Franciszek do dziennikarzy: nie obawiam się schizm [DOKUMENTACJA]

Franciszek do dziennikarzy: nie obawiam się schizm [DOKUMENTACJA]
(fot. Grzegorz Gałązka / galazka.jezuici.pl)
KAI / pk

"Nie obawiam się schizm, modlę się, aby ich nie było, bo zagrożone jest zdrowie duchowe wielu ludzi" - wyznał Ojciec Święty dziennikarzom na pokładzie samolotu lecącego z Antananarywy do Rzymu. Papież zachęcił też ludzi mediów, by rzetelnie wypełniali swoje obowiązki i trzymali się faktów. Konferencja prasowa trwała ponad godzinę.

Oto pełny zapis konferencji prasowej Ojca Świętego w tłumaczeniu na język polski.

DEON.PL POLECA




MATTEO BRUNI:

Dzień dobry! Dzień dobry Ojcze Święty. W tych dniach mogliśmy spotkać ludy ziem afrykańskich i Oceanu Indyjskiego. Są to narody z liczną młodzieżą, z wieloma nastolatkami, dziećmi, narody pełne entuzjazmu i nadziei, właśnie dlatego, że są młode. Mogliśmy też zobaczyć wiele ran, które Wasza Świątobliwość dotknął własnymi rękami i swoimi przemówieniami, a wraz z dziennikarzami widzieliśmy wiele znaków zmartwychwstania, pojednania i pokoju. Dziennikarze towarzyszący Waszej Świątobliwość w podróży intensywnie śledzili wydarzenia tych dni i przedstawili światu historie, twarze, a także tematy, które spotkali, przyczyniając się do umieszczenia Mozambiku, Afryki, Madagaskaru i Mauritiusu w centrum zainteresowania opinii międzynarodowej. Dziękuję dziennikarzom za pracę, którą wykonali z pasją i trudem, i chciałbym oddać im głos, aby zadali pewne pytania, które chcieliby Tobie postawić, zwłaszcza dziennikarze pochodzący z krajów, w których byliśmy.

PAPIEŻ FRANCISZEK:

Przede wszystkim chcę podziękować za towarzyszenia, dziękuję!

MATTEO BRUNI:

Pierwszym dziennikarzem, który zada pytanie jest Julio Mateus Manjate z "Noticias" z Mozambiku.

JULIO MATEUS MANJATE (Noticias, Mozambik)

Dziękuję Ojcze Święty. Przede wszystkim dziękuję za tę możliwość zabrania głosu w imieniu kolegów z prasy Mozambiku, którzy towarzyszą Ojcu Świętemu. Przebywając w Mozambiku Wasza Świątobliwość spotkał się z Prezydentem Republiki i przewodniczącymi obu partii obecnych w parlamencie. Chciałbym wiedzieć, jakie po tych rozmowach są nadzieje Waszej Świątobliwości na proces pokojowy i jakie przesłanie chciałbyś zostawić Mozambikowi. I dwa krótkie komentarze, jeden na temat ksenofobii, która ma miejsce w Afryce, a także na temat młodzieży, wpływu sieci społecznościowych na edukację młodych.

PAPIEŻ FRANCISZEK:

Pierwszy punkt dotyczący procesu pokojowego. Dziś Mozambik jest utożsamiany z długim procesem pokojowym, który miał swoje wzloty i upadki, ale ostatecznie udało się osiągnąć ten historyczny uścisk. Życzę, aby ten proces się rozwijał i modlę się o to. Zachęcam wszystkich do podjęcia wysiłków, aby ten proces pokojowy był kontynuowany. Ponieważ przez pokój niczego się nie traci, ale wszystko może być stracone przez wojnę, jak powiedział jeden z papieży przede mną. To motto jest jasne, nie należy o nim zapominać. Jest to długi proces pokojowy, ponieważ miał pierwszą fazę, potem upadek, potem kolejną fazę ... A wysiłek przywódców partii będących w konflikcie, by nie powiedzieć wrogich, aby pójść i spotkać się ze sobą, był również wysiłkiem niebezpiecznym, niektórzy ryzykowali życiem ... Ale w końcu dotarliśmy. Chciałbym podziękować wszystkim osobom, które dopomogły w tym procesie pokojowym. Od samego początku w kawiarni w Rzymie: były pewne osoby, które rozmawiały, był kapłan ze Wspólnoty Sant'Egidio, który zostanie kardynałem 5 października ... Tam się zaczęło ... A potem, z pomocą wielu ludzi, także ze Wspólnoty Sant'Egidio, doszła do tego rezultatu. Nie możemy w tych sprawach być triumfalistami. Triumfem jest pokój. Nie mamy prawa być triumfalistami, ponieważ w pańskiej ojczyźnie pokój jest nadal kruchy, podobnie jak kruchy jest w świecie i należy go tam tak traktować, jak traktujemy rzeczy dopiero co zarodzone, jak dzieci, z wielką czułością i delikatnością, z wielkim przebaczeniem, z dużą cierpliwością, aby w ten sposób wzrastał, aby stał się solidny. Ale to jest triumf kraju: pokój jest zwycięstwem kraju, musimy to uznać.

