Ambiwalencja wielkanocnych przeżyć – wiara, emocje i nasze wewnętrzne sprzeczności

Fot. Gemini Generated

Wielkanoc to czas kontrastujących przeżyć. Radość i smutek, życie i śmierć, egzaltacja i depresja, każde w całej gamie swoich odcieni, towarzyszą nam w tych dniach szczególnie. Piszę o tym w kontekście chrześcijańskich świąt Wielkiej Nocy, ale nie dotyczy to tylko chrześcijan. Dotyczy to każdego człowieka, nawet jeśli nie łączy tego z wyznawaną wiarą.

Kontrast takich stanów emocjonalnych jest bowiem charakterystyczny dla człowieka i przez niego mniej czy bardziej świadomie przeżywany. Czy chcemy tego, czy nie, jesteśmy istotami nastroju, emocji chwili. Reagujemy nieświadomie, biologicznie i instynktownie, ale i próbując racjonalizować przeżycia, wartościować je i kształtować przez wychowanie i wykształcenie, przez formację i świadome odczytywanie rzeczywistości i szukanie najlepszych odpowiedzi.

DEON.PL POLECA

 

 

Jest coś niesamowitego w postaci Marii Magdaleny, która jest taką ‘sztandarową’ postacią Wielkanocy pośród uczniów Chrystusa. Pełna emocji, miłości do Pana, a jednocześnie tak zapatrzona w cierpienie i żałobę, że niezdolną do oderwania swoich myśli od krzyża, śmierci i grobu, nie rozpoznająca w nieznajomym w ogrodzie nie ogrodnika, ale samego Chrystusa, który zmartwychwstał.

Może łatwo mi to mówić, bo my zostaliśmy pouczeni jej przykładem, ale przecież wystarczy popatrzeć tylko pobieżnie na nasze współczesne uwarunkowania, jak bardzo jesteśmy uwięzieni w swoich ‘klastrach’ intelektualnych, społecznych, politycznych czy kulturowych. I to najczęściej nie jakoś specjalnie świadomie wybieranych, ale raczej wg schematu, że tak wyszło, tak się życie potoczyło. Dzisiaj, przez łatwość i dostępność komunikacji medialnej, z mediami społecznościowymi na czele widzimy, jak bardzo jesteśmy wtłoczeni w schematy algorytmów, ofert, sugestii marketingowych, wykorzystywanych także szeroko w polityce, że mówienie o tym, iż wybieramy świadomie i w sposób wolny zdaje się być lekko na wyrost.

Drugą postacią, którą musimy dzisiaj wspomnieć to św. Tomasz. Zyskał on przydomek ‘niewierny’, bo wzdragał się przez uznaniem tego, że Jezus zmartwychwstał i żyje. Przed chwilą jeszcze chciał umrzeć z Chrystusem (św. Jan Ewangelista przytacza słowa Tomasza: „chodźmy, aby razem z Nim umrzeć”), a po zmartwychwstaniu mówi twarde ‘jeśli nie zobaczę... nie dotknę palcem rany... nie uwierzę’.

Łatwo jest krytykować z naszej perspektywy Tomasza, myśląc sobie, że ja bym postąpił inaczej. Nie, nie postępujemy inaczej. Jesteśmy tak samo ‘gorliwi’ w niektórych sprawach. Tak samo obstajemy przy swoich wyobrażeniach i przekonaniach, nie dopuszczając żadnych wyjątków. I z podobną do Tomaszowej ‘gorliwością’ mamy cały swój zestaw owych ‘jeśli...’. A amplituda tych warunków jest całkiem spora.

DEON.PL POLECA


Bardzo ciekawym przypadkiem, jakiemu warto się przyjrzeć są dwaj uczniowie ‘idący’, a może dystansujący się i oddalający się od wspólnoty w Jerozolimie i zmierzający do Emaus. Oni już słyszeli o tym, że coś jest na rzeczy, że ponoć jest jakaś niezwykła nowość w historii z Jezusem. A mimo to oddalają się z Jerozolimy, zamykając się w swoim świecie smutku i powątpiewania. Nie potrafili się wyrwać z kręgu negatywnych myśli, nie zdołali odczytać znaków (jak choćby ‘pałającego serca’) i nie rozpoznali Nieznajomego aż do momentu, kiedy zniknął sprzed ich oczu.

W ten właśnie sposób patrzyli na te wydarzenia we wspólnocie jerozolimskiej niektórzy z braci, o czym świadczy ostatni fragment ewangelii św. Marka. Bo choć nie pisał go sam Marek, to w kręgu pozostałych uczniów tego rodzaju opinie musiały się pojawiać.

Patrząc na te doświadczenia pierwszej wspólnoty w Jerozolimie i niektórych z jej prominentnych przedstawicieli, możemy wyciągnąć kilka wniosków, i to całkiem pokrzepiających. Nasze wspólnoty chrześcijańskie po dwóch tysiącach lat borykają się z tymi samymi wyzwaniami, wzlotami i upadkami, co ta pierwsza, jerozolimska. To zniechęca, bo znaczy, że niczego się nie nauczyliśmy, popełniamy te same błędy, ale też, że kolejny raz się przekonujemy, że nie my zbawiamy świat i nie w naszej mocy jest pokonać zło i grzech. Możemy przyjąć tylko to, co jest nam ofiarowane.

Zwykle Wielkanoc kojarzymy z radosnymi przeżyciami. Ale to nie do końca tak jest. Ona wiąże się z całą gamą różnego rodzaju doświadczeń, nieraz bardzo ambiwalentnych. Nie można udawać, że ich nie ma. Czasem ich nie rozumiemy. Nie uciekajmy jednak od różnorodności przeżyć, bo to właśnie w nich jest nasze prawdziwe życie.

DEON.PL

Wcześniej duszpasterz akademicki w Opolu; duszpasterz polonijny i twórca Jezuickiego Ośrodka Milenijnego w Chicago; współpracownik L’Osservatore Romano, Studia Inigo, Posłańca Serca Jezusa i Radia Deon oraz Koordynator Modlitwy w drodze i jezuici.pl;

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Ambiwalencja wielkanocnych przeżyć – wiara, emocje i nasze wewnętrzne sprzeczności
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.