(fot. shutterstock.com)
3 lata temu
Stanisław Morgalla SJ

Są młodzi, zdolni, piękni, wrażliwi, tylko... coś nie lubią siebie. Więcej, nienawidzą siebie. Niby jak inni chodzą, jedzą, śmieją się i bawią, a jednocześnie psują się od środka, jakby ich duszę toczył robak samozniszczenia. Dlaczego? Może tak lubią...

Znak czasu?

"Patrzę w lustro i nienawidzę siebie. Słyszę swój głos i nienawidzę siebie. Nie radzę sobie z sobą. Nie rozumiem siebie. Nie wiem, czego chcę" - bolesne słowa, ale - co bardzo wymowne - zapisane białym wierszem na sympatycznym i wyszukanym estetycznie blogu. Autorka, której napisałem parę słów pociechy, nie kryjąc własnej tożsamości, od razu zadeklarowała, że jest niewierząca (ciekawe, że koloratka niczym płachta na byka nawet w internecie prowokuje do wyznania wiary lub niewiary). Cóż, tak bywa... Ktoś wszystkowiedzący powie od razu: "No tak, nareszcie kara boska dosięga bezbożnych!". Ktoś o bardziej wyrobionym smaku, znacząco mrugając okiem, ironicznie skomentuje: "Łatwy kąsek dla gorliwego duszpasterza i na dodatek podany jak na widelcu". A ktoś inny prostodusznie doda: "Biedna dziewczyna, widać nie znajduje miłości w życiu!". W nieskończoność można by ciągnąć tę litanię "celnych" komentarzy, bo każdy znajdzie w zanadrzu jakąś prostą teorię na wytłumaczenie opisanego zjawiska.

Zresztą kto nie lubi prostych teorii, które tłumaczą wszystko? Nawet jeśli nie są prawdziwe, to brzmią efektownie i sprzedają się jak ciepłe bułeczki. Problem w tym, że tu mamy do czynienia z czymś znacznie bardziej złożonym, niż to co widać na zewnątrz. Ta sama maska kryje tysiące twarzy. Dlatego religia jest marną pociechą, zwłaszcza gdy grozi boską karą lub jak na złość namawia do "miłowania bliźniego jak siebie samego". Również psychologia jest bezradna, bo choć gdzieniegdzie mówi o sygnalizowanych zjawiskach, to jednak opisywane objawy są tak niewyraźne i rozproszone, że trudno je sprowadzić do jednej, ściśle określonej jednostki chorobowej. Chyba że samo życie zdefiniujemy jako chorobę, na domiar wszystkiego śmiertelną i przekazywaną drogą płciową. Ale to diagnoza tyle trafna, co banalna. Choć jeden pożytek z niej można wyciągnąć: jeśli wszyscy chorujemy na życie, to opisywani tu ludzie chorują na śmierć.

Sam sobie wrogiem

Gdyby chodziło o rodzaj psychicznego trądziku młodzieńczego, np. tego, który dotyka niemal wszystkich nastolatków i objawia się niepewnością własnej tożsamości i autoagresją, to można by sprawę zbagatelizować. Szkopuł w tym, że wielu ludzi z tego trądziku nie wyrasta i coraz częściej boryka się z nim także w wieku dorosłym. Walczą z potworem, którego nie potrafią złapać i obezwładnić, bo jest niewidzialny, podstępny i ukryty. Na dodatek bardzo niebezpieczny: tu kogoś popchnie do skoku z n-tego piętra, tam namówi na alkohol i środki nasenne, gdzie indziej jeszcze przymusi do samookaleczenia itp. A przecież "pierwsza zasada strategii - trafna ocena wroga", jak napisano w Raporcie z oblężonego Miasta. Jednak tutaj wróg jest już wewnątrz oblężonych murów, czai się w ciemnych zakamarkach świadomości i kryje w katakumbach nieświadomości, więc nie sposób go ocenić, skoro jest integralną częścią psychiki. Bo człowiek z natury jest paradoksalny, taka metafizyczna hybryda, ni pies, ni wydra. Jak o nim napisał Pascal: "Sędzia wszechrzeczy - bezrozumny robak ziemny; piastun prawdy - zlew niepewności i błędu; chluba i zakała wszechświata". Jednak to, co jest jego słabością, może stać siej ego siłą, dlatego mimo, a może nawet dzięki tej paradoksalnej sprzeczności ludzkiej natury możemy znaleźć światełko w omawianym tu egzystencjalnym tunelu samozniszczenia.

Przekroczyć samego siebie!

Jeśli prawdą jest, że człowiek jest robakiem ziemnym i zakałą wszechświata, to jeszcze mocniej trzeba podkreślać (a dziś wręcz wykrzyczeć!), że jest powołany do wyższego życia, do bycia chlubą i sędzią wszystkich rzeczy. To nie błoto jest naturalnym środowiskiem człowieka, ńe polis (z greckiego: miasto) z jego nabrzmiałym wiekami znaczeniem. Jednak jeśli odbierze się człowiekowi tę perspektywę rozwoju, to na powrót wepchnie się go w błoto, z którego został ulepiony. A wtedy naturalną reakcją będzie ślepa złość i agresja, raz wymierzone w siebie, innym razem w znajdujących się obok. I mury nawet najnowocześniejszego miasta nie obronią przed nieszczęściem, które strawi ducha. Dlatego na nowo trzeba przypominać o podstawowej powinności człowieka, to jest o konieczności przekraczania siebie. Czy jednak można przekroczyć siebie? Czy nie jest to kolejna sprzeczność, podobna do żałosnej próby ratowania się od utonięcia w bagnie rozpaczliwym szarpaniem ręką za włosy na własnej głowie?

Jeśli podejść do tej metafory materialistycznie, to nic prócz kłaczków ludzkiej sierści nie powinno zostać w naszym ręku. Ale jeśli uruchomić myślenie symboliczne, do którego czytelnicy niniejszego tekstu są zdolni, to cud może się wydarzyć. Przecież już samo przeczucie metaforycznego sensu użytych tu słów jest dowodem na to, że przekroczyliśmy samych siebie, czyli naszą przyziemną zmysłowość, materialistyczną dosłowność i konkretność. Już sam fakt używania języka, komunikacji, choć tak oczywisty i oklepany, jest dowodem na to, że przekraczamy siebie: ja pisząc te słowa i czytelnik przyjmując je do wiadomości. Dlatego perspektywa rozwoju jest zawsze otwarta. Ciągle można doświadczyć, zrozumieć, odkryć i kochać więcej! I nawet perspektywa regresji czy wręcz upadku nie jest tu przeszkodą, tylko jeszcze mocniejszym dopingiem do działania. I gdybym mógł, to wyśpiewałbym to z taką siłą i mocą jak Anna Maria Jopek w jednej ze swych piosenek: "Jestem piasku ziarenkiem w klepsydrze, zabłąkaną łódeczką wśród raf, kroplą deszczu, trzciną myślącą wśród traw... ale jestem!".

Nienawidzić siebie jest łatwo, dlatego taka czy inna forma dekadentyzmu zawsze będzie w modzie. Właściwie nic nie trzeba robić, tylko być i zastygnąć w bezruchu, a syndrom "pokolenia nic" objawi się sam i w całej pełni, bo natychmiast pojawią się deklaracje typu: nic mi się nie chce, nic mnie nie interesuje, nic nie ma sensu, po co się modlić. Ale czy warto na te głupoty marnować czas?

Fragment z książki: Miłość do kwadratu. Poradnik dla nieprzystosowanych - Stanisław Morgalla SJ

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Tomasz Budzyński, Tomasz Ponikło
25,93 zł
39,90 zł

Przez wiele lat karmiłem się różnymi rzeczami, gnozą, buddyzmem Zen - to mnie fascynowało. Ale to nie dawało mi życia. Wciąż byłem nieszczęśliwy. To Chrystus dał mi życie, wygnał ze mnie demona, uzdrowił mnie i...