Dotyczy to wszystkich krajów niszczących się nawzajem przez wojnę. Wojny niszczą, sprawiają, że wszystko zostaje stracone. Moje pewne rozwodzenie się nad kwestią pokoju wynika z tego, że leży mi ta sprawa na sercu. Kiedy kilka miesięcy temu miały miejsce uroczystości 75-tej rocznicy desantu w Normandii, tak, to prawda, byli tam szefowie rządów upamiętniający początek końca okrutnej wojny, a także nieludzkiej i okrutnej dyktatury jakimi były nazizm i faszyzm ... Ale na tej plaży pozostało 46 tysięcy żołnierzy! Cena wojny! Przyznam, że kiedy pojechałem do Redipuglii na stulecie pierwszej wojny światowej, aby zobaczyć ten pomnik, płakałem. Proszę, nigdy więcej wojny! Kiedy pojechałem do Anzio, żeby celebrować dzień zaduszny, w moim sercu czułem ból ... Ale musimy pracować nad stworzeniem tej świadomości, że wojny nic nie rozwiązują, a raczej bogacą ludzi, którzy nie chcą dobra ludzkości. Przepraszam za ten dodatek, ale musiałem to powiedzieć, w obliczu procesu pokojowego, za który się modlę, i uczynię co w mojej mocy, aby postępował i życzę wam, aby się umacniał.

Problem młodzieży. Afryka jest kontynentem młodym. Jeśli dokonamy porównania z Europą, powtórzę to, co powiedziałem w Strasburgu: matka Europa stała się niemal "babcią Europą", zestarzała się, przeżywamy w Europie bardzo poważną zimę demograficzną. Czytam, że - nie wiem w jakim kraju, ale jest to oficjalna statystyka rządu tego kraju - w 2050 r. będzie tam więcej emerytów niż ludzi pracy. To tragiczne. Skąd bierze się to starzenie się Europy? Myślę - to moja opinia osobista - że u podstaw leży dobrobyt. Przywiązanie do dobrobytu: "Tak, jest nam dobrze, nie rodzę dzieci, bo muszę kupić willę, muszę uprawiać turystykę, itd. ... Tak mi jest dobrze, dziecko jest zagrożeniem, nigdy nie wiadomo, co się stanie ...". Dobrobyt i spokój, ale dobrobyt, który prowadzi do zestarzenia się. Natomiast Afryka jest pełna życia. Spotkałem w Afryce gest, który widziałem też na Filipinach i w Cartagenie w Kolumbii. Ludzie podnosili dzieci i je pokazywali: "To jest mój skarb, to jest moje zwycięstwo". Duma. Dziecko jest skarbem ludzi ubogich. Ale jest też skarbem ojczyzny, danego kraju. Ten sam gest widziałem w Europie Wschodniej, w Jassach, zwłaszcza tę babcię, która ukazywała dziecko: "To jest mój triumf ...". Waszym wyzwaniem jest wychowanie tych młodych i tworzenie praw dla tych ludzi młodych. Obecnie edukacja jest priorytetem w pańskim kraju. Znaczenie pierwszorzędne ma ich rozwój oraz wypracowanie ustaw edukacyjnych. Mówił mi o tym premier Mauritiusu i powiedział, że ma w planach stworzenie bezpłatnego systemu edukacji dla wszystkich. Darmowy system edukacji jest ważny, ponieważ istnieją ośrodki edukacji na wysokim poziomie, ale za opłatą. Ośrodki edukacyjne istnieją we wszystkich krajach, ale należy je pomnożyć, aby edukacja mogła dotrzeć do każdego. Ustawodawstwo oświatowe. Zdrowie i edukacja są obecnie kluczowymi elementami w tych krajach.

Trzeci punkt, ksenofobia. Czytałem w gazetach o tym problemie, ale nie jest to tylko kwestia Afryki. To problem, to ludzka choroba, jak odra ... To choroba, która przychodzi, wkracza do kraju, na kontynent ... I stawiamy mury; a mury przepuszczają tylko tych, którzy je budują. Owszem, zostawiają na zewnątrz wielu ludzi, ale ten, kto pozostaje w murach, zostaje samotny, i w ostatecznym rachunku pokonany przez potężne najazdy. Ksenofobia jest chorobą, którą usprawiedliwia się w następujący sposób: na przykład czystość rasy, jak to się działo w ubiegłym stuleciu. A ksenofobie czasami dosiadają tak zwanych populizmów politycznych. Powiedziałem w minionym tygodniu, a może w innym, że czasami słyszę uprawianie przemówień podobnych do słów Hitlera w 1934 roku. Widzimy, że w Europie to się powtarza ... Ale wy w Afryce macie także innym problem kulturowy, który musicie rozwiązać. Pamiętam, że mówiłem o tym w Kenii: trybalizm. Potrzebna jest w tej dziedzinie praca wychowawcza, zbliżenia różnych plemion, aby stworzyć naród. Niedawno upamiętniliśmy 25. rocznicę tragedii w Rwandzie: to jest skutek trybalizmu. Pamiętam w Kenii, na stadionie, że poprosiłem wszystkich, aby wstali i uścisnęli sobie ręce i powiedzieli "nie dla trybalizmu!". Musimy trybalizmowi powiedzieć nie. Także i to jest zamknięciem, także ksenofobią, ksenofobią wewnętrzną, ale także ksenofobią. Musimy z tym walczyć: zarówno z ksenofobią jednego kraju wobec drugiego, jak i ksenofobią wewnętrzną, jak to ma miejsce w przypadku niektórych miejsc w Afryce, z trybalizmem, prowadzącym nas do tragedii takich jak na przykład w Rwandzie.

