Jaszczuroludzie opanują mózgi chrześcijan?

Jaszczuroludzie opanują mózgi chrześcijan?
(fot. depositphotos.com)
6 miesięcy temu

„O nie, jeszcze jeden tekst o odmienianym przez wszystkie przypadki koronawirusie i zrobi mi się słabo” - pomyślałam kilka dni temu, siadając do napisania tego felietonu i zastanawiając się, czy jest w ogóle jeszcze w tej kwestii coś oryginalnego do powiedzenia.

To, że światowa pandemia bezlitośnie każe nam zweryfikować nasze wartości, również te odnoszące się do przeżywania wiary, zostało już szeroko i głęboko opisane przez głowy daleko tęższe niż moja. Gdybym tylko mogła, schowałabym teraz komputer na dnie szafy, włączyłabym mój ulubiony tryb samolotowy w komórce i wyjechała gdzieś, gdzie do woli można rozkoszować się pierwszymi promieniami wiosennego słońca, z dala od bombardujących z każdej strony statystyk zachorowań i zgonów, prognoz epidemicznych oraz modeli zarządzania kryzysowego.

A jednak, w tym całym informacyjnym zgiełku i zamieszaniu jest jeszcze coś, co sprawia, że nie mogę zaszyć się w swojej domowej jaskini i milczeć. Tym czymś jest niepokojące przekonanie, że walka ze śmiercionośnym wirusem po raz kolejny obnażyła słabość Kościoła (a przynajmniej niemałej jego części), w którym żyję.

Ale to już było

Podobne tąpnięcia były już przecież w nie tak dawnej przeszłości - wypierające rzeczywistość reakcje części duchowieństwa i świeckich katolików na dokument braci Sekielskich o pedofilii w Kościele rozdrapały fałszywie zasklepione rany, dopełniły mroczny scenariusz o oprawcach unikających kary (czy chociażby skruchy za swoje czyny) i obwinianiu ofiar. Podobnie bolesne były wypowiedzi niektórych hierarchów na temat osób LGBT, czy demontujące autorytet Kościoła od wewnątrz medialne przepychanki biskupów-emerytów atakujących papieża Franciszka za to, że uczynił ze swojego pontyfikatu jeden wielki manifest Bożego miłosierdzia. Obecny kryzys, uwidaczniający się szczególnie wyraźnie w czasie pandemii, wydaje się niczym innym jak konsekwencją narastających od lat tarć między dwiema dominującymi rodzajami duchowości, okraszonych przy okazji charakterystycznym stosunkiem do instytucji Kościoła i osób duchownych.

Problem w tym, że o ile grzechem pierwszej z nich jest najczęściej pewna naiwność podyktowana chęcią zadowolenia wszystkich na raz i niestety często jeszcze spotykane poczucie wyższości nad katolickim „ciemnogrodem”, o tyle środowiska rozrastające się na marginesie nurtu, nazwijmy to, „konserwatywnego”, nie tylko coraz częściej prowadzą do teologicznych wypaczeń (takich jak to, że koronawirus jest karą za grzechy), ale w obecnej sytuacji stają się zagrożeniem dla ludzkiego zdrowia i życia. Trudno inaczej określić publiczne przekonywanie, że komunikant po konsekracji nie przenosi cząstek wirusa.

Jak zachować spokój, gdy i tak zestresowani i niepewni co do przyszłości własnej i bliskich ludzie są karmieni groźbami tego, że światowa pandemia jest początkiem apokaliptycznego końca?

Do czego prowadzi wiara w to, że obrzęd lavabo polegający na zanurzeniu przez kapłana koniuszków palców w kilku kroplach wody to skuteczna „dezynfekcja”? Jak, jeśli nie w kategoriach wzywania do naruszenia zasad sanitarnych, rozumieć nawoływania niektórych kapłanów do tego, by „nie bać się” przyjmować Komunii Świętej do ust? Wreszcie, jak zachować spokój, gdy i tak zestresowani i niepewni co do przyszłości własnej i bliskich ludzie są karmieni groźbami tego, że światowa pandemia jest początkiem apokaliptycznego końca? W tym ostatnim przodują w ostatnim czasie dwaj kapłani - ks. Paweł Murziński (ten sam, który wyrażał swego czasu głębokie zaniepokojenie postępującą emancypacją kobiet) i ks. Grzegorz Bliźniak.

