Późniejsze macierzyństwo nie świadczy o egoizmie

Późniejsze macierzyństwo nie świadczy o egoizmie
(fot. depositphotos.com)

Decyzja o posiadaniu potomstwa nie zawsze jest łatwa do podjęcia. Ciskanie gromów w stronę młodych ludzi, którzy jeszcze nie zdecydowali się na potomstwo, albo uciekanie się do szantażu emocjonalnego (tak, powtarzanie, że kobiety, które odkładają macierzyństwo, są egoistkami, może być formą szantażu) - nie zachęca ludzi do rodzicielstwa, lecz wywołuje irytację.

Większość Czytelników pamięta jeszcze zapewne - bo od tego pamiętnego dla historii internetu wydarzenia minęło raptem pięć lat - jak wiele emocji wywołała akcja Fundacji Mamy i Taty „Nie odkładaj macierzyństwa na potem”. Twórcy tej nie do końca przemyślanej kampanii zebrali od internautów i dziennikarzy mnóstwo negatywnego feedbacku.

Mimo to w ostatnim czasie również nie brakuje wypowiedzi polityków i innych znanych osób, które cechuje oskarżycielski ton wobec kobiet, które na dzieci decydują się później niż ich własne matki i babcie. Jednak skupienie się na dawaniu upustu swojej frustracji spowodowanej tym, że kobiety dokonują dzisiaj nieco innych wyborów, świadczy o niezrozumieniu przyczyn tego stanu rzeczy. A jest ich całkiem sporo. 

Niż demograficzny ma prawo niepokoić 

Zacznijmy od tego, że troska o dzietność Polaków nie jest czymś nieuzasadnionym. Z punktu widzenia gospodarki - dla której funkcjonowania istotna jest zastępowalność pokoleń - dodatni przyrost naturalny jest pożądanym zjawiskiem. Przewidywania, zgodnie z którymi nasze społeczeństwo w następnych dekadach znacząco się postarzeje, mają prawo nie napawać entuzjazmem ekonomistów czy specjalistów w dziedzinie zdrowia publicznego - i nie wynika to bynajmniej z niechęci do osób starszych, lecz świadomości, że zmniejszanie się ilości osób w wieku produkcyjnym grozi zapaścią systemu ubezpieczeń społecznych.

Zwiększająca się średnia wieku Polaków oznacza również, że nasi rodacy będą potrzebowali coraz częstszych kontaktów z przedstawicielami służby zdrowia - a kształcenie medyków jest przecież nie tylko długie, ale i kosztowne. Nie jest więc niczym dziwnym, że serca demografów nie radują się na wieść, że pod koniec 2018 roku liczba ludności Polski wyniosła 38 milionów 411 tysięcy  osób - co oznacza, że była o 22,4 tysiąca mniejsza niż rok wcześniej. Oczywiście, jedną z przyczyn tego zjawiska jest malejąca liczba urodzeń - w 2018 roku urodziło się 388 tysięcy dzieci, a rok wcześniej – 402 tys. To oznacza, że w ciągu roku liczba urodzeń spadła o 14 (!) tysięcy.

Z demograficznego punktu widzenia odwrócenie tej tendencji byłoby zdecydowanie korzystne - jednak, jeśli chcemy rozmawiać o dzietności na poważnie, musimy w pierwszej kolejności dokonać zmiany argumentów, jakimi chcemy „zachęcić” młodych Polaków do rodzicielstwa. Jeśli uważamy (nie bezpodstawnie), że malejąca dzietność jest palącym problemem naszego kraju, to nie możemy zwracać się do młodych ludzi (czyli tych, którzy potencjalnie mogą zostać rodzicami) rozkazującym tonem. Niezbyt roztropne jest - delikatnie mówiąc - nakłanianie ludzi do tego, by decydowali się na liczne potomstwo, aby „naród nie obumarł” lub by „nie być gorszymi od muzułmanów” (tak, taką retorykę stosował pewien duchowny, prowadzący katechezy przedślubne). Taka argumentacja jest, rzecz jasna, zupełnie chybiona - ludzie w znakomitej większości nie decydują się przecież  na dzieci ze względu na dobro kraju, lecz z uwagi na bardziej osobiste motywacje (i mając na uwadze przyszłą relację rodzic-dziecko, nie chciałabym, aby było inaczej).

Po drugie, nawet jeśli zatroskany demograf lub prorodzinny polityk marzy o tym, aby polskie rodziny były liczne, to jednak musi stawić czoła pewnej prawdzie: współcześni młodzi ludzie raczej nie będą nie będą decydowali się na potomstwo od razu po osiągnięciu dorosłości. Młodzi Polacy - a zwłaszcza Polki - choć deklarują zazwyczaj, ze chcą zostać rodzicami, to są również pełni niepokoju o przyszłość swojego potencjalnego potomstwa.