MATTEO BRUNI:

Drugie pytanie zada pani doktor Ratovoarivelo z Madagaskaru.

MARIE FRÉDELINE RATOVOARIVELO (Radio Don Bosco, Madagaskar)

Wasza Świątobliwość, podczas wizyty apostolskiej mówiłeś o przyszłości ludzi młodych. Myślę, że założenie rodziny jest bardzo ważne dla przyszłości. Obecnie na Madagaskarze wielu młodych ludzi żyje w bardzo skomplikowanych sytuacjach rodzinnych z powodu ubóstwa. Jak Kościół może towarzyszyć młodym ludziom, skoro uważają, że jego nauczanie jest przestarzałe w porównaniu z kryzysem rodzinnym i dzisiejszą rewolucją seksualną? Dziękuję Ojcze Święty.

PAPIEŻ FRANCISZEK:

Rodzina jest z pewnością kluczowym elementem wychowaniu dzieci. Wzrusza to, jak młodzi ludzie wyrażają siebie, widzieliśmy to na Madagaskarze, a także na Mauritiusie, oraz w Mozambiku podczas międzyreligijnego spotkania młodych na rzecz pokoju. Trzeba ludziom młodym dawać wartości, sprawić, by się rozwijali. Na Madagaskarze problem rodziny jest związany z problemem ubóstwa, braku pracy, a czasem także z wyzyskiem siły roboczej przez wiele przedsiębiorstw. Na przykład w kamieniołomie granitu [w Antananarywie] ci, którzy pracują, zarabiają półtora dolara dziennie. Podstawowe znaczenie ma prawo pracy, prawa chroniące rodzinę. Są też wartości rodzinne, ale czasem są one niszczone przez ubóstwo, nie wartości, ale zdolność do ich przekazywania i kontynuowania edukacji młodych, sprawienie aby się rozwijali. Na Madagaskarze widzieliśmy dzieło Akamasoa: praca z dziećmi, aby dzieci mogły żyć w rodzinie, która co prawda nie jest rodziną naturalną, ale jest jedyną szansą.

Wczoraj na Mauritiusie po Mszy św. spotkałem ks. prał. Ruedę z policjantem, wysokim, dużym, który miał w ramionach małą dziewczynkę, która miała mniej więcej dwa lata. Zgubiła się i płakała, bo nie mogli znaleźć jej rodziców. Policja ogłosiła, żeby się zgłosili, a w międzyczasie obdarzali ją pieszczotami. I tam zobaczyłem dramat wielu dzieci i młodzieży, którzy zatracają więzy rodzinne, mimo iż żyją w rodzinie, ale w jednej chwili ją tracą ... W tym przypadku tylko z powodu zdarzenia. Rolą państwa jest także ich wspieranie i pobudzanie ich rozwoju. Państwo musi dbać o rodzinę, o młodzież: to jest obowiązek państwa, obowiązek troski o ich rozwój. Powtórzę również, że dziecko jest skarbem dla rodziny, a wy macie świadomość, że jest to skarb. Ale teraz trzeba, aby całe społeczeństwo miało świadomość potrzeby rozwijania tego skarbu, aby rozwijał się kraj, aby rozwijała się ojczyzna, rozwijały się wartości, które dadzą ojczyźnie suwerenność. Nie wiem, czy mniej więcej odpowiedziałem na pytanie. Jedną rzeczą, która uderzyła mnie w dzieci we wszystkich tych trzech krajach, było to, że pozdrawiały. Były też małe dzieci, które wymachiwały: uczestniczyły w radości. O radości chciałbym powiedzieć później. Dziękuję.

MATTEO BRUNI:

Trzecie pytanie, Wasza Świątobliwość zada pan Mootoosamy z Mauritiusu.

JEAN-LUC MOOTOOSAMY (Radio One, Mauritius):

Premier Mauritiusu podziękował Waszej Świątobliwości za troskę o cierpienie naszych współobywateli, którzy zostali zmuszeni do opuszczenia swojego archipelagu przez Wielką Brytanię po bezprawnym oddzieleniu tej części naszego terytorium przed uzyskaniem niepodległości. Dziś na wyspie Diego Garcia znajduje się amerykańska baza wojskowa. Ojcze Święty, osoby pochodzące z Czagos znajdujące się na przymusowym wygnaniu, od pięćdziesięciu lat chcą powrócić do swojej ziemi, a odpowiednie administracje Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii na to nie pozwalają, chociaż w maju ubiegłego roku wydano rezolucję ONZ. Jak możesz wesprzeć wolę osób pochodzących z Czagos i pomóc im w powrocie do domu?

PAPIEŻ FRANCISZEK:

Chciałbym w tym miejscu jeszcze raz powtórzyć naukę Kościoła na ten temat. Organizacje międzynarodowe, kiedy je uznajemy i dajemy im możliwość osądzania na poziomie międzynarodowym - pomyślmy o Międzynarodowym Trybunale w Hadze lub Narodach Zjednoczonych - kiedy się wypowiadają, jeśli jesteśmy jedną ludzkością, to musimy się podporządkować. To prawda, że to co wydaje się słuszne dla całej ludzkości, nie zawsze będzie odpowiednie dla naszych kieszeni, ale musimy podporządkować się instytucjom międzynarodowym. Właśnie dlatego utworzono Organizację Narodów Zjednoczonych, powołano trybunały międzynarodowe, aby kiedy dochodzi do konfliktu wewnętrznego lub między państwami, udać się tam, żeby rozwiązać go jako bracia, jako kraje cywilizowane.

