaparafia
18 grudnia 2014, 09:05
Małżeństwo i samotność to tematy rzeki. Zapraszamy do dyskusji na naszejo grupie "Małżeństwo" na stronie TwojaParafia.pl
M
Mil
27 września 2014, 15:00
Według mnie: I samotność jest trudna i związek z drugą osobą również. Jak ktoś myśli, że znajdzie Pana/Panią idealnego/ną to jest potem nieźle rozczarowany. Trzeba być świadomym swoich słabości i faktu, że inni też je mają. Myślę, że modlitwa o dobrego męża czy żonę jest na prawdę pomocna, bo lepszej ''swatki" nad Jezusa nie znajdziemy. A no i trzeba się jeszcze 1.otworzyć na Boga 2. nauczyć stopniowo wyzbywać egozimu 3.otworzyć na drugiego człowieka.
M
Maria
2 maja 2015, 00:39
Jezus jako swatka... tego jeszcze nie słyszałam. Ale dziękuję - coś w tym jest :)
F
franek
2 maja 2015, 07:57
Modlitwa o dobrego męża powinna być modlitwą: jak być dobra dla męża.
P
Patryk
12 września 2014, 18:47
Jestem sam i jestem szczęśliwy z Tego powodu. Nie wyobrażam sobie życia z kimkolwiek w związku. I wierzę w Boga. Czy to znaczy, że coś ze mną nie tak? Bo mi się ten stan rzeczy bardzo podoba. Czy to, że jestem szczęśliwy, krzywdzi Boga? Czy koniecznie muszę na siłę uszczęśliwiać innych i moja samotność musi mieć ideologiczne uzasadnienie? Muszę być "samotnym dla"? Źle, jeśli jestem "samotnym po prostu"?
O
Onaaa_1
26 września 2014, 15:56
Jeśli czujesz się z ty dobrze, to dlaczego z Tobą coś ma być nie tak, jeśli jesteś szczęśliwy w pojedynkę, to wtedy jest ok, gorzej gdybyś był samotny i nieszczęśliwy, wtedy pewnie myslałbyś,że z Tobą jest coś nie tak.
F
franek
2 maja 2015, 07:59
Kiedyś zmądrzejesz i będzie to gorzka mądrość.
M
Magda
12 lipca 2014, 11:42
Bardzo dobry artykuł. Samotność boli i to bardzo. jestem wrażliwasza na potrzeby innych ale i tak marzę o założeniu rodziny i mimo wielu chwil zniechęcenia i smutku gdzieś tam mam nadzieję, że to się w moim życiu zmieni.
O
Onaaa_1
26 września 2014, 15:58
Trzeba się o to modlić i wierzyć, Pozdrawiam :)
N
Nik
8 kwietnia 2014, 21:29
haha, ~ata nigdy nie rozmawiaj z idiotą bo najpierw sprowadzi cię do swojego poziomu, a potem pokona doświadczeniem. ~Magdalena to zwykły internetowy troll!!!
M
Magdalena
16 kwietnia 2014, 23:25
…rozumiem, że nie przeczytałeś/aś wszystkich wpisów poniżej...
M
Magdalena
30 września 2013, 10:59
...w takim razie masz rację, rozmowa z Tobą świadczy o braku szacunku do siebie, mojego własnego czasu i może dlatego dałam sobie pozwolić na wdanie się w dyskusję z osobą o tak żenującym poziomie intelektualnym. Wstyd mi tylko za to, że tak się stało - chociaż Ty pewnie nie znasz tego uczucia, bo wszystko zawierzyłaś Bogu nieprawdaż?! z szacunku do siebie i Ciebie pozwolę sobie na nieodpisywanie już na żadne głupie komentarze, bo nie po to tu wchodzę. Do ~ata, …to przeczytaj swoje własne wpisy na tym Forum, a zapewne Twoja inteligencja powali Cię na kolana…
A
ata
29 września 2013, 23:25
Do ~ata, Źle mnie zrozumiałaś…to była uwaga do Ciebie... ...w takim razie masz rację, rozmowa z Tobą świadczy o braku szacunku do siebie, mojego własnego czasu i może dlatego dałam sobie pozwolić na wdanie się w dyskusję z osobą o tak żenującym poziomie intelektualnym. Wstyd mi tylko za to, że tak się stało - chociaż Ty pewnie nie znasz tego uczucia, bo wszystko zawierzyłaś Bogu nieprawdaż?! z szacunku do siebie i Ciebie pozwolę sobie na nieodpisywanie już na żadne głupie komentarze, bo nie po to tu wchodzę.