Młode kobiety chcą mieć dzieci - są jednak świadome tego, że urodzenia dziecka to nie koniec, a początek drogi - i chcą na tą drogę wejść jako tako wyposażone.

Narodziny dziecka początkiem drogi 

Jedną z cech społeczeństwa dotkniętego chorobą seksizmu jest to, że mężczyźni - zwłaszcza ci zajmujący wyższe stanowiska - roszczą sobie prawo do pouczania kobiet w zakresie ich życiowych wyborów przy jednoczesnym zrzucaniu na ich barki odpowiedzialności za społeczne problemy. Nie inaczej dzieje się w przypadku „dyskursu dzietności” - publicyści i politycy, którzy chcieliby, aby sytuacja demograficzna w Polsce była lepsza, desperacko próbują „wytłumaczyć” kobietom, dlaczego powinny czym prędzej zostać matkami licznych rodzin - oczywiście dla dobra ojczyzny.

W takiej narracji te kobiety, które dzieci nie mają (bo na przykład odkładają je na później, co stało się głównym tematem chociażby wspomnianej na początku tekstu kampanii) jawią się jako egoistki, osoby niedojrzałe lub sprzyjające wrogim rodzinie ideologiom. Tymczasem współczesne Polki - według badań CBOS z 2013 roku - w większości wcale nie są nastawione negatywnie do macierzyństwa! Młode kobiety chcą mieć dzieci - są jednak świadome tego, że urodzenia dziecka to nie koniec, a początek drogi - i chcą na tą drogę wejść jako tako wyposażone.

Polki - podobnie jak polscy mężczyźni - uczą się dzisiaj dłużej, ponieważ we współczesnym świecie wiedza i konkretne kwalifikacje są często warunkiem niezbędnym do podjęcia przyzwoicie płatnej i satysfakcjonującej pracy. Mimo dewaluacji wyższego wykształcenia, posiadanie skrótu „mgr” przed nazwiskiem wciąż otwiera wiele drzwi - i nie ma niczego dziwnego w tym, że kobiety chcą swoje umiejętności wykorzystywać w pracy zawodowej, która jest przecież przydatna społeczeństwu. Oczywiście, fakt, że kobiety kształcą się dzisiaj dłużej, pociąga za sobą również to, że matkami zostają później (średni wiek, w którym Polka rodzi pierwsze dziecko, wynosi dzisiaj nieco ponad 27 lat).

Prawdą jest, że odkładanie decyzji o rodzicielstwie może pociągać za sobą problemy z zajściem w ciążę i donoszeniem jej - bo płodność wraz z wiekiem maleje. Jednocześnie warto przypomnieć, że współcześnie nie tylko niewiele kobiet chce zostawać matkami w wieku dwudziestu lat - młodzi mężczyźni również do ojcostwa się nie garną. A przecież seksistowskie przekonanie, że wyłącznie kobiety powinny spieszyć się z rodzicielstwem, bo tylko im „tyka zegar biologiczny”, upada przy konfrontacji z danymi z zakresu położnictwa, które wskakują, że również podeszły wiek ojca jest czynnikiem ograniczającym rozrodczość. Dziś wiemy już, że także starszy wiek mężczyzny stanowi czynnik ryzyka występowania poronień lub poważnych chorób u dziecka.

To, że osoby publiczne, stawiające sobie za cel podniesienie przyrostu naturalnego, grożą komukolwiek palcem, jest niegrzeczne - a to, że adresatami tych gróźb są wyłącznie kobiety, jest wyrazem dość archaicznych przekonań i braku wiedzy. Nierzadko zdarza się zresztą, że to właśnie z uwagi na niechęć mężczyzny do rodzicielstwa kobiety odkładają decyzje o powiększeniu rodziny. Innymi powodami, dla których kobiety na dzieci decydują się coraz później (i dla których rodzą ich mniej) jest brak stabilności zatrudnienia (pracodawcy często lubią dzieci, ale nie u swoich pracownic), niska dostępność żłobków i przedszkoli, brak własnego mieszkania czy lęk o to, jak będzie się funkcjonowało w roli matki (obawy te często towarzyszą kobietom wywodzącym się na przykład z przemocowych rodzin).

W ostatnim czasie coraz bardziej powszechna staje się także obawa o to, czy powołanym na świat przedstawicielom kolejnego pokolenia wystarczy wody, pożywienia i czystego powietrza - bo tempo niszczenia naszej planety i wyczerpywania jej zasobów przyspiesza coraz bardziej. Wreszcie, nie można zapominać o jeszcze jednym uwarunkowaniu niskiej dzietności w Polsce. Jest to niepłodność, która w chwili obecnej dotyka aż 20 procent polskich par. Czasami wiąże się ona z trudnościami z poczęciem już pierwszego dziecka - ale zdarza się przecież i tak, że para, mająca już jedno dziecko, nie może, mimo starań, doczekać się więcej potomstwa (zjawisko to nazywa się niepłodnością wtórną).