Jest też inne zjawisko, które - nie wiem, mówię jasno - nie wiem, czy możemy odnieść do tej sprawy. Teraz odkładam na bok konkretny przypadek. Powiedziałem, że właściwe jest odwoływanie się do organizacji międzynarodowych. Ale istnieje pewne zjawisko. Kiedy dochodzi do wyzwolenia narodu, a państwo dominujące widzi, że musi odejść - w Afryce było wiele procesów wyzwoleńczych z panowania Francji, Wielkiej Brytanii, Belgii, Włoch ... kraje te musiały opuścić pewne terytoria - niektóre procesy dobrze dojrzewały, ale we wszystkich zawsze istnieje pokusa, aby wyjść "z czymś w kieszeni". Tak, udzielam wyzwolenia temu ludowi, ale trochę "okruchów" zabieram ze sobą... Na przykład, daję wyzwolenie krajowi, ale "od podłogi do góry": podłoże pozostaje moje. To przykład, nie wiem czy to prawda, ale żeby dać przykład. Zawsze istnieje taka pokusa. Uważam, że organizacje międzynarodowe powinny również wdrożyć proces towarzyszący, uznając wkład panujących mocarstw, to co uczyniły dla danego kraju, oraz uznając dobrą wolę opuszczenia terytorium oraz pomagając im odejść całkowicie, swobodnie, z braterstwem. Jest to powolna działalność kulturowa ludzkości, w której instytucje międzynarodowe zawsze nam bardzo pomagają i musimy iść naprzód, wzmacniając instytucje międzynarodowe: Narody Zjednoczone, które podejmują tego ducha ...; Unia Europejska, by była silniejsza, nie w sensie dominacji, ale w sensie sprawiedliwości, braterstwa, jedności dla wszystkich. To uważam za jedną z ważnych rzeczy.

Ale jest jeszcze jedna rzecz, o której chciałbym powiedzieć, korzystając z Pańskiego pytania. Dziś mamy do czynienia nie tyle z kolonizacjami geograficznymi - przynajmniej nie ma ich tak wiele…, ale istnieją kolonizacje ideologiczne, które chcą wejść w kulturę narodów i zmieniać ją oraz ujednolicać ludzkość. To obraz globalizacji jako kuli, gdzie wszystkie punkty są równo oddalone od środka. Natomiast prawdziwa globalizacja nie jest kulą, ale wielościanem, gdzie każdy naród zachowuje swoją tożsamość, ale jednoczy się z całą ludzkością. Natomiast kolonizacja ideologiczna szuka sposobów, aby zniszczyć tożsamość drugiego i wszystkich uczynić jednakowymi i przedstawia propozycje ideologiczne, które są przeciwne naturze danego narodu, jego historii, jego wartościom. Musimy szanować tożsamość narodów i to warunek obowiązujący zawsze. Trzeba szanować tożsamość narodów i w ten sposób odrzucimy wszystkie kolonizacje. Dziękuję.

Zanim oddamy głos EFE - która w tej podróży ma przywileje: jest "stara", ma 80 lat! - Chciałbym powiedzieć coś więcej o podróży, coś, co naprawdę wywarło na mnie wrażenie. W Pańskiej ojczyźnie [Mauritius] bardzo duże wrażenie wywarła na mnie zdolność do jedności międzyreligijnej i dialogu międzyreligijnego. Nie zaciera się różnicy religii, ale podkreśla się, że wszyscy jesteśmy braćmi, że wszyscy musimy ze sobą rozmawiać. A jest to znakiem dojrzałości Pańskiego kraju. Rozmawiając wczoraj z premierem, byłem zdumiony tym, jak rozwinęli tę rzeczywistość i przeżyli ją jako potrzebę współistnienia. Istnieje również komisja międzykulturowa, która się zbiera ..., Kiedy wszedłem do siedziby biskupa, pierwszą napotkaną rzeczą był przepiękny bukiet kwiatów. Kto go przysłał? Wielki imam. Tak, bracia: ludzkie braterstwo, które leży u podstaw i szanuje wszystkie przekonania. Szacunek religijny jest ważny i dlatego mówię misjonarzom: "Nie uprawiajcie prozelityzmu". Prozelityzm dotyczy polityki, świata sportu - moja drużyna, twoja ... - dotyczy tego wszystkiego, ale nie wiary. "Ale co dla ciebie, Papieża, oznacza ewangelizacja?". Jest takie zdanie św. Franciszka, które bardzo mnie oświeciło. Franciszek z Asyżu powiedział swoim braciom: "Nieście Ewangelię, a gdyby okazało się to konieczne, to także słowami". Oznacza to, że ewangelizacją jest tym, o czym czytamy w Dziejach Apostolskich: świadectwem. A to świadectwo powoduje pytanie: "Ale dlaczego tak żyjesz, dlaczego to czynisz?" A wtedy wyjaśniam: "Z powodu Ewangelii". Głoszenie następuje po świadectwie. Najpierw żyj jako chrześcijanin i, jeśli cię o to poproszą, przepowiadaj. Świadectwo jest pierwszym krokiem, a protagonistą ewangelizacji nie jest misjonarz, lecz Duch Święty, który prowadzi chrześcijan i misjonarzy do dawania świadectwa. Następnie przyjdą pytania, albo i nie, ale świadectwo życia, to pierwszy krok. Ważne jest unikanie prozelityzmu. Kiedy widzicie propozycje religijne idące drogą prozelityzmu, to nie są one chrześcijańskie. Szukają prozelitów, a nie czcicieli Boga w prawdzie, wychodząc ze świadectwa. Korzystam z okazji, aby to powiedzieć o waszym doświadczeniu międzyreligijnym, które jest bardzo piękne. A premier powiedział mi również, że kiedy ktoś prosi o pomoc, daje się to samo każdemu i nikt nie jest obrażony, ponieważ czują się braćmi. A to sprawia jedność kraju. To jest bardzo, bardzo ważne.