Skomentuj artykuł

Nienawidzę siebie!
Komentarze (95)
RM
~Roża M.
28 maja 2020, 02:57
Cieszcie się że nie macie schizofremia. Ja też nie nawidze siebie ale jak ktoś mnie się pyta czemu co i jak. To nie umiem tego powiedzieć dlatego że w mojego głowie coś cały czas się zmienia. Nie ma konkretnych mysli. Leczę się od 17 lat. I nigdy nie wyzdrowieje leki tylko łagodzą objawy bo przymylaja. A ja tylko marzę żeby się uwolnić od sięgnę marzę o spokój że y glosy w mojej głowie ucichly żeby mogła spać.
JJ
~J J
15 marca 2020, 23:21
A ja nienawidzę siebie bo jestem matka 8 dzieci a na ziemi mam tylko 1 i nie mogę się z tym pogodzić... zawsze byłam większa teraz mam duza nadwage i nienawidze siebie... mam dość wszystkiego! Nie mam ukojenia... pewnie zaraz przyjdą tacy co powiedzą ale masz już dziecko czego chcesz? Albo nie jedz tyle... łatwo się mówi... a życie jest trudne czasem mam wrażenie że juz je zmarnowalam i nie mam po co zyć a z drugiej strony nie chce umierać...
SS
~Sylwia Syll
24 grudnia 2019, 09:13
Nienawiść do siebie jest w modzie??? Łatwiej nienawidzić siebie??? Nie zgodzę się z tym. Mam prawie 40 lat i wciąż walczę o miłość do siebie, której nie umiem sobie dać. Zaczęłam terapię parę miesięcy temu, okazało się, że jestem wyjątkowo wrażliwa na odrzucenie... Zawsze słyszałam od rodziców, że powinnam to lub tamto, że on lub ona to są cudowni, a ja to tylko ja... Dziecko, które nie spełnia oczekiwań najpierw mamy i taty, później swoich własnych. Lubię ludzi, jestem miła, lubię swoje poczucie humoru, moje życie, uczę się stawiania granic, a mimo to gdzieś w środku jest nienawiść do siebie i przypomina o sobie co jakiś czas. To nie jest wygodne, to bardzo boli,uwiera, smuci, gdy czujesz się jak gówno i zwyczajnie inaczej nie potrafisz,ale walczę, nadal walczę.
S
Sylwia
28 września 2016, 12:48
Lubimy oceniać innych i przypinać im łatki? Oj - lubimy, prawda? To skoro tak bardzo prosisz się, żeby i Tobie wystawić ocenę, to bradzo proszę. Jesteś małostkowym, wrednym człowieczkiem z głębią emocjonalną wyschłej kałuży. Pozdrawiam.
T
Tomasz
27 lipca 2016, 14:49
Tyle słów i od początku do końca stwierdzam bezcelowe PIERDOLENIE GŁUPOT ! Nie nawidzą siebie ?????? bo mają dwie lewe ręce do roboty i nie mają kasy! nic im się w życiu nie udaje bo mają lewe ręce do roboty, nieroby!!!! lalusie i cioty życiowe.  
E
Elżbieta
25 lipca 2016, 17:39
A to nie jest dręczenie przez szatana?
P
Paweł
26 lipca 2016, 11:25
nie, to po prostu ludzka psychika
4
414
1 października 2014, 22:52
"A jeśli nasze serce oskarża nas, to Bóg jest większy od naszego serca i zna wszystko." 1J 3, 20
A
Alik
1 października 2014, 19:23
cyt. 'Nienawidzić siebie jest łatwo, dlatego taka czy inna forma dekadentyzmu zawsze będzie w modzie. Właściwie nic nie trzeba robić, tylko być i zastygnąć w bezruchu, a syndrom "pokolenia nic" objawi się sam i w całej pełni, bo natychmiast pojawią się deklaracje typu: nic mi się nie chce, nic mnie nie interesuje, nic nie ma sensu, po co się modlić." Hmmm...ciekawa jestem czy autor tego tekstu jest jedną z osób, która cierpi/ał na tego rodzaju przypadłość...czy też jest jednak tylko jednym z tych, którzy "znajd(ują) w zanadrzu jakąś prostą teorię na wytłumaczenie opisanego zjawiska"... Jeśli to wersja nr 1 i autor przeżył/przeżywa żar nienawiście do siebie, ale "przekaracza siebie" i nienawiść do siebie przekuwa na miłość to czapki z głów. Jeśli jednak nie przeżył tego o czym tu pisze to proszę wybaczyć, ale dla mnie wiarygodnym być nie może...
NU
nie ustawać w drodze
16 września 2014, 19:38
Tak, po trzykroć tak - ważny jest rozwoj, nieustawanie w szukaniu wlasnej glębokiej życiowej misji - swojego największego talentu, wyjątkowego daru, którym mozna slużyc innym ludziom, ludzkości. Jest to o tyle wspaniale, ze realizując taki talent dla dobra innych ludzi nie tylko pomaga się innym, ale jednocześnie człowiek sam doświadcza samospełnienia, samorealizacji, szczęścia. To jest coś, o co spyta Bóg - co z tym zrobiliśmy, jak wykorzystaliśmy swoj talent? To może być malutka rzecz - może to być umiejętność poprawiania innym humoru poprzez życzliwość, uśmiech. Ale moze być wielka rzecz, wyjątkowa, jakiej nie mają inni... stosownie do talentu i posiadanego potencjału. Dopoki czlowiek tego nie odnajdzie i nie skieruje swojej energii tworczej w tym kierunku z całą swoją mocą i nie wypłynie z rozmachem na pełne morze, będzie się szarpał, rozmieniał na drobne, zadręczał, tonął w analizowaniu spraw nieistotnych, kręcił ciągle wokół tych samych drobnostek... Oczywiscie są momenty niedyspozycji, choroby - to co innego, ale tego czlowiek nie ma caly czas. Ktoś znajomy powiedział kiedyś "skalpel nie służy do krojenia chleba". Jak to się ma do mnie? Bóg mówi - mierz wysoko. Uda się.
:
:D
16 września 2014, 21:26
ale patos, chyba Cię trochę poniosło? nie wypisuj takich bzdur :DDDD
3
328
16 września 2014, 21:27
fakt... przesada :DDDDD
B
bety
9 września 2014, 15:45
trudno jest siebie kochać, czasem łatwiej nienawidzić, gdy się nie udaje kolejny raz... [url]http://malzenstwojestdobre.pl/kochac-siebie/[/url]
M
Maria
23 sierpnia 2014, 23:38
Może chodzić o tzw. zranienie życia http://www.karmel.pl/lektorium/rozmowy/baza.php?id=23
E
Elizabeth
24 lutego 2014, 19:56
Według mnie uważam,że artykuł jest trafny ! Tak wielu zwłaszcza młodych ludzi ma teraz ten problem,sami nie zauważamy. Długo się zastanawiałam co dzieje się z moją przyjaciółką,paradoksalnym jest dla mnie to aby siebie tak nienawidzić :/ Najgorsze jest to ,że jeżeli osoba sama nie chce nic nie zdziałamy. Wiem to z AUTOPSJI i zgadzam się z tym ,że stagnacja i brak próby rozwoju to wyrok.  A niektórzy po prostu lubią się nad sobą użalać...
N
Noname
23 lutego 2014, 23:45
Wcale nie nienawidzę siebie, tylko jest mi bardzo ciężko. Tak po prostu jestem nieszczęśliwa. Nie wiem dlaczego, bo przecież mam wszystko. Może jedynie brak mi zrozumienia. Nie znam samej siebie i nie wiem, czego chcę od życia. Nie wiem, czego żąda ode mnie Bóg. Rozwój pomaga, owszem. Ale nie leczy. A dla chorej duszy najlepszym lekarstwem jest miłość. Tak mi się wydaje.
A
Agnieszka
23 lutego 2014, 22:50
