Galilea pogan w nas

Galilea pogan w nas
fot. depositphotos.com

Mamy w naszym społeczeństwie – i co gorsza, także wewnątrz Kościoła – pewną niebezpieczną tendencję do życia według kalendarza sporów. To swego rodzaju liturgia konfliktów, która toczy się równolegle do roku liturgicznego. Mamy swoje „tematy dyżurne”, które wracają jak bumerang, dokładnie w tych samych momentach roku, wywołując te same emocje, te same podziały i te same, często jałowe, dyskusje.

Zauważmy ten mechanizm. Kiedy liście zaczynają żółknąć, a dzieci szykują tornistry, debatujemy o kondycji szkoły, pracy nauczyciela i podstawie programowej. Ledwie ten kurz opadnie, zbliża się 11 listopada i zaczyna się dyskusja o tym, kto, z kim i dlaczego nie powinien świętować niepodległości, a podziały polityczne stają się ostrzejsze niż kiedykolwiek. Przychodzi koniec roku, mamy Sylwestra – i co roku ten sam spór o fajerwerki: strzelać czy nie strzelać ze względu na zwierzęta? A teraz, kiedy jesteśmy u schyłku stycznia, media i domowe zacisza rozgrzewa temat Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Potrafimy „wałkować” te tematy do upadłego.

DEON.PL POLECA



W Kościele wcale nie jest lepiej. Też mamy swoje „dyżurne kłótnie”. Raz po raz wraca kwestia sposobu przyjmowania Komunii Świętej – na rękę czy do ust – gdzie potrafimy obrzucać się oskarżeniami o brak czci czy innymi obelgami. Innym razem spieramy się o to, czy kredą na drzwiach należy napisać K+M+B czy C+M+B, by za chwilę płynnie przejść do debaty o wspólnej modlitwie z chrześcijanami innych wyznań czy o ministrantkach przy ołtarzu. I niekiedy potrafimy tak strasznie wciągnąć się w te przeróżne debaty, dyskusje, a czasem nawet awantury, że idziemy na noże, obrażając się nawzajem, wyzywając od heretyków lub faryzeuszy, a jednocześnie tracąc z oczu to, co najważniejsze.

Ewangelia też ma swój „temat dyżurny”. Ale on nie jest sezonowy. Nie wraca tylko w Wielkim Poście czy w Adwencie. On jest stały, niezmienny i fundamentalny. Tym tematem jest wezwanie, które dzisiaj słyszymy z ust Jezusa: „Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie” (Mt 4,17). Zwróćmy uwagę na ten czasownik. Jezus nie mówi „nawróćcie się” – jakby to była jednorazowa czynność, którą można odhaczyć na liście zadań: zrobione, załatwione, teraz mogę zająć się czymś innym. On używa formy niedokonanej: „nawracajcie się”. To oznacza proces, który nigdy się nie kończy, dopóki żyjemy na tej ziemi.

Dzisiejsza niedziela jest Niedzielą Słowa Bożego, a równocześnie kończymy Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan. Te dwie rzeczywistości splatają się ze sobą, choć z początku wcale nie jest to oczywiste. Przywykliśmy myśleć o nawracaniu się w kategoriach „poprawiania się”. Mówimy: „muszę się nawrócić”, mając na myśli: „muszę przestać przeklinać”, „muszę rzucić palenie” albo „muszę być milszy dla teściowej”. I oczywiście, zmiana postępowania jest ważna, ale ona jest dopiero owocem nawrócenia. Bo tu chodzi o coś o wiele głębszego – o zmianę myślenia, przemianę umysłu. Nawracać się to znaczy zacząć postrzegać świat przez zupełnie inny pryzmat niż do tej pory – przez pryzmat miłości Boga.

W pierwszym czytaniu z Księgi Izajasza słyszeliśmy słowa, które Mateusz przywołuje w Ewangelii: „Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką; nad mieszkańcami kraju mroków światło zabłysło” (Iz 9,1). Jezus przychodzi do Kafarnaum, na pogranicze, tam, gdzie mieszały się kultury, religie i wpływy. Przychodzi w sam środek chaosu. I nie przynosi kolejnego tematu do dyskusji. Przynosi Siebie. Przynosi Miłość, która jest wymagająca, ale która też ocala. O jakich ciemnościach jest tu jeszcze mowa? O jakim kraju mroków? To nie tylko starożytna kraina Zabulona i Neftalego. To również geografia naszego serca. Pogaństwo, o którym wspomina Pismo – owa „Galilea pogan” – to nie jest tylko historyczny region. To stan ducha. Pogaństwo w nas, ludziach ochrzczonych, chodzących do kościoła, polega na tym, że w praktyce żyjemy tak, jakby Ewangelii nie było. Jakby Bóg nigdy nie stał się człowiekiem, jakby Chrystus nie oddał swojego życia za nas na krzyżu i jakby dla nas nie zmartwychwstał. Można być religijnym „poganinem” – zachowywać zewnętrzne formy, a w środku, w decyzjach, w reakcjach na zło, w relacjach z ludźmi, kierować się czysto ludzkim, wyrachowanym interesem, lękiem albo pychą. To jest ten mrok, który potrzebuje światła. I tym światłem jest Chrystus. Nawrócenie polega na tym, by wpuścić to Światło do tych „pogańskich” sektorów naszego życia, których strzeżemy przed Bogiem.

