Ewangelizacja Europy - niech widzą Jezusa

Ewangelizacja Europy - niech widzą Jezusa
Papież Franciszek (fot. Grzegorz Gałązka)
2 tygodnie temu

Od pilnej potrzebie ewangelizacji Europy mówi się w Kościele od dziesięcioleci. Problem w tym, co się pod tym pojęciem rozumie.

Niektórych te słowa zbulwersowały. Inni uśmiechali się z satysfakcją, bo pasowały do ich widzenia tzw. Starego Kontynentu. Które słowa? Te wypowiedziane 25 listopada 2014 roku na forum Parlamentu Europejskiego w Strasburgu. Szybko zaczęły żyć własnym życiem, odrywając się od kontekstu, w którym padły. Niektórzy zaczęli je odnosić również do Kościoła w tej części świata.

O jakie i czyje słowa chodzi? O te wygłoszone przez papieża Franciszka: „Z wielu stron odnosi się ogólne wrażenie zmęczenia, starzenia się Europy-babci, już bezpłodnej i nie tętniącej życiem”. Tak usamodzielniona fraza niepokoi schyłkowością, widmem nadchodzącego końca, umieraniem, którego niektórzy się w niej dopatrują. Brzmi nie tylko jak nadzwyczaj surowa ocena, wystawiona naszemu kontynentowi przez przybysza z odległej części ziemskiego globu, ale niemal jak potępienie połączone z przekreśleniem. Jak sugestia, że wszystko przepadło. Jak przyznanie, że nie ma szans na sensowną, twórczą, kwitnącą przyszłość. Dla wszystkiego, co ma z Europą związek. Dla chrześcijaństwa, katolicyzmu, Kościoła tutaj istniejącego również.

W rzeczywistości wymowa papieskiego wystąpienia sprzed siedmiu lat była inna. Franciszek powiedział: „Zwracając się dziś do was i wychodząc od mojego powołania jako pasterza, chciałbym skierować do wszystkich obywateli Europy orędzie nadziei i zachęty”. Podstawą tego orędzia jest ufność, że trudności mogą stać się silnymi katalizatorami jedności. Po to, by przezwyciężyć wszelkie obawy, jakie Europa przeżywa razem z całym światem. „Nadzieję w Panu, który przekształca zło w dobro, a śmierć w życie”.

Papież zachęcał, by powrócić do pierwotnego projektu ojców założycieli Unii Europejskiej. Projektu, w centrum którego znajdowało się zaufanie do człowieka. Ważne jednak, jak ów człowiek był rozumiany. Nie tyle jako obywatel czy podmiot ekonomiczny, ale przede wszystkim jako osoba obdarzona „godnością transcendentną”. Mówiąc o transcendentnej godności człowieka Franciszek odwoływał się do jego natury, jego wrodzonej zdolności do odróżniania dobra od zła, do tej „busoli” wpisanej w nasze serca, którą Bóg odcisnął na całym stworzeniu. „Oznacza nade wszystko spoglądanie na człowieka nie jako na absolut, lecz jako na istotę relacyjną” - wyjaśniał Papież.

W tamtym wystąpieniu Następcy św. Piotra nie padło imię Jezusa. Nie było też w nim mowy o ewangelizacji Starego Kontynentu. Czy jest jakiś powód, aby je dziś, po latach przypominać?

Jest. Ponieważ przy okazji świętowania pięćdziesięciolecia Rady Konferencji Biskupich Europy (CCEE) Franciszek przedstawił swego rodzaju kontynuację tamtej refleksji. Skierował ją tym razem nie do polityków, ale do biskupów. Europejskich katolickich biskupów. „Pomóżmy dzisiejszej Europie chorej na znużenie - to jest chorobą dzisiejszej Europy - w odkryciu na nowo wiecznie młodego oblicza Jezusa i Jego Oblubienicy” - powiedział.

W papieskiej homilii można dostrzec pewien paradoks. Choć nawiązując do odczytanego wcześniej fragmentu Księgi proroka Aggeusza mówił o odbudowywaniu, równocześnie bardzo mocno zaakcentował, że aby umocnić mury europejskiego domu, w tym również żyjącego w nim Kościoła, musimy wspólnie patrzeć w przyszłość, a nie przywracać przeszłość. „Niestety modna jest tendencja by powracać do przeszłości, która nas zabija, zabija nas wszystkich” - zauważył jakby mimochodem Franciszek.

Od dziesięcioleci pojawia się temat ewangelizacji Europy. Także w wypowiedziach papieży. Mówili o niej Paweł VI, Jan Paweł II, Benedykt XVI. Porusza tę kwestię również Franciszek. Wydaje się jednak, że wciąż w Kościele na naszym kontynencie przy okazji tego tematu często skuteczna okazuje się pokusa, o której wspomniał aktualny Następca św. Piotra zwracając się do Rady Konferencji Biskupich Europy. Pokusa przywracania przeszłości, zamiast działania na rzecz przyszłości. Uleganie jej paraliżuje podejmowane w dobrej wierze inicjatywy i działania lub prowadzi je na manowce.

Kościół to nie muzeum ani grupa rekonstrukcyjna, a misja ewangelizacyjna to nie odtwarzanie z pietyzmem minionych sytuacji, struktur, zwyczajów itp. Wciąż wielu katolików ma poważny problem ze zrozumieniem, o co chodzi z tak często przywoływaną „nową ewangelizacją”. W odniesieniu do Europy (ale nie tylko do niej) często zamiast o „nowej ewangelizacji”, czyli działaniu nastawionym na przyszłość, myśli się o czymś, co można by nazwać „odrestaurowywaniem”. Problem w tym, że wiara to nie zabytek.

Franciszek odnotował, że zdaniem wielu ludzi w Europie wiara nie jest już czymś dostrzeganym, że należy do przeszłości. Wskazał też powód takiego przekonania - nie widzieli Jezusa działającego w ich życiu. „I często nie widzieli Go, ponieważ nie ukazaliśmy Go wystarczająco poprzez nasze życie” - zdiagnozował Papież wskazując, że Boga widzi się w twarzach i gestach ludzi przemienionych Jego obecnością. „Jeśli chrześcijanie, zamiast promieniować zarażającą radością Ewangelii, proponują na nowo zużyte, intelektualistyczne i moralistyczne schematy religijne, to ludzie nie widzą Dobrego Pasterza” - powiedział.

Ewangelizacja Europy to przede wszystkim pokazywanie Jezusa obecnego i działającego tu i teraz. Bez zrozumienia tego faktu, jeszcze długo będzie można narzekać, że Stary Kontynent się coraz bardziej laicyzuje.

 

Dziennikarz, publicysta, twórca portalu wiara.pl; pracował m.in. w "Gościu Niedzielnym", radiu eM, KAI

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
abp Grzegorz Ryś
30,03 zł
42,90 zł

Wypełnić Ewangelię dokładnie co do litery – to jest pomysł na życie. Nie szukać niczego innego, tylko czerpać z tego, co jest napisane. 

Arcybiskup Grzegorz Ryś zabiera nas w podróż śladami jednego z najważniejszych...

Skomentuj artykuł

Ewangelizacja Europy - niech widzą Jezusa
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.