do ~carebey Napisałaś:"Potrzebuję kogoś, kto dałby mi Boga w sobie." Ty sama musisz tego Boga znaleźć. Sama wiesz najlepiej czego potrzebujesz, więc nie oczekuj od innych, że za Ciebie znajdą rozwiązanie. Nikt Cię tak dobrze nie zna jak Ty sama. Potrzebujesz miłości, to pokochaj najpierw sama siebie a zobaczysz, że inni jakoś inaczej (lepiej)będą Cię traktować, świat wyda się piękniejszy. Ale tak naprawdę, to kluczem jest zmiana własnego nastawienia do siebie i innych. Ale tę robotę trzeba wykonać samemu...powodzenia:)
O
ona
23 lutego 2014, 22:04
nie akceptuje wiele wad u siebie--ALE NIENAWIDZIC SIEBIE!...?..ludzie powariowaliscie!!...jak mozna siebie nienawidzic,,,ja tego nie rozumiem?..bo ja kocham swoją osobe-moją osobowosc..taką stworzył mnie Bóg...taką mnie chciał i pokochał....polecam msze..z modl....o uzdrowienie,,naprawde.
JZ
Jedna z nich
23 lutego 2014, 21:47
Także zwróciłam uwagę na artykul stwierdzając fakt, że jestem jednym z ludzi "nienawidzących siebie". Jednak słowa do mnie nie dotarły. Stało się tak ponieważ próbuję: rozwijam się, nie jest tak, że nic mi się nie chce, a i tak patrząc na siebie nie mogę powiedzieć, że jestem zadowolona ze swojego "ja". Zostaje mi jedynie modlitwa. A bycie takim człowiek to kara już sama w sobie, ponieważ sama zadaję własnej osobie rany, jak i krzywdzę najbliższych.. choć nie chcę tego robić.
K
kamil950
23 lutego 2014, 20:50
Ech, coś źle zrobiłem i zarówno komentarz, na który odpowiadałem jak i ten mój jest zaznaczony na żółto, więc mój komentarz zaczyna się od: "Mi na pewne zwątpienie dotyczące akurat tego jak to jest z Bożym Miłosierdziem a sprawą zbawionych i potępionych pomogła ta strona - http://www.milosierdzie-boze.info/ (...)"
K
kamil950
23 lutego 2014, 20:49
Zobaczyłem tytuł artykułu i już wiediząłem, że to o mnie. Byłem pewien, że znajdę tu rozwiazanie moich problemów. Niestety, nic z tego co napisąl Autor, kompletnie do mnie nie dociera. Bo jak ma docierać, skoro próbuje się mi powiedzieć, że trzeba się rozwijać? Tylko co ten rozwój daje? Przecież i tak umrę. Umrę i okropnie się boję, że czeka mnie przed tym samotne życie. Każdy wokół mnie jest szczęśliwy. Tylko ja nie moge tego osiągnąć. Tak, często mam mysli "nic mi się nie chce". Nie wiem czy nienawidze siebie. Chyba tak. Wiem, że jestem bardzo podatny na depresję, biorę już leki, ale z tego co widzę, niewiele one zmieniają. Jednego dnia czuję się szczęśliwy, drugiego mam ochotę po prostu zniknąć :/ Mi na pewne zwątpienie dotyczące akurat tego jak to jest z Bożym Miłosierdziem a sprawą zbawionych i potępionych pomogła ta strona - http://www.milosierdzie-boze.info/ Na razie czytałem raczej działy -  Wstęp, Przedmiot i istota nabożeństwa do Miłosierdzia Bożego, Obraz Jezusa Miłosiernego, Koronka do Miłosierdzia Bożego, Szerzenie czci Miłosierdzia Bożego, Ratowanie dzieci od śmierci głodowej. Bóg skrzywdzony w człowieku ,Ratowanie dzieci od śmierci głodowej.  Oczywiście można przeczytać inne czy więcej.
C
carebey
23 lutego 2014, 20:12
Mam podobny problem, nienawidzę siebie. Ale o ironio nie myślę 'nic mi się chce', tylko mam całą listę tego co chciałabym zrobić,a nie mogę. To sprawia, że się nienawidzę. To, że mam marzenia, które mnie zabiją. Rozpaczliwie pragnę miłości, której jest za mało. Ostatnio nie mogę dogadać się z rodzicami, unikam ich. Nie potrzebuję ich miłości. Potrzebuję kogoś, kto dałby mi Boga w sobie. Komu mogłabym powiedzieć dosłownie wszystko. A niestety nie ma takiej osoby. Nawet przyjaciele, do których mam zaufanie, nie potrafią mnie często zrozumieć. Co mam zrobić?
A
Asia
23 lutego 2014, 18:48
Nienawidzę siebie za to, że nie rozumiem tego artykułu.
S
szemkelei@gmail.com
21 października 2013, 02:44
Zobaczyłem tytuł artykułu i już wiediząłem, że to o mnie. Byłem pewien, że znajdę tu rozwiazanie moich problemów. Niestety, nic z tego co napisąl Autor, kompletnie do mnie nie dociera. Bo jak ma docierać, skoro próbuje się mi powiedzieć, że trzeba się rozwijać? Tylko co ten rozwój daje? Przecież i tak umrę. Umrę i okropnie się boję, że czeka mnie przed tym samotne życie. Każdy wokół mnie jest szczęśliwy. Tylko ja nie moge tego osiągnąć. Tak, często mam mysli "nic mi się nie chce". Nie wiem czy nienawidze siebie. Chyba tak. Wiem, że jestem bardzo podatny na depresję, biorę już leki, ale z tego co widzę, niewiele one zmieniają. Jednego dnia czuję się szczęśliwy, drugiego mam ochotę po prostu zniknąć :/ ... bo nie ma żadnej "złotej pigułki" przeciw depresji ja nigdy nie brałam leków, bo uważam, że to bez sensu. od 2,5 roku chodzę do terapeuty... i przez ponad dwa lata praktycznie nic się nie zmieniło. dlaczego? dlatego, że terapeuta, podobnie jak "pigułka", nie zmieni Twojego podejścia. to Ty musisz to zrobić. Przeszłam z moim terapeutą w ciągu ostatnich kilku miesięcy bardzo ciężki okres - zmiany. Bo do tej pory głaskał mnie po głowie i zgadzał się ze mną, jak to wszyscy dookoła mnie krzywdzą. A teraz zaczął mi uświadamiać, że moje 'nieszczęście' w dużej mierze zależy ode mnie i od mojego nastawienia. Zmiany są bardzo trudne, żmudne i wymagają ciągłego, dużego wysiłku. Twojego. jeśli chcesz, napisz do mnie, pozdrawiam
MN
mniej niż zero
23 czerwca 2013, 22:14
Jeśli masz depresję, (a wygląda na to, że masz), to rzeczywiście taki artykuł nic Ci nie pomoże. Osoba w depresji nie reaguje na słowa "masz się rozwijać", czy "weź się w garść". Bardziej pomogą Ci lekarstwa i ktoś, kto cię wysłucha. Jesli masz dla kogo życ, to też powinno chronić przed ochotą "zniknięcia". Ale generalnie z depresją jest bardzo ciężko życ i cieszyc się z życia
B
bb
23 czerwca 2013, 19:57
Zobaczyłem tytuł artykułu i już wiediząłem, że to o mnie. Byłem pewien, że znajdę tu rozwiazanie moich problemów. Niestety, nic z tego co napisąl Autor, kompletnie do mnie nie dociera. Bo jak ma docierać, skoro próbuje się mi powiedzieć, że trzeba się rozwijać? Tylko co ten rozwój daje? Przecież i tak umrę. Umrę i okropnie się boję, że czeka mnie przed tym samotne życie. Każdy wokół mnie jest szczęśliwy. Tylko ja nie moge tego osiągnąć. Tak, często mam mysli "nic mi się nie chce". Nie wiem czy nienawidze siebie. Chyba tak. Wiem, że jestem bardzo podatny na depresję, biorę już leki, ale z tego co widzę, niewiele one zmieniają. Jednego dnia czuję się szczęśliwy, drugiego mam ochotę po prostu zniknąć :/
G
grace
21 czerwca 2013, 04:15
W pierwszym zdaniu po przecinku nalezy wyrzucic slowo CZY bo brzmi nielogicznie.
G
grace
21 czerwca 2013, 02:40