Zamiast korony dla Chrystusa, korona z wirusa. Polacy zasłużyli na epidemię?

Pierwszy z nich, ks. Murziński, udzielił wywiadu bliżej nieokreślonej dziennikarce (nazywanej przez rozmówcę po prostu „panią Krystyną”), którego można wysłuchać na podobnie tajemniczym youtube’owym kanale o wiele mówiącej nazwie Telewizja Chrystusa Króla w Chicago. Prowadząca wywiad kobieta całkiem na serio zadaje pytanie o to, czy przed apokalipsą (spowodowaną oczywiście koronawirusem) nastąpi oświetlenie sumień, a potem, uwaga cytuję, „będą nas szczepić i czipować”. Pada też pytanie o to, czy światowa pandemia jest karą za grzechy, i czy przypadkiem Polacy sobie na nią nie zasłużyli za to, że nie doszła do skutku ogólnonarodowa intronizacja Chrystusa na króla Polski: „Nie chcieli korony dla Chrystusa, to mają koronę z wirusa” - kwituje w pewnym momencie dziennikarka.

I o ile nie mam zamiaru pastwić się nad anonimową kobietą wypytującą ks. Murzińskiego o duchowe konsekwencje pandemii, o tyle wypowiedzi samego kapłana wołają o - nomen omen - pomstę do nieba. Duchowny przekonuje bowiem, że koronawirus może być próbą wprowadzenia na świecie „szatańskiego nowego porządku” i zachęca, by na czas epidemii zaopatrzyć się w… sól egzorcyzmowaną. Oczywiście pada z jego strony także szereg zarzutów dotyczących przyjmowania Komunii na rękę: „Kościół może zezwolić na przyjmowanie komunii na rękę, ale nie oznacza to, że niebo na to zezwala” - twierdzi ks. Murziński, sugerując, że taki sposób przyjęcia Pana Jezusa jest niegodny i „ściąga potępienie”: „Gdybym miał wybierać między przyjęciem do ręki a przyjęciem duchowo, chyba lepiej jest już duchowo i będzie z tego łaska” - dodaje kapłan, zachęcając wiernych do tego, by szukali wspólnot domowych i kościołów, gdzie komunia święta jest udzielana bezpośrednio do ust.

Oprócz tego białostocki wikariusz roztacza wizję, w której jesteśmy świadkami „wypełniającego się czasu” i rychłej Paruzji (tak jak byśmy nie byli od dwóch tysięcy lat, hmmm). Swoją apokaliptyczną tyradę kończy zaś słowami: „Niedługo wszyscy prorocy zamilkną, a do głosu dojdzie Boża sprawiedliwość”. Cóż, jeśli tym „prorokiem” ma być ks. Murziński, wprost nie mogę się doczekać, by ta „przepowiednia” stała się faktem.

Trevignano Romano i objawienia z WhatsAppa

„Módlcie się za Chiny, bo stamtąd przyjdą nowe choroby. Wszystko już gotowe, by zanieczyścić powietrze nieznanymi bakteriami”. Takie słowa miała wypowiedzieć Matka Boża we wrześniu zeszłego roku, czyli wtedy, gdy jeszcze nikt nawet nie podejrzewał, że dziś będziemy się borykać z pandemią wirusa z Wuhan. Na wszelkie materiały traktujące o objawieniach Giselli Cardy i jej męża panuje dziś ponadprzeciętny popyt - książka autorstwa Ferdinanda Carignaniego „W drodze z Maryją” powoli staje się bestsellerem (także w Polsce), a konferencje i nagrania dotyczące objawień osiągają zawrotną liczbę wyświetleń w internecie.

W promowaniu włoskich objawień na polskim gruncie przoduje ks. Grzegorz Bliźniak, założyciel wspólnoty Misjonarzy Jezusa Miłosiernego, który sam siebie nazywa „świadkiem Trevignano” i „wielokrotnym uczestnikiem” tamtejszych objawień. Choć wydawałoby się, że nazwa zgromadzenia sięgająca do duchowego dziedzictwa św. Faustyny Kowalskiej i bł. ks. Michała Sopoćki powinna zobowiązywać, w wypowiedziach jego założyciela na próżno szukać Dobrej Nowiny o Bożym miłosierdziu. Zamiast tego, w konferencjach ks. Bliźniaka dominują wątki dotyczące sprawiedliwości Boga i „bolesnego oczyszczenia” świata. Kapłan, który przekazuje najświeższe doniesienia w cyklu internetowych konferencji pt. „Świadek Trevigano Romano”, powołuje się na bliską zażyłość z „widzącą” Gisellą.

