(fot. shutterstock.com)
Meszuge

Na dwóch krańcach Polski, w odstępie kilku dni, miały miejsce dwa bliźniaczo do siebie podobne wypadki drogowe. W obu przypadkach ofiarami byli piesi, młodzi mężczyźni, którzy w wyniku zderzenia stracili prawą nogę. Sprawcami byli kierowcy pod wpływem alkoholu. Ofiarom wypłacono odszkodowanie, skierowano na rehabilitację i przyznano skromną rentę, kierowcy - poczuwając się do winy, kierowani wyrzutami sumienia - dołożyli w ramach zadośćuczynienia nawiązkę…

Jak potoczyły się losy ofiar wypadków? Po pięciu latach, pierwszego z nich najłatwiej znaleźć w pijalni piwa, obok starego domu, w którym mieszka. Jest rozżalony i rozgoryczony. Codziennie opowiada tam o świetlanej przyszłości, jaka się przed nim rysowała i którą przekreślił mu ten pijany bydlak, s…syn - tu inwektywy sypią się jak z rękawa. Przekonany jest, że kobieta odeszła od niego z powodu kalectwa, a jego codzienne picie, zaniedbanie i ustawiczne użalanie się nad sobą nie mają z samotnością nic wspólnego. Właściwie słuchają go już tylko pijacy w barze (pod warunkiem, że stawia im piwo), którzy rozumieją ogrom jego tragedii i beznadziejne położenie. Razem z nim wyklinają pijących kierowców, złe kobiety, urzędników, przepisy…

DEON.PL POLECA




Drugiego mężczyzny akurat nie ma w Polsce. W Amsterdamie właśnie zakwalifikował się do mistrzostw Europy niepełnosprawnych w pływaniu. Przyjemnie było słuchać jego planów dotyczących treningów, marzeń o mistrzostwach świata. Ciepło robiło się na sercu, gdy z radością mówił o żonie i dzieciach (mają dwóch chłopaków), o prezentach, jakie im kupił, o tęsknocie za domem. Nie pozwolił nieść swojej torby - spokojnie, ale stanowczo oświadczył, że nie jest kaleką, jest tylko niepełnosprawny.

Bardzo spektakularny przykład, ale warto zdać sobie sprawę, że każdy z nas, każdego dnia dokonuje różnorakich wyborów, które mają wpływ na jakość naszego życia. I, choć rzeczywiście wiele jest w nim przypadków, spraw i zdarzeń, wobec których faktycznie jesteśmy bezsilni, to w dużej mierze odpowiedzialność za własne życie spoczywa jednak w naszych rękach.

W Polsce jest podobno około 900 tysięcy osób uzależnionych od alkoholu. Codziennie każda z nich dokonuje wyboru, podejmuje decyzję. Większość: "jestem alkoholikiem i dlatego piję". Niektórzy: "jestem alkoholikiem i dlatego chcę nie pić".

Też jestem alkoholikiem. I nawet jeśli Bóg, w którego w tamtym czasie nie wierzyłem, odebrał mi obsesję picia, to nie znaczy jeszcze, że odebrał mi też moją część zadania, czyli pracę, którą wykonuję każdego dnia, by zachować trzeźwość.

Każdego ranka, na kolanach, proszę o trzeźwy dzień i o to, bym miał szansę być potrzebnym, przydatnym. Jeśli wieczorem kładę się spać trzeźwy, czyli dostałem to, o co prosiłem, wypadałoby podziękować - więc to też robię. Czy jako człowiek uzależniony muszę to robić? Nie, nie muszę. Ale tak wybrałem, tak postanowiłem.

Kolega, któremu tę metodę zaproponowałem, przyznał po jakimś czasie, że ma ogromny problem z poranną modlitwą na kolanach. Po prostu wiecznie o niej zapomina. To też rozumiem, więc podsunąłem mu proste rozwiązanie, radę, którą i ja dostałem od kogoś: "jeśli masz problem z porannym klękaniem, to wieczorem wkop sobie papcie głęboko pod tapczan" - okazuje się, że to zawsze działa. No chyba, że tak naprawdę wcale nie chcesz tego robić…

Jedna ze "złotych myśli", które bardzo sobie cenię, bo pomaga mi w życiu, choć nie zawsze je uprzyjemnia, brzmi: "kto chce - szuka sposobów, kto nie chce - szuka powodów". Myślę, że warto ją zrozumieć i zapamiętać.

