To miejsce łamie wszelkie schematy. Na Festiwalu Życia czuć Kościół, który pulsuje

To miejsce łamie wszelkie schematy. Na Festiwalu Życia czuć Kościół, który pulsuje
Fot: festiwalzycia.pl

Od 2018 roku ciszę lasu w Kokotku „zakłócają” tysiące młodych ludzi, którzy przyjeżdżają nad staw Posmyk, by uczestniczyć w czymś znacznie większym niż religijny event. To nie wydarzenie zaprogramowane na sztuczną radość, ale profesjonalnie przygotowana przestrzeń, która stała się prawdziwym „game changerem” katolickich spotkań w Polsce. O tym, jak budować autentyczne relacje, o rekolekcjach w błocie i o Bogu, którego spotyka się na górskich szczytach Maroka, opowiada ojciec Dominik Ochlak, misjonarz Oblat Maryi Niepokalanej.

Łukasz Sośniak SJ: Przenosimy się do Kokotka – pięknej krainy na Śląsku, gdzie od kilku lat tysiące młodych ludzi „zakłóca”. Jak to się właściwie zaczęło?

DEON.PL POLECA

 

 

Dominik Ochlak OMI: Inicjatywa, która od 2018 roku dzieje się w Kokotku, była wcześniej, choć na mniejszą skalę, organizowana w Kodniu nad Bugiem. W Kokotku rozpoczął to mój współbrat, ojciec Tomek Maniura, a dziś w organizację zaangażowane są diecezje województwa śląskiego, archidiecezja wrocławska oraz różne zakony. Co ciekawe, to już nie tylko wydarzenie ogólnopolskie, ale międzynarodowe – mamy gości z Australii, czy Kanady.

Co sprawia, że ten festiwal jest dla młodych czymś więcej niż kolejnym koncertem chrześcijańskim? Czy naprawdę zmienia ich życie?

Wydaje mi się, że młodzi nie jeżdżą już tam tylko dla muzyki. Festiwal stał się miejscem spotkania i budowania relacji w atmosferze, którą jako organizatorzy staramy się dobrze „skroić”. Kluczem jest profesjonalizm – od nagłośnienia po logistykę. Mamy tam pole namiotowe, a nad bezpieczeństwem czuwają młodzi z klas mundurowych pod dowództwem służb – to piękny obrazek, gdy młodzi chronią młodych. Najważniejsza jest jednak treść i pogłębiona duchowość. Widzimy, że młodzi potrzebują czegoś, co wykracza poza to, co dzieje się na scenie.

 Autentyczność kontra „cringe”

Przyznaję, że zawsze bałem się duszpasterstwa młodych, postrzegałem je jako bardziej wymagające, swobodniej czułem się w rozmowie z dorosłymi. Jak to jest być duszpasterzem młodzieży dzisiaj? To większe wyzwanie niż inne aktywności duszpasterskie?

DEON.PL POLECA


Młodzież bardzo szybko daje feedback – od razu wiesz, czy im się coś podoba, czy nie. To wymaga bycia ofiarnym, cierpliwym i ciągłego rozwoju osobistego. Trzeba mieć do siebie dystans i potrafić ich „oswoić”, po prostu z nimi będąc. Często wykorzystuję góry jako narzędzie, by budować relacje. Zauważam też, że dzisiaj zmiany w pokolenie zachodzą niezwykle szybko, właściwie co dwa lata.

Co dwa lata? To drastyczna zmiana. Czy miały na to wpływ media społecznościowe?

Zmiany są kulturowe i technologiczne. Widać spadek zdolności skupienia na treściach i szybką rotację trendów. Jako duszpasterz staram się spotkać ich na tym pułapie, na którym aktualnie są, i stamtąd próbuję ich prowadzić. Trzeba się jednak zgodzić na to, że wiele inicjatyw może być nietrafionych. To wymaga pokory.

Biskup Artur Ważny wspominał, że młodzi szukają dziś przede wszystkim dostrzeżenia i towarzyszenia. Czy Ty to potwierdzasz?

Zdecydowanie. Młodzi często czują się porzuceni, co jest gorsze niż bycie odrzuconym. Porzucony człowiek często nie odkrył wartości relacji, bo nigdy jej nie otrzymał, np. w rodzinie. My możemy im pokazać, że we wspólnocie, w sakramentach jest coś, co ich nakarmi. Spotykam wielu młodych z ogromną energią i pomysłami – to oni sprawiają, że ja sam chcę za nimi nadążać.

A co z językiem? Dzisiaj mówi się dużo o tym, by Ewangelia była zrozumiała, ale czy próby bycia „młodzieżowym” na siłę nie kończą się „cringem”, czyli po prostu żenadą?

Używanie młodzieżowych słów przez 40-latka jest nieautentyczne i młodzi to od razu wyczują. Nie można być infantylnym. Wystarczy mówić swoimi słowami, byle nie były one nadęte czy przesadnie intelektualne. TikTokerzy używają trendów, bo to pewna konwencja, ale my jako dorośli musimy zachować granicę smaku. Akceptuję obecność księży w takich mediach, o ile nie jest to ich jedyny przekaz wiary i formacji. Ważne, by nie stać się tym, co się nagrywa. Sam odmówiłem komentarza na temat Mszy w Robloxie, bo nie czułem się w tym autentyczny, choć wasi współbracia, jak Paweł Kowalski czy Michał Maciejny, świetnie sobie tam radzą.

Krew, pot i łzy – Bóg na szlaku

 Wspomniałeś o górach. Przyniosłeś książkę „Moja wielka grecka wyprawa”, ale to tylko wierzchołek góry lodowej Waszych działań.

