Krzywdzenie Boga i Kościoła

Krzywdzenie Boga i Kościoła
(fot. PAP / EPA / CLAUDIO PERI)

Czy można skrzywdzić samego Boga? Można. Papież Franciszek nie ma co do tego wątpliwości. Twierdzi nawet, że Bogu i Jego łasce wyrządza się wiele krzywdy. W jaki sposób? Stawiając w głoszeniu wiary Boży sąd, karanie za grzechy przed Bożym miłosierdziem.

Nie trzeba być bardzo starym, aby pamiętać czasy, gdy Kościół katolicki z wielką ostrożnością podchodził do rozszerzania kultu Bożego Miłosierdzia, a obrazy Jezusa Miłosiernego nie były publicznie eksponowane w świątyniach. Niespełna sześćdziesiąt lat temu Święte Oficjum przygotowało dokument, w którym informowało, że nie przewiduje się w Kościele wprowadzenia Święta Bożego Miłosierdzia. Dekret nie wszedł w życie, bo zmarł Pius XII. Jednak dopiero w roku 1978, tuż przed wyborem na Stolicę Piotrową Karola Wojtyły, przestała obowiązywać podpisana przez sekretarza Jana XXIII notyfikacja, zalecająca dużą ostrożność, wstrzymanie się z propagowaniem kultu i orędzia s. Faustyny, dopóki kompetentna władza kościelna nie zbada dokładnie sprawy.

Zbadała. Można powiedzieć, że spełniły się słowa, które kard. Henryk Gulbinowicz słyszał od ks. Michała Sopoćki "Zobaczysz, Miłosierdzie Boże zwycięży". Kult Miłosierdzia Bożego wydaje się czymś oczywistym i funkcjonującym w Kościele od zawsze. A jednak papież Franciszek ogłosił nadzwyczajny Rok Święty Miłosierdzia Bożego. W dodatku inaugurując go użył słów, które niejednego mogą szokować. Powiedział: "Jak wiele krzywdy wyrządza się Bogu i Jego łasce, kiedy przede wszystkim się twierdzi, że grzechy są karane Jego sądem, nie stawiając natomiast na pierwszym miejscu, że są odpuszczane przez Jego miłosierdzie! Tak, tak to się właśnie dzieje. Musimy przedkładać miłosierdzie nad sąd, a w każdym przypadku sąd Boży będzie zawsze odbywał się w świetle Jego miłosierdzia". To bardzo trudne słowa. Zapewne nie zabraknie takich, którzy spróbują je zinterpretować jako odrzucenie Bożej sprawiedliwości i Bożego prawa. Będą w ten sposób krzywdzić Kościół i Papieża. Tu nie chodzi przecież o głoszenie jakiegoś innego Boga, niż to miało miejsce dotychczas. Chodzi o to, by mówić o Bogu w nowy sposób. O zwrócenie uwagi na rzeczy wydawałoby się oczywiste, a przecież dla wielu wciąż nieodkryte, jak to sformułowanie użyte 8 grudnia przez Franciszka: "Jest On nie tylko tym, który przebacza grzech, ale w Maryi posuwa się do zapobieżenia grzechowi pierworodnemu, jaki każdy człowiek niesie ze sobą przychodząc na świat". Ilu kaznodziejów wpadło na to, aby ukazywać Niepokalane Poczęcie Najświętszej Maryi Panny jako przejaw, jako działanie Bożego miłosierdzia?

Kościół można krzywdzić również w inny sposób (niekoniecznie z premedytacją). Na przykład traktując go instrumentalnie, zawężając i ograniczając jego rolę, misję i zadania. Niedawno jeden z polityków, pytany o Kościół w Polsce, stwierdził, że jest on bardzo cenny, "dopóki jest nosicielem potrzebnych norm, wartości, sensu". Pod takim warunkiem jest według niego cenny narodowo, kulturowo i duchowo. Ten przekaz jest nie tylko niesłychanie krzywdzący dla Kościoła. On niesie bardzo groźne przesłanie. Zwróćmy uwagę na słowo "dopóki". Zastanówmy się, kto i według jakich reguł ma decydować o tym, które normy i wartości są póki co "potrzebne"? Co ma się stać z Kościołem w sytuacji, gdy przestaną być "potrzebne"? Czy wśród tych "potrzebnych" wartości jest miejsce na miłosierdzie? Boże miłosierdzie? Na odrzucenie wszelkich form lęku i strachu? Czy Kościół, który wzywa do wzrastania w przekonaniu o miłosierdziu, który nawołuje do przedkładania miłosierdzia nad sąd, jest cenny?

DEON.PL POLECA

To nie są błahe i trzeciorzędne pytania. Nie mamy do czynienia z abstrakcyjnym sporem o pozbawione znaczenia rozłożenie akcentów. Pewne sposoby ich rozłożenia mogą czynić krzywdę samemu Bogu. A cóż dopiero Kościołowi.

Dziennikarz, publicysta, twórca portalu wiara.pl; pracował m.in. w "Gościu Niedzielnym", radiu eM, KAI

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Krzywdzenie Boga i Kościoła
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.