Bóg ukryty w absurdzie. Znajdź ślady Pana tam, gdzie kończą się schematy i ludzka logika
Miałam ostatnio okazję zobaczyć spektakl pt. „Salvador Delulu” inspirowany twórczością Salvadora Dalego. Twórcy starali się pokazać za pomocą tańca charakter i temperament ekscentrycznego hiszpańskiego artysty. Skorzystali oni z różnych elementów jego historii, wśród których najważniejszym był klucz i miska, gdyż Dali miał w zwyczaju zasypiać w fotelu z kluczem w ręku. Kiedy wchodził w początkową fazę snu zwaną hipnologią, klucz spadał i uderzał o miskę, a artysta budził się i zaczynał malować to, co jego mózg wytworzył w tym specyficznym czasie mieszania się snu i jawy. Właśnie do tego stanu nawiązuje drugi człon nazwy spektaklu, czyli „Delulu” – we współczesnym slangu określenie kogoś, kto ma nierealistyczne przekonania lub żyje w świecie fantazji.
Dali w 1971 roku udzielił wywiadu w Nowym Jorku, i oprócz tego, że przybył tam z mrówkojadem wypożyczonym z lokalnego zoo, to mówił też o tym, że jego sztuka nie ma żadnego przesłania. Nie ma nic do przekazania światu przez swoje obrazy, ale pragnie tylko uwiecznić to, co jest kawałkiem jego podświadomości. Takie postawienie sprawy przypomina nam, że choć analizowanie sztuki w poszukiwaniu analogii do literatury, historii, innych dzieł czy wydarzeń z życia twórcy, może być fascynujące, to jednak najważniejszy jest nasz subiektywny jej odbiór. Dzieła Dalego mogą być dla nas niepokojące. Często pokazują świat bardzo naturalistycznie, a jednocześnie są zatopione w absurdzie i surrealizmie. Łączą to, co naturalne, z konstrukcjami technicznymi i sprzętem naukowym. Część obrazów nawiązujących do chrześcijaństwa możemy nawet uznawać za obrazoburcze, choć sam artysta twierdził, że tworzy je chcąc pokazać naszą wiarę we współczesny sposób, a nie ją dyskredytować. Jakikolwiek nie byłby nasz osobisty odbiór tej sztuki, z pewnością może nas ona prowokować do zadawania pytań i szukania Bożego przesłania też w tym co absurdalne i co wymyka się prostym kategoriom naszych religijnych schematów.
Wyobraźnia to dar Boga
Warto zatrzymać się też chwilę nad fenomenem snów. W Biblii odgrywają one ważną rolę zarówno w Starym jak i Nowym Testamencie. Pan Bóg do wielu władców przemawiał przez sny, a swoim prorokom dawał dar ich tłumaczenia - taką zdolność miał np. Daniel czy Józef Egipski. W Ewangelii Boży głos słyszał w snach św. Józef i dzięki nim mały Jezus nie został zamordowany przez Heroda w czasie rzezi niewiniątek. Znaczy to, że również my możemy zobaczyć jakieś Boże przesłanie w tym, co wydarza się w nocy. Z pewnością możemy wtedy lepiej poznać samych siebie, bo to czas, kiedy nie działają już mechanizmy obronne i nasza podświadomość pozwala sobie na tworzenie obrazów, które mogą być dla nas niewygodne. Oczywiście nie należy przykładać zbyt dużej wagi do tego, co nam się śni, a już tym bardziej rozpatrywać ich w kategoriach moralnych. Jeśli w naszym śnie np. kogoś zamordujemy, to nie powinno to w nas budzić jakiegokolwiek poczucia winy, ale może nas zastanowić i zrodzić pytania np. o jakąś niewyrażoną złość.
W Kościele spotkać można nurty, które z dużym dystansem a nawet lękiem patrzeć będą nie tylko na sny, ale w ogóle na naszą wyobraźnię. Tymczasem ona też jest darem od Boga, który możemy w bardzo skuteczny sposób przekuć na budowanie z Nim relacji. Nieocenionym przewodnikiem na tej drodze był Ignacy Loyola, który w swoich Ćwiczeniach Duchowych zapraszał nas do kontemplacji Słowa Bożego z wykorzystaniem właśnie wyobraźni. Zachęcał by zobaczyć oczami duszy daną scenę biblijną i umieścić tam siebie samego - nie tylko w roli obserwatora, ale też czynnego uczestnika wydarzeń. Osoby, które uczą się kontemplacji ignacjańskiej na początku często doświadczają wątpliwości i zadają sobie pytania: „czy ja tak mogę?”, „czy to wypada?” albo zauważają słusznie – „przecież tego nie ma w Biblii”. Jeśli jednak przejdą przez to pierwsze zawahanie i pozwolą swojej wyobraźni czynnie uczestniczyć w modlitwie, doświadczają ogromnej bliskości Boga i są w stanie poznawać Go wszystkim zmysłami.
Wielki Post może być dla nas dobrą okazją do tego, żeby w tym czasie z większą uważnością szukać obecności Boga w różnych przestrzeniach naszego życia. Może na nowo usłyszymy Jego głos w sztuce, kulturze, muzyce, a może jeszcze bardziej w naszej własnej wyobraźni.
Ewa Bartosiewicz
Skomentuj artykuł