Piekło jest wybrukowane dbaniem o idealny wizerunek Kościoła

Piekło jest wybrukowane dbaniem o idealny wizerunek Kościoła
Fot. Depositphotos.com

Lubimy powtarzać, że dobrymi chęciami jest wybrukowane piekło. No więc nie, drodzy państwo, piekło jest wybrukowane usilnym dbaniem o idealny, nieprawdziwy wizerunek Kościoła.

Całkiem niedawno Michał Kłosowski rzucił dość niewygodną tezę: Kościół tak bardzo poszedł w cyfrowej ewangelizacji za trendami, że często nie dostrzega, że przy okazji porzucił swoje wartości na rzecz zasięgów i dążeń ich twórców. Idea jest szczytna, a raczej byłaby, gdyby zasięgi miały nieść Ewangelię – ale często sprowadza się do tego, że mają budować wizerunek. Nie ten prawdziwy; ten reprezentacyjny wizerunek instytucji Kościoła.

Rozumiem potrzebę posiadania w społecznym krajobrazie świetlistej latarni, czegoś o kształcie nienagannym, wizji dobra i mądrości, która dodaje otuchy i działa jak niezawodna nawigacja. Tą potrzebę widać mocno w ostatnich dniach, w których newsy o złych księżach biją się o zasięg z newsami o dobrych księżach: jeden był dobry i zginął straszną śmiercią. Inny zapomniał, że ma być dobry i dostał wyrok za straszne czyny. Dobry zginął na motocyklu. Dobrego potrącił motocykl. Inny zapomniał, że ma być dobry i został aresztowany za stalkowanie nastolatka. Jeszcze innego sąd wypuścił i zaraz znowu kazał aresztować, bo wykorzystywał seksualnie nieletnich. Ale najbardziej poruszył ten, co po prostu w praktyce pokazał Ewangelię, świadcząc swoją posiniaczoną twarzą. To była dla wielu osób świetlista latarnia. 

Media o tym piszą, robią z tych historii mini-seriale, bo to zasięgowe jest, czyli ludzie chcą czytać. A czemu ludzie chcą czytać? Bo księża wciąż są wizytówką Kościoła, a Kościół, mimo różnych prób i opinii na ten temat, jest społecznie ważny. Mamy w sobie gdzieś głęboko zakorzenione oczekiwanie, że ludzkie wartości, dobro, zasady moralne, troska o drugiego, szacunek, altruizm mają z Kościoła swoim natężeniem świetlistości aż bić po oczach. Jak wyłazi ciemność i mrok, i zło – robi się wciągająco; zaczyna się kolejna odsłona walki dobra ze złem. A jak się pojawia pozytywny bohater - razem z nim przychodzi rodzaj ulgi, jakieś małe życiowe catharsis. Takiej opowieści nie oprze się żaden ludzki mózg.

Dajemy się wciągać opowieściom. Jako storytellerka trenuję ludzi z pisania i wymyśliłam dawno temu proste rozgrzewkowe ćwiczenie, w którym trzeba napisać opowieść na trzynaście zdań. I choć efekty pisania czytane na warsztacie słyszałam mnóstwo razy, za każdym razem zachwyca mnie to, że nawet taka napisana na szybko mikrohistoria wciąga, że obecni zaczynają naprawdę słuchać, że to wystarcza, żeby poruszyć. Że ujmuje ich pozytywny bohater historii, choćby wiedzieli o nim trzy i pół zdania. My, ludzie, kochamy opowieści, kochamy ich pozytywnych bohaterów, kochamy dobro zwyciężające zło, szczęśliwe zakończenia.

W Kościele wiemy to doskonale, bo cała nasza wiara jest oparta właśnie o Wielką Opowieść o walce ze złem, o wielkim zwycięstwie, o tak kozackim happy endzie, że nikt go wcześniej jeszcze w historii świata nie wymyślił i nikt dotąd nie powtórzył. Problem w tym, że zamiast robić dobry PR Jezusowi, część instytucji Kościoła robi od dawna „dobry” PR sobie. 