M
Magdalena
29 września 2013, 17:17
Do ~ata, Źle mnie zrozumiałaś…to była uwaga do Ciebie...
A
ata
29 września 2013, 12:25
Do ~ata, …skoro sami siebie się nie szanujemy, nie dziwmy się, że i inni nas nie szanują… ...przykro mi, że czujesz się nieszanowana, a to czy sama się szanujesz to już Twoja sprawa, naprawdę skończmy ten wątek, bo i tak nie dojdziemy do porozumienia, szkoda mojego i Twojego czasu!
M
Magdalena
28 września 2013, 22:36
Do ~ata, …skoro sami siebie się nie szanujemy, nie dziwmy się, że i inni nas nie szanują…
A
ata
28 września 2013, 14:18
...jak na razie to widzę, że za mało w życiu doświadczyłaś, zbyt szybko innych oceniasz i jesteś zbyt pewna siebie - oby Pan Bóg nigdy nie wystawił Cię na próbę! a "powodzenia" życzyłam Ci szczerze, nie złośliwie :) ...a jak ja na razie widzę, to wolisz przypadkowych czytelników prosić o radę i poparcie, zamiast błagać Pana Jezusa o światło i o moc sprawczą…wolisz cierpienie, wstyd i porażkę - wszystko, tylko aby nie powierzyć swojego życia Panu Bogu…no bo to byłoby poniżej Twojej godności… ...ależ ja nikogo o nic nie proszę, a rozmowa z Tobą - wybacz, ale nie mam sensu, bo nie wiesz o czym piszesz, pozdrawiam.
M
Magdalena
28 września 2013, 00:17
...jak na razie to widzę, że za mało w życiu doświadczyłaś, zbyt szybko innych oceniasz i jesteś zbyt pewna siebie - oby Pan Bóg nigdy nie wystawił Cię na próbę! a "powodzenia" życzyłam Ci szczerze, nie złośliwie :) ...a jak ja na razie widzę, to wolisz przypadkowych czytelników prosić o radę i poparcie, zamiast błagać Pana Jezusa o światło i o moc sprawczą…wolisz cierpienie, wstyd i porażkę - wszystko, tylko aby nie powierzyć swojego życia Panu Bogu…no bo to byłoby poniżej Twojej godności…
A
ata
27 września 2013, 19:39
Do ~ata, Dziękuję…i Tobie radzę pójść za Jezusem, a wtedy wszystko okaże się klarowne i oczywiste… po prostu przejrzysz na oczy… ...jak na razie to widzę, że za mało w życiu doświadczyłaś, zbyt szybko innych oceniasz i jesteś zbyt pewna siebie - oby Pan Bóg nigdy nie wystawił Cię na próbę! a "powodzenia" życzyłam Ci szczerze, nie złośliwie :)
M
Magdalena
27 września 2013, 10:20
Do ~ata, Dziękuję…i Tobie radzę pójść za Jezusem, a wtedy wszystko okaże się klarowne i oczywiste… po prostu przejrzysz na oczy…
A
ata
26 września 2013, 19:52
Ustawiłam Pana Jezusa w centrum, więc żadne zło nie złamie mi serca, nie zniszczy mi życia, nic mi się stać nie może… ...powodzenia w takim razie!
