Co ty wiesz o…

Co ty wiesz o…
Jacek Poznański SJ
9 lat temu

Brytyjski teolog, Nicholas Lash, pisał kilka lat temu: "Nie doceniamy zagrożenia, jakie stwarza dogłębna nieznajomość chrześcijaństwa w kulturach współczesnego Zachodu. (…) Podejrzewam, że w Wielkiej Brytanii owa ignorancja częściej przybiera trudniejszą do zidentyfikowania formę milczącego założenia, że 'wszyscy wiedzą', co głosi chrześcijaństwo, i że 'wszyscy wiedzą', że to fałszywe przesłanie".

Śledząc chociażby internetowe dyskusje, można odnieść wrażenie, że całkiem podobnie jest w Polsce. Brak wiedzy o religii dotyczy nie tylko ludzi niechętnych Kościołowi: ateistów, agnostyków, obojętnych. Także coraz mniej wierzących zna swoją wiarę. Jej znajomość ogranicza się często do ogólnej wiedzy o tym, jakie święta będziemy niebawem obchodzić, kiedy idzie się z koszyczkiem do "święconka", a kiedy należy urządzić wieczerzę wigilijną. To religijne ubóstwo obnażają bez pardonu komentarze w polskim Internecie, artykuły dziennikarzy i ich pytania stawiane w wywiadach i na konferencjach prasowych, a nawet (sic!) uczestnicy rekolekcji, czyli zdawałoby się ludzie zaangażowani religijnie. Po ponad dwudziestu latach katechezy w szkole fakt ten budzi niemałe zdumienie.

I tak wiem lepiej

Ignorancja to jedna rzecz. Gorzej, kiedy towarzyszy jej przekonanie o posiadaniu własnej gruntownej wiedzy, a wraz z tym negowanie potrzeby, by się jednak czegoś dowiedzieć, coś więcej zrozumieć. Istnieje za to ogromny pęd do dyskutowania o religii, Kościele i wierze. Prawie wszystkim się wydaje, że wiedzą, i to całkiem dobrze, o co chodzi w chrześcijaństwie, w wierze i w Kościele. Wszyscy czują się kompetentni do zabierania głosu, najczęściej, by krytykować, podważać, odrzucać, obrażać, wyśmiewać.

Brak wiedzy o tym, co rzeczywiście głosi ta lub inna religia (choćby to, jak w chrześcijaństwie rozumie się Boga), jakie funkcje spełnia w społeczeństwie oraz w życiu jednostki, jest bardzo niebezpieczny. Po 11 września 2001 roku często wskazywano, że polityka, która pomija rolę religii w życiu ludzi i społeczeństw prowadzi prędzej czy później do katastrofy. W opinii wielu komentatorów i myślicieli to wydarzenie podważyło przekonanie o wszechobecnej sekularyzacji społeczeństw. Okazało się, że religii nie da się wyeliminować z życia większości ludzi na świecie. Ona dotyczy głębokich pokładów człowieka i jego życia. Nie ślizga się po powierzchni jak ekonomia, polityka, media, czy nawet nauka. Religia zasadniczo modyfikuje styl życia, ludzkie wybory, sposób widzenia świata. Obejmuje całego człowieka. Nie można lekceważyć przekonań religijnych, lecz starać się je rozumieć i szanować prawo do ich wyrażania. Inaczej zaprzecza się faktom w imię ideologii.

Dawkinsów będzie więcej

Ignorancja pozwala przede wszystkim na błogostan lekceważenia (i jednocześnie powoduje ukryty lęk przed tym, czego się nie zna). Wyśmiewanie religii może kogoś odprężać, relaksować, dawać poczucie, że jest błyskotliwy, inteligentny czy elokwentny. Osoba taka może się w łatwy i przyjemny sposób dowartościować, a także wyprzeć lęk przed nieznanym. Ale to tylko złudzenie.

Najczęściej takie popisy to pełne upojenia bitwy błędnych rycerzy z wiatrakami własnych wyobrażeń na temat wiary i religii. Pokazowym modelem jest książka R. Dawkinsa, Bóg urojony, i cała późniejsza krucjata Czterech Jeźdźców Apokalipsy (S. Harris, D. Dennett, Ch. Hitchens). Profesor zoologii, inspirując się teorią ewolucji, wymyśla sobie boga (takie duże zwierzę). Następnie stara się siebie i innych przekonać, że w niego właśnie wierzą chrześcijanie (oraz muzułmanie i Żydzi). A w końcu, by dowieść, że on nie istnieje, wycelowuje w jego kierunku cały arsenał swojej "intelektualnej" amunicji: eksploatuje do granic absurdu naukowe pojęcia, wyniki i teorie, odpala fajerwerki swojego retorycznego kunsztu.

Obawiam się, że takich Dawkinsów będzie coraz więcej w miarę jak wiedza o religii - i konkretnych, historycznych religiach - będzie coraz uboższa. Słusznie zauważa Lash: "Tragedia współczesnej kultury zachodniej polega między innymi na tym, że padła ofiarą złudzenia (powszechnie podzielanego zarówno przez wierzących, jak i niewierzących), że mówienie o Bogu jest dziecinnie łatwe". Tymczasem jest to ekstremalnie trudny wyczyn ludzkiej mowy: ująć Nieuchwytnego. Dlatego człowiek prawdziwie wierzący musi być rzeczywiście błyskotliwy i inteligentny, by rozumieć to, w co wierzy i by bronić wiary, która zasadniczo przerasta możliwości obrony li tylko rozumowej.

W stronę łatwizny

Dla równowagi trzeba dodać, że nie lepiej jest z wiedzą o wszystkim, co wartościowe w dziejach ludzkości. Narzeka się na kiepską znajomość matematyki, geografii, fizyki, a ostatnio także historii. I te wymiary ignorancji dostarczają dobrego materiału na Don Kichote'ów i odkrywców Ameryki spod kapelusza.

Zbigniew Herbert podróżując po Grecji pisał ze smutkiem: "Jednym z grzechów naszej kultury współczesnej jest to, że tak małodusznie unika ona formalnej konfrontacji z wartościami najwyższymi, a także aroganckie przeświadczenie, że możemy obyć się bez wzorów … Istnieje błędne pojęcie, że tradycja jest czymś podobnym do masy spadkowej, że dziedziczy się ją mechanicznie, bez wysiłku […]" (Labirynt nad morzem). Niestety, nic się samo nie robi ani nie myśli. Z niczego stwarza tylko Bóg.

I ostatnia uwaga, tym razem o zaangażowanych religijnie. Nieraz można odnieść wrażenie, że wierzący oczekują od religii raczej tego, co nazywa się "duchowością", a więc rzeczywistości opierającej się głównie na estetyczno-emocjonalnych przeżyciach. Unikają wówczas poznawania, zgłębiania i rozumienia wiary. Warto jeszcze raz wrócić do Nicholasa Lasha: "Kiedy ludzie twierdzą (a czynią to, jak się wydaje, coraz częściej), że bardziej interesuje ich 'duchowość' niż 'religia', to przeważnie oznacza to tyle, że przedkładają balsam prywatnych fantazji i aromaterapię kojących sentymentów nad ciężką pracę myślenia i działania, wspólną walkę o zrozumienie świata, jego odkupienie i uzdrowienie".

Nic dziwnego, że R. Dawkins i ci, którzy chcą należeć do jego apokaliptycznej stajni, stają się postrachem uduchowionych wierzących. Wiara bowiem potrzebuje myślenia, zintegrowania z działaniem, a często także i przecierpienia, by mogła zostać zrozumiana i przyjęta.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Co ty wiesz o…
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.