Dlaczego ks. Tischner wciąż drażni polski Kościół? „Siewca niepokoju”, który nie bał się trudnych pytań

Fot. Facebook/Józef Tischner

Mija ćwierć wieku od śmierci człowieka, który jak nikt inny potrafił potrząsnąć sumieniami Polaków, nie tracąc przy tym góralskiego dystansu i duszpasterskiej czułości. Józef Tischner – filozof, kapłan, „siewca niepokoju” – doczekał się portretu, jakiego dotąd nie było: widzianego nie z perspektywy akademickich katedr, lecz z domowej kuchni w Łopusznej. Michał Lewandowski, teolog i autor książki „Mój brat Józiu”, w rozmowie z Łukaszem Sośniakiem odsłania kulisy życia człowieka, który nie znosił pomników, a którego proroctwa o Kościele i społeczeństwie wydają się dziś bardziej aktualne niż w dniu jego śmierci. Zapraszamy do lektury pasjonującej podróży przez historię rodziny, polityczne zawirowania i filozofię spotkania, która wciąż rzuca wyzwanie naszym podziałom.

Łukasz Sośniak: Dzięki twojej publikacji o samym księdzu profesorze Tischnerze możemy mówić po prostu: „Józiu”. Skąd ta poufałość w tytule?

Michał Lewandowski: To prawda, pierwotnie zakładałem tytuł „Mój brat Józef”, ale rzeczywistość szybko zweryfikowała te plany. Głównym autorem i źródłem opowieści w tej książce jest Kazimierz Tischner, najmłodszy brat księdza profesora. Podczas naszych rozmów Kazimierz cały czas mówił o nim „Józiu” – z taką naturalnością i miłością, że kiedy zapytał: „Jaki Józef? To ma być Józiu!”, nie było pola do dyskusji. Ta książka rzuca na Tischnera spojrzenie „nie z pomnika”, bo on sam pomników nie lubił. Jego rodzina po śmierci nie chciała mu stawiać monumentów, argumentując w charakterystyczny sposób: nie chcieli, żeby gołębie „robiły na brata”.

Mówisz o niechęci do pomników, a jednak w książce pojawia się fascynująca historia o jedynym, który „sam sobie postawił”. O co chodzi?

Chodzi o jego nagrobek. Kazimierz zauważa, że to jedyny fizyczny pomnik, na jaki Józiu pozwolił. Wiąże się z tym niesamowita historia: gdy rzeźbiarz pracował nad płytą, marmur czy też granit pękł w tak specyficzny sposób, że linia pęknięcia idealnie odwzorowała pasmo Gorców. Można powiedzieć, że góry same upomniały się o swojego filozofa.

Wspomniałeś o górach, a Ty przecież za nimi – delikatnie mówiąc – nie przepadasz. Jak to jest pisać o najsłynniejszym góralu wśród filozofów, nie będąc wielkim miłośnikiem takich wędrówek?

Między „nie znam się” a „nie lubię” jest spora różnica! To jak z Nutellą: uwielbiam ją, ale nie muszę być ekspertem od jej składu chemicznego. Zdarzało mi się chodzić po górach, ale w przypadku Tischnera ważniejszy był dla mnie kontekst domowy i rodzinny. Chciałem przybliżyć go tym, którzy urodzili się po roku 2000 i znają go tylko z opowiadań lub wcale.

Kim zatem był Tischner dla kogoś, kto dziś po raz pierwszy słyszy to nazwisko? Jak go opisać młodemu pokoleniu?

Szukając współczesnych analogii, nazwałbym go „księdzem Kaczkowskim tamtych czasów”. Mieli podobną popularność w mediach, otwartość na środowiska kompletnie niekojarzone z Kościołem i obaj byli w pewnym sensie „wyrzutem sumienia” dla instytucji. Tischner był człowiekiem nietuzinkowym, potrafił mówić o rzeczach ważnych w sposób zupełnie inny niż wszyscy. Miał w sobie rewolucyjną naturę, choć nie była to rewolucja dogmatyczna – nie przybijał 95 tez do drzwi kościoła w Łopusznej. Jego rewolucja dotyczyła stylu: sposobu rozmowy, pisania, wyrywania się sztywnym ramom.

On wyprzedził swoje czasy w kwestii „nawrócenia pastoralnego”, o którym współcześnie mówił papież Franciszek. Tischner często kojarzony jest z misją przybliżania Kościoła światu, a świata Kościołowi, co jest też misją portalu Deon. Czy on rzeczywiście kierował swoje słowa do tych z „ostatniej ławki”?