Fragm.Powella. Jesli nam sie nakazuje, abysmy "kochali blizniego swego jak siebie samego", to czy najprostrza implikacja tego przykazania jest nastepujacy wniosek: cokolwiek czynilibysmy naszemu blizniemu, w pierwszej kolejnosci powinnismy uczynic to sobie. Innymi slowy - musisz obie osoby traktowac jadnakowo Musisz kochac dwoch ludzi: siebie i swgo blizniego. Nie mozesz kochac tylko jednego z nich. Chcac zrozumiec, jak to wyglada w praktyce, wyobraz sobie, ze jestes osoba obca, ktora musisz naprawde kochac. Stan obok i z pewnego oddalenia zapytaj siebie: czy rzeczywiscie probowales dostrzec i utwierdzic jego /twoja/ bezwarunkowa i niepowtarzalna wartosc ? Czy naprawde liczysz sie z jego /twoimi/ potrzebami i czy starasz sie je zaspokoic ? Czy naprawde mu /sobie/ przebaczyles jego slabosci i bledy ? Rozwaz to ! Czy myslisz o nim rownie dobrze i zyczliwie, jak o tych ludziach w twoim zyciu, ktorych kochasz najbardziej ? Czy dajesz mu tyle samo ciepla i zrozumienia, co im ?
G
grace
21 czerwca 2013, 02:25
Powell pisze: To, ze karmie glodnego, ze wybaczam zniewage, ze kocham mojego nieprzyjaciela w imie Chrystusa - to wszystko niewatpliwie sa wielkie cnoty. Co czynie najmnniejszemu z braci moich - Chrystusowi czynie. A gdybym tak odkryl, ze ten namniejszy sposrod nich wszystkich, najubozszy z zebrakow, najzuchwalszy ze wszystkich grzesznikow, nawet najgorszy moj wrog we wlasnej osobie - ze oni wszyscy sa w moim wnetrzu, ze to wlasnie ja sam potrzebuje jalmuzny wlasnej zyczliwosci, ze sam jestem wrogiem, ktorego powinno sie kochac - coz wtedy ?
R
R
20 czerwca 2013, 19:29
Tylu tu mądrych.
NO
nie oceniamy, stwierdzamy FAKTY
19 czerwca 2013, 09:05
Nie oceniajmy kapłanów,nie do tego jesteśmy powołani. ... Nie oceniamy, stwierdzamy fakty.
DN
do nawróconej
18 czerwca 2013, 20:46
Ano właśnie niczego dobrego nie doświadczam od lat. Gdyby było inaczej nie traktowałabym takich słów jak sloganu
O
olo
18 czerwca 2013, 17:39
"Oddać swoje życie Jezusowi".. och jak lubię takie hasła, które nie wiadomo co znaczą? Dziwne, ale dla mnie to oczywiste. A czy sformułowanie "oddać życieduszę diabłu" też wydaje ci się nie wiadomo co znaczyć? Myślę, że nie - doskonale wiesz, co znaczy oddać się złemu duchowi.  Oddać życie Jezusowi trzeba przyjąć z prostotą dziecka. Dziecko z taką prostotą powierza się swoim rodzicom i o coś podobnego chodzi. oddawaj się częściej z taką prostotą Jezusowi, a doświadczysz sama co to znaczy w twoim życiu. Powodzenia! :)
DN
do nawróconej
18 czerwca 2013, 16:40
"Oddać swoje życie Jezusowi".. och jak lubię takie hasła, które nie wiadomo co znaczą? ---- dlaczego teraz trzeba kilka razy wpisywać hasło, i nawet gdy jest poprawne, pojawia się komunikat: Nieprawidłowy wynik działania? Chyba wiem ile jest 5-2, a Deon twierdzi, że "trzy" to nieprawidłowy wynik
T
Tt
18 czerwca 2013, 16:15
Psychoterapeuci potwierdzją, ratunkiem jest modlitwa kontemplacyjna.  http://kontemplat.blogspot.com/2013/01/zrodo.html
N
nawrócona
18 czerwca 2013, 10:14
Ktoś poniżej napisał,,księżom nie zależy......'' nie rozumiem tego ??? Zacznij zmieniać świat od siebie...zrozum sam siebie...Bez Boga nie zrozumiesz !!!!Wszystko co planowałam bez Boga zamieniło się w pył.Kapłan to też człowiek i nie pozbawiony grzechu.Bo szatan nie śpi,uderza w pasterzy po to by owce się rozproszyły.Nie oceniajmy kapłanów,nie do tego jesteśmy powołani.Módlmy się za kapłanów i dziękujmy Bogu Wszechmogącemu że posłam ich nam.
ZM
zatroskana matka
18 czerwca 2013, 09:57
Moja dorastająca córka znalazła towarzystwo które nie podobało mi się.Wtedy jeszcze nie domyślałam się że zmieni jej życie w koszmar.Była radosną, piękną ,dobrze uczącą się ,utalentowaną dziewczyną.Grała na instrumencie,miała talent plastyczny.I rok szk średniej -nie zdała.Nie z powodu ocen, ale opuszczonych godzin(chodziła na wagary).O opuszczonych godzinach dowiedziałam się od wychowawcy w supermakiecie tuż przed posiedzeniem rady pedagogicznej mimo że dwa dni wcześniej byłam na spotkaniu u wychowawcy.Kontaktowałam się b często chodziłam ,dzwoniłam.Dla mnie szok!!.Poszła do innej szkoły,po 2 tyg rzuciła.Zaczęła w innym mieście wymarzonę szkołę,cieszyła się.Pojawiła się (depresja ?)Lekarz psychiatra uznała że córka ma chorobę dwubiegunową i  przepisała silne leki po których ją telepało.Byłam w rozpaczy !!!Położyłam ją do szpitala psychiatrycznego.Okzało się,że nie ma tej choroby,gdybym dawała jej te leki mogła by ją nabyć.Co gorsza tych leków nie można było odstawić z dnia na dzień.Ja to zrobiłam kiedy córka powiedziała mi,że wypiła piwo w towarzystwie.Leki zaniosłam do apteki ,a stan zdrowia córki wrócił do normy.Wiem,że w jej życiu były narkotyki,myśli samobójcze.Ja zrozumiałam że jej choroba to CHOROBA DUSZY.Zbyt późno to zrozumiałam.Z chwilą kiedy trzymała kontakt w,, wielbicielami metalu''może było coś więcej o czym nie wiem .Moja córka przestała chodzić do kościoła,wcześniej bardzo udzielała się w kościele.W sercu ma zaszczepioną wiarę i mam nadzieję ,że wyprostuje swoją drogę z pomocą Bożą.Poleciłam ją Bogu i w Panu tylko nadzieja.
!
!
18 czerwca 2013, 09:20
ps. bo księżom już nie zależy na podawaniu Jezusa w Komunii Świętej i głoszą Jezusa Duchowego!
!
!
18 czerwca 2013, 09:19
Kiedy zostałam zdradzona przez wybranego człowieka z którym mam,,sakrament małżeństwa''myślałam,że nie podniose się.PAN postawił na mojej drodze osobę która zaprowadziła mnie do niego(na rekolekcje Odnowy w Duchu Św i tak to się zaczęło.....Co z tego,że byłam wierząca.Moja wiara była słaba więc upadłam i tarzałam się w rozpaczy.Kiedy oddałam moje życie Jezusowi,wiem że nie jestem już sama.Wiem,że Jezus jest żywy i prawdziwy i jest w moim sercu.Przebaczyłam mężowi(nie było to łatwe),nawet pomogę mu jak będzie w potrzebie.Teraz tylko Jezus jest Panem mojego życia.Tylko Jezus jest moim Panem do końca moich dni.Amen ... napisz swoje świadectwo tu : [url]http://www.deon.pl/religia/kosciol-i-swiat/z-zycia-kosciola/art,14839,nie-dla-komunii-dla-rozwiedzionych-malzenstw.html[/url] zanim ludzie pogrąża się w oddaleniu od Jezusa EUCHARYSTYCZNEGO i pozbawią się Jego ŁASK.
N
nawrócona
18 czerwca 2013, 09:10
Kiedy zostałam zdradzona przez wybranego człowieka z którym mam,,sakrament małżeństwa''myślałam,że nie podniose się.PAN postawił na mojej drodze osobę która zaprowadziła mnie do niego(na rekolekcje Odnowy w Duchu Św i tak to się zaczęło.....Co z tego,że byłam wierząca.Moja wiara była słaba więc upadłam i tarzałam się w rozpaczy.Kiedy oddałam moje życie Jezusowi,wiem że nie jestem już sama.Wiem,że Jezus jest żywy i prawdziwy i jest w moim sercu.Przebaczyłam mężowi(nie było to łatwe),nawet pomogę mu jak będzie w potrzebie.Teraz tylko Jezus jest Panem mojego życia.Tylko Jezus jest moim Panem do końca moich dni.Amen