Skoro wiemy, że większość Polaków chce w przyszłości zostać rodzicami - ale z różnych powodów nie realizuje tego planu - należałoby stworzyć młodym ludziom takie warunki sprzyjające zakładaniu rodzin.

Ponieważ w swojej pracy wielokrotnie spotkałam osoby, dla których doświadczenie niepłodności było przyczyną wielkiego cierpienia, wiem, że nazywanie osób niemających dzieci egoistami i hedonistami jest - mówiąc eufemistycznie - nie na miejscu. Nie każda osoba, nawet pragnąca tego z całego serca, może stworzyć liczną rodzinę. Czasami ludzi, którzy marzą o rodzicielstwie, ograniczają względy społeczne - kiedy indziej tym, co utrudnia lub uniemożliwia realizację prokreacyjnych planów, jest po prostu bezlitosna biologia.

Żłobki, przedszkola, praca 

Decyzja o posiadaniu potomstwa nie zawsze jest łatwa do podjęcia. Ciskanie gromów w stronę młodych ludzi, którzy jeszcze nie zdecydowali się na potomstwo, albo uciekanie się do szantażu emocjonalnego (tak, powtarzanie, że kobiety, które odkładają macierzyństwo, są egoistkami, może być formą szantażu) - nie zachęca ludzi do rodzicielstwa, lecz wywołuje irytację.

Sentymentalne wzdychanie do czasów, gdy rodziny wielodzietne były „standardem” także nie odmieni rzeczywistości - musimy pamiętać, że wielość powoływanego na świat potomstwa przez naszych prapradziadkow wynikała między innymi z wysokiej śmiertelności małych dzieci. Choć z naszej perspektywy brzmi to okrutnie, to jeszcze kilka pokoleń temu posiadanie większej ilości potomstwa było jedyną szansą na to, by kilkoro z nich dożyło dorosłości. Czy jednak fakt, że często stosowane argumenty „promujące” dzietność nie działają, oznacza, że Polska skazana jest na demograficzną zapaść i że nic nie można już zrobić?

Bynajmniej! Skoro wiemy, że większość Polaków chce w przyszłości zostać rodzicami - ale z różnych powodów nie realizuje tego planu - należałoby stworzyć młodym ludziom takie warunki sprzyjające zakładaniu rodzin. Nie jest to, rzecz jasna, proste zadanie - w pierwszej kolejności niezbędne jest zapewnienie młodym ludziom stabilności zatrudnienia. Wielu osobom zatrudnionym na umowę zlecenie trudno jest planować powiększenie rodziny. Odpowiednie zatroszczenie się o młodych ludzi na rynku pracy wymagałoby zaś współpracy i dobrej woli zarówno ze strony państwa, jak i właścicieli prywatnych firm (zwłaszcza tych zatrudniających ciężarne i młode matki).

Innym niecierpiącym zwłoki zadaniem dla państwa, które mierzy się z kryzysem demograficznym, jest tworzenie nowych, dostępnych dla wszystkich dzieci żłobków i przedszkoli, a także zwiększenie nakładów na służbę zdrowia. Poprawie sytuacji demograficznej sprzyja nowoczesne i przyjazne kobietom położnictwo - przypadki, kiedy to kobiety po kontakcie z nieempatycznym, niekiedy przemocowym personelem traktu porodowego decydują się nie mieć więcej dzieci, nie są wcale odosobnione. 

Musimy jednak mieć świadomość, ze nawet, jeśli rozwiążemy te i inne problemy społeczne, które sprawiają, że młodzi ludzie (obojga płci) nie decydują się na dzieci, to i tak nie wszyscy Polacy staną się rodzicami wesołej gromadki latorośli. Posiadanie dużej rodziny - choć ma wiele zalet - nie jest obligatoryjne także z punktu nauczania Kościoła. Co więcej -  demografowie, politycy, publicyści i osoby, które po prostu „wiedzą jak powinno być” - muszą również pogodzić się z faktem, że nie wszyscy Polacy pragną zakładać rodziny. Jeśli przyjmujemy, ze małżeństwo i rodzicielstwo jest powołaniem, to musimy również przyjąć, że nie wszyscy takie powołanie posiadają.

Najwyższy czas, aby osoby wpływowe i wypowiadające się publicznie na tak złożony temat zrozumiały, że dotyczy to również kobiet.

Psycholog i copywriter. Wierząca i praktykująca. Prowadzi bloga katolwica.blog.deon.pl

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Maja Komasińska-Moller
22,13 zł
36,90 zł

Twoja ciąża jest wyjątkowa, bo jest… Twoja. Jest wyjątkowa, bo dzieje się teraz. Dzień po dniu w Twoim ciele rośnie nowy człowiek. Dzień po dniu, powolutku, coraz pełniej stajesz się mamą. To dobry czas, czas...

