Telefon to nie tylko narzędzie – cyfrowy świat niepostrzeżenie przejmuje kontrolę nad nami

Telefon to nie tylko narzędzie – cyfrowy świat niepostrzeżenie przejmuje kontrolę nad nami
Fot. Depositphotos.com (168630230)

Czy smartfon to tylko bezstronne narzędzie? Algorytmy i przemyślany design aplikacji wpływają na nasze decyzje. Są projektowane tak, by zatrzymać naszą uwagę i skłonić do szybkich zakupów. W rozmowie o cyfrowych pułapkach i dojrzałości autorki pokazują, jak wygoda i powiadomienia usypiają czujność. Podpowiadają też, jak małe nawyki pomagają chronić relacje, zaufanie oraz krytyczne myślenie.

Rzeczywistość cyfrowa to nie "tylko" narzędzie – rzecz o tym, czy mamy świadomość, jak technologie są projektowane?

Agata Rusek: Nie wiem jak Ty, ale ja dość często potykam się w moich rozmowach z innymi o stwierdzenie: „telefon to tylko narzędzie, wszystko zależy od tego, jak go używamy”. Brzmi ono całkiem rozsądnie, prawda?

Magda Urbańska: Tak, sama tak często mówię, przyznaję. Choć dla mnie ten przekaz ma jednak drugie dno... Bo chyba nie do końca jest tak, że jesteśmy całkowicie wolni w jego używaniu...

DEON.PL POLECA



Agata Rusek: No właśnie. Im dłużej pracuję w social mediach i im więcej czytam o tym, jak powstają aplikacje, tym bardziej mnie to zdanie uwiera. Młotek leży sobie w szufladzie i nie ma najmniejszego wpływu na to, czy dziś wbiję nim gwóźdź. Oprócz tego, że daje mi świadomość, że wiem, jak i kiedy go użyć. Mój telefon jest za to naszpikowany aplikacjami, z których co jedna to skuteczniejsza we wmawianiu mi, gdzie powinnam ulokować moją uwagę i jakie kroki poczynić w ciągu najbliższych dziesięciu minut. Mam wrażenie, że bardzo łatwo nam dziś umyka, że po drugiej stronie tego małego ekranu pracują tysiące bardzo inteligentnych ludzi, których sukces zawodowy mierzy się tym, ile minut mojego wieczoru uda im się zatrzymać, a każdy kolor, dźwięk, czerwona kropeczka przy ikonce i każde przewijanie bez końca są przemyślaną decyzją całych zespołów projektantów o tym, co ma mi przychodzić łatwo, a co ma mnie kosztować wysiłek.

Wystarczy zresztą prosty eksperyment, który polecam każdemu, tzn. przejść świadomie i z uwagą jakąś procedurę związaną z aplikacją. Ot, na przykład zauważ, że założenie konta w serwisie z filmami zajmuje minutę i jedno kliknięcie, a jego zamknięcie bywa wyprawą przez pięć zakładek, ankietę „dlaczego nas opuszczasz?” i ostatnią szansę na „zostań z nami za pół ceny”. Czyli? Czyli ktoś usiadł przy biurku i zaprojektował moją rezygnację tak, żeby była męcząca, a moje pozostanie tak, żeby – na pierwszy rzut oka – nic mnie nie kosztowało. I wiesz, co mnie w tym wszystkim najbardziej zastanawia? Nasza – moja też! – nieustająca ufność. Wobec bliźniego w internecie, owszem, zaczynamy być coraz bardziej podejrzliwi, za to wobec aplikacji z jakąkolwiek sympatyczną czy popularną ikonką mamy zaufanie dziecka, które bierze cukierka od miłego pana. Klikamy „akceptuję wszystko”, bo ten przycisk jest duży i zielony, a „zarządzaj ustawieniami” mały i szary, kolejność treści na ekranie przyjmujemy jak prawo natury, a słowo „polecane” bardzo często czytamy tak, jakby polecała nam coś koleżanka, która dobrze nam życzy.