W jednym z filmów, powołuje się nawet na słowa Maryi, które Gisella przekazała mu za pomocą… WhatsAppa. „Przyszłam na ziemię i przychodzę tak często, by ludzi upomnieć, żeby się nawrócili do mojego Syna, żeby mnie słuchali. Przychodzę, apeluję, proszę, natomiast ludzie mnie nie słuchają. Wielu, pomimo moich nieustannych apeli, nie słucha - napisała mi Gisella 15 minut temu na WhatsAppie” - przekonuje ks. Bliźniak. Hmm, ktoś jeszcze ma skojarzenie z rozsyłanymi przez łatwowiernych seniorów (głównie ciocie i wujków po sześćdziesiątce) fejkowymi łańcuszkami autorstwa internetowych trolli…?

Ksiądz Bliźniak mówi jak jest

Problem z ks. Bliźniakiem polega nie na samej treści propagowanych przez niego objawień (co do których nie mam zamiaru zajmować stanowiska, dopóki oficjalnie, po ich ustaniu, nie uczyni tego Kościół), ale na formie, w jakiej to robi. Okazuje się, że wszelka próba zakwestionowania związku pandemii z „karą za grzechy” czy - nie daj Bóg - podważenia autentyczności objawień „widzącej” Giselli, spotyka się z ostrą reakcją kapłana i zarzutem, że formułujący takowe wątpliwości jest „na usługach szatana”. Natomiast w obliczu narastających kontrowersji, czy aby na pewno to, co dzieje się w Trevignano, nie służy do zarabiania pieniędzy i żerowania na ludzkiej naiwności, ks. Bliźniak „uspokaja”, przypominając, „że ojciec Pio, wielki mistyk, wielki święty, również zajmował się tak zwanym - w cudzysłowie - biznesem”.

W przekazie płynącym od ks. Bliźniaka zatrważa nie tylko zaciętość, z jaką broni swoich przekonań, ale również merytoryczna słabość jego wypowiedzi. Kapłan arbitralnie twierdzi na przykład, że badania „potwierdziły” autentyczność krwi, która miała wypłynąć z oczodołów figury Maryi i z obrazu Jezusa Miłosiernego znajdujących się w miejscu domniemanych objawień. Ksiądz nie potrafi jednak nawet wskazać, jaki konkretnie ośrodek naukowy zajmował się tymi badaniami. Podobnych nieścisłości jest więcej, a wszelkie wątpliwości zgłaszane przez wiernych kwituje krótkim „diabeł walczy i będzie walczyć”. Kapłan ten, niczym Mariusz Max Kolonko częstujący co chwila internautów kolejnymi teoriami spiskowymi, „mówi jak jest” i zdaje się nie dopuszczać do siebie przesłanek, które w konsekwencji wymagałyby większej ostrożności w mówieniu o tym, co dzieje się w Trevignano.

Jeszcze wiara, czy już magia?

Powie ktoś, niezupełnie bez racji - to przecież tylko kilka przypadków, ledwie parę kropel w całym morzu dobra, jakie dzieje się w Kościele (także tym w Polsce): szeregu rekolekcji internetowych, wykładów, duchowych streamów i transmitowanych coraz chętniej mszy świętych. Nie mówiąc o kolejnych akcjach społecznych, zbiórkach pieniędzy na szczytne cele i gestach solidarności. Wszystko to prawda, niemniej jednak zasięg - zwłaszcza internetowy - opisywanych wyżej teologicznych potworków jest zbyt duży, by uznać je za marginalne zjawisko.

>> Jacek Prusak SJ: kiedy religia zaczyna być magią?