Zdecydowanie tak. Z jednej strony jego „prime” przypadł na czas przełomu w 1989 roku, kiedy Polska zmagała się ze swoją kondycją po komunizmie. Wcześniej wszystko było czarno-białe: był wspólny wróg, a Kościół był oazą wolności. Gdy komunizm upadł, znaleźliśmy się w klinczu – nie wiedzieliśmy, jak wyjść z pozycji walki. Tischner ostrzegał, że bez wewnętrznego nawrócenia będziemy wiecznie szukać wroga. Przedstawiłbym go dzisiaj jako „siewcę niepokoju” – on sam tak się modlił, leżąc krzyżem podczas święceń: „Boże, spraw, żebym stał się siewcą niepokoju”. Chciał wyprowadzać ludzi z samozadowolenia.

Ta jego bezkompromisowość często budziła irytację. Dlaczego tak bardzo wkurzał niektórych wierzących i duchownych?

Bo mówił prawdę prosto w oczy, bez owijania w bawełnę. W latach 90. Kościół wychodził z pozycji mocarstwowej, jako wielki zwycięzca starcia z komunizmem. Czuł, że może kształtować politykę i wskazywać partie. I nagle pojawia się Tischner, który mówi: „Wcale nie jesteście tacy mocni. Jesteście słabi”. To musiało boleć. Ludzie kochali go za autentyczność i prosty język.

Tak, pamiętasz jego słynną triadę o prawdzie: „świnto prowda, tys prowda i gówno prowda”?

Właśnie, jego kazania nie były przeintelektualizowane, mówił prosto o wolności i uczciwości. Wielu księży do dziś woli chować się za okrągłymi słowami, bo tam, gdzie nie ma treści, nie ma kontrowersji. Tischner, podobnie jak później Kaczkowski, nie bał się „kąsać po kostkach” jak Sokrates, by budzić naród z letargu.

W książce poruszacie też trudny temat oskarżeń o współpracę ze służbami bezpieczeństwa. Kazimierz chciał o tym mówić?

Tak, to był wątek, który Kazimierz sam chciał poruszyć, mimo że do dziś budzi on emocje. Chodziło m.in. o głośny tweet Sławomira Cęckiewicza z 2019 roku, sugerujący współpracę Józefa z SB. Nie podano żadnych dowodów, nie było postępowania, po prostu rzucono oskarżenie w przestrzeń internetową. Kazimierz opowiada w książce o kulisach tych „spotkań”. Józef rozmawiał ze „smutnymi panami”, bo rozmawiał z każdym. Patrzył na nich nie przez pryzmat instytucji, ale jako na ludzi z potwornie połamanymi życiorysami. Miał w sobie tę „bożą naiwność”, którą widzieliśmy też u papieża Franciszka – ufność, że w każdym można znaleźć dobro. Za taką postawę w świecie często płaci się wysoką cenę, co spotkało i Sokratesa, i Jezusa, i Tischnera.

Skąd brała się u niego ta odwaga? Czy to zasługa wychowania w Łopusznej?

Zdecydowanie. Obraz rodziny, który wyłania się z opowieści Kazimierza, to dom pełen miłości, ciepła i wzajemnego wsparcia. Rodzice, para nauczycieli, stworzyli Józefowi fundament, dzięki któremu nie bał się krytyki ani trudnych pytań. Tam nie było dysfunkcji, było za to poczucie bezpieczeństwa, które przekładało się na odwagę intelektualną. Kazimierz wspomina Józefa jako autorytet, który opiekował się nim na studiach, uczył go góralskiej gwary i dbał o tradycję. Ich relacja była niezwykle głęboka i życzliwa.

Tischner pisał o „religii schorowanej wyobraźni”. Czy jego diagnozy o łączeniu wiary z władzą są wciąż aktualne?

Dziś może bardziej niż kiedykolwiek. Ostrzegał, że gdy religia staje się narzędziem walki o wpływy, zmienia się ze „dobrej nowiny” w „złą nowinę”. Przymierze tronu z ołtarzem zawsze kończy się źle dla ołtarza. Jak mówił ks. Kaczkowski: władza świecka zawsze wykorzysta Kościół do swoich niskich celów. Problem w tym, że w Kościele często brakuje wiary w to, że on przetrwa jako dzieło Boże, więc szuka się podpórek w polityce i pieniądzach. To wynika z lęku. Tischner widział w tym wynaturzenie roli kapłana.

Wspomniałeś o papieżu Franciszku. Widzisz między nimi więcej punktów stycznych?

