Dali swój dom potrzebującym. Historia rodziny z Lourdes, którą poznaje Leon XIV
W tym francuskim mieście, które Leon XIV odwiedza w sobotę 26 i niedzielę 27 września, małżeństwo prowadzi dom rodzinny oraz ośrodek przyjmujący „En casa”, przy wsparciu Wspólnoty Papieża Jana XXIII. W rozmowie z mediami watykańskimi opowiadają o solidarności, która integruje osoby z różnymi trudnościami w ramach zwyczajnego życia społecznego, unikając nadmiernej ich koncentracji w instytucjach.
Ucieleśnione marzenie, pełne szacunku. „Trampolina” ku życiu, które może rozpocząć się na nowo, oraz gniazdo, do którego zawsze można powrócić. Taki jest sens dzieła, które 51-letni Palmino Paolucci wraz z żoną Lucią prowadzi od szesnastu lat w Lourdes, dzięki spotkaniu i wsparciu Wspólnoty Papieża Jana XXIII.
Jest to historia, która również w tym przypadku koresponduje w dwojaki sposób z podróżą apostolską Papieża Leona XIV do Francji: z jednej strony z wizytą w Lourdes, zaplanowaną na sobotę 26 i niedzielę 27 września, z drugiej zaś z kolejnym etapem podróży w Metz, 28 września, gdzie Papież weźmie udział w kilku inicjatywach poświęconych między innymi ukazywaniu wartości chrześcijańskich, które przyczyniły się do kształtowania historii i powstania instytucji europejskich.
„Tworzyć rodzinę”
U podstaw powołania Palmina i Lucii, a szerzej także samej Wspólnoty Papieża Jana XXIII, leży wybór, by „na nowo zaproponować coś, co kiedyś było czymś normalnym, a z czasem stopniowo zanikło: gościnną rodzinę, zdolną się powiększać i przyjmować tych, którzy znajdują się w trudnej sytuacji”.
Integracja Palmina z francuską rzeczywistością początkowo dokonywała się poprzez różne zajęcia: pracował jako pomywacz, zajmował się sprzątaniem pokoi, był kierownikiem sali oraz nocnym portierem. Następnie poproszono go o pomoc w liturgii w Sanktuarium w Lourdes, co otworzyło przed nim nową perspektywę zawodową: dziś Palmino pełni tam funkcję ceremoniarza.
Integracja, która nie prowadzi do separacji
Integracja kulturowa również rozwijała się w codziennym życiu, poprzez wybór, by jako katolicy przedstawiać się jako „rodzina wśród rodzin”, z poszanowaniem zasady świeckości państwa.
Z czasem – zauważa jednak Palmino – poprawiło się przede wszystkim włączanie osób z niepełnosprawnościami w środowisko szkolne. „Kiedy przyjechaliśmy do tego kraju, w przypadku niektórych naszych adoptowanych córek, które miały opóźnienia w rozwoju, bardzo trudno było znaleźć dla nich odpowiednią ścieżkę edukacyjną. Z czasem sytuacja bardzo się poprawiła”.
Czworo pierwszych dzieci małżonków dorastało w Lourdes wraz z Danielą, kobietą z niepełnosprawnością, którą rodzina przyjęła pod swój dach i która zmarła w 2018 roku. Właśnie w tamtym okresie – opowiada Palmino – „francuska instytucja zajmująca się osobami z niepełnosprawnościami zwróciła się do nas z prośbą o uzyskanie oficjalnego uznania”.
Obecnie dom rodzinny tworzy dziewięcioro dzieci biologicznych i troje adoptowanych, a także cztery osoby przyjęte pod opiekę. Wśród nich jest również szesnastoletnia dziewczyna, która trafiła do rodziny po doświadczeniu bardzo trudnej sytuacji rodzinnej i przemocy domowej.
„W domu”
„W latach 2018–2019 rozpoczęły się prace nad organizacją placówki, a w 2021 roku powstało stowarzyszenie działające na podstawie prawa francuskiego, które zarządza tym projektem. Dzieło powstało dzięki adaptacji dawnego hotelu, który został całkowicie wyremontowany i dostosowany do obowiązujących norm. Wewnątrz znajduje się jedenaście mieszkań, a obecnie mieszka tam około 35 osób, wspieranych przez około trzydziestu wolontariuszy”.
Wybrana nazwa to En Casa, wyrażenie w języku oksytańskim oznaczające „w domu”. Jest to również nawiązanie do historii i tożsamości tego regionu: Lourdes leży bowiem na ziemi oksytańskiej, a sama Bernadeta – przypomina Palmino – nie mówiła po francusku, lecz w miejscowym języku.
Modelem odniesienia jest „Betlejemska Szopa” Wspólnoty Papieża Jana XXIII: przyjmować ludzi i zapraszać ich do domu. W Lourdes odpowiedź została jednak dostosowana do potrzeb tego regionu.
„Trampolina” ku odnowionemu życiu
Wspólne życie, które dziś obejmuje rodziny pochodzące z różnych krajów, między innymi z Kolumbii, Bangladeszu i państw afrykańskich, nie opiera się wyłącznie na indywidualnej gotowości do zaangażowania. Przewidziano również atelier integracyjne, pomyślane jako przestrzeń pośrednia między światem zewnętrznym a życiem wewnątrz domu.
Są cztery: pracownia krawiecka, zajęcia pomocy w odrabianiu lekcji dla dzieci, pracownia kreatywna oraz miejsce poświęcone grom planszowym. To proste aktywności, które pozwalają jednak spotkać innych ludzi, wyjść z izolacji i budować relacje, szczególnie osobom z zagranicy lub znajdującym się w szczególnie trudnej sytuacji.
Właśnie ze względu na tę funkcję En Casa można określić mianem „domu-trampoliny”. „Chodzi o to, by był to dom na pewien czas, miejsce, z którego można rozpocząć wszystko na nowo” – podsumowuje Palmino.
Zaczynać od prostych rzeczy
Na drodze ku nowej samodzielności mieszczą się również pozornie zwyczajne gesty. „Kiedy ktoś zaczyna na nowo żyć, nie wystarczy znaleźć mu pracę. Trzeba pomóc mu również odbudować codzienne nawyki”.
To właśnie, w gruncie rzeczy, logika działania tej placówki: nie wyręczać ludzi, lecz oferować im miejsce, relacje i narzędzia, dzięki którym będą mogli stopniowo na nowo zacząć budować swoją przyszłość.
Vatican News/łs


Skomentuj artykuł