M
Magdalena
25 września 2013, 11:49
Do ~Nikoli, Ustawiłam Pana Jezusa w centrum, więc żadne zło nie złamie mi serca, nie zniszczy mi życia, nic mi się stać nie może…
N
Nikola
24 września 2013, 20:04
...Bądź nie jesteśmy w stanie przyjąć miłości... W gruncie rzeczy wszyscy w większym lub mniejszym stopniu jesteśmy egoistami... Magdaleno, a jak wyjaśnisz radość osoby, która Cię porzuca? I mówi Ci, że była z Tobą tylko po to, by po jakimś czasie złamać Ci serce i zniszczyć Ci życie? …nie wyjaśnię, bo,… po pierwsze nie wiem, z kim rozmawiam,… po drugie nie pociągają mnie przewrotne zagadki, …ani teoretyczno-filozoficzne rozważania bez końca.... manipulacja mnie odpycha,….a z zabawy w berka wyrosłam… ...Jakaż manipulacja? Mam imię, to powinno wystarczyć. Czasem życie pisze rózne dziwne scenariusze. Czasem się nam tylko wydaje, że ktoś nas kocha... A Twój komentarz jest po prostu ucieczka od trudnego pytania :)
M
Magdalena
23 września 2013, 22:47
...Bądź nie jesteśmy w stanie przyjąć miłości... W gruncie rzeczy wszyscy w większym lub mniejszym stopniu jesteśmy egoistami... Magdaleno, a jak wyjaśnisz radość osoby, która Cię porzuca? I mówi Ci, że była z Tobą tylko po to, by po jakimś czasie złamać Ci serce i zniszczyć Ci życie? …nie wyjaśnię, bo,… po pierwsze nie wiem, z kim rozmawiam,… po drugie nie pociągają mnie przewrotne zagadki, …ani teoretyczno-filozoficzne rozważania bez końca.... manipulacja mnie odpycha,….a z zabawy w berka wyrosłam…
N
Nikola
23 września 2013, 19:32
...Owszem, przestrzeń się otwiera, ale czasem tylko na krótko. Zawsze możemy być po jakimś czasie odrzuceni. Jeśli Ty zaczniesz krążyć wokól drugiego człowieka i jeśli uznasz, że jego życie jest nawet ważniejsze od Twojego, to wcale nie oznacza, że ten drugi człowiek zrobi to samo. A nawet jeśli zrobi to nic nie da Ci gwarancji, że ten stan będzie trwać... Wiem to z doświadczenia... Odrzucamy, jeśli dochodzimy do wniosku, że krążenie wokół nas było pozorne, bo np. interesowne… ...Bądź nie jesteśmy w stanie przyjąć miłości... W gruncie rzeczy wszyscy w większym lub mniejszym stopniu jesteśmy egoistami... Magdaleno, a jak wyjaśnisz radość osoby, która Cię porzuca? I mówi Ci, że była z Tobą tylko po to, by po jakimś czasie złamać Ci serce i zniszczyć Ci życie?
M
Magdalena
23 września 2013, 13:18
Do ~bezznieczulenia, Piękne owoce będą wtedy, gdy w centrum swojego świata ustawisz Pana Boga.
B
bezznieczulenia
23 września 2013, 12:27
To prawda, że w egoizmie tkwi problem. Jest i moim problemem. Pierwsze co pomyślalam po przeczytaniu artykułu -"no tak, przecież to piękne, jeśli druga osoba czuje i wie, że dajemy jej siebie, w końcu po to się żyje" a z drugiej strony wyszedł egoizm "ale chwila, ja też chcę coś dostać, chcę żeby drugi człowiek, któremu tyle daje myślał najpierw o mnie a dopiero o reszcie świata"- i wiem, że to błąd w myśleniu, ale niestety trzeba z tym walczyć, chodź to wymaga niezmiernej, ciężkiej pracy, ale jak pięknej w owocach :)
M
Magdalena
23 września 2013, 10:46
Do ~zero, Odnajdź i zaakceptuj własną tożsamość,...zacznij może od imienia.
Z
zero
23 września 2013, 00:04
Mój Boże! Prawie całe życie jestem sama.... i wciąż nie potrafię się z tym oswoić.