C
confine
18 czerwca 2013, 00:42
Nienawiść do siebie? Znam bardzo dobrze. Kiedyś zagłębiałam się w niej po czubek głowy - nie wiedziałam, że można inaczej. Może to przez zaburzenie osobowości, zresztą coraz bardziej powszechne wśród młodych, zostawionych często samym sobie, bez autorytetów albo z autorytetami fałszywymi. Czy jest łatwo siebie nienawidzić?... Nie wiem jak można przypuszczać, że tak. To mi pachnie tekstami typu "ogarnij się" do kogoś w depresji, albo, że samobójstwo to pójście na łatwiznę (spodziewam się zaraz głosów, że tak właśnie jest, ale - kto nie przeżył czegoś takiego, nie zrozumie). Z tej nienawiści nie podniosłam się sama, teraz wiem, że Bóg stawiał na mojej drodze kochających ludzi, aż w końcu dał mi siebie poczuć - bo tylko pewność, że jest się kochanym to broń zdolna zniszczyć nienawiść do siebie. I jeszcze jedno - dla kogoś kto boryka się z takim problemem i ma skłonności do nielubienia siebie czytanie takich słów może być dodatkowym powodem do nienawiści (piszą, że nie powinienem się nienawidzić - ale nienawidzę - ale jestem beznadziejny - nienawidzę siebie bo nie potrafię przestać się nienawidzić). Tyle z mojej strony. Pozdrawiam serdecznie
M
Maria
17 maja 2013, 00:07
Ja po prostu odkryłam, ze taka nienawiść do siebie wynika z próżności, i zaczęłam z tym walczyć. Drobnymi krokami, najpierw, na siłę dziękowałam Bogu za jakieś drobne rzeczy. Właściwie wbrew sobie, bo siła nienawiści, żalu ,pretensji była dużo większa.A po jakimś czasie spostrzegłam, ze naprawdę jestem wdzięczna. To pomogło, świat jakoś stał się mniej posępny, i nawet jak się na siebie wkurzam to mam do tego dystans, nie zwala mnie to już z nóg, jak kiedyś.Warto spróbować, choć na początku jest to strasznie trudne.. chyba ,że się chce tkwić w takim upiornym stanie.
N
nie
16 maja 2013, 20:23
Nie mam podstaw by wierzyc w Boże błogosławieństwo dla siebie.
O
olo
15 maja 2013, 21:34
Nie - gdybyś nie wierzyła, nie pisałbyśałabyś takich tekstów. Mima, gdybyś była prymitywną babą, pewnie byś o tym nawet nie wiedziała. Ja wiem jak to jest czuć się nikim, pogardzać sobą i nienawidzieć siebie. To taki uraz, który czasem nosimy głąboko w sobie i nie wiemy skąd pochodzi. Ale Bóg jest większy od tego bólu i zranienia i On nas kocha ponad wszystko. Nawet sobie nie wyobrażacie jak bardzo. A szczgólną tkliwość budzą w nim ludzie tacy jak Wy: co dzwigają się mimo upadków i nie dla siebie, ale dla innych, dla dzieci. Bóg Ci błogosławi - nie wątp o tym.
N
nie
15 maja 2013, 20:56
nienawidzę siebie, nienawidzę życia, nie wierzę, modlitwy są bez sensu, nie mam ochoty się nawracać
M
Mima
15 maja 2013, 19:19
Też mam ten problem, nie mogę na sibie patrzeć, nie moge o sobie myśleć, mam wszystkieg dość, ale od jutra wezmę się jak zwykle w garść, bo mam dzieci. I muszę dla nich żyć, starać się ze sobą radzić. Ale dzisiaj mam siebie dość i mam dość swoich głupot, zachowałam się jak prymitywna baba.
K
kasia
20 kwietnia 2013, 18:08
Grybcio masz racje moze ja mam inny problem ale mechanizm ktory opisałes (-zacząłem z tym walczyć, z ogromnym skutkiem, zajmuję się rozwojem osobistym i się rozwijam- ALE! przychodzi jeden dzień i wszystko to niszczy, dlaczego?)bardzo podobny, ale trzeba po mału i kroczek po kroczku a wyjdzie sie z tego  jak patrze na siebie z przed pół roku a teraz to widze ogromne zmiany na lepsze, po drodze były momenty upadkow ale trzeba sie z tego JAK NAJSZYBCIEJ podniesc z pomocą Pana Jezusa i ta rzeczywistosc zmienia sie na lepsze, trzeba troche cierpliwosci. :)
G
Grybcio
20 kwietnia 2013, 16:46
Zgadzam się z Klepką i mogę co nieco się na ten temat wypowiedzieć ponieważ tak na prawdę jestem po "obu stronach barykady" a dlaczego? -miałem wielkie problemy w życiu, mało brakowało a nie było by mnie na tym świecie, -zacząłem z tym walczyć, z ogromnym skutkiem, zajmuję się rozwojem osobistym i się rozwijam- ALE! przychodzi jeden dzień i wszystko to niszczy, dlaczego? Otóż wszystkie nasze nastroje, zachowania-to co związane z psychiką i emocjami wynosi sie od młodości, z dzieciństwa. Nie zdajemy sobie sprawy, jak sytuacje z dzieciństwa, z przeszłości (dalekiej, bliskiej) mają wpływ na naszą postawę. Najczęściej my fizycznie nie pamiętamy tych zdarzeń, jednak one ciągle widnieją w naszej psychice. Dlaczego tak ciężko powstać i powiedzieć: "Kocham siebie, jest dobrze!" Ponieważ należy zrobić dwie rzeczy: 1) zmienić tok myślenia, można zrobić to natychmiastowo (np po przeczytaniu tego tekstu) i to jest bardzo ważny tok, 2) Tworzyć nowe wydarzenia w życiu, pozytywne, które zakryją nam te poprzednie i nie poddawać się-jest to trudny i długi okres, ale jak najbardziej wykonalny. Pozdrawiam serdecznie.
K
Klepka
13 kwietnia 2013, 14:10
Ostatni akapit mnie po prostu zabił. Sama od lat walczę z tym, że nienawidzę siebie i muszę powiedzieć, że TO NIE JEST ŻADNA MODA I TO NIE JEST WCALE ŁATWE. To nie jest żaden dekadentyzm tylko głęboki problem psychiczny. Niełatwo się od tego uwolnić, potrzeba dużo czasu. Najłatwiej jest powiedzieć, że nie warto jest się przejmować tymi, którzy cierpią bo napewno sami tak chcą, bo to taka moda, bo napewno nie przyłożyli wystarczająco dużo starań by być szczęśliwi i kochać siebie. Polecam książkę Johna Bradshowa "Toksyczny wstyd".
JT
Jak to co?
20 października 2012, 09:29
a ja lubię siebie i co tu z taką zrobić? Wtłoczyć jej poczucie winy z bzdurnych powodów, podkładać nogi, tępić, oczerniać, hejtować w necie, być gremialnie przeciw, a za jakiś czas się ja wykończy. Nie ma ludzi niezniszczalnych.
T
Tolo
20 października 2012, 09:15
 @Ja Możesz byś rozwinąła myśl, bo ja po lekturze powyższego artykułu mam wrażenie, że autor - jezuita  raczej sprawę sygnalizuje i właśnie problematyzuje, przestrzegając przed zbytnimi uproszczeniami. Może ostatni akapit nie brzmi zbyt ciekawiee, ale całość całkiem, całkiem. Ja wokół siebie widzę narastającą falę tego zjawiska.  Natomiast Ty "Ja" jednym zdaniem podsumowałaeś tych całkiem sympatycznych jezuitów. Może to jendak Ty upraszczasz :) Warto przekraczać siebie, zwłaszcza jeśli masz z tytułowym problemem problem
J
JA
