Czy ksiądz ma prawo do słabości? List ks. Szymika budzi kontrowersje
Czy młody ksiądz, który przeżywa kryzys, potrzebuje przede wszystkim przypomnienia o wartości celibatu i wymaganiach kapłaństwa, czy raczej kogoś, kto pomoże mu zrozumieć własne emocje i trudności? To pytanie wróciło za sprawą „Listu do młodego księdza” ks. prof. Jerzego Szymika, opublikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Do tekstu odniósł się na Facebooku dominikanin Maciej Biskup, który choć nie podważa dobrej woli autora, to jednak zarzuca mu paternalizm, klerykalizm i nieufność wobec terapii. W tle tej polemiki znajduje się szerszy problem: jak Kościół powinien troszczyć się o księży, którzy potrzebują pomocy.
„Księża nie są tylko narzędziem ewangelizacji”
Maciej Biskup zaczął od osobistego doświadczenia. Jak napisał na Facebooku, miał okazję poznać wielu młodych księży z archidiecezji katowickiej. Spotykał ich między innymi podczas warsztatów formacji permanentnej, organizowanych z inicjatywy ks. prof. Grzegorza Strzelczyka i prowadzonych we współpracy z psycholożką z Katowic. Warsztaty koncentrowały się na ludzkim wymiarze życia księży: ich potrzebach, rozwoju i trudnościach. Punktem wyjścia była Ewangelia, którą o. Biskup określa jako objawienie Wcielenia. W jego ocenie formacja kapłańska nie może ograniczać się do przygotowania duchownych do wykonywania zadań duszpasterskich. Musi uwzględniać także człowieka, który te zadania podejmuje. „My księża, jeśli naprawdę również pragniemy zbawienia, to drogą do niego nie jest apoteoza naszej roli duchownego, ale droga naszej podstawowej tożsamości, którą jest człowieczeństwo” – napisał dominikanin.
To właśnie w tym miejscu pojawia się chyba najważniejszy argument tej polemiki. Jeśli ludzki wymiar życia księdza pozostaje zaniedbany, mogą pojawić się kryzysy, które utrudniają mu funkcjonowanie i rozwój. Ojciec Biskup zaznacza, że kryzys sam w sobie nie musi oznaczać porażki. Może stać się początkiem zmiany, ale może też prowadzić do poważnych konsekwencji, włącznie z odejściem z kapłaństwa czy próbami samobójczymi. Dominikanin zaznacza, że poznał historie księży zmagających się z takimi problemami. Nie przedstawia jednak danych pozwalających określić skalę tego zjawiska. Jego świadectwo jest przede wszystkim argumentem za tym, by w formacji kapłańskiej poważnie traktować kondycję psychiczną i emocjonalną duchownych.
Co niepokoi Macieja Biskupa w liście ks. Szymika?
Ks. prof. Jerzy Szymik w swoim tekście zwraca się do młodszego współbrata z perspektywy kapłana mającego za sobą wieloletnie doświadczenie. Przypomina o odpowiedzialności za głoszenie Ewangelii, zachęca do pracy nad niedzielnym kazaniem, przestrzega przed cynizmem i podkreśla znaczenie celibatu. Porusza również temat pieniędzy, samotności, seksualności i wierności powołaniu. Ważnym elementem listu jest przekonanie, że kapłan nie powinien uciekać od trudności ani szukać łatwych sposobów na poradzenie sobie z nimi. Autor przestrzega też przed liberalną teologią i krytykuje kulturę terapeutyczną, którą wiąże z próbą uwolnienia człowieka od cierpienia.
Maciej Biskup nie kwestionuje samej potrzeby przypominania księżom o wymaganiach ich powołania. Nie zarzuca też autorowi złych intencji. Pisze wprost, że nie ma powodów, by podważać jego autentyczną troskę o współbraci prezbiterów. Jego zastrzeżenia dotyczą przede wszystkim tonu i sposobu argumentacji. „Ale po pierwsze uderza w nim ton nie braterski ale paternalistyczny i klerykalny” – ocenia Maciej Biskup. W jego interpretacji list ustawia autora w pozycji doświadczonego przewodnika, który wie, jak młodszy ksiądz powinien postępować, czego unikać i jak rozumieć swoje trudności. Brakuje natomiast miejsca na perspektywę samego adresata: jego indywidualną historię, emocje i okoliczności, w których przeżywa swoje powołanie.
„Towarzysze broni” na duszpasterskiej wojnie
Jednym z elementów, które zwróciły uwagę Biskupa, jest język użyty przez ks. Szymika. W liście pojawia się określenie „towarzysze broni”, odnoszące się do ludzi, z którymi ksiądz mierzy się z trudnościami. Dla autora komentarza taka metafora może sugerować, że kapłaństwo to nieustanna walka, w której duchowni muszą pozostawać gotowi do obrony swoich przekonań i zasad. Biskup proponuje inną perspektywę: zamiast budować relacje przede wszystkim wokół wspólnej roli i zadań, warto skoncentrować się na obecności przy drugim człowieku. Odwołuje się przy tym do sformułowania Natalii de Barbaro o „strzelaniu z łuku prawdy”. Przeciwstawia mu cierpliwe „tkanie prawdy” w codziennych relacjach. Chodzi o taki sposób rozmowy, w którym prawda nie staje się argumentem wymierzonym w drugą osobę, lecz jest odkrywana w spotkaniu, wymagającym czasu i uważności.
To ważne rozróżnienie. Można przekazywać komuś trafne zasady, a jednocześnie nie umieć usłyszeć, z czym ten człowiek rzeczywiście się zmaga. Można też przypominać o wymaganiach powołania, nie pytając, czy osoba, do której kieruje się te słowa, ma obecnie siłę, by im sprostać. Ojciec Biskup nie proponuje rezygnacji z wymagań. Zwraca uwagę na sposób ich przekazywania i na to, czy w relacji między księżmi jest miejsce na słabość, pytania i prośbę o pomoc.