Wszystko zaczęło się od wypraw rowerowych Niniwa Team. Ja, nie lubiąc rowerów, zacząłem zabierać młodzież w góry i tak powstały wyprawy piesze. Idziemy „na wiarę” – bez umówionych noclegów, z całym dobytkiem na plecach i z konkretną intencją. Ostatnio szliśmy „za przyjaciół”. To nie są wycieczki dla turystów, ale rekolekcje w drodze.

Jakie to uczucie prowadzić grupę przez Atlas w Maroku czy góry w Turcji, będąc odpowiedzialnym za każdego z uczestników?

To jest doświadczenie wspólnoty w spartańskich warunkach. Czasem warunki są skrajnie trudne, jak spanie w prostych chatach w budowie czy dzielenie jednego metra podłogi. Dla mnie jako lidera to ogromna odpowiedzialność i czasem konieczność podjęcia trudnych decyzji o odwrocie, gdy szlak staje się zbyt niebezpieczny. Młodzi uczą się wtedy, że wycofanie się to też mądrość. Na wyprawie docenia się proste rzeczy: wodę, kawałek podłogi, obecność drugiego człowieka.

Czy masz takie jedno wspomnienie z tych wypraw, które zostało w Tobie na zawsze?

Turcja, góry Kaczkar, wysokość około 3000 metrów. Odprawialiśmy Mszę świętą przy stawie, wśród krów, w otoczeniu surowych skał. Grupa śpiewała na trzy głosy „Niepojętą Trójcę”. To było wręcz mistyczne doświadczenie, które pokazało mi piękno wspólnoty w drodze, która się modli.

Kokotek 2026: Adam, Ewa i walka na miecze

Wróćmy do Festiwalu Życia. Tegorocznym bohaterem będzie Adam i Ewa. Dlaczego taki wybór?

Zawsze wybieramy bohatera biblijnego – byli już np. Mojżesz i Estera. Księga Rodzaju jest niezwykle epicka i dotyka pytań, które młodzi noszą w sobie: o wiarę, wolność, grzech i relacje. Program budujemy wokół tego tematu – od Stwórcy, przez piękno stworzenia człowieka, aż po temat ufności i nadziei.

W materiałach promocyjnych przeczytałem, że festiwal to „game changer”. Brzmi ambitnie.

Bo robimy to razem, łącząc różne wrażliwości. W tym roku rozwijamy strefy: będzie Strefa Studenta, Strefa Chilloutu prowadzona przez brata Kryspina oraz Strefa Głębi w duchu Taizé. Chcemy, by każdy znalazł coś dla siebie – zarówno ekstrawertycy szukający akcji, jak i introwertycy potrzebujący ciszy. Dużym zainteresowaniem cieszy się strefa rozmów o przyszłości. Były już warsztaty z boksu, walki na miecze, ale i warsztaty psychologiczne czy duchowe.

A słynny „Bieg Festiwalowicza”? Zdjęcia biskupa w błocie jakiś czas temu obiegły Internet.

To nasz znak rozpoznawczy. Bieg wziął się z inspiracji jednostką komandosów z Lublińca. To takie katharsis – wejście w błoto, przełamanie rutyny rekolekcyjnej. Nawet biskupi w tym uczestniczą, co łamie schematy sztywnego Kościoła.

Czy na taki festiwal może przyjechać ktoś niewierzący? Jak się tam odnajdzie?

Oczywiście. Nikt nie chodzi po polu namiotowym i nie sprawdza obecności na Mszy. Każdy zna regulamin i zasady bezpieczeństwa, które są dla nas priorytetem. Aby pojechać na wyprawę rowerową lub iść na pieszą też nie trzeba być wierzącym, ale za to trzeba mieć kondycję. Na festiwalu liczy się to, co dzieje się „pomiędzy” punktami programu – atmosfera, rozmowy, bycie razem.

Z czym uczestnik powinien wyjechać z Kokotka? Co jest Waszym głównym celem?

Chcemy, żeby ci ludzie po prostu chcieli żyć pełnią. Festiwal oddziałuje na całego człowieka – przez fizyczny wysiłek w biegu, przez intelektualne konferencje i duchową adorację, która trwa całą dobę. To jest doświadczenie, które ma w nich pracować długo po powrocie do domu.

To na koniec: kiedy dokładnie widzimy się w Kokotku?

Kolejna edycja odbędzie się w dniach 6-12 lipca 2026 roku. Już teraz można śledzić naszą stronę www.festiwalzycia.pl i zapisywać się, bo wcześniej bilety są tańsze. Zapraszamy wszystkich – indywidualnie i w grupach. Warto doświadczyć Kościoła, który pulsuje w rytmie młodych.

Absolwent teologii, filologii polskiej i dziennikarstwa. Pracował w Gazecie Częstochowskiej, Radiu Jasna Góra i Radiu Watykańskim. Obecnie współautor Podcastu Jezuickiego i Męskiego Punktu Widzenia. Jego pasją i najlepszym sposobem na relaks jest literatura i jazda na rowerze.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Stanisław Głaz
Człowiek staje się w pełni sobą, jeśli realizuje otrzymane od Boga wrodzone potencjalności zarówno na poziomie ludzkim, jak i duchowym. Mimo wielkich osiągnięć nauki, badacze nadal poszukują bardziej adekwatnych do współczesnych czasów i skuteczniejszych narzędzi...

Skomentuj artykuł

To miejsce łamie wszelkie schematy. Na Festiwalu Życia czuć Kościół, który pulsuje
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.