DEON.PL POLECA


I tutaj dochodzimy do sedna problemu naszych podziałów, o których tak boleśnie pisze Paweł w Liście do Koryntian: „Upominam was, bracia, w imię Pana naszego, Jezusa Chrystusa, abyście żyli w zgodzie i by nie było wśród was rozłamów; abyście byli jednego ducha i jednej myśli” (1 Kor 1,10). Apostoł nie prosi, on upomina, bo Koryntianie zaczęli traktować wiarę jako pole bitwy, licytując się: „Ja jestem od Pawła, a ja od Apollosa; ja jestem Kefasa, a ja Chrystusa” (1 Kor 1,12). A my? „Ja jestem zwolennikiem Kościoła otwartego, a ja tradycyjnego”. „Ja jestem za tym biskupem, a ja za tamtym kaznodzieją”. Skąd się to bierze? Dlaczego tak łatwo „idziemy na noże”? Dlaczego nasze dyskusje o Kościele, o liturgii, o społeczeństwie są niekiedy tak pełne jadu? Odpowiedź jest trudna: ponieważ przestaliśmy się nawracać. Przestaliśmy używać Słowa Bożego jako lustra, w którym przeglądamy się my sami, a zaczęliśmy używać go jako oręża przeciwko innym.

Niedziela Słowa Bożego przypomina nam, że Ewangelia nie może być zbiorem argumentów do wygrania dyskusji. Nie może być młotkiem do wbijania innym do głowy naszych racji. Ewangelia jest w pierwszej kolejności dla mnie. To ja jestem tym, który kroczy w ciemności. To ja jestem tym, który potrzebuje światła. Kiedy czytam o faryzeuszach, mam myśleć o swojej hipokryzji, a nie o hipokryzji sąsiada czy polityka. Kiedy czytam wezwanie do jedności, mam patrzeć na swoje serce – czy ja nie buduję murów – a nie wytykać palcem tych, którzy myślą inaczej. Prawdziwe nawrócenie jest lekarstwem na podziały. Jedność nie rodzi się z kompromisów osiągniętych przy stole negocjacyjnym ani z przekonania innych do swojej racji. Jedność rodzi się wtedy, gdy każdy z nas zbliża się do Światła. Im bliżej jesteśmy Jezusa, tym bliżej jesteśmy siebie nawzajem. To prosta geometria duchowa.

Dzisiejsza Ewangelia daje nam jeszcze jedną, kluczową wskazówkę, jak to nawracanie powinno wyglądać w praktyce. Spójrzmy na Szymona Piotra i Andrzeja. Jezus przechodzi i mówi: „Pójdźcie za Mną (…)” (Mt 4,19). Co robią? Ewangelista odnotowuje: „Oni natychmiast, zostawiwszy sieci, poszli za Nim” (Mt 4,20). Chwilę później to samo dzieje się z Jakubem i Janem: „A oni natychmiast zostawili łódź i ojca i poszli za Nim” (Mt 4,22). To jest słowo-klucz: natychmiast. Często odkładamy nasze nawrócenie, mając na to mnóstwo wymówek: „gdy tylko skończę studia”, „gdy dzieci podrosną”, „gdy przejdę na emeryturę”, „gdy będę miał spokojniejszą głowę”, „gdy zmienią się okoliczności”. Czekamy na ten mityczny „lepszy czas”. Pogaństwo w nas karmi się zwlekaniem. Zły duch uwielbia słowo „jutro”. Natomiast Duch Święty mówi „dzisiaj”. Nawracać się to nie zwlekać, to pójść za Jezusem natychmiast. W takich okolicznościach, jakie są teraz. Z tymi problemami, które są dzisiaj. Z tym bałaganem w życiu, z tymi lękami, z tymi konkretnymi grzechami. Nie czekaj więc, lecz zacznij ten proces. Nie od poniedziałku. Natychmiast.

Kierownik redakcji gdańskiego oddziału "Gościa Niedzielnego". Współtwórca kanału "Inny wymiar"

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Kazimierz Tischner, Michał Lewandowski

Kapłan, filozof, kaznodzieja. Chłopak z charakterem

Jaki był Józiu, czyli słynny ks. prof. Józef Tischner, od narodzin do momentu odejścia 25 lat temu?

Kazimierz Tischner rysuje wzruszający portret najstarszego brata, Filozofa z Łopusznej – człowieka...

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Galilea pogan w nas
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.