M
Magdalena
22 września 2013, 23:24
...Owszem, przestrzeń się otwiera, ale czasem tylko na krótko. Zawsze możemy być po jakimś czasie odrzuceni. Jeśli Ty zaczniesz krążyć wokól drugiego człowieka i jeśli uznasz, że jego życie jest nawet ważniejsze od Twojego, to wcale nie oznacza, że ten drugi człowiek zrobi to samo. A nawet jeśli zrobi to nic nie da Ci gwarancji, że ten stan będzie trwać... Wiem to z doświadczenia... Odrzucamy, jeśli dochodzimy do wniosku, że krążenie wokół nas było pozorne, bo np. interesowne…
M
Magdalena
22 września 2013, 23:22
...Zgadzam się z Tobą w 100% To, że jesteśmy kobietami wcale nie oznacza, że mamy być bierne, siedzieć i czekać aż się ktoś nami zainteresuje. Możemy przeciez mówić o uczuciach, dawać sygnały. Tylko musimy uważać, żeby nie przestraszyć faceta. Najlepiej pogadać. Taktownie, spokojnie, na początku wybadac grunt.. Ty będziesz mówisz o uczuciach – on pomyśli – erotyka…
M
Magdalena
22 września 2013, 23:18
...jezeli już cofamy się do czasów prehistorycznych, to z tego co pamiętam męzczyżni polowani na zwierzęta a nie na kobiety..no może za wyjątkiem nielicznej rzeszy kanibali. Ja osobiście nie czuję się "mięsem" ani żadnym innym posiłkiem, o który trzeba by zabiegać i z punktu widzenia człowieczeństwa my kobiety mamy takie samo prawo jak mężczyżni wyrażać swoje uczucia i być z tego powodu odrzuconymi bądż nie. Ależ nikt Ci nie broni wyrażania uczuć, a nawet powiedzenia mężczyźnie – nie. Lecz piszmy i myślmy – mężczyzna, nie chłopiec…
N
Nikola
22 września 2013, 19:54
Trzeba w sobie zrobić taki przewrót kopernikański, jeśli cały układ gwiezdny będzie krążył wokół mnie, czeka mnie zła, smutna samotność. Jeśli ja zacznę krążyć wokół drugiego człowieka, jeśli uznam, że życie drugiego człowieka jest równie ważne, a nawet ważniejsze od mojego, to wtedy otwiera się przestrzeń spotkania. ...Owszem, przestrzeń się otwiera, ale czasem tylko na krótko. Zawsze możemy być po jakimś czasie odrzuceni. Jeśli Ty zaczniesz krążyć wokól drugiego człowieka i jeśli uznasz, że jego życie jest nawet ważniejsze od Twojego, to wcale nie oznacza, że ten drugi człowiek zrobi to samo. A nawet jeśli zrobi to nic nie da Ci gwarancji, że ten stan będzie trwać... Wiem to z doświadczenia...
K
kop
20 września 2013, 23:04
Trzeba w sobie zrobić taki przewrót kopernikański, jeśli cały układ gwiezdny będzie krążył wokół mnie, czeka mnie zła, smutna samotność. Jeśli ja zacznę krążyć wokół drugiego człowieka, jeśli uznam, że życie drugiego człowieka jest równie ważne, a nawet ważniejsze od mojego, to wtedy otwiera się przestrzeń spotkania.