Skomentuj artykuł

Późniejsze macierzyństwo nie świadczy o egoizmie
Komentarze (39)
KS
~krzysztof sikorski
22 grudnia 2020, 18:41
Inaczej..... Ciąża, poród, opieka nad niemowlakiem to ogromny wysiłek organizmu kobiety. "18" - energia, dynamizm - rodząc nawet rok do roku troje dzieci radzi sobie i fizycznie i mentalnie. Nie zniszczy jej ani dzień, anie nie przespana noc. Szybko się regeneruje. Ma siły witalne żeby zadbać i o dzieci i o SIEBIE. To jest atrakcyjna zaradna dalej ponętna młoda mężatka. "25+" ....wystarczy kilka nocy i ......awantury. Zaniedbana, opuszczona, w depresji. ......dziecko ją wykańcza. Ty zrób to , tamto, i dalej będzie żle......za stara! Panowie, nie żeńcie się ze starymi kobietami. Małżeństwo to nie PARTNERSTWO. Małżeństwo, żeby przetrwało musi być namiętność.
BT
~Babcia Tesia
8 grudnia 2020, 11:16
Te hasła o egoizmie to straszne spłycanie problemu. Myślicie, że nasi przodkowie mieli dużo dzieci z powodu swego altruizmu? Moi drodzy, toż właśnie posiadanie dzieci było z ich strony działaniem w dobrze pojętym interesie własnym. Te dzieci od maleńkości pracowały na siebie pomagając w gospodarstwie, a później opiekując się rodzicami. Pomnażanie progenitury było tak naprawdę pomnażaniem majątku. Teraz czasy się zupełnie zmieniły, dziecko to ogromny koszt i mam na myśli nie tylko koszt bezpośredni jego utrzymania i wykształcenia, ale też stracone możliwości rozwoju zawodowego, awansu, przekładające się na bieżące zarobki i wysokość przyszłej emerytury. Rozwój metod kontroli płodności nie jest temu winny! On umożliwił ograniczanie liczby dzieci bez rezygnacji z pożycia, ale to w żaden sposób nie tłumaczy tego, że mamy dzietność w Polsce na poziomie 1,2-1,4 a nie na przykład 2,2-2,4. Innymi słowy to jest tylko narzędzie, a nie przyczyna.
ŁD
~Łukasz D c
8 grudnia 2020, 08:59
Właśnie wysłuchałem wywodu feministki na tok FM wychwalający portal Deon , gratulacje
DA
~Daniel a
13 grudnia 2020, 21:15
Dziękujemy za zauważenie nas w TOK FM MY dziękujemy - wszyscy wierni czytelnicy DEONU, to dla nas wyróżnienie. ;-P Nieprawdaż?
IT
~Iga Tracz
7 grudnia 2020, 16:57
Większość argumentów jak pomóc ludziom w decyzji o posiadaniu dzieci wg autorki to więcej socjalizmu, powinno się tworzyć przedszkola, powinno się dać ludziom lepszą pracę, powinno się dofinansować służbę zdrowia, same powinno się. Powinno się to przypomnieć ludziom że posiadanie dziecka to błogosławieństwo a nie kara, winne zamiany myślenia są ideologie które twierdzą że kobieta wychowująca dzieci to przegrana zduszona przez męża niewolnica, a nie na wzór Maryi służebnica pańska. Kobiety na traktory! Kariera! A później wg psychologów amerykańskich kiedy kobieta ma 35 lat i zarabia 100 tys dolarów rocznie rzuca karierę choćby dostała dwa razy więcej bo zaczyna rozumieć że ostatni już dzwonek żeby wydać owoc swojego żywota. Późne rodzicielstwo to tylko i wyłącznie egoizm, brak zaufania w bożą opatrzność, oczywiście że nie jest lekko ale czy kiedykolwiek i w jakimkolwiek systemie było łatwiej niż dziś? Nie nie było, nigdy, a dzieci coraz mniej więc dlaczego?
ŁM
~Łukasz Morawski
7 grudnia 2020, 22:12
Wiadro zimnej wody, nie przyjemne, ale prawdziwe
AZ
Anna Z
15 grudnia 2020, 10:35
nikt nie żyje w bajkowej, sielankowej próżni tylko w realnym świecie. Młodzi nie są ślepi i głusi - widzą, że nawet z pozoru zgodne małżeństwa potrafią się rozpaść, że bez przyzwoitej pracy ludzie wegetują na granicy przetrwania i godności, że ściągalność alimentów w PL to jakiś ponury żart a dla rządzących samotne, bezrobotne lub słabo zarobkujące matki nie są żadnym priorytetem, że owdowiałe gospodynie domowe ledwo wiążą koniec z końcem za głodowe świadczenia... Fajnie jest wytykać innym ludziom "brak zaufania w bożą opatrzność" ale zastanów się lepiej co robisz ze swoim życiem - płacisz OC/AC czy wierzysz w opatrzność? ubezpieczasz dom/mieszkanie czy wierzysz w opatrzność? Zamykasz drzwi na zamek czy wierzysz w opatrzność? konsultujesz się z lekarzem czy wierzysz w opatrzność? podpisujesz umowę na piśmie czy wierzysz w opatrzność? zakładasz dziecku kask rowerowy i odblaski czy wierzysz w opatrzność?