Magda Urbańska: Właśnie perfekcyjnie dotknęłaś wspomnianego drugiego dna [śmiech]. Wiesz, nigdy nie zastanawiałam się głębiej nad tym, o czym mówisz, ale rzeczywiście jest tak, że od dłuższego czasu walczę z wypisaniem się z różnych subskrypcji i często się poddaję. Małe ikonki, kolejne komunikaty. Po prostu szkoda mi na to czasu i e–maile nadal przychodzą, choć kasuję je od razu, widząc ich nadawcę. Łatwiej byłoby po prostu anulować subskrypcję, ale właśnie – jest to strasznie uciążliwe i czasochłonne. I to samo dzieje się w mojej głowie, gdy wchodzę na jakąś stronę i mam tam coś zaakceptować – często klikam to odruchowo, bezrefleksyjnie, byle by szybko dotrzeć do treści, usługi czy towaru, po który na tę stronę weszłam. Pośpiech i potrzeba szybkiego załatwienia sprawy usypiają często moją czujność. Widzisz to też u siebie?

Agata Rusek: Oczywiście. Nasze dzieciaki rosną obecnie na potęgę. Niedawno okazało się, że potrzebujemy nieprzemakalnych butów i nowych adidasów z białymi podeszwami na już. Otworzyłam znaną aplikację, zaczęłam szukać sklepu, gdzie mogłabym zrobić większe zakupy za jednym zamachem i po jakichś 3 minutach już miałam przed oczami cały teatr: „14 osób ogląda teraz ten produkt”, „w Twoim rozmiarze zostały ostatnie 2 pary”, a przy koszyku uprzejme przypomnienie, że brakuje mi tylko 23 zł do darmowej dostawy. No nic tylko dorzucić przy okazji czapkę, szalik i klapki kubota... na wszelki wypadek i “żeby się to opłacało”. Uderzające jest to, jak genialnie jest to wszystko opracowane: komunikat o ostatnich parach w rozmiarze dziecka trafia przecież prosto w mój matczyny lęk: jeśli nie kupię teraz, moje dziecko będzie marzło, a ja okażę się tą mamą, która nie dopilnowała. I tutaj znowu, uważam, że chrześcijaństwo przynosi nam kapitalne ostrzeżenia. Bo kiedy czytam opowieść o kuszeniu człowieka z Księgi Rodzaju, mam czasem wrażenie, że to pierwszy w historii opis bardzo dobrze zaprojektowanego interfejsu [śmiech]. Pytanie węża jest sformułowane tak, żeby Ewa sama poczuła, że czegoś jej brakuje, owoc okazuje się „rozkoszą dla oczu”, a cała decyzja zapada szybciej niż przewinięcie rolki. Tradycja Kościoła od wieków nazywa ten mechanizm pożądliwością oczu i nikt go nie wymyślił w epoce smartfonów. Nowe wydaje mi się tylko to, że dziś ktoś zarabia ogromne pieniądze na budzeniu mojej pożądliwości dokładnie wtedy, gdy jestem najbardziej zmęczona i najmniej czujna, a potem jeszcze uprzejmie mnie zapewnia, że to był mój wolny wybór (o tym wszystkim kapitalnie i bardzo prosto pisze np. Anna Lembke w “Niewolnikach dopaminy”, polecam!). Sama próbuję się bronić sposobami bardzo prostymi, wręcz babcinymi, np. zasadą, że to, co wpada do koszyka wieczorem, musi w nim przeleżeć do rana, a każdy licznik i każdą „ostatnią sztukę” powinnam traktować jak sygnał, że mogę spokojnie zamknąć kartę. Zwykle rano okazuje się, że buty rzeczywiście są potrzebne, ale czapka już niekoniecznie i cieszę się, że udało mi się zapanować nad pokusą szybkiego kliknięcia.