20 października 2012, 07:41
cholerni jezuici... Morgalla, upraszczasz sprawę, kolego. Nienawiść do siebie jest bardzo skomplikowanym zjawiskiem. Bardzo.
A
adfa
19 września 2012, 15:49
 zachęcam do lektury najnowszej "Polityki". Tam są dane, które potwierdzają, że nasi młodzi i coraz młodsi nienawidzą siebie!
B
Basia
17 września 2012, 01:58
   Ja KOCHAM  SIEBIE ,bo znam swoja wartosc ,im wiecej robie dobrze ,tym bardziej Kocham SIEBIE . KOCHAM BOGA  i BLIZNIEGO JAK SIEBIE SAMEGO .  BOG w PRZYKAZANIU MILOSCI mowi mi ,ze mam kochac siebie,zeby miec sile kochac BLIZNIEGO.  Dlugo bylo tak ,ze bardziej kochalam blizniego niz siebie samego i co ?  Podobnie jak MATKA TERESA Z KALKUTY wypalilabym sie a tego wcale nie chce DOBRY BOG , KTORY ZYJE WE MNIE I DZIALA PRZEZE MNIE . Jesli chodzi o to " KARANIE " to wiem NAPEWNO ,ze DOBRY BOG nas nie kaze tylko KOCHA .TO MY SAMI SIE KARZEMY JAK ROBIMY ZLE...lub cierpimy ,bo inni nasz skrzywdzili ...
K
ktoś
23 maja 2012, 10:45
cudowny artykuł, zapowiadało się na coś mądrzejszego, niż krytykę człowieka, któremu ze sobą dobrze, który nie chce widzieć problemu, nienawiść do siebie owszem często robi się modna, tylko, że większość przypadków pochodzi z winy wychowania w nieodpowiedni sposób, jeśli dziecko słyszy wyłącznie krytykę, jest oceniane i "prześladowane" w jego mniemaniu na każdym kroku, mądrzy rodzice w imię najwyższej miłości nie liczą się z osobą dziecka, to jak taki człowiek ma normalnie funkcjonować w późniejszym życiu ? może jedynie walczyć ze sobą aby zwalczyć piętno nadane przez dzieciństwo, mało kto będzie potrafił popatrzeć na siebie z boku i stwierdzić, "nie będę marnował czasu na głupoty, idę się pocieszyć bo wszystko ma sens", nie, taki człowiek będzie z trudem patrzeć w lustro, będzie uciekać przed własnymi myślami, będzie chciał się unicestwić i nie dlatego, że mu wygodnie, słabsze jednostki odpadną, jedni przystaną na to jacy "są", silniejsi będą walczyć aż poczują satysfakcję i szacunek do siebie, ale to nie jest na pstryknięcie palcami, to długa, wieloletnia, żmudna droga, więc proszę aby nie określać i oceniać wszystkich i wszystkiego w tak ignorancki sposób bo właśnie to jest łatwie, wygodne i przyjemne
AB
Adam Bury
17 kwietnia 2012, 00:01
 nienawisc??nic nie znaczy wobec Bozej Milosci!Jest nawet w stosunku do niej smieszna.Co do psycholpgow-to nie ma zlych psychologow,sa tylko osoby,ktore mysla,ze psycholog pstryknie palcami i stanie sie cud...psycholog to nie Bog!Pozdrawiam
P
psycholog
11 kwietnia 2012, 08:11
 a ja się nie nawidzę i uwielbiam i nie nawidzę psychologów co wszystko wiedzą a udają, że niby nie wiedzą i tylko uwodzą innych
A
Agata
10 kwietnia 2012, 21:03
Poczucie wartości jest budowane w człowieku od dzieciństwa. Często wskutek błędów wychowawczych nie jest one takim jakim być powinno. Jednak dorosła osoba ma duże szanse na wypracowanie szacunku dla siebie. Jest to trudny, żmudny i długotrwały proces, ale warto podjąć walkę, ponieważ "kontemplowanie" negatywnych opinii o sobie grozi chorobami, które cięzko potem wyleczyć.
T
tak
9 kwietnia 2012, 11:59
Koto 72, tak się głośno zastanawiam... Z Twego wyznania wynika, że nie lubisz siebie bo inni  albo Cię nie lubią ,albo nie  powinni ( jak sądzisz)Cie lubieć , bo: jesteś delikatny ,masz zbyt słaby charakter, bo wypełniasz przykazania , masz nieradykalne poglądy. Tak się zastanawiam, czy nie za bardzo pozwalasz innym, w rzeczywistości albo w Twoim umyśle, wtrącać się w swoje życie. Dlaczego Inni mają decydować czy jest wartościowym człowiekiem czy niewiele wartym? Dlazcego to oni mają być wyroczmią? Czy film, książka, krajobrazy podobają Ci sie tylko wtedy gdy podobają się innym? Jeżeli w tych sprawach chociaż trochę opierasz się na własnej opinii, to może też w swojej własnej sprawie powinieneś zrobić to samo? Tak mi się wydaje, że jeżeli wiem kto jest dobrym i wartościowym człowiekiem ( mam przed oczyma obraz takiego człowieka) i kieruję się tymi zasadami w życiu ( z upadkami , ale kto nie upada?) to chyba jestem w porządku. Piszesz , że masz słaby charakter. Obawiam się, że tysiące ludzi mogło by się pod tym podpisać. O ile życie byłoby piękniejsze gdybym robił to co wiem, że jest słuszne , a jakos zbyt często tego nie robię. Mam prze doczami ideał człowieka, ale jednocześnie wiem, że go nie osiągnę . Idealny i bez grzechów jest jedynie Bóg. To wiemy na pewno. A Przecież Bogiem nie jestem. Pozdrawiam. Przydałby się tu głos doświadczonego księdza, bo może ja niemam racji?
ZT
znowu ta nieznośna
9 kwietnia 2012, 01:10
a ja lubię siebie i co tu z taką zrobić?
A
Anonim
8 kwietnia 2012, 22:02
 ja sie nienawidze, bo jestem brzydki i dobrze sie ucze,przez co czuje sie inny
8 marca 2012, 18:25
Ja nienawidzę siebie za to,że jestem zbyt delikatny,taki trochę niemęski.Taki człowiek w mojej społeczności (a i w latach szkolnych w mieście) nie jest akceptowany. Przez swój zbyt słaby charakter,swoja zbytnią wrażliwość zachorowałem na padaczkę z objawami schizofrenii. Troche obwiniam za to rodziców,trochę siebie ,a trochę Boga. Starając się wypełniać przykazania,nie obgaduję innych ,nie naśmiewam się,nie piję(bo mi nie wolno)Taka osoba nie jest lubiana.Mam tez inne,nie tak radykalne poglądy,przez co jestem trochę wyobcowany. Widzę, że taka poprawność się wcale nie opłaca, bo często mam doła i zażywam leki.
A
anonimowa.
24 lutego 2012, 21:52
Nienawidzę siebie, robię rzeczy, których potem żałuję, jestem gruba, głupia i wgl.
L
lila
6 stycznia 2012, 01:11
super...pomoglo:)
Z
zyczliwy
20 grudnia 2011, 21:41
~y75u! a ja juz cie lubie :)
Y
y75u
20 grudnia 2011, 21:32
ja siebie nienawidze i koniec:(:(:(
A
aannonim
14 czerwca 2011, 20:45
 lanie wody na dwie strony, zadnych konkretow, autor lubi slowotok,  Moja rada dla tych co nie "lubia siebie"- nalezy walczyc,  a bronia jest ignorowanie swoich slabosci, ale zanim to sie zrobi, trzeba uswiadomic sobie dana slabosc i poszukac rozwiazania, zeby powoli zaczeła ona znikac. Słabosci sa obrazami z przeszlosci, np zakazami naszych rodzicow, albo tez doznaniem krzywdy, ktora teraz przenosimy na innych i walczymy ze soba, zeby tego nie robic. Celem naszej walki, jest osiagniecie takiego  stanu rzeczy, takiego zycia, o ktorym sami marzylismy w dziecinstwie... Powodzenia;-)
?
???
5 maja 2011, 08:31
