Oddaj. Wyrzuć. Usuń. Wykasuj. Odpuść. Zrezygnuj. I zacznij na nowo
3 stycznia. Kurz już opadł po Nowym Roku, ale to wciąż początek. Jeszcze się nie zestarzały noworoczne myśli o zmianach, chociaż tak kusi, żeby je odłożyć i zacząć dopiero siódmego, gdy skończy się świętowanie.
Kusi, żeby się znowu, jak co roku łudzić, że tyle jest w naszym zasięgu, że mamy cały rok (choć kto powiedział, że naprawdę mamy rok? Od śmierci dzieli nas nieustannie kilka sekund, kilka centymetrów, a pierwszy stycznia nie jest gwarancją dożycia do kolejnego nowego roku). Kusi, żeby snuć duże plany, żeby mówić sobie „w tym roku to już na pewno”. Nie od jutra, bo wiadomo, że jest tylko dziś, ale od konkretnej daty. Która potem okazuje się nierealna – więc jeszcze od następnej. A potem następuje zwykła seria: zaczynasz bać się i odkładać. Nie mieć siły i odkładać. Mieć czas na inne rzeczy – i przesuwać, aż zrobi się za późno, aż czasu zostanie za mało, aż skończy się kolejny rok.
W efekcie nasze życie zapchane jest niedokończonymi planami, rozpoczętymi w realizacji marzeniami, próbami zmiany podjętymi do połowy. Dobrą metaforą tego zjawiska jest dla mnie nieskończona książka. Pisałam dawno temu pewną książkę. Nie skończyłam jej. I istnieje sobie taka nieskończona. Są ludzie, którzy chcą, żebym ją skończyła. Ja nie wiem, czy chcę, ale czuję jakiś obowiązek, pisarską powinność, dług zaciągnięty u świata: zaczęłam pisać, powinnam skończyć. Pod taką metaforę można podłożyć wiele rzeczy: trzymanie w garażu drutów i papierów, żeby wreszcie zrobić wymarzony abażur do lampy w salonie. Wystające zza szafy sztalugi, pamiątka po próbie zmierzenia się z talentem plastycznym: może nie szło ci źle, ale nie tak dobrze, by zachęcało to do dalszych prób, albo okazało się mniej fajne, niż się spodziewałeś. A może to nie sztalugi, tylko gitara? I te stosy książek nieprzeczytanych, co to się powinno teraz znać, albo zapisane podkasty, których należałoby posłuchać, albo te ubrania, do których wciąż chcesz schudnąć (albo przytyć), choć tak naprawdę sentyment masz do siebie z tamtego czasu, a nie do tych konkretnych dżinsów, które można kupić w aktualnie pasującym na ciebie rozmiarze. Te newslettery, które są takie fajne, ale nie masz czasu ich czytać, a finalnie sprawiają, że dostawca maila alarmuje o braku miejsca na koncie.
Zanim znajdziesz sobie nowe miejsca zaangażowania, nowe nawyki do wyrobienia, nowe pomysły do spełnienia – odpuść sobie stare. Powiedz sobie na głos, że to już nie jest dla ciebie, już cię nie cieszy, nie musisz kończyć tego swetra na drutach zaczętego pięć lat temu z fantastycznej wełny z australijskich owiec od ciotki Matyldy – choćby już nigdy nie było drugiej szansy na tę wełnę. Pozwól sobie na poczucie straty: odrzucasz coś, jak karty w grze, żeby zrobić miejsce na nowe karty, bo wszystkie się nie mieszczą w ręce. Przypomnij sobie, że chcesz grać, a nie tkwić w miejscu z tym, co masz z poprzedniego rozdania z nadzieją, że się przyda, że gra wreszcie dopasuje się do tego, co masz w ręce.
Oddaj. Wyrzuć. Usuń. Wykasuj. Odpuść. Zrezygnuj.
Skasuj stare maile, odpuść połowicznie zrealizowane projekty, zrezygnuj z hobby, które cię nie cieszy, oddaj książki, których przez dwa lata nie udało cię przeczytać, daj córce sąsiadki tę australijską wełnę, niech zrobi z niej najbardziej wypasione rękawiczki na osiedlu. Odrzuć rzeczy, które nie są już ważne ani potrzebne, działania, które zabierają za dużo energii, relacje, które ci nie służą, a tylko ciągną w dół.
Wtedy możesz zacząć planować. Bez bagażu. Bez balastu spraw od lat nieskończonych, na których kończenie nie masz już ochoty poświęcać energii. Bez wyrzutów sumienia, poczucia winy, obawy, że nie spełnisz jakichś oczekiwań. Wtedy możesz zapytać siebie, czego w tym roku naprawdę chcesz i w jakim kierunku dobrze będzie iść. I iść tam – małymi krokami albo dużymi, jak potrzebujesz. A jeśli jeszcze zapytasz o wskazówki i opinię kogoś, Kto zna cię najlepiej, bo cię stworzył – ten rok może być najlepszym rokiem w twoim życiu. Takim, w którym radość wraca, dobrze się oddycha, a odgracone ze starych nawarstwień życie odzyskuje lekkość i sens.
Skomentuj artykuł