Oczywiście moje zaangażowanie i odpowiedzialność za własne życie nie kończy się na porannej i wieczornej modlitwie. Wiele lat temu przestałem się oszukiwać (i chyba nie tylko siebie) i jako wymówki stosować argumentu o braku czasu. "Odwiedziłbym matkę, która już wiele razy o to prosiła, ale… nie mam czasu, po prostu nie mam czasu…" - co za bzdura! Wizyta u matki, raz w tygodniu, zajęłaby mi jakieś 2-3 godziny. A ile czasu tygodniowo przeznaczałem na… telewizor? 15, 20 godzin? Nie jest więc prawdą, że nie miałem na to czasu, bo miałem go i mam nadal dokładnie tyle samo, co inni ludzie, 24 godziny na dobę. Prawdą natomiast jest, że ja tak właśnie decydowałem, takiego dokonywałem wyboru: że telewizor, a nie matka, i za to, prędzej czy później, w ten czy inny sposób, przyjdzie mi odpowiedzieć.

Matka staruszka to kolejny przykład rozdzierający serce, ale przecież są i takie zwykłe, codzienne: nie byłem z synem w ZOO, nie zabrałem go do kina, nie kontynuowałem nauki, nie pomogłem żonie, nie przeczytałem czegoś wartościowego, nie… tak wielu rzeczy nie robiłem, bo swój czas przeznaczyłem na coś innego. To nie kosmici kradli mi czas - to ja dokonywałem tych wszystkich wyborów, to ja podejmowałem decyzje. I to ja odpowiadam za ich konsekwencje.

Cóż jeszcze? Każdego dnia tworzę listę wdzięczności. Niektórzy ją piszą, ja mam ją w myślach, w pamięci. Każdego dnia jestem w stanie znaleźć przynajmniej kilka spraw, za które powinienem być wdzięczny. Tak - powinienem, bo nie są one czymś, co należy mi się jak psu kość, za to tylko, że raczę łaskawie żyć na tym najpiękniejszym ze światów. Po co mi to? Zauważyłem pewną prawidłowość - wdzięczność znakomicie zabezpiecza przed rozgoryczeniem, żalem, rozczarowaniem, urazą, zawodem. Tak, właśnie - w dużej mierze to ja sam wybieram, jak się chcę czuć, jaki ma być stan (kondycja) mojego ducha.

Usłyszałem kiedyś, że stawiam sobie poprzeczkę bardzo wysoko, że wiele od siebie wymagam, że to standardy, którym nie każdy może sprostać. Wysoko… nisko… nie wiem, nie znam się, ja po prostu pewnego razu zrozumiałem i przyjąłem, że alkoholizm nie usprawiedliwia - ALKOHOLIZM ZOBOWIĄZUJE. Podobnie jak trudne dzieciństwo…

O dorosłości świadczyć może strój lub dowód osobisty, ale o dojrzałości - zdolność do podejmowania decyzji, przyjmowania bez buntu konsekwencji własnych wyborów i odpowiedzialności za własne życie.

Pewnego razu, gdy opowiadałem historię o ofiarach wypadków, jedna ze słuchaczek zapytała, czy nie uważam, że to Bóg ich w ten sposób doświadczył? Zgodnie z prawdą odpowiedziałem, że nie wiem, ale nie wydaje mi się, by to Bóg kazał kierowcy wsiadać za kierownicę po pijanemu.

*Autor napisał książki, które stały się bestselerami.  "12 kroków od dna" oraz "Alkoholik"  to autobiograficzne opowieści o piciu, uzależnieniu i wyzwoleniu; tragiczne historie nieodwzajemnionej i zdradzonej miłości do alkoholu, które tylko życie mogło napisać. Najnowsza książka autora nosi tytuł Alkoholizm zobowiązuje.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

To ty decydujesz
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.