Nikt, z dużej litery. Jesteś odwrotnością nienawidzącego się. Masz tyle w sobie potencjału, tylko nie ma tych którym byś mógł, czy mogła się udzielić. Swoją drogą ci co się nienawidzą, może oni są tak skupieni na sobie, że aż do przesady. To skupienie jest całym problemem. W tym miejscu psycholog może jeszcze większym pogrążeniem się? Nikt, a może chodzi o to, że się chce służym tym wybranym, miłym sercu, a nie jakimś innym "niktom"?
R
R
4 maja 2011, 09:52
Bo jest za dużo ludzi, za duż wrzasku, za dużo samochodów, za dużo informacji, za dużo gadania, za dużo zmian, za dużo wszystkiego. W końcu umysł wysiada i nie daje juz rady tego wszystkiego organizować. I człowiek w odruchu samoobrony - zamyka się i zaczyna nienawidzieć siebie, bo stwierdza, że nie daje z tym wszystkim rady. Nawiązując do cytowanego tu Pascala, powiedzial on i to: "Wszystkie nieszczęścia na świecie biorą się z tego, że ludzie nie potrafią samotnie wysiedzieć we własnym pokoju" (cytuję z pamięci). Ten geniusz wszystkie zajęcia traktował za głupią rozrywkę. Zalecał jedynie matematykę. Ta jednak, jak wiadomo "trendy" nie jest. Artykuł świetny.
N
nikt
4 maja 2011, 09:02
"Fajnie jest bardzo rzucać słowa na wiatr, uderzać grochem w ścianę, najfajniej zaś ostatnie słowo podarować... Zamknąć się. I fajnie jest trudzić się ponad zmęczenie, braki pieniężne, inne niedostatki trudzić się innego nietrudzeniem, owszem, korzystaniem braniem, nieoddawaniem. Fajnie jest iść samemu na spacer ścieżką wytartą niemiłosiernie, codzienną, nie w nieznane, iść nią zamiast wspinać się na połyskującą w słońcu górę. Kochać tylko tęsknotą. Fajnie jest na siebie umrzeć." Zawsze można się uśmiercać.
Z
zwykła
3 maja 2011, 23:02
Niesamowicie pomocny artykuł! Nie ma co! Chyba przeznaczony dla ludzi, którzy są w początkowej fazie nienawiści do siebie samego. Ja chcę kochać Boga, chcę kochać siebie, ale mi to nie wychodzi. Samotność i inne problemy to powody. Brakuje mi juz pomysłów na to, co robić, żeby działać na korzyść optymizmu. Pogrążam sie w beznadziei. Ktoś ma na to sposób?? Bo ja już nie mam siły.
K
kaska
25 października 2010, 18:16
przeczytałam caly artykul i nic mi on niedal. Chyba lepiej isc do psychologa. Niz zamykac sie jak zwykle w swoim pokoju, odcinając sie i zdejmując maskę i płacząc. Bo nienawidzi sie siebie, a ma sie wokolo tylu serdecznych ludzi, chlopaka, przyjaciolke...rodzine... a ma sie wrazenie ze jest sie z tym samemu. Niechce sie czlowiek otwierać bo jeżeli to zrobi to nikt nie rozumie. I w takich chwilach ma sie ochote się stoczyć na samo dno.O tym o czym sie czasem z utesknieniem marzy. Ja marzę o tym dosyć często... jak wkoncu nadchodzi upragniona chwila jak ja biorę narkotyki...już teraz mam problemy z alkoholem. Gdy czuję to uczucie nienawiści idę sie zapić w trupa. I tak ciągle. a Gdy niemoge to siedze i płacze. To zabawne, ale emo istnieją. I tak żalosnie sie teraz czuje.
T
tomasz
16 września 2010, 14:16
 a może czasem w tej bezradności nieradzenia sobie z sobą powiedzieć głośno i wyraźnie to co powiedział  Maks w Seksmisji, gdy nie chciała zjechać winda ? Albo zacytować ostatnie słowo ze stenogramu rozmów pilotów w Smoleńsku ? :) i przejść do rzeczy :) ...
W
wizjer
16 września 2010, 13:56
Wczoraj był krótki wywiad z panem politykiem co to kandydować zamierza choć niezaradny taki. To nie fair pokazywać widzom jak skubie palce...
L
lulek_czarny
24 sierpnia 2010, 00:17
czlowiek bombardowany jest z każdej strony, że ma byc "sexy', "trendy" i "cool".
Ed Camp
Ed Camp
23 sierpnia 2010, 22:10
Jolka, ja chodziłem do szkoły i jakos nie moge zrozumieć twojego wpisu. Czy ty aby na pewno przeczytałaś tekst?... Wydaje mi się, że pokazuje on prawdziwą naturę wielu współczesnych narcyzów i narcyzek, którzy z wierzchu są lukrowani, a spod spodu zioną pustką i tą tytułową nienawiścią siebie. Nigdy nikogo takiego nie spotkałaś?
J
Jolka
23 sierpnia 2010, 16:33
Ludzie czy Wy chodziliście do szkoły? Czytając to, dopiero można popaść w depresję, koszmarne błędy w podstawowych, często używanych słowach.... istna masakra dla czytającego...
R
R
9 sierpnia 2010, 11:35
Jejku żeby to wszystko było takie proste i piękne... Jak mało kompetentny jest ten kto tak jednoznacznie wygłasza takie bzdurne tezy?? Jak niewiele (lub nic) nie wie o złożoności tego problemu?? Moim zdnainiem jeśli się nie ma NIC sensownego do powiedzenia (tudzież napisania) to lepiej nie mówić (pisać) NIC. Atrykuł bezużyteczny, a nawet szkodliwy. Ale ksiądz jest od mówienia albo pisania. Co innego ma robić przez cały dzień?
C
czarna
9 sierpnia 2010, 11:01
ostatnie zdanie w frmie pytania jest tak glupie ze utopilo w szambie calosc artykulu ..
.
...
10 kwietnia 2010, 21:52
Magda  .... w pewnych momentach miałem podobne do Ciebie odczucia .... niestety. Możemy o sobie bardzo wiele złego powiedzieć i jest to prawda tego Świata. ... jedną rzecz w sobie naprawdę podziwiam,                 serce               ,może na Twoje Serce czeka nie jeden, ale .... ludzi. Jeśli je otrzymałaś od ... ,to nie zmarnuj tego daru.
M
magda
10 kwietnia 2010, 21:11
dziękuje wam Tolku i Joanie wasze słowa dały mi wiele do myslenia i dodały siły.Teraz bende bardziej doceniać to co mam a nie wciąż uganiać sie za pięknem zewnętrznym no przynajmniej sprubuje.Owszem zawsze chciałam być piękna ale wiem że nie tylko piękno zewnętrzne sie liczy ale również t co każdy z nas czuje tam w śroku i o czym trudno rozmawiać...i mam nadzieje że za killka lat spotkam kogoś kto pokocha mnie za to jaka jestem a nie jak wyglądam;)
T
Tolek
10 kwietnia 2010, 09:20
Madziu, czy myślisz że te piękne szczypłe modelki na wybiegach nie mają problemu z utrzymaniem tej "idealnej figury" to właśnie one najczęściej popełniają samobójstwa. Pan Bóg stwożył nas takimi jakimi jesteśmy. Zapewniam Ciebie że prawziwy mężczyzna nie patrzy na wygląd zewnętrzny lecz na sece swojej partnerki dla jednego będzie pięka ta dla drugiego inna. Jeżeli będziesz rozsiewała aure swojego niepokoj to bedziesz wyglądał tak jak się czujesz, zacznij sobie powtarzać jestem najpiekniejszą osobą na świecie ponieważ to Bóg mnie kocha, a dowodem tego jest że mnie stwożył. podnieś głowę wysoko dla Boga jeżeli twoje oczy się nie śmieją to ludzie "nie chcą Tobie przeszkadzac zacznij się uśmiechać do nich. Wyczuwam w Tobie potężny potencjał pięka wewnętrznego, jeżeli byś była jak piszesz głupia i wstrętna to miałabyś przyjaciuł? Niedawno przebywałem przez miesiąc w szpitalu psychatrycznym na leczeniu depresji i wyobraż sobie że właśnie tam poczułem się lepiej jak w domu dopiero tam mogłem być sobą właśnie tam spotkałem prawdziwych ludzi z ich słabościami a zarazem bardzo ludzkich i przepięknych wewnętrznie nie grających ża ja to nie ja to zupełnie ktoś inny (mam na myśli ludzi którzy grają lalki babi).  Muszę tobie powiedzieć że mnie również męczy ta wieczna  pogoń z wydumanym ideałem. Doradzam Tobie posłchaj przyjaciuł tylko oni widzą pięko Twojego wnętrza a cała reszta nie zna Ciebie. I na koniec ostatnie pytanie czy naprawdę chcesz przeżywać dramat dziewczyny która jest pięknie opakowana (ma pieke ciało) i spotyka chłopca na jedną noc i ten chłopak dostrzega że wewnątrz tak jak i na zewnątrz jest tylko lalką barbi (na zewnątrz piękna a wewnątrz pusta jak dzwon oczywiści według jego mniemania)?    