DEON.PL POLECA


Magda Urbańska: To jest od jakiegoś czasu też mój sposób na zakupy przez internet i śmiało mogę stwierdzić, że zaoszczędziłam w ostatnim czasie kupę kasy [śmiech]. Dotyka mnie to, co mówisz o kuszeniu w raju, wiesz? Mam takie poczucie, że jako ludzie wciąż walczymy z tym samym, od wieków, ale po prostu w innych okolicznościach, a pożądliwość jest bardzo przebiegłą bestią i pojawia się w nas na różnych płaszczyznach i z różnych powodów. Nie byłabym sobą, gdybym nie zachęcała do przyglądania się temu i nazywaniu wprost. Skąd we mnie takie a nie inne poruszenie, pragnienie, zachcianka? Nie reflektując nad tym, stajemy się trochę bezrozumnym konsumentem, któremu można wcisnąć wszystko za pomocą kilku prostych sztuczek, o których wspomniałaś wcześniej. Trochę przygnębiający obraz...

Agata Rusek: Madzia, a korzystasz czasem z GPSa? Bo on też jest dla mnie dobrym obrazem całego zjawiska, o którym dziś mówimy, czyli tego, że łatwość bywa bardzo świadomą decyzją projektową określonego gremium producentów. Ostatnio podróżowaliśmy z rodziną i wywiązała się nam bardzo ciekawa rozmowa, co by było, gdyby nagle siadł nam telefon. Czy wiedzielibyśmy, jak dojechać na czas? Co by się stało, gdybyśmy utknęli w korku? Czy to naprawdę byłoby coś złego, gdybyśmy się gdzieś zgubili? Czy zawsze trzeba znać drogę na starcie? Ta rozmowa bardzo dużo mi pokazała – także w tym aspekcie, jak niepostrzeżenie przyzwyczajamy mózg do tych dobrodziejstw technologicznych i jak wiele wyuczonej bezradności przy okazji reprodukuje to w życiu najmłodszych. My, dorośli, nie mieliśmy ani chwili zawahania przy stwierdzeniu: oj, no jak GPS padnie, to mamy drogowskazy czy atlas samochodowy w skrytce. Najmłodsze z dzieci jednak miało poczucie, że bez tego telefonu na pokładzie, nie trafimy do celu. Ale też – co lepsze – inne dziecko zapytało rezolutnie: no to skąd wiesz, gdzie teraz jesteśmy, a ja nie byłam w stanie mu na to odpowiedzieć, bo dopiero kiedy wyłączyliśmy GPS, zaczęłam świadomie śledzić drogowskazy. Moja czujność bardzo łatwo została uśpiona – przecież GPS wie, gdzie jesteśmy, więc ja nie muszę tego śledzić. Bardzo komfortowo. I w tym kontekście zastanawiam się, na jak wielu frontach to ułatwianie życia sprawia, że wypychamy nasz mózg na bezrobocie i nie ćwiczymy mięśni własnej wyobraźni. Klawiatura non stop podpowiada mi przecież zakończenie zdania, zanim zdążę je pomyśleć, serwis z filmami proponuje, co obejrzeć w piątek wieczorem z dziećmi, a błogosławiony Chat z GPT z ochotą napisze za mnie życzenia imieninowe dla księdza proboszcza, jeśli tylko go o to poproszę. Każda z tych rzeczy z osobna wydaje się drobiazgiem i niewinną pomocą. Razem składają się jednak na życie, o którym nie tyle decyduję sama i w które nie tyle wkładam własny wysiłek, tylko idę tam, gdzie się mnie prowadzi i powielam klisze, które ktoś mi nachalnie podsuwa pod nos. Pytanie brzmi: czy naprawdę chcę tak żyć? Czy rzeczywiście mam świadomość, że żyję w świecie celowo projektowanym?