Obaj stawiają na ortopraksję – czyli praktykę miłosierdzia – ponad czystą ortodoksję (wierność prawu). Obaj spotykają się z ogromną nienawiścią wewnątrz własnych środowisk. Tischner pod koniec życia, gdy chorował na raka krtani, dostawał listy, że to „kara Boża za grzeszenie gardłem”. To było okrutne. Franciszek też był atakowany za to, że próbował wyprowadzić Kościół z kulturowych ram i ideologii w stronę konkretnego spotkania z człowiekiem. Obaj wierzą, że skoro Chrystus zwyciężył śmierć, to żaden optymizm w Kościele nie jest przesadą.

W świecie pełnym polaryzacji i „wojny polsko-polskiej” Tischner zostawił nam jakąś lekcję?

Lekcję myślenia i krytycyzmu. Dziś media i debata publiczna opierają się na emocjach, a nie na prawdzie. Przyjmujemy poglądy, które wywołują w nas przyjemne dreszcze, zamiast je analizować. Tischner uczył, że musimy się spotykać „twarzą w twarz”, bo bez tego po prostu się pozabijamy. Najważniejsza jest przyjaźń – to napisał na kartce przed samą śmiercią, gdy nie mógł już mówić. To jego testament. Był człowiekiem, który w dusznej atmosferze potrafił otworzyć okno.

DEON.PL POLECA




DEON.PL POLECA


Redaktor DEON.pl z prawie 10-letnim stażem (z przerwą na mini karierę w branży gier wideo). Uważa, że świat jest o wiele ciekawszy, niż ten widziany z perspektywy własnej bańki. Autor książki "Mój brat, Józiu" o ks. Józefie Tischnerze. Faktycznie pisze o wszystkim, co jest ciekawe. Teoretycznie (z własnej decyzji) szefuje działowi "Michałki". Dba o techniczną stronę portalu, a tym samym o zdrowie psychiczne pozostałych redaktorów. Gra w gry. Nie tylko Tomb Raider.

