Czy w Polsce możemy sięgnąć po francuskie doświadczenia?

Czy w Polsce możemy sięgnąć po francuskie doświadczenia?
Przekazanie wyników prac niezależnej komisji ds. nadużyć seksualnych w Kościele francuskim, 5 października 2021 r. (fot. Youtube / KTOTV)
1 tydzień temu

Francuska komisja, badająca skalę wykorzystywania seksualnego małoletnich w tamtejszym Kościele, zakończyła prace i opublikowała raport. Wynika z niego, że w ciągu 70 lat (1950-2020) ok. 3 tys. duchownych mogło wykorzystać nawet 216 tys. osób.

- Niestety, liczby te są znaczne – skomentował w czasie środowej audiencji papież Franciszek. - Pragnę wyrazić ofiarom moje ubolewanie, mój ból z powodu urazów, jakich doznały. A także mój wstyd - mój wstyd, nasz wstyd - za zbyt długą niezdolność Kościoła do postawienia ich w centrum swoich trosk, zapewniając je o mojej modlitwie – podkreślał.

- Jestem przerażony liczbą osób, które zgłaszają, że padły ofiarą napaści seksualnej, gdy były nieletnie, czy to w Kościele, czy w innym otoczeniu, rodzinie. To ludzki dramat, który dotyka wszystkich ludzi - mówił z kolei abp Eric de Moulins-Beaufort, przewodniczący francuskiego episkopatu. - Byliśmy świadomi, że istnieje rozdźwięk między liczbą ofiar napaści seksualnych popełnianych przez księży lub zakonników, o których wiemy, a rzeczywistością, ale nie wyobrażaliśmy sobie, że będzie tak duży – dodawał.

Komentarze po publikacji raportu - tak publicystów świeckich, jak i duchownych - utrzymywały się mniej więcej w tym samym duchu i mówiły, ba wciąż mówią, o konkretnych liczbach 216 tys. lub nawet 300 tys. pokrzywdzonych. Jest tylko jedno małe „ale” – wyraźnie w raporcie komisji podkreślone i dokładnie omówione. Otóż nie są to dane twarde, nie jest to konkretna liczba osób pokrzywdzonych, które ujawniono w toku badania dokumentów kościelnych. Jest to szacunkowa liczba skrzywdzonych. Ustalono ją co prawda w oparciu o rzetelne badania jakościowe i ilościowe (na marginesie próba badawcza dla sondażu - 28 tys. osób jest ogromna), lecz są to jedynie szacunki. I to obarczone ogromnym błędem - 50 tys. w dół, i 50 tys. w górę. A zatem winniśmy się poruszać w przedziale 166 tys.-266 tys. pokrzywdzonych. I mówić o tych liczbach jednak w trybie przypuszczającym.

Dla szukających konkretów to bardzo trudne. Niemniej w tej delikatnej kwestii jaką są przestępstwa seksualne, jesteśmy skazani na szacunki. Poruszamy się bowiem po gruncie, który nigdy nie zostanie do końca przebadany. Nigdy nie uda nam się bowiem wydobyć twardych, konkretnych danych. Raz, że w wielu przypadkach przestępstwa te były lub są ukrywane, dwa nie zostały nigdy nikomu zgłoszone, bo pokrzywdzeni nie czują się na siłach, nie chcą, itd. Siłą rzeczy skazani jesteśmy na niedoskonałe metody szacunkowe. Mówiąc o nich można byłoby nawet sparafrazować powiedzenie Winstona Churchilla, który twierdził, demokracja jest najgorszym systemem, ale „nie wymyślono nic innego”.

Podnoszę tą kwestię, by nieco ostudzić tych, którzy liczą na to, że i w Polsce uda się postawić kiedyś twardą tezę o 100 tys., bądź 200 tys.  pokrzywdzonych. Nie uda się - pozostaniemy jedynie przy mniej lub bardziej zbliżonych do prawdy szacunkach.

I próba oszacowania problemu naprawdę może się udać. Od paru lat głośno mówi się o konieczności powołania komisji, która zbadałaby skalę wykorzystywania w Kościele nad Wisłą. Biskupi początkowo uciekali przed tematem, ale zdecydowali się na to, by przeprowadzić w archiwach kwerendę. Dane z kwerendy upubliczniono. Wiemy dziś, że między 1950 a 2020 rokiem 671 duchownych diecezjalnych (w zakonach kwerendy nie robiono) skrzywdziło co najmniej 1079 osób. To jest już jakaś dana do dalszych badań porównawczych. Z drugiej strony mamy wyniki badań państwowej komisji ds. pedofilii, która przebadała sprawy zakończone w sądach powszechnych. Tam też twarde dane występują. Szacunkowe badania, w formie sondaży, też były robione - chociażby przez Fundację Dajemy Dzieciom Siłę. A zatem ktoś gdzieś jakąś robotę już zrobił.

KEP i państwowa komisja od paru miesięcy na siebie warczą. Jedna strona zarzuca drugiej jakieś opory, ta druga twierdzi, że pierwsza nie rozumie komplikacji prawnych, itd. Tymczasem francuski raport podpowiada ścieżkę działania. Jest niemal gotowcem, który można byłoby wykorzystać do badań w Polsce. Udostępniono bowiem szczegółowe kwestionariusze badawcze ze szczegółowymi pytaniami, które po opracowaniu pozwalają się zorientować w skali problemu nie tylko w Kościele, ale i całym społeczeństwie. Opublikowano także opinię Watykanu odnośnie do udostępniania kościelnych akt niezależnej komisji. Wynika z niej, że o udostępnienie dokumentów nie trzeba pytać Stolicy Apostolskiej, lecz jest to suwerenna decyzja ordynariusza (swoją drogą taką interpretację zniesienia sekretu papieskiego przedłożyłem kilka miesięcy temu). We Francji pokazania dokumentów tamtejszej komisji odmówił jeden biskup i jeden prowincjał.

A zatem powołanie przez KEP oraz państwową komisję wspólnej - niezależnej - komisji jest możliwe. Pieniądze na badania nie są problemem, bo ma je i jedna i druga strona. Problemem jest chyba opór pewnej części biskupów, którzy są dysponentami dokumentów. Być może po trwającej właśnie wizycie ad limina ów opór zniknie i zrobimy duży krok naprzód.

 

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Adam Żak SJ
18,83 zł
26,90 zł

Rozliczenie z problemem pedofilii w polskim Kościele

Ujawnienie skali wykorzystywania seksualnego nieletnich przez osoby duchowne wstrząsnęło Kościołem w Polsce i na świecie. Reakcje hierarchów były skrajne: od lęku przed ujawnieniem długo skrywanej prawdy po chęć...

Skomentuj artykuł

Czy w Polsce możemy sięgnąć po francuskie doświadczenia?
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.