Magda Urbańska: Uśmiecham się teraz, bo jadę jutro do spowiedzi i ostatnio opowiadałam mojemu mężowi, dlaczego za każdym razem, jadąc do mojego spowiednika, używam GPSa. Jechałam tą drogą już miliony razy, pewnie trafiłbym bez gadającego do mnie telefonu, ale on pokazuje mi objazdy w godzinach szczytu, albo utrudnienia na drodze, które są dla mnie sygnałem, że muszę wyjechać wcześniej, bo mam do przejechania z domu około 40 km. I nie oszukujmy się, zwalnia mnie z myślenia. Skupiam się na drodze, na ile potrafię, ale to, że urządzenie pokazuje mi, gdzie i jak skręcić i to, że – właśnie – nie muszę śledzić znaków i zjazdu z obwodnicy, jest sporym ułatwieniem, ale tak jak mówisz – zwalnia mnie z działania, większego skupienia, ćwiczenia mózgu, pamięci i koncentracji. I tak jest nie tylko z GPSem, ale znowu zajadę ojcem Ignacym [śmiech] i powiem: korzystaj, na ile ci to służy. Dla mnie używanie tego GPSa jest ułatwieniem i nie będę z tego rezygnowała, ale są takie rzeczy, które chcę i robię sama, od początku do końca ufając wyłącznie sobie i swoim umiejętnościom. Jak wspomniane przez ciebie napisanie życzeń. Myślę, że każdy z nas potrzebuje intelektualnego wysiłku. Pracuję jako nauczyciel i widzę, że są takie obszary w naszym życiu, do których nie warto wpuszczać czata GPT, które nigdy nie zastąpią żywego, samodzielnie myślącego człowieka.

Agata Rusek: Dokładnie. I jeszcze jedna myśl mi kołacze. Lata temu bardzo, ale to bardzo ujęły mnie rekolekcje ks. Krzysztofa Grzywocza, w których rozkładał on na czynniki pierwsze wartość zaufania i non stop podkreślał, że ufność – to, że Bóg człowiekowi nieustająco ufa – to jest pierwszy dar, jaki od Stwórcy dostaliśmy. Często wracam na modlitwie do tej myśli, bo mam poczucie, że weszliśmy w taki zakręt historii ludzkości, że zaufanie jako wartość jest ze wszech miar przez człowieka dezawuowane. Opinie pod produktem bywają kupione, zdjęcie mieszkania z ogłoszenia bywa wygenerowane, uśmiechnięta mama polecająca wózek dostała go w ramach współpracy i mówi tekst, który napisał jej dział PR, a nie poleca rzecz sama z siebie. Już nawet nie wspominam o scamach, fake–newsach czy łatwości fałszowania rzeczywistości, jaką generuje funkcjonowanie AI. Jesteśmy na prostej drodze do tego, by każde kliknięcie w internecie wymagało całego śledztwa, a zakupy rozeznawania godnego rekolekcji ignacjańskich. Ten stan ma swoją cenę: zmęczenie, po którym człowiek macha ręką i klika wszystko jak leci, albo podejrzliwość, która z czasem przestaje dotyczyć aplikacji i zaczyna obejmować ludzi i świat. Ten drugi scenariusz martwi mnie dużo bardziej, bo nieufność i/lub cynizm jest wygodny, łatwo udaje mądrość i bardzo skutecznie zamyka serce. Chrześcijanka, która nikomu nie ufa, trochę niepostrzeżenie dołącza do chóru zgorzkniałych komentatorek rzeczywistości, których internet ma już aż nadto, i coraz trudniej jej być świadkiem nadziei.

Magda Urbańska: Myślę, że nie tylko internet ma nadto zgorzkniałych komentatorek, ale robimy to sobie też w codziennym życiu, w relacjach z ludźmi... Wróciłabym tu do pytania, które już padło: na ile ci to służy? Po co ci to? O jakich niezaspokojonych pragnieniach ci to mówi? Czy to pomaga budować relację z samą sobą, Bogiem i drugim człowiekiem czy cię na te relacje zamyka? Tylko wiesz... My tych pytań nie zadajemy sobie zbyt często, sami wiążąc sobie kamień do szyi. One są trudne, bo wymagają zatrzymania, ciszy, szczerości wobec samych siebie. Kto ma nas dziś tego nauczyć? Kto ma uczyć bycia człowiekiem na tyle dojrzałym i rozumnym, by odróżnić fake od prawdy, by nie dać wkręcać się w jakąś narrację zabierającą pokój serca, albo nie być bezrozumnym konsumentem rzeczy, które do niczego nie są mi potrzebne...