Sytuacje, w których na kilometr czuć, że pod spodem chodzi o interesy, pieniądze, władzę, strach przed utratą kontroli – ale się je z wierzchu szpachluje na gładko pięknymi argumentami o czyimś większym dobru, nie przejmując się tym, jak jest naprawdę. Przyznać się do błędu, gdy się uważa, że jest się ideałem mającym wpływ na losy tysięcy ludzi? Niewychowawcze! Może sprowadzić na manowce. Zachwiać wiarą w instytucję, która ma nieść wartości, a nie publicznie się spowiadać z ich szargania!

Cała zabawa w 2026 roku polega na tym, że nawet gdy kolejna instytucja Kościoła pokaże taką pięknie zaszpachlowaną dziurę w swoim sumieniu, pomalowaną na gładko wałkiem (a czasem walcem) rozsądnie brzmiących argumentów, to zaraz się do tematu dobiorą internety, pokazując, że dziura pod szpachlą dalej jest i co w niej siedzi. I oklejając dziurę taśmami ostrzegawczymi z napisami: uwaga, hipokryzja. Uwaga, obłuda. Uwaga, drugie dno. Czasem zrobią to bardzo na wyrost, by dokarmić swoje własne interesy, i zaszpachlowana instytucja traci na tym podwójnie. 

Wśród moich (nie)ulubionych argumentów szpachlujących dziury w wizerunku idealnej instytucji są: prywatność duchownego, nie pani redaktor interes, wewnętrzna sprawa kurii (a ludzie znają sprawę ze szczegółami), odwieczny hit pod tytułem „Prawda sama się obroni”, „na to pozwala kodeks prawa kanonicznego” (ale KPK nie każe przy tym gnoić człowieka) oraz „świeccy nie muszą wiedzieć wszystkiego”. No nie muszą. Ale i tak się w końcu dowiedzą z TikToka "Faktu".

To jasne, że w Kościele świecimy światłem odbitym. Czasem pochłania je nasz własny mrok. I to też jest prawda o nas, ludziach Kościoła. Dlatego chciałabym bardzo, żeby mój instytucjonalny Kościół bardziej bał się Boga* niż utraty wizerunku. Wierzył, że prawda, a nie szpachla, jest mocą do pokonania trudności. I bardziej robił PR Jezusowi i Ewangelii niż niezmienności zasad funkcjonowania tej czy innej instytucji. Oraz przestał sprawiać, że się wstydzę, gdy muszę komuś tłumaczyć zawiłości oświadczeń jakiejś kurii. Żeby zaczął działać wbrew logice władzy i interesu, przyjąwszy postać ostatniego sługi. I każde głupie w logice świata, ewangeliczne działanie, które na pewno by odradzili ludzie od PR-u, marketingu, TikToka i inwestowania razem wzięci kwitować na konferencjach prasowych jednym prostym stwierdzeniem: tak robimy, bo tak by zrobił Jezus. Że to naiwne? Może byłoby, gdyby nie ludzie, którzy są w instytucjach Kościoła i mimo wszystko tak potrafią. Bo to możliwe, gdy ma się Szefa, dla którego nie ma nic niemożliwego. Ale dosyć utrudnione, gdy mając takiego Szefa, chałturzy się jakieś zleconka na boku...

*W zdrowo rozumianym znaczeniu bojaźni Bożej. 

DEON.PL POLECA



DEON.PL POLECA

Marta Łysek - dziennikarka i teolog, pisarka i blogerka. Twórczyni Maluczko - bloga ze Słowem, współautorka "Notesów duchowych", pomagających wejść w żywą relację z Ewangelią. Sporadycznie wykłada dziennikarstwo. Debiutowała w 2014 roku powieścią sensacyjną "Na uwięzi", a wśród jej książek jest też wydany w 2022 roku podlaski kryminał  "Ciało i krew". Na swoim Instagramie pomaga piszącym rozwijać warsztat. Tworzy autorski newsletter na kryzys - "Plasterki". Prywatnie żona i matka. Odpoczywa, chodząc po górach, robiąc zdjęcia i słuchając ciszy.  

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Piekło jest wybrukowane dbaniem o idealny wizerunek Kościoła
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.