N
Nikola
20 września 2013, 21:01
Mężczyźni są urodzonymi myśliwymi i wojownikami, więc my kobiety nie zmieniajmy cennych przymiotów, które otrzymali od Stwórcy, ale obróćmy je na wspólną korzyść. Dane zostały przecież w konkretnym celu, żeby się trudzili, zdobywali, aby mieli satysfakcję i szanowali własne osiągnięcia, bo któż będzie deprecjonował to, co kosztowało go wiele wysiłku i wyrzeczeń. Fascynacja, zauroczenie może przerodzić się w piękne uczucie przyjaźni czy miłości, ale trzeba dać szansę, na wzajemne poznanie, zażyłość, nie można rezygnować bez prób, bez walki…A my panie bądźmy sobie świetnie wykształcone, bądźmy samodzielne, bądźmy szefami w pracy, ale bądźmy też mądre mądrością Bożą…i kwestię „smalenia cholewek” zostawmy mężczyznom… ...jezeli już cofamy się do czasów prehistorycznych, to z tego co pamiętam męzczyżni polowani na zwierzęta a nie na kobiety..no może za wyjątkiem nielicznej rzeszy kanibali. Ja osobiście nie czuję się "mięsem" ani żadnym innym posiłkiem, o który trzeba by zabiegać i z punktu widzenia człowieczeństwa my kobiety mamy takie samo prawo jak mężczyżni wyrażać swoje uczucia i być z tego powodu odrzuconymi bądż nie.  ...Zgadzam się z Tobą w 100% To, że jesteśmy kobietami wcale nie oznacza, że mamy być bierne, siedzieć i czekać aż się ktoś nami zainteresuje. Możemy przeciez mówić o uczuciach, dawać sygnały. Tylko musimy uważać, żeby nie przestraszyć faceta. Najlepiej pogadać. Taktownie, spokojnie, na początku wybadac grunt....
A
ata
16 września 2013, 21:12
Mężczyźni są urodzonymi myśliwymi i wojownikami, więc my kobiety nie zmieniajmy cennych przymiotów, które otrzymali od Stwórcy, ale obróćmy je na wspólną korzyść. Dane zostały przecież w konkretnym celu, żeby się trudzili, zdobywali, aby mieli satysfakcję i szanowali własne osiągnięcia, bo któż będzie deprecjonował to, co kosztowało go wiele wysiłku i wyrzeczeń. Fascynacja, zauroczenie może przerodzić się w piękne uczucie przyjaźni czy miłości, ale trzeba dać szansę, na wzajemne poznanie, zażyłość, nie można rezygnować bez prób, bez walki…A my panie bądźmy sobie świetnie wykształcone, bądźmy samodzielne, bądźmy szefami w pracy, ale bądźmy też mądre mądrością Bożą…i kwestię „smalenia cholewek” zostawmy mężczyznom… ...jezeli już cofamy się do czasów prehistorycznych, to z tego co pamiętam męzczyżni polowani na zwierzęta a nie na kobiety..no może za wyjątkiem nielicznej rzeszy kanibali. Ja osobiście nie czuję się "mięsem" ani żadnym innym posiłkiem, o który trzeba by zabiegać i z punktu widzenia człowieczeństwa my kobiety mamy takie samo prawo jak mężczyżni wyrażać swoje uczucia i być z tego powodu odrzuconymi bądż nie. 
M
Magdalena
15 września 2013, 21:21
Mężczyźni są urodzonymi myśliwymi i wojownikami, więc my kobiety nie zmieniajmy cennych przymiotów, które otrzymali od Stwórcy, ale obróćmy je na wspólną korzyść. Dane zostały przecież w konkretnym celu, żeby się trudzili, zdobywali, aby mieli satysfakcję i szanowali własne osiągnięcia, bo któż będzie deprecjonował to, co kosztowało go wiele wysiłku i wyrzeczeń. Fascynacja, zauroczenie może przerodzić się w piękne uczucie przyjaźni czy miłości, ale trzeba dać szansę, na wzajemne poznanie, zażyłość, nie można rezygnować bez prób, bez walki…A my panie bądźmy sobie świetnie wykształcone, bądźmy samodzielne, bądźmy szefami w pracy, ale bądźmy też mądre mądrością Bożą…i kwestię „smalenia cholewek” zostawmy mężczyznom…
M
maszynistagrot
15 września 2013, 19:13
"Znana prawda psychologiczna mówi, że najbardziej nie lubimy w innych osobach naszych własnych wad, a zatem skoro nie czujemy się idealni to nieakceptujemy "wad" u innych osób - a przecież każdy jakieś ma, bo nie jesteśmy herosami czy boginiami chociaż na takich się kreujemy" Masz rację. To jest projekcja. Częsta u narcystycznych osobowości. :)