Ponadto na spotkaniach byli nie tylko katolicy, ale także chrześcijanie innych wyznań i muzułmanie, hinduiści, ale wszyscy byli braćmi. Widziałem to również na Madagaskarze, a także [w Mozambiku] podczas międzyreligijnego spotkania młodzieży na rzecz pokoju, gdzie ludzie młodzi różnych religii chcieli wyrazić, jak przeżywają oni pragnienie pokoju. Pokój, braterstwo, współistnienie międzyreligijne, brak prozelityzmu. Tych rzeczy musimy się nauczyć, by żyć razem. To jest coś co muszę powiedzieć.

Jest jeszcze jedna rzecz, która mnie uderzyła - i odnoszę się do tego spotkania w waszym kraju, a następnie w trzech krajach, ale wezmę jedno, na Madagaskarze, ponieważ z niego wyruszyliśmy - ludzie. Na ulicach był lud, który sam się zwołał. Na Mszy św. na stadionie w deszczu był lud, i tańczył w deszczu, byli szczęśliwi ... Szczęśliwi, później do tego wrócę. I także podczas nocnego czuwania [młodych na Madagaskarze] i podczas Mszy św. - w której, jak mówią, było ponad milion osób (nie wiem, oficjalne statystyki o tym mówią, powiedziałbym trochę mniej, może 800 tysięcy), ale liczba nie ma znaczenia, ważny jest lud, ludzie, którzy szli pieszo od popołudnia dnia wcześniej, pozostali na czuwaniu, i tam spali. Pomyślałem o Rio de Janeiro w 2013 roku, kiedy młodzi spali na plaży. To lud chciał być z Papieżem. Poczułem się skromnie i bardzo mały wobec tej wspaniałości "zwierzchności" ludowej. A co jest znakiem, że grupa ludzi jest ludem? Radość Byli tam ubodzy, byli ludzie, którzy nie jedli tego popołudnia, ale byli radośni. Natomiast, kiedy ludzie lub grupy odchodzą od tego ludowego poczucia radości, tracą radość. To jeden z pierwszych znaków, smutek ludzi samotnych, smutek tych, którzy zapomnieli o swoich korzeniach kulturowych. Posiadanie świadomości bycia ludem oznacza świadomość posiadania tożsamości, posiadania sposobu rozumienia rzeczywistości, a to łączy ludzi. Ale znakiem, że jesteś w ludzie, a nie w elicie, jest radość, wspólna radość. Chciałem to podkreślić. I dlatego dzieci pozdrawiały w ten sposób, ponieważ ich rodzice zarażali ich radością.

Dziękuję! To właśnie chciałem powiedzieć o podróży, a jeśli coś mi jeszcze przyjdzie na myśl, to powiem. Teraz "uprzywilejowana"!

CRISTINA CABREJAS GILES (hiszpańska agencja EFE, świętująca osiemdziesiąt lat swego powstania)

Dziękuję Ojcze Święty za tę szansę. Mam dwa pytania. Jedno uprzywilejowane, a drugie na temat podróży. Chciałabym poprosić o odpowiedź po hiszpańsku. Z tłumaczeniem nie ma problemu. Dokonam je sama. Przede wszystkim [po hiszpańsku]o pierwsze, przyjmijmy za pewnik, że jednym z planów Waszej Świątobliwości na przyszłość jest przyjazd do Hiszpanii, zobaczmy, czy będzie to możliwe, mamy nadzieję! I pytanie, które chcę zadać: przez te osiemdziesiąt lat EFE pytaliśmy różne osobistości, przywódców światowych, na temat informacji i dziennikarstwa, i chcę zapytać Waszą Świątobliwość: jak myślisz, Ojcze Święty, jak będzie wyglądała informacja w przyszłości?

PAPIEŻ FRANCISZEK:

Potrzebował bym kryształowej kuli! ... Pojadę do Hiszpanii, o ile dożyję, ale w podróżach po Europie priorytet mają małe kraje, a następnie większe kraje.