Agata Rusek: Krótko mówiąc, pytasz, czy da się pielęgnować człowieczeństwo w gąszczu cyfrowych pułapek? Myślę, że da się i że znowu to jest coś, co możemy żmudnie i z osobistym wysiłkiem odkrywać dzięki wierze. Pan Jezus przecież pokazał nam, że człowieczeństwo pielęgnuje się w bardzo zwyczajnych rzeczach: w pracy, w obecności, w drodze, w rozmowie z bliźnim, w służbie. Z punktu widzenia aplikacji projektowanych przez człowieka są to czynności kompletnie nieefektywne, ale z punktu widzenia humanistyki o wiele więcej korzyści przyniesie nawet najkrótszy telefon do przyjaciółki zamiast serduszka pod jej zdjęciem, zakupy w osiedlowym warzywniaku u pani, która pamięta, do której klasy chodzi twój syn czy kwadrans w ciszy przed Najświętszym Sakramentem, gdzie żaden licznik nie odmierza czasu. I zawsze, naprawdę zawsze, można zrobić COŚ: wyłączyć powiadomienia z jednej aplikacji, przenieść drugą z pierwszego ekranu do folderu na samym końcu, odczekać noc z zakupem. To są drobiazgi, ale mam głębokie przekonanie, że właśnie z takich małych gestów buduje się dziś wolność i zaufanie... do siebie samej. A Ty, Madziu, jak się bronisz przed dyktaturą technologii w swojej codzienności?

Magda Urbańska: Mnie zakaz telefonów w szkole ułatwia robotę [śmiech]. Chcąc dać przykład i wsparcie moim uczniom, sama nie używam telefonu w pracy, w której spędzam – jak by nie patrzeć – kilka godzin dziennie. Przed i po pracy mam tyle rzeczy domowych, codziennych i rodzinnych, że telefon leży wyciszony na parapecie w kuchni i często o nim po prostu zapominam. Wczoraj wieczorem zaczęłam go szukać, a okazało się, że leżał na dnie mojego plecaka, bo zaraz po pracy byłam z synem na nabożeństwie różańcowym w naszym kościele i go nie wyciągnęłam, gdy weszliśmy do domu [śmiech]. I wiesz co? Pracuję w szkole od września, a już dziś widzę ogromną różnicę – mam coraz mniejszą potrzebę korzystania z różnych aplikacji i funkcji mojego smartfona. Ograniczam się do minimum, bo najpierw nie było na korzystanie z nich czasu, a ten przymusowy detoks sprawił, że zaczęłam czuć coraz większą wolność i coraz mniejszy przymus by po coś sięgać. Skoro tak świetnie sobie radzę bez niego teraz, po co mi on jutro? Coraz częściej korzystam tylko z tego, czego mi aktualnie potrzeba. Patrząc na mnie sprzed roku i dziś – widzę przepaść. Nie każdy jednak ma szansę pracować w szkole [śmiech].

Agato, co Ty na to byśmy za tydzień dotknęły tematu, który jakoś mocno leży mi na sercu? Czy możemy zadać sobie pytanie, kto dziś ustala, co oznacza „dobra matka”, „atrakcyjna kobieta”, „zdrowe ciało”, "spełniona żona", „produktywna pracownica”? Jakie obrazy wsiąkają w nas z małego ekranu, którym bombardujemy nasz mózg... i serce. Co Ty na to?
Agata Rusek: Świetna myśl. Być może pozwoli nam to kontynuować wątki, które dziś tylko zasygnalizowałyśmy.

Z wykształcenia pedagog i doradca rodzinny. Z wyboru żona, matka dwóch synów. Nie potrafi żyć bez kawy i dobrej książki. Autorka książki "Doskonała. Przewodnik dla nieperfekcyjnych kobiet". Prowadzi bloga oraz Instagram.

Żona, mama, córka, z zawodu animatorka społeczności lokalnych, z zamiłowania doktorka nauk społecznych, w wolnych chwilach pisze bloga "Dobra Wnuczka" i prowadzi konto na Instagramie. Razem z mężem od lat zaangażowana w Ruch Spotkań Małżeńskich i wrocławską Wspólnotę Jednego Ducha. 

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Telefon to nie tylko narzędzie – cyfrowy świat niepostrzeżenie przejmuje kontrolę nad nami
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.