A
ata
14 września 2013, 21:17
- dałam mu swoje serce i uczucia jak " na talerzu" a on nawet nie odpisał, ze nie ma ochoty poznawać kogoś, kogo nigdy nawet nie widział. Z trzech opcji do wyboru wybrał tę najbardziej bolesną dla mnie czy brak jakiejkolwiek reakcji (co tak naprawdę jest gorsze niż nawet ta negatywna - w stylu "odwal się"). A zatem dochodzimy tu do kolejnego problemu czyli obojętności - nie reagujemy na krzywdę drugiego człowieka, przechodzimy obojętnie obok wyciągającego ku nam rękę żebraka na ulicy, udajemy że nie słyszeliśmy pytania gdy nie znamy odpowiedzi - przykładów jest mnóstwo a na cały ten syndrom "singlostwa" składa się cała reakcja łańcuchowa różnych problemów. Sama do nie dawna bałam się wyrażać swoje uczucia wprost, ale juz wiem mimo braku odzewu ze strony tego chłopaka, ze lepiej jest żałować że coś się zrobiło, niż żałować, że się nie spróbowało. Jest mi dużo lżej, że spróbowałam a jemu po prostu życzę więcej klasy i odwagi no i mam nadzieję, że przeczyta mój komentarz, który mu jej trochę doda, bo na cientą ripostę na pewno liczyć nie mogę ;)
A
ata
14 września 2013, 21:16
a mnie się wydaje, że po prostu coraz bardziej boimy się wyrażać swoje emocje -oczywiście te prawdziwe i autentyczne, gdyż po prostu boimy się odrzucenia, bo nie jesteśmy tak idealni jak bohaterowie seriali czy reklam a jednocześnie szukamy tego wpojonego nam ideału, który nie istnieje. Znana prawda psychologiczna mówi, że najbardziej nie lubimy w innych osobach naszych własnych wad, a zatem skoro nie czujemy się idealni to nieakceptujemy "wad" u innych osób - a przecież każdy jakieś ma, bo nie jesteśmy herosami czy boginiami chociaż na takich się kreujemy. Nie można być "perfekcyjną Panią domu" i jednocześnie super extra "laską" jak z reklamy-no chyba, że nie ma się żadnych dodatkowych zajęć i obowiązków. Sama dwa lata temu "zauroczyłam" się chłopakiem w internecie - przez przypadek trafiłam na jego profil na stronie poświęconej znanemu filozofowi, chciałam do niego napisać ale sama myśl o tym wywoływała we mnie ogromny strach i "wstyd" przed ośmieszeniem się. Po dwóch latach, za namową koleżanki wreszcie się odważyłam -napisałam po prostu że mnie zainteresował i że tak po prostu chciałabym go poznać
M
maszynistagrot
14 września 2013, 20:36
Nasze wczesne dzieciństwo ma wpływ na późniejsze dorosłe życie, to jest niepodważalna teza.
F
franek
14 września 2013, 19:30
Dzięki! Rzadko jest taki artykuł że pod każdą tezą chciałbym się podpisać.
13 września 2013, 19:12
@moniś, ja podobnie jak autor artykułu zauważyłem, że często ci "single" nawet jak spotykają się w towarzystwie mieszanym to nie wchodzą w głębsze interakcje. Zabawne, ale ja zakochiwałem się w dziewczynach, które mnie nie chciały, a nie interesowałem się tymi, które lubiały moje towarzystwo. Myślę, że zacznę modlić się o przemianę serca :) Pozdrawiam
M
maszynistagrot
13 września 2013, 19:12
"Owszem, zdarzają się jakieś braki, kompleksy, niezałatwione problemy z przeszłości, które wymagałyby nawet terapii" Bardzo często :)
M
maszynistagrot
13 września 2013, 19:06
Czasami, żeby założyć dobrze funkcjonującą rodzinę, nie powielając nieświadomie popełnionych błędów rodziców, bardzo potrzebna, a wręcz niezbędna okazuje się długoterminowa psychoterapia indywidualna, np. w nurcie psychodynamicznym. Jednak warto najpierw "zadbać przede wszystkim o własny rozwój", po to aby nauczyć się prawdziwie i szczerze kochać. Prawdziwie i szczerze, czyli aby nie wymagać od swoich dzieci zaspokojenia własnych zdeprywowanych potrzeb z dzieciństwa. Pisała o tym np. Alice Miller.