MM
~Monika Monika
7 grudnia 2020, 15:14
późne macierzyństwo to wynik egoizmu i skupienia na swoich potrzebach: ogromna szansa na wady rozwojowe nienarodzonego ("zlepka komórek", jak go nazywają promowane na De(m)on.pl osobniki z macicą), a jeśli dożyje dorosłości, to będzie miał dziadków zamiast rodziców. egoizm przykrywany pięknymi słówkami
AK
~Anna Kij
15 grudnia 2020, 21:20
A ja tam myślę ,że to często wynik zaufania Opatrzności Bożej . Łatwo oceniać, trudno kochać bliźniego.
ŁM
~Łukasz Morawski
7 grudnia 2020, 14:22
Polecam autorce wywód Benedykta XVI, jeszcze kiedy nie był papieżem pod tytułem" jeżeli Europa nienawidzi samej siebie". Warto. Następnie proponuję odnaleźć w internecie wyniki eksperymentu o nazwie behavioral sink, prostsze niż się wydaje nie trzeba szukać szowinizmu w społeczeństwie żeby znaleźć odpowiedzi na nurtujące pytania.
BT
~Babcia Tesia
7 grudnia 2020, 14:19
W artykule poruszone są dwa problemy: 1) opóźnianie macierzyństwa i 2) niska dzietność. One nie są ze sobą tożsame! Ciekawe, czy ktoś prowadził badania, w jaki stopniu jedno wpływa na drugie, bo z moich obserwacji wynika, że owszem, jeśli ktoś chce mieć piątkę czy szóstkę dzieci, to musi zacząć odpowiednio wcześnie, ale jeśli ktoś chce mieć dwójkę czy trójkę, to nie ma większego znaczenia czy zaczęło się prokreację w wieku 22 czy 32 lat, do czterdziestki tę pożądaną liczbę dzieci osiągnie (oczywiście mówię o osobach, które nie mają większych problemów z płodnością).
MK
~Matylda Kostrzewska
7 grudnia 2020, 12:00
Pięknie i mądrze napisane ! Sama prawda !
KR
~Kazimierz Robertowski
7 grudnia 2020, 09:50
Znajomi zdecydowali się na pierwsze dziecko w wieku 40 plus plus i powiedzieli: "to był błąd" Nie dlatego że dziecka nie kochali. Tylko dlatego że jako spracowani 40-latkowie nie mieli tyle sił do opieki nad noworodkiem co 20-latek. Fizycznie tego nie wytrzymywali. Nie dawali sobie rady kondycyjnie z tym żeby biegać wszędzie za dzieckiem, gdy już zaczęło chodzić. A po drugie przez prawie 20 lat małżeństwa tylko we dwoje, ciszy, spokoju i porządku w domu - przyzwyczaili się do tego psychicznie. Gdy przyszło na świat dziecko - byli niesamowicie rozdrażnieni jego płaczem, krzykiem, wiecznym niewyspaniem, jeżdżeniem do lekarza. Choć swoje dziecko kochali ale ich potwornie denerwowało, tak że czasem tracili kontrolę nad tym gniewem. Zawsze potem powtarzali że późne rodzicielstwo - to porażka i serdecznie każdemu odradzają.
AR
~Awdotia Romanowa
7 grudnia 2020, 17:09
Chodzić na siłownię, na crossfity i inne tego typu to pewnie daliby fizycznie radę. Cierpliwość do dzieci nie zależy od wieku ale nastawienia.
KR
~Kazimierz Robertowski
7 grudnia 2020, 22:10
mylisz się. siła przyzwyczajenia do ciszy i spokoju w domu jest ogromna. To żadna kwestia nastawienia. Tu nastawienie nic nie ma do rzeczy bo irytacja rodzi się w podświadomości
AC
~Anna Ciurka
7 grudnia 2020, 01:32
Ja nie mam dzieci i nie zamierzam mieć, bo po co? Wątpie bym sprawdziła się w tej roli.
KS
~Krzysztof S.
6 grudnia 2020, 19:03
Ja zadam takie prowokacyjne pytanie: Czy aby na pewno ludzi starsi oraz ludzie odpowiedzialni za kraj nie mają prawa podnosić głosu (nawet krytycznego) w stosunku do ludzi młodych ? Czy dzisiejsi młodzi podlegają jakieś specjalnej ochronie, że nie wolno im wytykać postaw, które szkodzą ? Czy jednak młodzi nie mogliby choć trochę posłuchać tego "nieprzyjemnego" głosu ?
AR
~Awdotia Romanowa
7 grudnia 2020, 20:35
Starsi dorastali w zupełnie innym kraju. W komunie mieli żłobki, przedszkola, szkoły za darmo, jedną pracę od szkoły do emerytury. Nie rozumieją dzisiejszej niestabilności, zmienności rynku pracy itp. Na swoje obawy młodzi w odpowiedzi od starszych dostają rzewne cytaty z JPII. Syty głodnego nie zrozumie.