Nie wiem, jak będzie wyglądała komunikacja przyszłości. Myślę na przykład o tym, jak wyglądała komunikacja, gdy byłem chłopcem: nie było jeszcze telewizji, ale było radio, gazety, nawet tajna gazeta prześladowana przez ówczesny rząd, sprzedawana w nocy przez wolontariuszy ...; a także komunikacja ustna. Jeśli dokonamy porównania z tym co jest dzisiaj, była to informacja uboga, a ta z dnia dzisiejszego może okazać się ubogą w porównaniu z informacją przyszłości. Stałą właściwością komunikacją jest zdolność przekazania faktu i odróżnienia go od opisu, od relacji. Jedną z rzeczy niszczących komunikację przeszłości, teraźniejszości i przyszłości jest sposób przedstawiania faktów. Istnieje pewne bardzo dobre opracowanie, opublikowane trzy lata temu, przez Simone Paganini, uczoną z Uniwersytetu w Akwizgranie (Niemcy), które mówi o ruchu komunikacyjnym między autorem, tym co jest napisane a czytelnikiem. W dziedzinie komunikacji zawsze istnieje zagrożenie przejścia od faktu do przedstawienia opinii, co szkodzi komunikacji. Ważne jest, aby pozostał fakt i aby zawsze do niego się zbliżano. Widzę to również w Kurii: jest fakt, a następnie każdy usiłuje go przyozdobić, dodając swoje idee, bez złych zamiarów, taka jest dynamika. Zatem asceza człowieka przekazu polega na tym, aby zawsze powracać do faktu, podać fakt a następnie stwierdzić: "interpretuję to w następujący sposób, to mi powiedziano", odróżniając fakt od opinii. Jakiś czas temu opowiedziano mi historię Czerwonego Kapturka, ale na podstawie doniesień, i zakończono tym, że Czerwony Kapturek i babcia, włożyły wilka do garnka i zjadły go! Sposób opisu zmienił wszystko. Niezależnie od środka przekazu gwarancją jest wierność. Czy można użyć określenia "mówi się, że"? Tak, można go używać w przekazie, ale zawsze czuwając, aby dostrzec obiektywizm stwierdzenia "mówi się, że". Jest to jedna z wartości, które należy realizować w komunikacji.

Po drugie, komunikacja musi być ludzka, a mówiąc "ludzka" mam na myśli konstruktywność, to znaczy powinna sprawić, aby inny człowiek się rozwijał. Przekazu nie można wykorzystywać jako narzędzia wojny, ponieważ komunikacja jest wtedy antyludzka, niszczy. Jakiś czas temu przekazałem księdzu Ruedzie artykuł, który znalazłem w czasopiśmie, zatytułowany: "Arszenikowe krople języka". Komunikacja musi służyć budowaniu, a nie niszczeniu. A kiedy komunikacja służy zniszczeniu? Komunikacja służy zniszczeniu, wówczas, gdy broni projektów nieludzkich. Pomyślmy o propagandzie dyktatur minionego stulecia. Były to dyktatury, które umiały dobrze wykorzystywać media, ale podsycały do wojny, podziałów i zniszczenia. Nie wiem, co powiedzieć technicznie, ponieważ nie znam się na tej kwestii. Chciałem podkreślić wartości z którymi przekaz, niezależnie od wykorzystywanego środka musi zawsze być zgodny.

CRISTINA CABREJAS GILES (drugie pytanie)

Wróćmy do podróży. Jednym z tematów tej podróży była ochrona środowiska. Wasza Świątobliwość mówił o tym we wszystkich przemówieniach, mówił o ochronie drzew, pożarach, wylesianiu ... W tej chwili dzieje się to w Amazonii. Czy uważasz Ojcze Święty, że rządy tych obszarów robią wszystko, co możliwe, aby chronić to płuco świata?

PAPIEŻ FRANCISZEK:

Powrócę do Afryki. Powiedziałem to podczas innej podróży. W zbiorowej podświadomości istnieje motto: Afryka musi być wykorzystywana. To tkwi w podświadomości. Nigdy nie myślimy: Europa musi być wykorzystywana, nie. Afryka musi być wykorzystywana. I musimy uwolnić ludzkość od tej zbiorowej podświadomości. Najsilniejszym punktem wyzysku, nie tylko w Afryce, ale i na świecie, jest środowisko, wylesianie, niszczenie różnorodności biologicznej. Kilka miesięcy temu przyjąłem kapelanów marynarzy, a na audiencji było siedmiu chłopców-rybaków, którzy łowili łódką nie dłuższą niż ten samolot. Łowili mechanicznie, jak dzieje się to obecnie, trochę poszukiwacze przygód. Powiedzieli mi, że od kilku miesięcy łowimy 6 ton plastiku. (W Watykanie zakazaliśmy plastiku, działamy na rzecz środowiska). 6 ton plastiku! Taka jest rzeczywistość, tylko w odniesieniu do mórz ... Papieska intencja modlitewna w tym miesiącu dotyczy ochrony mórz i oceanów, które dają nam również tlen, którym oddychamy. Są też wielkie "płuca" ludzkości, jedno w środkowej Afryce, drugie w Brazylii, cały obszar Amazonii. Są też małe płuca podobnego rodzaju. Trzeba bronić ekologii, różnorodności biologicznej, która jest naszym życiem, bronić tlenu. Rodzi we mnie nadzieję fakt, że najbardziej zaangażowani w walkę o różnorodność biologiczną, o ochronę środowiska są ludzie młodzi. Mają wspaniałe sumienie, bo mówią: przyszłość należy do nas; wy, ze swoją róbcie co chcecie, ale nie z naszą! Zaczynają trochę o tym myśleć. Uważam, że osiągnięcie porozumienia paryskiego było dobrym krokiem naprzód. Potem ostatnie z Marrakeszu ... Są to spotkania, które pomagają nam uświadomić sobie sytuację. Ale w zeszłym roku, latem, kiedy zobaczyłem zdjęcie statku płynącego na biegunie północnym, jakby nigdy nic, poczułem niepokój. I nie tak dawno, kilka miesięcy temu wszyscy widzieliśmy fotografię pogrzebu, który urządzili, jak sądzę na Grenlandii, na tym lodowcu, który już nie istniał, zrobili symboliczny pogrzeb, aby zwrócić uwagę na zmiany klimatyczne. Dzieje się to szybko, musimy sobie uświadomić, poczynając od małych rzeczy. Ale Pani pytanie brzmiało: czy rządzący czynią wszystko, co w ich mocy? Jedni więcej, inni trochę mniej. Oto słowo, które muszę wypowiedzieć, a które jest podstawą rabunkowej eksploatacji środowiska ... (Poruszył mnie artykuł z "Il Messaggero" z 4 września, w dniu kiedy wyruszyliśmy, gdzie Franca Giansoldati nie szczędziła słów, mówiła o niszczycielskich manewrach, drapieżności ... Ale to nie tylko w Afryce, ale także w naszych miastach, w naszych kulturach) ... To brzydkie, okrutne słowo brzmi "korupcja". Muszę robić dany interes, ale w tym celu muszę wykarczować lasy i potrzebuję pozwolenia rządu, władz prowincji, rządu krajowego, idę do kierownika i pojawia się pytanie - powtarzam dosłownie to, co mi powiedział pewien hiszpański przedsiębiorca - pytanie, które słyszymy, kiedy chcemy, by zatwierdzono nam plany, a brzmi ono: "Ile będzie dla mnie?", bezczelnie. Dzieje się tak w Afryce, w Ameryce Łacińskiej, a także w Europie. Wszędzie, kiedy traktuje się odpowiedzialność społeczno-polityczną jako osobisty zysk, wykorzystywane są wartości, wykorzystywana jest przyroda, ludzi. Myślimy: "Afryka musi być wykorzystywana". Ale pomyślmy o wielu robotnikach wykorzystywanych w naszych społeczeństwach: korporacji nie wymyślili Afrykańczycy, mamy je w Europie. Gosposia opłacana w jednej trzeciej tego, co się należy - nie wymyślili tego Afrykańczycy. Kobiety oszukane i wykorzystywane do prostytucji w naszych miastach, tego nie wymyślili Afrykańczycy. Również u nas jest ten wyzysk, nie tylko środowiska, ale także ludzi. A dzieje się to z powodu korupcji. Kiedy korupcja wkracza do serca, przygotujmy się, ponieważ wszystko może się wydarzyć.