M
moniś
13 września 2013, 19:04
a ja właśnie od dziecka tylko słyszałam o tym że trzeba szukać męża,że co to za kobieta bez dziecka,że "nie siedż na rogu stołu bo zostaniesz starą panną" ,że trzeba młodo wyjść za mąż i się dorabiać I NIE WYBRZYDZAĆ na chętnych.To wszysko plus wewnętrzne przekonanie o niechęci do bycia żoną i wzorce w rodzinie plus jeszcze inne sprawy spowodowały skutek wręcz odwrotny.Trochę pasuję do słów że ludzie mnie taką uczynili ale przecież nie spotkałam osoby którą kochałabym z wzajemnością bo wtedy na pewno nie zrezygnowałabym ze ślubu. Tak się nie stało a bycie z kimkolwiek chętnym to nie dla mnie i nie chodzi mi tu o jakiegoś super-mena , tylko proszę niech się ksiadz Malinski nie dziwi że nie "iskrzy" bo na poczatku jest że nie należy być z kimą z lęku przed samotnością a z wywiadu wychodzi że lepsze to niż nikt.
TZ
Tomek Zapora
13 września 2013, 14:28
Czasem widze jak dzieci autystyczne, dotknięte w ten sposób, że nie moga wyrażać siebie, nie mają możliwości nawiązania kontaktu z innymi ludźmi, jak one bardzo cierpią i jak bardzo potrzebuja miłości. Są one (i w ogóle ludzie upośledzeni) chyba znakiem dla nas od Boga, jak powinniśmy się wzajemnie kochać jeden drugiego. Jak wielka jest potrzeba miłości. PS Nie chciałem tak zdominować tego wątku, przepraszam. Oddaję głos innym :)
TZ
Tomek Zapora
13 września 2013, 13:39
Ale przepraszam, nie chciałem tu siać grozy :) Dopóki sa na świecie ludzie dobrzy, a że są nie ma wątpliwości, jest nadzieja, że siłą swojej miłości, nie dopuszczą one by zło wzięło górę. Chciałbym tworzyć grupę z ludźmi, którzy chcą tworzyć wspólnoty miłości oparte na Ewangelii. Tak jak to było u pierwszych chrześcijan. Byłoby pięknie :)
TZ
Tomek Zapora
13 września 2013, 13:19
Jeszcze sprecyzuję, że takie osoby z problemami wewnętrznymi, bólem i tkwieniem w ślepej uliczce bez wyjścia, bez sposobu na wyrzucenie z siebie cierni, które wciąż ranią, czasem stają się złymi ludźmi. Nie widząc rozwiązania zamiast rozwiązać problemy maskują je, zaczynają nienawidzić, krzywdzą innych ludzi. Tak tez narodził się faszyzm, ludobójstwa. I może tak też człowiek doprowadzi w końcu do Apokalipsy.
E
effa
13 września 2013, 13:10
"Żeby miłość mogła zaistnieć, potrzebny jest dystans - ale tego nigdzie nas nie uczą, nikt nie zajmuje się nauką obcowania z drugim człowiekiem." Jak rozumiecie te słowa? Czy to oznacza, że związki rozpadają się ponieważ ludzie za szybko się angażują? Ja to rozumiem tak, że nie można sbyć ze swoim mężem czy żoną 24/7. Każdy potrzebuje przestrzeni życiowej z okresu "przedmałżeńskiego". Przyjaciele, koledzy... Własne hobby... Tak to rozumiem ...