Absolwent filologii polskiej, dziennikarstwa i teologii. Pracował w Gazecie Częstochowskiej, Radiu Jasna Góra i Radiu Watykańskim. Obecnie dyrektor jezuici.pl, autor Podcastu Jezuickiego i Męskiego Punktu Widzenia. Jego pasją i sposobem na relaks jest czytanie książek i jazda na rowerze.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Dlaczego ks. Tischner wciąż drażni polski Kościół? „Siewca niepokoju”, który nie bał się trudnych pytań
Komentarze (20)
ES
~Ewa Słota
21 stycznia 2026, 22:22
"Tajemnica Królestwa Bożego": 4, 10-12 Ewangelia wg. Św. Marka. Przypowieść o wzrastającym zasiewie: 4, 26-29 Królestwo Boże jest wśród nas- gdy zasiewamy dobro, miłość, pokój, to zawsze wyda owoce - choć czasem nie wiemy kiedy i czy, to właśnie " my" zobaczymy plony. ( Głodnych nakarmić, spragnionych napoić.... wybaczyć, modlić się.....to właśnie wtedy Królestwo Boże jest w nas i między nami. Królestwo Boże - czyli my jesteśmy ręką, ustami narzędziem Boga do zasiewu dobra do czynienia Miłości w Braciach czyli Dzieciach Bożych). Trudno jest Kochać - Miłować Bliźniego, który nas rani- ale jeśli wybaczamy i widzimy w nim Brata,to -to jest Królestwo Boże. Św. O Maksymilian i Wielu Świętych uczą nas tej Miłości Bożej Miłości, którą rozsiewali jak piękną Muzykę, Zapach Nadzieję. W Królestwie Bożym jest tylko taka piękna miłosna Muzyka i Pieśń Wszystkich Świętych dla Boga przez Jezusa i Maryję. Tak piękne i pociągające i takie trudne.
KK
~Krzysztof Kulak
20 stycznia 2026, 20:15
"błogosławieni czystego serca albowiem oni oglądać Boga będą" jak to interpretował ks.Tischner: jeżeli Boga będziesz widział w każdym człowieku zawsze; to każdy nawet bezdomny człowiek, wróg, najgorszy zbrodniarz czy człowiek o nieczystym sumieniu w sensie VI przykazania to twierdzę zamieni się to w "Jest" Jak Pan Jezus powiedział :"jestem który jestem" ale idź i nie grzesz więcej to maksyma, która jest występkiem przeciwko i grzechem przeciwko Duchowi Św. jak ktoś zatwardziale grzeszy w tej nieczystości i z kimś bo z sobą to inna wg mnie sytuacja, gdyż ten grzech nie jest grzechem społecznie bezwstydnym tyle w temacie KS. Józia kiedyś widziałem w debatach telewizyjnych z jedną panią w telewizji to było grecko prawniczo teologiczne mistrzostwo świata z jego strony Był i jest dla mnie wzorem, góralem i świętym.
L:
Lolek :)
20 stycznia 2026, 07:39
Ostatnio czytałem Jezusa z Nazaretu papieża Benedykta XVI i tam przy okazji omawiania przypowieści o miłosiernym Samarytaninie papież, genialny teolog, nawiązywał do Marksa i jego pojęcia alienacji w kontekście pobitego wędrowca . Każdy kto czytał Tischnera wie, że nie był on marksistą. Dla Tischnera Marks był po prostu kolejnym filozofem obok Nitschego i Heideggera. Dlaczegóż by z nim nie polemizować? Tischner wyprzedzał swoją epokę o kilkadziesiąt lat. Jego teksty dopiero teraz stają się aktualne i prawdziwe..
KK
~Krzysztof Kulak
20 stycznia 2026, 20:45
w moim komentarzu który się jeszcze nie ukazał prostuje błogosławieni czystego serca albowiem oni Boga oglądać będą ten co widzi Boga w każdym ma serce czyste - tak mawiał KS.Józef Tischner w sensu scripte on pomimo swoich różnych grzechów ten błogosławiony wg przykazań na górze on widzi w wrogu, zbrodniarzu, bezdomnym i kalekim Boga to jest On wytłumaczony ale to chodzi o widzenie, spojrzenie i rozpoznanie dobrze prawisz to jest najważniejsze przykazanie aby we wrogu widzieć i pomóc czyli opatrzyć i dać pieniądze na leczenie nie mówiąc o jedzeniu on został ten Samarytanin wytłumaczony ...
ES
~Ewa Słota
19 stycznia 2026, 14:55
Ks. Tischner był Kapłanem - Filozofem. A któż zrozumie taki umysł? Na pewno poszukiwał Boga w Każdym Systemie Politycznym. Systemy tworzą Ludzie ich nazwa niczego nie niesie, to Ludzie są w Demokracji, Komunie, Królestwie. Czyli zawsze trzeba być Człowiekiem w każdym czasie. Któż wie w jakim " jeszcze " będzie nam dane żyć tu na Ziemi??? Tak samo Partia - mogę być PiS, KO Lewy -;Prawy Centrum - ale Człowieczeństwo jest Najważniejsze. Bóg Honor i Ojczyzna (Miłość) Jeśli nie Wierzę w Boga? Honor, Ojczyzna (Miłość). " Nie wiem"- ale tak myślę.
FZ
~filo Zof
20 stycznia 2026, 20:49
jak rozumiesz pytanie stwierdzenie szukajcie wpierw Królestwa Bożego i jego sprawiedliwości??
L:
Lolek :)
21 stycznia 2026, 20:57
Jeśli mogę się wtrącić do dyskusji, szukać wpierw Królestwa Bożego tzn. dostrzegać obecność i działanie Boga już teraz w naszym życiu i żyć tą obecnością każdego dnia...
KK
~karol karol
19 stycznia 2026, 10:38