MATTEO BRUNI:

Następne pytanie zadaje Jason Horowitz z New York Times.

JASON DREW HOROWITZ (The New York Times, Stany Zjednoczone)

Dzień dobry, Ojcze Święty. Podczas lotu do Maputo przyznałeś, że zostałeś zaatakowany przez pewną część Kościoła amerykańskiego. Ostro krytykują Ciebie niektórzy biskupi i kardynałowie, istnieją bardzo krytyczne katolickie telewizje i portale internetowe, a niektórzy z najbliższych sojuszników Waszej Świątobliwości mówili nawet o spisku przeciwko Tobie, niektórzy z sojuszników w Kurii Rzymskiej. Czy jest coś, czego ci krytycy nie rozumieją z Twojego pontyfikatu, Ojcze Święty? Czy nauczyłeś się czegoś z krytyki w Stanach Zjednoczonych? Inna sprawa, czy Wasza Świątobliwość obawia się schizmy w Kościele amerykańskim? A jeśli tak, to czy można coś uczynić - dialog - aby pomóc, aby tego uniknąć?

PAPIEŻ FRANCISZEK:

Po pierwsze, krytyka zawsze pomaga. Kiedy ktoś doznaje krytyki, musi natychmiast dokonać samokrytyki i powiedzieć: czy to prawda, czy też nie? Do jakiego stopnia? Z krytyki zawsze czerpię korzyści, zawsze. Czasami cię złoszczą, ale korzyści istnieją. W drodze do Maputo przyszedł ... - czy to Pan dał mi tę książkę? - ktoś z was dał mi tę książkę po francusku ... "Kościół amerykański atakuje papieża", nie, "Papież pod atakiem Amerykanów" [ktoś mówi: "Jak Amerykanie chcą zmienić papieża"] ... Taka jest książka. Daliście mi jej egzemplarz. Wiedziałem o tej książce, ale jej nie przeczytałem. Krytykują mnie nie tylko Amerykanie, ale krytyki płyną zewsząd po trosze, także z Kurii. Przynajmniej ci, którzy to mówią, mają tę przewagę, że mogą to powiedzieć uczciwie. To mi się podoba. Nie podoba mi się jednak, kiedy krytykuje się pod stołem: z jednej strony ktoś uśmiecha się do ciebie, aż szczerzą zęby, a potem zadają cios w plecy. To nie jest uczciwe, nie jest ludzkie. Krytyka jest częścią konstrukcji i jeżeli twoja krytyka nie jest słuszna, to jesteś gotowy, aby przyjąć odpowiedź i wejść w dialog, by dojść do słusznego punktu. To jest dynamika prawdziwej krytyki. Natomiast krytyka "pigułek z arszenikiem", o której mówiliśmy, tego artykułu, który dałem ks. Ruedzie jest rzucaniem w kogoś kamieniem i chowaniem ręki. To niczemu nie służy, nie pomaga. Pomaga tylko małym, zamkniętym grupkom, które nie chcą usłyszeć odpowiedzi na krytykę. Krytykowanie bez chęci odpowiedzi to rzucanie kamienia i chowanie ręki. Natomiast krytyka lojalna: "Myślę tak a tak", która jest otwarta na odpowiedź - buduje, pomaga. W przypadku Papieża: "Nie lubię tego Papieża", krytykuję go, czekam na odpowiedź, idę do niego, mówię, piszę artykuł i proszę go o odpowiedź, to jest słuszne, to jest miłość Kościoła. Podejmowanie krytyki bez chęci wysłuchania odpowiedzi i bez dialogu nie jest miłością do Kościoła, jest podążaniem za jakąś obsesją... zmiany papieża lub schizmy. To jest jasne: lojalna krytyka jest zawsze mile widziana, przynajmniej przeze mnie.