WW
Wlóczykijek W
6 grudnia 2020, 09:16
Wydaje mi się, że późne macierzyństwo często wynika z braku umiejętności stworzenia prawdziwych więzi. Widzę to po wielu młodych znajomych, którzy chcieliby stworzyć szczęśliwe związku, ale wciąż szukają siebie i nie mogą odnaleźć. Często są już po studiach, a nie są jeszcze w związkach, na których można by oprzeć nową rodzinę i nowe życie. Wiele kobiet chciałoby być matkami, ale mężczyźni się do tego nie kwapią - nie znaczy, że nie chcą, ale niejednokrotnie nie potrafią poradzić sobie z problemem, potrzebują dużo czasu do podjęcia decyzji o małżeństwie itd. A chyba nie chodzi nam o to, by dziewczyny za wszelką cenę płodziły dzieci z kimkolwiek, tylko dlatego, że są jeszcze młode?
RW
~romek wojtkowski
6 grudnia 2020, 13:18
To po prostu się nie opłaca, dzieciak wyjedzie i tyle kosztów w dzieciństwie, to po prostu system kapitalizmu i liberalnej demokracji to powoduje , system socjalizmu zwiększal liczbę ludności , to żeby były dzieci trzeba by dziedziczyc składki dzieci np 10 procent do mamy , 10 procent do taty , to by zwiększyła radykalnie dzietnosc , teraz to wielodzietnej są tylko mamusie które nie pracują i nastawiaja się na socjal i alimenty , najlepiej im wiecej tatusiów tym większa szansa na alimenty, po prostu system zły, a religia aspekty już zanikly, wojna też mam niestety nie zagraża, dlatego skończy to sie wojna domowa kiedyś wyparci przez młodych emigrantów , będziemy tepieni i zmuszani do eutanazji.
ŁM
~Łukasz Morawski
7 grudnia 2020, 14:13
Wychwalać i ganić w jednym poście socjalizm to trzeba mieć zdolności. Dzieci jest mało ze względów kulturowych, żadne ekonomiczne względu nie są ważne, w dwudziestoleciu między wojennym wielkopolska miała najwyższą dzietność na świecie a bieda była aż strach
AZ
Anna Z
15 grudnia 2020, 10:46
Absolutnie nie masz racji, Łukaszu. Względy kulturowe to jedna sprawa, ale względy ekonomiczne też mają decydujący wpływ - wiedza i odpowiedzialność nakazują wielu młodym ludziom przekalkulować swoje decyzje również przez pryzmat zarobków. Taki mamy świat, że nie wystarczy już, że dziecko jest czyste i w miarę najedzone, trzeba zapewnić opiekę, edukację, zdrowie. Takie są obowiązki rodziców dzisiaj, ich niedopełnienie niesie za sobą konsekwencje a wypełnianie placówek opieki zastępczej niezaopiekowanymi dziećmi to żadne rozwiązanie. Ponadto porównywanie czasów współczesnych z dwudziestoleciem międzywojennym, kiedy koncepcja świadomego rodzicielstwa dopiero raczkowała, i to w dużych miastach i w kręgach ludzi wykształconych, jest kompletnie nietrafiona.
KM
~Ka Mi
5 grudnia 2020, 22:05
Zawsze marzyłam o dużej rodzinie, gromadce dzieciaków. A stało się inaczej- nie możemy mieć własnych dzieci. Boli okropnie, jak i te życzliwe pytania i rady najbliższych....
GW
~Gienek Wysocki
5 grudnia 2020, 19:33
Konsumpcjonizm, hedonizm, antykoncepcja i lenistwo to główne przyczyny dlaczego ludzie nie chcą dzieci. Teraz wszyscy chcą mieć super warunki do wychowywania dziecka. Kiedyś nie było nawet 500 + i ludzie mieli po trójce i więcej dzieci. Juz nie wspomnę o tym , ze dzieci były znacznie lepiej wychowane . Teraz wychowuje je smartfon i mamy dramat społeczny.
EN
~Ewa Nie powiem
5 grudnia 2020, 23:33
Za komuny było źle, ale wszystkim mniej więcej tak samo źle... Z jednej strony nie było sensu walczyć o lepszy byt, z drugiej strony było wiadomo że zawsze jakaś tam praca i jakieś wynagrodzenie będzie. Taki co ś daje poczucie stabilności. Stabilność pozwala i brak innych ambicji ułatwia szybką decyzję o rodzicielstwie. Dziś nie ma stabilności. Owszem żyje się lepiej, ale to życie pewne nie jest. W jednej chwili można stracić wszystko. To nie sprzyja decyzji o rodzinie.
GN
~gosc na deon