"Metropolita krakowski arcybiskup Marek Jędraszewski nie odprawił mszy świętej w intencji ks. Józefa Tischnera. Od niej miały rozpocząć się uroczystości upamiętniające zmarłego duchownego-filozofa. Dziwnym trafem w kalendarzu hierarchy pozycja ta zniknęła tuż po tym, jak ogłoszono tegorocznych laureatów nagrody ks. Tischnera." (2019)
HZ
~Hanys z Namysłowa
18 stycznia 2026, 17:23
Moim zdaniem Tischner splagiatowal określenie: homo sovietikus, całkiem przypadkowo wpadła mi w ręce stara książka w języku niemieckim,wydana w latach 50/60, tytuł brzmiał: Soviet Mensch,to określenie było już znane dużo wcześniej.
AS
~Antoni Szwed
19 stycznia 2026, 19:36
Wyrażenia Homo sovieticus jako pierwszy użył Rosjanin Zinowiew. Tischner używał tego wyrażenia, ale podkładał pod niego inne znaczenia niż Zinowiew. W historii filozofii często tak jest, że jakiejś powszechnie znane słowo otrzymuje różne znaczenia. Tak jest w filozofii np. z bardzo różnymi znaczeniami słowa „Bóg”, czy słowami: „idea”, „substancja” itd.
HZ
~Hanys z Namysłowa
20 stycznia 2026, 20:28
Szanowny Panie Antoni ja spotkałem się z tym określeniem na łamach Tygodnika Powszechnego,wtedy pisał tam jeszcze Stefan Kisielewski,jak on odszedł to dla mnie też TP stracił sens.Potem wpadła mi do ręki ta książka, dostałem ją od starego Niemca, powiedział mi że jest przekonany że ją przeczytam,ze zbioru jaki otrzymałem mogłem wywnioskować że był niemieckim realistą,pozbawionym fanatyzmu,fajna była również książka X - jak Deutschland, opisująca wady Niemiec i Niemców.
RF
~Robert Forysiak
17 stycznia 2026, 11:12
Ks. Tischner był na swój sposób szczególny, adekwatny do jego wysokiej inteligencji i erudycji, duchowym biedakiem, który uparcie próbował pogodzić marksizm z teologią. W istocie ten ksiądz marzył o sformułowaniu tak wysokiego usprawiedliwienia dla komunizmu, żeby usprawiedliwić jego jawny i ciężki grzech przeciwko 10. przykazaniu.
MG
~Marta Golina
17 stycznia 2026, 16:29
co za bzdury! Skąd się to panu uroiło?!
AS
~Antoni Szwed
17 stycznia 2026, 22:56
Nie, to ostatnie zdanie nie jest prawdziwe. Tischner, jak mało kto, doskonale dostrzegał różnicę między chrześcijaństwem a komunizmem (marksizmem). Marksizmu, zwłaszcza tego polskiego w wydaniu młodego Kołakowskiego i młodego Schaffa nie znosił. Powojenne dzieje tzw. „dialogu” chrześcijańsko-marksistowskiego bardzo dobrze przedstawił w „Polskim kształcie dialogu” (godne polecenia jest I wydanie, które ukazało się poza cenzurą w 1979 r.). Jeśli ktoś śmie twierdzić, że Tischner wykonywał jakieś pojednawcze gesty w latach 80-tych XX wieku, to zwyczajnie kłamie i staje po stronie złego.
JK
~Jan Kolski
18 stycznia 2026, 13:55
Głównym wątkiem jego wykładów z zakresu filozofìi była krytyka marksizmu. Zreszta są filmy na yt z jego wypowiedziami. W ogóle w krk w tamtych czasach wspieranie filozofii Marks to rzecz niewyobrażalna: Dembska, Ingarden etc. Trzeba być wielkim ignorantem, żeby takie rzeczy pisać.
RF
~Robert Forysiak
18 stycznia 2026, 21:41
Do Jan Kolski: proszę się dokształcić w zakresie dialogu Tischnera z marksizmem. Trzeba być ignorantem, żeby pisać takie komentarz jak wyżej.
RF
~Robert Forysiak
18 stycznia 2026, 21:49
Do A. Szweda: Tischnera marksizm pociągął w wielu "pozytywnych" aspektach i to pociągał to końca życia. Nie potrafił go zanegować.
AS
~Antoni Szwed
19 stycznia 2026, 19:28
Panie Forysiak: gdzie to ks. Tischner podpisywał się pod jakimiś marksistowskimi tezami? Czy potrafi Pan wskazać takie wypowiedzi ks. Tischnera? Jeśli ktoś np. myśli, że skoro Marks wypowiadał się na temat sensu ludzkiej pracy i Tischner też się uprawiał tzw. filozofię pracy, to czy z tego faktu miałoby wynikać, że obydwaj autorzy głosili to samo? Otóż nie!! Proszę sobie poczytać artykuły dotyczące „pracy nad pracą” Tischnera i zobaczyć jak istotne są różnice między rozumieniem pracy u Tischnera i u Marksa. Proszę je z uwagą przeczytać!! Podpowiem: to są zupełnie RÓŻNE filozofie.
RF
~Robert Forysiak
21 stycznia 2026, 18:47
Do A. Szwed: Ha ha, przecież sam Tischner mówił, że długo się leczył z komunizmu. Polecam trochę wysiłku, bo widzę wypieranie.
AS
~Antoni Szwed
22 stycznia 2026, 23:07
Proszę podać cytat, artykuł lub książka, z której pochodzi cytat, wydawnictwo, rok i miejsce wydania, strona, akapit. Jeśli chce pan dyskutować i coś twierdzić, to proszę to robić na serio, zgodnie z przyjętymi regułami przytaczania cudzych myśli. Z luzackimi wypowiedziami typu: zdaje mi się, albo: obiło mi się o uszy, albo: u fryzjera ktoś tak powiedział, NIE DYSKUTUJĘ!!