9 kwietnia 2010, 23:05
Magda, niestety, żyjemy w takim świecie, gdzie często ludzie oceniają siebie nawzajem wg kryteriów urody, zamożności itd. Nie tylko w tzw. relacjach towarzyskich, również w pracy wśród dorosłych, dojrzałych osób bywają stosowane są kryteria pozamerytoryczne. Często liczy się ogólna umiejętność dobrego "sprzedania się", a nie rzeczywiste wartości. Może ludziom nie chce się poznawać innych bliżej, zauważać walory duchowe poznanych osób, zastanawiać się nad wartościami wyższymi, a może po prostu te powierzchowne "zalety" są dla niektórych bardziej atrakcyjne? Z tego co piszesz wynika, że masz swoje grono bliższych osób, więc nie jesteś na szczęście zupełnie osamotniona. Na pewno nie jesteś- jak piszesz- głupia i nie warta miłości, ale poczucie braku akceptacji ma wpływ na Twoje funkcjonowanie wśród rówieśników i pogłębia problem. Warto pogadać z kimś zaufanym (psychologiem?). Nie odmieni w magiczny sposób sytuacji, ale może pozwoli spojrzeć trochę inaczej na siebie i innych.
M
magda
9 kwietnia 2010, 20:54
Czuje się nie akceptowana przez chłopaków.Czuje że wszyscy dookoła mnie nienawidzą zdarzyło się żeby jakiś chłopak na ulicy się do mnie uśmiechnął czuje że wszyscy mnie nienawidzą.mam na tym punkcie obsesje gdy jakiś idzie spuszczam głowę;((Jestem brzydka i gruba;(((ale zawsze chciałam czuć akceptacje i odrobinę sympatii.mam kilku zaufanych kolegów i mówią źle przesadzam i żebym się nie przejmowała ale to nie pomaga nienawidzę się za to jak wyglądam jak patrze w lustro mam ochotę je zbić ze łzami w oczach marze że popatrzę w lustro i zobaczę kogoś innego ale tak się nie stanie;((Jestem po prostu brzydka i głupia i nie zasługuje na akceptacje chłopaków i miłość;((chciałam się zabić przedawkować tabletki ale nic to nie dało wymiotowałam całą noc nawet tego nikt nie zauważył;((moje przyjaciółki mi powtarzają że wcale nie jestem brzydka ale ja im nie wierze mówią tak bo mnie lubią a same to szczupłe piękne mają przyjaciół chłopaków a ja ;(((po co żyć?żeby być ciągle upokarzanym i wyśmiewanym?mam gdzieś takie życie.... Mam dość bycia ciężarem dla wszystkich dla siebie samej;(...........
K
kasia
3 stycznia 2010, 21:07
Jeny "przeRzuca" ;)
K
kasia
3 stycznia 2010, 21:06
dobra to żeśmy się dogadali i tyle :) tak to jest jak się słowa na klawiaturę przeżuca i nie słuchać intonacji rozmowcy, wszystko można opacznie zrozumieć. pozdrawiam
Jurek
Jurek
3 stycznia 2010, 20:19
kasiu, Twoje słowa oceniające mnie że jestem nieomylnym komentartorem,. który tylko ocenia i klsyfikuje innych i powinien się zastanowić dwa razy zanim coś powie (nawet tego nie powiedziałem) odebrałem jako atak na mnie, a nie jako wymiane zdań na temat artykułu. Być może ja czynię też podobnie więc moja uwaga odnosiła się równiez do mnie :)
K
kasia
3 stycznia 2010, 20:04
Czy wymiana zdań zaraz musi być nazwana atakiem? Czy jeśli ktoś się z Tobą nie zgadza to znaczy że Cię atakuje hmm...? Ten artykuł nie dotyka problemu, on go bagatelizuje a to różnica. A jeśli ten fragment z książki jest wyrwany nawet z kontekstu i suma summarum chodzi w niej o coś zupełnie odmiennego, to w takim razie lepiej nie przytaczać takich fragmentów, bo to tylko szkodzi autorowi i jego dziełu. Skoro jednak Ktoś go już tu umieścił, to oceniam to co przeczytałam i tyle.
Jurek
Jurek
3 stycznia 2010, 19:47
kasiu, rozumiem, że mówisz o mnie :). Ale dlaczego zaraz atak. Przecież napisałem, że artykuł ten nikogo nie uleczy. Wyraziłem też przypuszczenie, że agresywne zachowania mogą mieć swoje podłoże w braku akceptacji siebie nie stawiając znaku równości. Pisłaem juz w innym wątku. Nauczmy się rozmawiać ze sobą nie atakując się wzajemnie.
K
kasia
3 stycznia 2010, 18:28
Myślę, że warto czasem się zastanowić nad swoimi "jedynie słusznymi" poglądami i ocenianiu innych w tak łatwy i lekkomyślny sposób. Myślę, że ktoś kto boryka się z takim problemem wie, że żaden artykuł go nie uleczy, tak jak i "mądrość" ludzi, którzy nigdy nie zetknęli się z osobami mającymi problem z akceptacją siebie. Myslę w końcu, że miłoby było gdyby tacy nieomyli komentatorzy życia w końcu się otrząsneli i niewypowiadali na tematy o których nic nie wiedzą, zeby przestali oceniać i klasyfikować innych i zeby dwa razy pomyśleli zanim napiszą że nieakceptacja siebie = agresywne zachowanie, bo to też obrazuje jak mało wiedzą o tym problemie.
Jurek
Jurek
3 stycznia 2010, 17:31
Myśle, że warto czasem przyjrzec się swoim agresywnym zachowaniom bo może wypływają one właśnie z mniejszej lub większej nieakceptacji siebie. Artykuł tylko dotyka problemu ale pewnie ktoś borykający się z tym nie rozwiąze tego na poziomie przeczytania artykułu, który zreszta jest fragmentem większego opracowania
A
Athena
3 stycznia 2010, 16:24
Mniej więcej to wyraziłam w komentarzu, kasia :)
K
kasia
3 stycznia 2010, 14:29
Jejku żeby to wszystko było takie proste i piękne... Jak mało kompetentny jest ten kto tak jednoznacznie wygłasza takie bzdurne tezy?? Jak niewiele (lub nic) nie wie o złożoności tego problemu?? Moim zdnainiem jeśli się nie ma NIC sensownego do powiedzenia (tudzież napisania) to lepiej nie mówić (pisać) NIC. Atrykuł bezużyteczny, a nawet szkodliwy.
A
Athena
2 stycznia 2010, 23:25
Pewnie, słabi niech się wykończą, skoro nie mają siły.
W
Wojtek
18 grudnia 2009, 17:23
To prawda, trzeba uświadomić sobie własną wartość, a nie uciekać w zachwiane poczucie braku własnej wartości. Trafny i cenny aktykuł.

Skomentuj artykuł

Nienawidzę siebie!
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.