Niemała część przywołanych tu przykładów jest efektem znanych i wielokrotnie opisywanych mechanizmów z pogranicza psychologii i religijności, jak na przykład ten o złudzeniu „sprawiedliwości świata”. Ludzie ulegający tej pięknej, ale z gruntu fałszywej idei, w każdym nieszczęściu widzą konsekwencje złego postępowania (trochę jak uczniowie pytający Jezusa o niewidomego od urodzenia: «Rabbi, kto zgrzeszył, że się urodził niewidomym - on czy jego rodzice?»). Mści się Bóg, matka natura, wymierzająca sprawiedliwość fortuna, a może i rządzący potajemnie światem reptilianie - w zależności od naszej wiary, poglądów i wrażliwości podstawimy sobie tu proste wytłumaczenia. Na gruncie religii jest to o tyle groźne, że wypacza obraz Boga, tworząc ze źródła wielkiej miłości posępnego urzędnika, który doskonale bawi się w systemie nakazowo-zakazowym, chłoszcząc niewierny lud chorobami, lękiem i śmiercią.

Epidemia koronawirusa, obarczona szeregiem trudnych do zniesienia zaostrzeń (także na poziomie dostępności do kościołów, sakramentów i księży) każe nam zrewidować swoje nierzadko szufladkowe, pełne stereotypów z pogranicza magii, pojmowanie chrześcijaństwa.

Być może, tak specyficznie przeżywany czas kryzysu, będzie dla nas wszystkich szansą, by przemyśleć sens naszej indywidualnej relacji z Bogiem. Im więcej upadnie w tym czasie mitów i wyobrażeń (nawet jeśli czasem w trudny, a może i bolesny sposób), tym pełniejsi, a na pewno prawdziwsi wejdziemy do naszych kościołów, gdy czas epidemii się skończy.

 

Dziennikarka kulturalna, publicystka DEON.pl. Współpracowała m.in. z "Plusem Minusem", "Gościem Niedzielnym", Niezalezna.pl i TVP Kultura.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Jacek Prusak SJ, Sławomir Rusin
23,94 zł
39,90 zł

Dojrzała wiara to zgoda na obcowanie z Tajemnicą

Czy psychologia jest wrogiem wiary? A może doprowadzi do tego, że uwierzę głębiej? Czy wyznacznikiem bliskości z Bogiem są emocje? Co Pismo Święte mówi o orientacji seksualnej?...