TZ
Tomek Zapora
13 września 2013, 13:09
"Żeby miłość mogła zaistnieć, potrzebny jest dystans - ale tego nigdzie nas nie uczą, nikt nie zajmuje się nauką obcowania z drugim człowiekiem." Jak rozumiecie te słowa? Czy to oznacza, że związki rozpadają się ponieważ ludzie za szybko się angażują? Chodzi tu o osoby, którym z powodu jakichś zranień trudno jest uwierzyć w swoje siły by zacząć budować swoje szczęście z inną osobą. Pragną one przede wszystkim bezpiecznego azylu, gdzie będą tolerowane i kochane. To może być konsekwencja np. ztw. "zimnego wychowania" przez rodziców, brak ciepła z ich strony, ale nie tylko. Takie osoby chcą tylko do kogoś przylgnąć, poczuć czyjąś bliskość. Są zazdrosne, chcą mieć kogoś tlyko dla siebie. Nie są natomiast zdolne do stworzenia związki małżeńskiego dopóki się nie nauczą dawać kredyt zaufania - bowiem dla nich niesie to ryzyko zranienia, często będące tak ogromną przeszkodą, że nie mogą jej pokonać.
E
effa
13 września 2013, 13:07
Szkoda jedynie, że pomimo tego, iż znalazłam odpowiedniego mężczyznę, on uważa, że jestem zbyt silna i samowystarczalna...
TZ
Tomek Zapora
13 września 2013, 12:58
Dzięki za ten wywiad ks. Mirosławowi i pani Katarzynie. Też miałem kiedyś te wygórowane wymagania moralne wobec mojej potencjalnej przyszłej żony. Nie było to takie bezpodstawne, bo moje zranione w młodości uczucia sprawiały, że dobre małżeństwo mogłem stworzyć tylko z bardzo dobrą kobietą. Nie mogłem takiej spotkać, a wiadomo, one też mają swoje rany i też potrzebują dobrych mężów. Dodatkowy ból sprawiały funkcjonujące w obiegu opinie, że panie są zdradliwe z natury, że choć wierne na codzień, gdzieś w głębi kryją skłonności do zdradzania. W wielu mediach jest tworzony taki obraz kobiety. Teraz jestem mężem, jest nam nieraz trudno znaleźć nić nas łączącą, ale ona się zawsze odnajduje i za to Panu Bogu bardzo dziękuję.
N
Nie-do-niańczenia...
13 września 2013, 12:57
@~1234 Przykro, że spotykasz samych takich mężczyzn...
K
Kamil
13 września 2013, 12:34
"Żeby miłość mogła zaistnieć, potrzebny jest dystans - ale tego nigdzie nas nie uczą, nikt nie zajmuje się nauką obcowania z drugim człowiekiem." Jak rozumiecie te słowa? Czy to oznacza, że związki rozpadają się ponieważ ludzie za szybko się angażują?
1
1234
13 września 2013, 12:31
Odnośnie: "Bo te kobiety, o których pani mówi, są często tak zaradne, tak samowystarczalne, tak samodzielne, że mężczyzna czuje się przy nich niepotrzebny. On chciałby się kobietą zaopiekować, dać jej poczucie bezpieczeństwa, obronić ją."   co z bzdura... zazwyczaj to mężczyźni chcą być niańczeni, szukają matek a nie partnerek i najlepiej jak żona zrobi wszystko i weźmie na siebie odpowiedzialność... wtedy mogą wreszcie spokojnie pooglądać meczyk, połowić rybki i tp itd...
M
mmm
13 września 2013, 10:01
Mieczysław ma 90 lat :D to jest Mirek. Mądrze, podoba mi się ten wywiad.
J
jola
13 września 2013, 09:40
2ryby.pl :) niezłe
M
m
13 września 2013, 09:37
Mąż mnie zostawił...jaki obraz miłosci przekażemy dzieciom?
I
is
13 września 2013, 08:57
Bardzo mi sie podoba ten wywiad. Dziękuję.
D
dolly
13 września 2013, 08:48
Przepraszam, ale wkradł się chyba jakiś błąd. Czy jest to wywiad z ks. Mieczysławem Malińskim czy Mirosławem Malińskim?? - bo to znaczna różnica.

Skomentuj artykuł

O miłości bez znieczulenia
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.