Terapia nie musi oznaczać ucieczki od krzyża
Jednym z najbardziej wyrazistych punktów polemiki jest stosunek do psychoterapii. Ks. Szymik przestrzega przed kulturą terapeutyczną i przekonaniem, że cierpienie należy za wszelką cenę usunąć z życia. W jego liście pojawia się zdanie: „Cierpienie jest dla Ciebie, miłość dla owiec – cokolwiek na ten temat myśli współczesna kultura terapeutyczna”. Maciej Biskup odpowiada na te myśl wskazując, że dostrzeżenie własnych potrzeb i skorzystanie z pomocy terapeutycznej mogą być sposobami przezwyciężania klerykalizmu. Nie chodzi o to, by każde cierpienie uznać za chorobę ani żeby terapią zastąpić duchowość. Problem pojawia się wtedy, gdy język ofiary i poświęcenia staje się argumentem przeciwko szukaniu pomocy. W takim ujęciu przyznanie się do bezradności może wyglądać jak brak wiary, a prośba o wsparcie – jak niezdolność do udźwignięcia powołania.
Tymczasem problemy psychiczne i emocjonalne nie znikają dlatego, że człowiek przyjął święcenia. Ksiądz również może potrzebować psychoterapii, konsultacji psychiatrycznej lub wsparcia w kryzysie. Skorzystanie z takiej pomocy nie przesądza o jego wartości jako kapłana ani o autentyczności powołania. W komentarzu ojca Biskupa kluczowe jest przekonanie, że ksiądz powinien umieć zaopiekować się sobą jako człowiekiem. Nie po to, by skoncentrować się wyłącznie na sobie, ale by móc towarzyszyć innym bez odgrywania roli człowieka, który zawsze zna odpowiedź i nigdy nie potrzebuje pomocy.
Franciszek i krytyka klerykalizmu
W swoim wpisie Maciej Biskup przywołuje wypowiedź papieża Franciszka, który przestrzegał przed klerykalizmem i podkreślał znaczenie zakorzenienia duchownych w życiu Ludu Bożego. „Klerykalizm natomiast to coś przeciwnego włączeniu. Osoba klerykalna stanowi część elity i nie uznaje się za członka ludu” – cytuje słowa Franciszka. W tym ujęciu klerykalizm nie oznacza jedynie nadużywania władzy czy traktowania wiernych z góry. To także sposób myślenia, w którym duchowny postrzega siebie przede wszystkim jako przedstawiciela szczególnej grupy, oddzielonej od zwykłych ludzkich doświadczeń.
Biskup przeciwstawia takiemu podejściu wizję Kościoła, w którym ksiądz pozostaje częścią wspólnoty, a nie kimś stojącym ponad nią. Przypomina też nauczanie Franciszka zawarte w adhortacji Evangelii gaudium, w której papież podkreślał, że wierni nie są jedynie odbiorcami ewangelizacji, ale jej podmiotami.
Ta perspektywa dotyczy również samych duchownych. Ksiądz nie przestaje być człowiekiem, który potrzebuje relacji, wsparcia i obecności innych. Nie przestaje też być członkiem wspólnoty, w której sam może otrzymywać pomoc. Właśnie dlatego – zdaniem Biskupa – troska o ludzki wymiar życia kapłana nie konkuruje z jego misją. Może być jednym z warunków jej dojrzałego przeżywania.
Czego potrzebuje ksiądz w kryzysie?
Polemika wokół „Listu do młodego księdza” pokazuje dwa akcenty w rozmowie o formacji kapłańskiej. Pierwszy podkreśla wierność powołaniu, odpowiedzialność, celibat i gotowość do przyjęcia trudności. Drugi przypomina, że ksiądz nie może sprowadzać swojej tożsamości do funkcji, którą pełni w Kościele. Te perspektywy nie muszą się wykluczać. Wierność powołaniu nie oznacza przecież, że człowiek ma ignorować własne ograniczenia. Podobnie troska o zdrowie psychiczne nie musi oznaczać odrzucenia duchowych wymagań ani ucieczki od odpowiedzialności.
Pytanie brzmi, jak połączyć te wymiary w praktyce formacji. Czy młody ksiądz, który mówi o samotności, przeciążeniu albo trudnościach w relacjach, spotka się przede wszystkim z przypomnieniem o obowiązkach? Czy znajdzie kogoś, kto najpierw go wysłucha, pomoże rozpoznać problem i w razie potrzeby skieruje do specjalisty? W swoim wpisie Maciej Biskup opowiada się za takim modelem towarzyszenia, w którym człowiek nie znika za kapłańską rolą. Nie twierdzi, że każde podejście do formacji jest niewłaściwe ani że zna odpowiedź na wszystkie problemy młodych duchownych. Przypomina natomiast, że troska o ich powołanie nie może pomijać troski o nich samych.
Można mówić księżom o tym, jak mają służyć innym, a jednocześnie zapominać, że sami także potrzebują wsparcia. Można przypominać im o krzyżu, ale nie wolno z góry zakładać, że każda trudność jest wyłącznie próbą wiary, którą trzeba przetrwać w samotności. Właśnie wokół tego pytania toczy się spór po publikacji ks. Szymika. Nie o to, czy kapłaństwo stawia wymagania, lecz o to, jak rozmawiać o tych wymaganiach z człowiekiem, który czasem sam nie wie, jak poradzić sobie z ciężarem codzienności.


Skomentuj artykuł