Skomentuj artykuł

Jaszczuroludzie opanują mózgi chrześcijan?
Komentarze (19)
LS
~Lech Szewcu
12 października 2020, 09:00
Miało być: Deon = Demon
LS
~Lech Szewcu
12 października 2020, 08:59
Deon + Demon
PP
~Piotr P. Drozdowicz
13 września 2020, 00:38
Dawno nie czytałem tak zajadłego tekstu, pełnego ironii, sarkazmu. Stosuje szanowna dziennikarka, co zdanie hiperbole. Obrażliwy tytuł artykułu nie przystaje nijak do jego treści. Rozumiem, że ma w domyśle odnosić do osób wymienionych w tekscie (to bardzo amatorski zabieg na pozimie gazet błyskowych). Nie skrywana nienawiść do jakiejś dziennikarki Krysi zajmuje dużą część tekstu. Czy czuje się Pani zagrożona pobożnością i wiarą innych ludzi? Czy DEOn to organ propagandy jedynie słusznej opcji w Kościele? Czy Jezuici stali się strażnikami zasad sanitarnych wyprzedzając kompetencje SANEPIDU? Jeśli Pani, żyje w stanie laski uświęcającej, to proszę nie bać się rychłego przyjścia Chrystusa. To sama radość!! Powierzam Panią właśnie Miłosierdziu Bożemu i życzę szlachetnej powściągliwości w słowie. To dobrze wpływa na jakość pisarstwa.
ET
~Ewa T
15 września 2020, 21:45
Dziękuję za te słowa. Brawo Panie Piotrze. Ten artykuł jest prześmiewczy mialam okazję słuchać tych nomen omen mądrych ludzi a Pani zrobiła z nich imbecyli. Może się mylą (lub nie) ale na pewno nie zasługują na taką pogardę.
Andrzej Ak
Andrzej Ak
26 kwietnia 2020, 17:42
To walka z cudami i objawieniami prywatnymi przypomina walkę z "wiatrakami" Don Kichotta, bo im bardziej i zacieklej ktoś będzie z tą Siłą Wiary walczył, tym ta Siła będzie wzrastać. I nie chodzi tu o szczegółowe rozdrabnianie każdego cudu na części, bo może być ich bardzo wiele w wielu różnych płaszczyznach postrzegania oraz wymiarów Boga, lecz o wiarę kruszącą nasze zatwardziałe umysły i serca. Przecież to wszystko jest dla nas, dla naszego wzrastania w dobru i wierze. Jednak wiara nie może być pozbawiona fundamentów Prawdy i Sprawiedliwości Boga, która nawet w obliczu bezgranicznego Miłosierdzia zobowiązuje nas wierzących do obrania w naszym życiu drogi czystego serca i ust oraz czystych myśli, innymi słowy drogi świętości, czyli drogi życia wiecznego z Bogiem, a kiedyś i w Bogu. Póki co wciąż błądzimy, a więc wskazówki dla obecnego świata mogą być dla nas bardzo cenne. Z Mądrością Bożą rozeznawajmy Wolę Boga!
TS
~Taki Sobie
26 kwietnia 2020, 20:48
Tak każdy z nas na tyle ile może, może nie nawracajmy od razu całego świata, a zróbmy tylko tyle ile każdy z nas może? Matka Teresa z Kalkuty zawsze mówiła, że to co robi to kropla w morzu, ale jakby jej nie było świat byłby jeszcze gorszy. Z drugiej strony zamiast ciągle bać się tego sądu warto zauważyć, że jednak coś od Boga dostajemy każdego dnia - rodziny, przyjaciół, ludzi gotowych do pomocy, rozwój na tyle wiedzy i medycyny, że powalczymy (ratując ludzi a nie zabijając) z tą pandemią, świat jeszcze ciągle piękny, pomimo, że go niszczymy każdego dnia, muzykę, sztukę,litetature. Nie wiem jak to jest z tymi znakami nadchodzącej Paruzji, poza Bogiem tego nikt nie wie, równie dobrze każdy z nas jeszcze może żyć długo albo policzone są już nasze godziny. Czy naprawdę musimy być tacy przestraszeni, lęk jest niefajny i ma fatalne skutki. Nikt nie neguje, a już napewno nie autorka, że przykazania nie obowiązują, to manipulacja.
GU
Grażyna Urbaniak
26 kwietnia 2020, 14:19
Autorka jest zbulwersowana, że "białostocki wikariusz roztacza wizję, w której jesteśmy świadkami „wypełniającego się czasu” i rychłej Paruzji". I to ma być powód do zdenerwowania? Sądziłam zawsze, że osoby wierzące wobec takiej perspektywy będą sobie radośnie wyśpiewywać: "czego ojcowie żądali, my będziemy oglądali" :)
CS
~Czesław Sobala
25 kwietnia 2020, 19:52