6 grudnia 2020, 09:53
Łamanie 10 przykazań, które stało się w naszym społeczeństwie normą prowadzi do strachu przed życiem, w tym do strachu przed posiadaniem dzieci. Innymi słowy owocem demoralizacji społeczeństwa jest ujemny przyrost naturalny, czyli jego wymieranie. Poniższy fragment opisuje taką sytuację: "Czy zbiera się winogrona z ciernia, albo z ostu figi? Tak każde dobre drzewo wydaje dobre owoce, a złe drzewo wydaje złe owoce. Nie może dobre drzewo wydać złych owoców ani złe drzewo wydać dobrych owoców. Każde drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, będzie wycięte i w ogień wrzucone. A więc: poznacie ich po ich owocach." (Mt 7, 16-20)
BS
~Bartłomiej Sylwestrzuk
6 grudnia 2020, 12:54
Tak się czasem zastanawiam, czy to właśnie to tzw. „lepsze wychowanie”, tak namiętnie przywoływane przez niepoprawnych sentymentalizmów, nie jest aby przyczyną tego, że dziś dzieci wychowuje smartfon. Paradoks? Pozostawiam pod rozwagę. Kluczem do zrozumienia będzie odrobiona samokrytyki. Podpowiedź: skala problemów psychicznych wśród obecnych 30-40 latków, które też się znikąd Tak się czasem zastanawiam, czy to właśnie to tzw. „lepsze wychowanie”, tak namiętnie przywoływane przez niepoprawnych sentymentalizmów, nie jest aby przyczyną tego, że dziś dzieci wychowuje smartfon. Paradoks? Pozostawiam pod rozwagę. Kluczem do zrozumienia będzie odrobiona samokrytyki. Podpowiedź: skala problemów psychicznych wśród 30-40 latków, które też się znikąd nie wzięły. nie wzięły.
KO
~Kt Oś
7 grudnia 2020, 16:48
@Gienek Wysocki. A kto te dzieci wychowywał? Bo opierając się na swoich wspomnieniach, a także zasłyszanych lub wyczytanych wspomnieniach starszych osób, to dość często "wychowywało" starsze rodzeństwo i koledzy z podwórka albo samo. Rodzice dość często tylko kontrolowali, czy dziecko się wystarczająco dobrze "samo wychowało", tzn. po fakcie gdy dziecko zrobiło coś niewłaściwego lub niebezpiecznego to wyskakiwali z pretensjami albo często też z karami cielesnymi. Ile czasu dla każdego dziecka miał taki rodzic w rodzinie wielodzietnej, w której z powodu braku 500+, oboje musieli pracować? Jak często widywało się wtedy np. rodzica grającego w piłkę z dzieckiem? Ja sobie takiego widoku w czasach mojego dzieciństwa nie przypominam, a teraz często widzę rodziców z dziećmi na wycieczkach rowerowych, grających z nimi w różne gry na powietrzu czy ojców z wózkami lub na placach zabaw. Mam wrażenie, że rodzice wtedy nie dawali dzieciom smartfonów tylko dlatego, że one jeszcze nie istniały.
LZ
~Leon Ząb
5 grudnia 2020, 19:09
Myślę że kryzys demograficzny w Polsce ma dwa główne źródła tj. feminizm i antykoncepcja. W państwach ubogich ale społecznie tradycyjnych tego typu problemy zupełnie nie istnieją, więc twierdzenie jakoby młodzi ludzie nie mieli dzieci głównie z powodu żłobków czy stabilności zatrudnienia jest czystą demagogią na poziomie 500+. Myślę że narażę się na krytykę ale co tam, chętnie poczytam konstruktywną krytykę.
AB
~Anna Bobak
6 grudnia 2020, 10:56
Ale to dla mnie akurat słabo ma się do tematu. Feminizm i antykoncepcja? Samo npr jest metodą antykoncepcyjną. Żyjemy w rzeczywistości w której angażujemy rozum i umiemy odkładać poczęcie. Mamy cofnąć się do realiów plemion afrykańskich? To nie tak działa. Feminizm? Z zasady swojej jest to po prostu dbałość kobiet o swoje prawa, nade wszystko o prawo do samostanowienia i wykształcenia. Feminizm może być tak dobry, jak i zły- i co złego miałoby być w tym że kobieta zna swoją wartość i decyduje o rodzinie? To też jej rodzicielstwo i rodzina... to ona w końcu będzie rodzić dziecko. Tu nie warto w ogóle rozprawiać o tym co było. Trzeba myśleć jak zachęcać do macierzyństwa i ojcowstwa, o tym mowa.
LZ
~Leon Ząb
6 grudnia 2020, 14:21
