Czy jesteś Putinem swojego życia?

Czy jesteś Putinem swojego życia?
Fot. Ismael Sanchez / Pexels

Mają oczy, a nie widzą, mają uszy, a nie słyszą – na naszych oczach spełniają się te słowa Jezusa, a to bardzo delikatnie określenie dla hejterów wszystkiego, co nie jest po ich myśli, nie potrafiących dopuścić do siebie nawet przez sekundę podejrzenia, że jednak mogą się mylić.

Jakiś czas temu publikowaliśmy w Deonie kilka myśli z kazania anglikańskiej duchownej, której „The Times” wydrukował wielkopostne kazanie o grzechu. Idea była prosta: grzech to realizowanie skłonności, która w nas jest, by psuć harmonię świata stworzoną przez Boga.

Pod tekstem wrzuconym na naszego Facebooka zaroiło się od komentarzy ludzi, którzy nie czytając tekstu i nie wchodząc w jego sens, zwymyślali anglikańską duchowną od heretyków, wykpili nazwanie jej „teolożką”, odsądzili naszą redakcję od czci i wiary i zrobili absolutnie wszystko, by nie zauważyć, że po katolicku rzecz biorąc dziewczyna po prostu mądrze gada i ma rację.

Podobnie, choć nie tak intensywnie działo się pod tekstem omawiającym rekolekcyjną konferencję Marcina Zielińskiego, mówiącą o tym, jak się w Wielkim Poście nawrócić. Nie tak intensywnie tylko dlatego, że Zieliński nie jest kobietą w koloratce, mówiącą katolikom, jak mogą naprawić swoją relację z Bogiem.

Gdy odbywa się nabożeństwo ekumeniczne – nasi twardokatolicy biją na alarm. Gdy abp Ryś obmywa nogi niekatolickiemu biskupowi, hejt niesie się echem od Tatr po Hel. Gdy jakiś zakonnik cytuje na Facebooku pewnego rabina, w komentarzach huczy od jednego pytania: co, nie mamy już własnych mędrców, żeby słuchać Żyda? 

Rośnie coraz bardziej liczba zaciętych katolików, którzy nie chcą słuchać protestantów, bo to heretycy. Nie chcą słuchać innych katolików, bo protestantyzują. Nie chcą słuchać księży, bo z księży to żaden przykład, mają baby na boku albo molestują dzieci. Nie chcą słuchać papieża Franciszka, bo bredzi i jest, wiadomo, heretykiem, ach, i nie jest też prawdziwym papieżem, bo przecież żyje Benedykt. Nie chcą słuchać nikogo poza sobą, bo źródło prawdy jest tylko jedno: ich mózg. I jeszcze nasi właśni, ultrakatoliccy heretycy, głoszący raczej przedziwne objawienia prywatne niż prawdy wiary. 

Mają oczy, a nie widzą, mają uszy, a nie słyszą – na naszych oczach spełniają się te słowa Jezusa, a to bardzo delikatnie określenie dla hejterów wszystkiego, co nie jest po ich myśli, nie potrafiących dopuścić do siebie nawet przez sekundę podejrzenia, że jednak mogą się mylić. Że anglikańska teolożka w koloratce może mieć rację, że Marcin Zieliński może mieć rację, że ksiądz głoszący z ambony Słowo Boże może mieć rację, że papież może mieć rację. „Dopóki się ze mną nie zgadza, racji mieć nie będzie, choćby sam Pan Bóg wychylił się z ognistego krzaka i powiedział: słuchaj tego człowieka, bo mówi o Mnie i o świecie jak należy!”. Ale jeśli jest ktoś, kto się ze mną zgadza, nieważne, jakie głupoty mówi, na pewno jest prorokiem.

Gdy się temu zjawisku przyjrzymy nieco z boku i na chłodno, widać jedną, smutną rzecz: coraz mniej umiemy w myślenie. Umiejętność oceniania, czy coś jest prawdą, zanika. A gdy miarą prawdy stają się własne przekonania, świat prostą dróżką zmierza do katastrofy.

Zwątpić we własny osąd – to błogosławieństwo, którego najczęściej nie potrafią przyjąć ludzie zaskorupiali w swoich przekonaniach tak bardzo, że nie muszą nawet czytać, co powiedziała anglikańska duchowna, by z samego spojrzenia na jej zdjęcie zyskać pewność, że się pomyliła. Już zresztą czekam na ten uroczy hejt, który zaraz na mnie spadnie, bo skoro bronię kobiety w koloratce, jak nic muszę być heretykiem... 

A przecież Pan Bóg posyła do nas takich proroków, jakich nigdy byśmy się nie spodziewali, by dotrzeć wreszcie do głębi naszych serc. By je poruszyć, otworzyć, by wiatr Ducha przewiał je porządnie. On na tysiąc sposobów mówi do serca każdego człowieka. Nie dlatego, że nawrócenie jest nakazem, który trzeba regulaminowo wypełnić, by w niebiańskich papierach się zgadzało. Dlatego, że nawrócenie jest taką zmianą, która pozwala bardziej współpracować z Bogiem i mniej psuć harmonię świata. Żyć lepiej. Mnożyć dobro, zamiast wyrządzania zła.

Jak może wyglądać psucie harmonii świata, widzimy właśnie od trzydziestu jeden dni, od wybuchu wojny. Nie ma wątpliwości, że rosyjski przywódca zaciął się w swoich przekonaniach i racjach tak bardzo, że prędzej rozjedzie czołgami pół Europy, niż przyjmie do wiadomości, że nie ma racji i że ma ją ktoś inny. Skutki grzechu pychy materializują się boleśnie i przerażająco na wyciagnięcie ręki, na naszych oczach. Co by było, gdyby jutro Putin się nawrócił, jak Zacheusz? I zaczął naprawiać krzywdy przez siebie wyrządzone? Że to niemożliwe? Póki żyje, jest nadzieja…

I może ten inny Wielki Post to jest moment, w którym trzeba stanąć przed lustrem i zapytać siebie, czy nie jestem czasem małym Putinem w swoim własnym życiu, na swojej własnej, małej wojnie o swoją, niepodważalną rację.

 

Marta Łysek - dziennikarka i teolog, pisarka i blogerka. Poza pisaniem ogarnia innym ludziom ich teksty i książki. Na swoim Instagramie organizuje warsztatowe zabawy dla piszących. Twórczyni Maluczko - bloga ze Słowem. Jest żoną i matką. Odpoczywa, chodząc po górach, robiąc zdjęcia i słuchając dobrych historii. W Wydawnictwie WAM opublikowała podlaski kryminał z podtekstem - "Ciało i krew"

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Agata Adaszyńska-Blacha, Michał Kuś

Poradź sobie z odrzuceniem. I odzyskaj własne życie!

Najprawdopodobniej każdy doświadczył go przynajmniej raz w swoim życiu. Bliscy zapomnieli o twoich urodzinach. Nie zaproszono cię na imprezę klasową. Zostałeś wybrany jako ostatni do składu drużyny...

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Czy jesteś Putinem swojego życia?
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.