No i Deon ma znów problem. Po takich artykułach pojawia się od razu "święta inkwizycja", która już rozpala stosy, aby potępić autora niezależnie od płci i stanu. Przecież taki ksiądz Bliźniak, który w Archidiecezji Chicago ma zakaz publicznego duszpasterzowania (niezależnie od obecnej sytuacji), gdyby nie był jednak księdzem nie pociągałby za wielu zwolenników. Autorytetu dodaje mu koloratka niestety. W każdej takiej sytuacji sprawdzają się słowa św. Pawła z Drugiego Listu do Tymoteusza (2Tm 4,3): "Przyjdzie bowiem chwila, kiedy zdrowej nauki nie będą znosili, ale według własnych pożądań - ponieważ ich uszy świerzbią - będą sobie mnożyli nauczycieli."
ES
~Ela Sz
25 kwietnia 2020, 18:30
Pisze Pani nieprawdę na temat ks. Bliźniaka. Bardzo wiele mówi o miłosierdziu i wcale nikogo nie straszy. "Zaciętość" to słowo, które zupełnie do niego nie pasuje. Ja widzę łagodność i miłość.
AM
~Andrzej Mackiewicz
24 kwietnia 2020, 15:19
A po "drugiej/tej rozsądnej(?)" stronie Szanowna Autorka nie widzi "fake newsów" czy URABIANIA opinii społecznej ? A może Autorka wypiera (bo tak jej łatwiej) - konkretne PYTANIE - zagadnienie "zbliżających się" (raczej - na pewno) (obowiązkowych ?!?l) szczepień ??? Hmmm, co na to ... Pan Bóg, może Autorka "też wie lepiej" i nam powie "co powinniśmy robić" ? Pozdrawiam, dobrego dnia, smacznego obiadu !
KW
~Kornel Wolny
24 kwietnia 2020, 10:06
Jakem ateista, bez odrobiny ironii, szyderstwa i kpiny, z całym przekonaniem napiszę: naprawdę dobry tekst. Moje uznanie dla autorki.
TS
~Taki Sobie
24 kwietnia 2020, 13:23
Jako Katolik jestem tego samego zdania.
JL
Jerzy Liwski
24 kwietnia 2020, 16:04
Jako Katolik jestem przeciwnego zdania.
25 kwietnia 2020, 02:06
Cieszę się, że Pan czyta teksty wierzących ; ja czytam z kolei niewierzących, może spotkamy się gdzieś w środku drogi :). Jeżeli jednak chodzi o tekst, to mógłby być dobry, gdyby nie był jednostronny.
AS
~Antoni Szwed
24 kwietnia 2020, 10:03
"Na gruncie religii jest to o tyle groźne, że wypacza obraz Boga.." Nie! Pan Bóg jest naprawdę miłosierny skoro znosi jeszcze zło, które dzieje się w obecnym świecie. Proszę zauważyć, że w ciągu ostatniego miesiąca na skutek "działalności" wirusa zmarło na świecie kilkadziesiąt tysięcy ludzi, a w tym samym czasie zabito kilka milionów ludzi, wykonując aborcje dzieci nienarodzonych. Czyli wielokrotnie więcej zginęło z rąk morderczych ludzi niż z powodu wirusa. To są straszliwe grzechy wołające o pomstę do nieba. A to tylko jeden rodzaj ciężkich grzechów... Nie należy uważać, że Pan Bóg tego nie widzi i nie słyszy, co więcej, że nic Go to nie obchodzi, albo nawet "błogosławi" ten straszliwy proceder. Teraz jest czas, by wreszcie świat zaczął przepraszać Boga za swoje grzechy i pokutować, bo może się okazać, że już niewiele tego czasu zostało. Naprawdę warto wiedzieć co się dzieje w obecnym świecie, a nie atakować tej nędznej resztki katolików, którzy jeszcze w Boga wierzą.
TS
~Taki Sobie
24 kwietnia 2020, 13:22
"Reszta katolików..." Pan ocenia kto wierzy, kto nie? Postawił się Pan w roli Boga. Z całym szacunkiem ale wedlug mnie to wie tylko Bóg, nie Pan. Te kobiety, o których Pan pisze też zna Bóg nie Pan, nie warto wchodzić w jego buty, grozi ciężarem nie do uniesienia.
AS
~Antoni Szwed
24 kwietnia 2020, 14:08
Nie osądzam konkretnych ludzi, bo to rzeczywiście jest sprawa Pana Boga. Piszę o powszechnie znanym zjawisku aborcji, które jako żywo jest sprzeczne z piątym Przykazaniem Dekalogu. Nieprawdą jest, że w ogóle nie wiemy jakimi kryteriami Pan Bóg osądza ludzi, bo zostawił nam objawione przez Siebie Prawo Boże, które mamy PRZESTRZEGAĆ. Tego Prawa nie można relatywizować ani tym bardziej sugerować, że ono już nie obowiązuje.
TS
~Taki Sobie
24 kwietnia 2020, 16:02
Ale autorka akurat problemu aborcji nie poruszyła. Nie można przy każdej okazji, każdego tematu sprowadzać do aborcji i walić każdego kto ma inne zdanie na jakikolwiek temat aborcją w łeb. To zamyka każdy temat, zanim się go jeszcze otworzy.
TS
~Taki Sobie
24 kwietnia 2020, 16:19
Tak osądza i niech mu Pan ten osąd zostawi. Jest duch prawa i litera. Warto posłuchać Ojca Damiana - Dominikanie freta, youtube : Litera zabija, duch ożywia.

Skomentuj artykuł

Jaszczuroludzie opanują mózgi chrześcijan?
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.