@Anna Bobak Feministyczna mentalność sprawia że kobiety przedkładają karierę i rozwój osobisty nad macierzyństwo, w konsekwencji nie chcą mieć więcej niż 1 lub 2 dzieci. Poza tym ta toksyczna filozofia doprowadza do sytuacji że przedstawicielki płci "słabej" posiadają mocno wygórowane wymagania względem potencjalnych partnerów życiowych i w konsekwencji spora liczba młodych mężczyzn jest bez szans na założenie własnej rodziny. W kwestii antykoncepcji widać wyraźnie że tam gdzie jest powszechnie stosowana to współczynnik dzietności drastycznie spada a liczne potomstwo zaczyna być postrzegane jako ciężar.
M*
Monika * Monika
6 grudnia 2020, 15:08
I ten straszny feminizm... Współczuję Panu życia w XXI wieku. Fajniej byłoby w średniowieczu, prawda?
TJ
~Tylko Ja
7 grudnia 2020, 12:27
Mnie zdecydowanie przekonał do nieposiadania drugiego dziecka brak miejsc w żłobku. A decydowanie o liczbie dzieci jest złe? Czemu mam mieć piątkę dzieci, które ojca zobaczą raz na tydzień, bo trzeba zarobić na wielką rodzinę, a ja rodząc i zajmując się nimi bez możliwości żłobków przecież nie pójdę do pracy? Dlaczego wzorem ma być afrykańska rodzina, która nie mając warunków mnoży się i mnoży? Pytam dlaczego- nie wystarczy mi odpowiedź, że to u nas to hedonizm, lenistwo, egoizm.
AZ
~Abelard Z Gizy
7 grudnia 2020, 15:18
nic nie wiesz o średniowieczu, ignorantko wypełniona stereotypami
AR
~Awdotia Romanowa
7 grudnia 2020, 17:07
A kariera i rozwój zawodowy to tylko dla mężczyzn? Dopóki mężczyźni nie zrozumieją, że muszą zaangażować się w domowe obowiązki aby żona mogła pogodzić aspiracje zawodowe z macierzyństwemti niewiele się zmieni. Zrzucanie winy za niż demograficzny tylko na kobiety to groga donikąd. A ponieważ KK i politycy to mężczyźni, nieprędko dzietność pójdzie w górę. To nie aspiracje zawodowe kobiet ale egoizm mężczyzn powoduje nie decydowanie się na dzieci. Mężczyźni chcą wciąż widzieć w żonach zastępczynię matki, która pierze, gotuje i podstawia dużemu chłopcu pod nosek gotowe. To układ dobry dla mężczyzn, nie dla kobiet.
MK
~Matylda Kostrzewska
7 grudnia 2020, 23:56
Pudło, Leonie. Może porozmawiaj z jakąś młodą żywą kobietą-Polką...
AZ
Anna Z
15 grudnia 2020, 10:52
Feminizm ma już ponad 100 lat, antykoncepcja choć zdecydowanie młodsza też nie jest nowinką ostatnich 20 lat. Więc chyba jednak nie :-)
AB
~Anna Bobak
5 grudnia 2020, 17:09
Jest w tym też rodzaj buntu, który mogliśmy w listopadzie widzieć na ulicach miast i w mediach. To pokłosie długotrwałych zmian oraz lansowania hedonistycznego stylu życia. Proszę sobie sprawdzić choćby pojęcie "dink" w wikipedii. To jedynie ziarenko w morzu podobnych. Powstaje więc jeszcze pytanie, na ile młodzi ludzie (sama mam raptem 30 na karku) nie szukają dogodnych wymówek, na ile rzeczywiście nie są w stanie, nie mogą, a na ile tak naprawdę nie chcą "bo nie". Rzecz jasna, nie bez wpływu pozostaje też system wartości i wiara. Ale to osobista sprawa i tylko stawiając sprawę jasno w swoim sumieniu dostaniemy odpowiedź, bo ten artykuł i tak pozostaje gdybaniem w dobrym tonie.
AB
~Anna Bobak
5 grudnia 2020, 16:58
Niestety - pomimo tego wszystkiego,co Pani tu wymieniła usprawiedliwiając młodych którzy odkładają rodzicielstwo na później, istnieje wielka rzesza ludzi którzy choć dziecka zupełnie nie wykluczają, to także lubią swoje życie bez trosk i odpowiedzialnosci. To widać. Chcą się wyszumieć, często w myśl fatalnej zasady, że trzeba w życiu "wszystkiego spróbować". Jest im wygodnie, świat stoi dziś otworem i dla wielu z nich posiadanie choć jednego dziecka to niemożność swobodnego wyskoku na urlop, nawet 3-4 razy do roku. Na matki, jak ja na przykład, patrzą z góry i odwiedzając w domu oceniają wszystko dziwnym spojrzeniem. Już nie raz to widziałam... i zawsze pytałam, czy to takie straszne, czy się boją. Zawsze była chwila konsternacji, nie wiadomo co powiedzieć.

Skomentuj artykuł

Późniejsze macierzyństwo nie świadczy o egoizmie
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.