Po drugie, problem schizmy: w Kościele było wiele schizm. Po Pierwszym Soborze Watykańskim, kiedy w ostatnim głosowaniu, przyjęto dogmat o nieomylności papieża, odeszła spora grupa, oderwała się od Kościoła i założyła Kościół Starokatolicki, właśnie po to aby być "uczciwymi" wobec tradycji Kościoła. Potem sami przeszli inny rozwój i teraz dokonują święcenia kobiet. Ale wówczas byli surowi, poszli za pewną ortodoksją i sądzili, że Sobór popełnił błąd. Inna grupa odeszła bez głosowania, po cichu, ale nie chcieli głosować ... Spowodował to Drugi Sobór Watykański. Być może najbardziej znanym oderwaniem się jest sprawa abp Lefebvre’a. W Kościele zawsze istnieje opcja zagrożenia schizmą. To jedno z działań, które Pan pozostawia ludzkiej wolności. Nie boję się schizm, ale modlę się, aby ich nie było, bo w grę wchodzi kwestia zdrowia duchowego wielu ludzi. Oby był dialog, możliwość poprawiania się, jeżeli jest jakiś błąd, ale droga schizmy nie jest chrześcijańska. Pomyślmy o początkach Kościoła, jak to się zaczęło od wielu schizm, jedna po drugiej, wystarczy przeczytać historię Kościoła: arianie, gnostycy, monofizyci ...

Mam też ochotę opowiedzieć anegdotę, którą powiedziałem kilka razy. To lud Boży ocalał przed schizmami. Schizmatycy zawsze mają jedną cechę wspólną: separują się od ludu, od wiary ludu Bożego. A kiedy na Soborze w Efezie odbyła się dyskusja na temat boskiego macierzyństwa Maryi, lud - taka jest historia - stał przy wejściu do katedry, kiedy biskupi wchodzili by odbyć sobór, stali tam z laskami, pokazywali laski i krzyczeli: "Matka Boża! Matka Boża!", jakby chcieli powiedzieć: jeśli tego nie uczynicie, czekamy na was ... Lud Boży zawsze naprawia i pomaga. Schizma jest zawsze elitarną separacją spowodowaną ideologią oderwaną od doktryny. Jest to ideologia, być może słuszna, ale wkraczająca w doktrynę, oddziela ją i staje się "doktryną" na pewien czas. Dlatego modlę się, aby nie było schizm, ale się nie boję.

[Dziennikarz podejmuje pytanie]

Co uczynić, aby pomóc? ... To co teraz mówię: nie lękać się ...; Odpowiadam na krytykę, to wszystko czynię. Być może, jeśli komuś przyjdzie do głowy coś, co powinienem uczynić, zrobię to, aby pomóc ... Ale jest to jeden z rezultatów Drugiego Soboru Watykańskiego, a nie tego czy innego Papieża ... Na przykład sprawy społeczne, o których mówię, są tym samym, co powiedział Jan Paweł II. Naśladuję go. Ale mówią: "Papież jest zbyt komunistyczny ...". W nauczanie wkraczają ideologie, a kiedy doktryna przesuwa się ku ideologiom, wówczas istnieje możliwość schizmy. Istnieje także ideologia behawiorystyczna, czyli prymat sterylnej moralności nad moralnością ludu Bożego. Pasterze muszą prowadzić trzodę między łaską a grzechem, ponieważ taka jest moralność ewangeliczna. Natomiast moralność ideologii pelagiańskiej, prowadzi do surowości, a dzisiaj mamy w Kościele wiele szkół surowości, które nie są schizmami, ale chrześcijańskimi drogami pseudoschizmatycznymi, które źle się zakończą. Kiedy widzicie surowych chrześcijan, biskupów, kapłanów, kryją się za tym problemy, nie ma świętości Ewangelii. Dlatego musimy być łagodni wobec ludzi, którzy są kuszeni tymi atakami, przeżywają problem, musimy im towarzyszyć z łagodnością. Dziękuję.

MATTEO BRUNI:

Ostatnie pytanie zada Aura Miguel z Radia Renascença.

PAPIEŻ FRANCISZEK:

Jak mówiłem po portugalsku?

AURA VISTAS MIGUEL (Radio Renascença, Portugalia)

Bardzo dobrze, wszyscy rozumieli, rozumieliśmy bardzo dobrze. Wasza Świątobliwość, powracam do Mozambiku tylko po to, żeby o to zapytać. Wiemy, że nie lubisz odwiedzać krajów podczas kampanii wyborczej, ale uczyniłeś to w Mozambiku, na miesiąc przed wyborami, ponieważ jednym z kandydatów jest prezydent, który zaprosił Waszą Świątobliwość. Jak to możliwe?

PAPIEŻ FRANCISZEK:

Tak, to nie był błąd. Była to decyzja podjęta w sposób wolny, ponieważ kampania wyborcza zaczynała się w tych dniach i schodziła na drugi plan wobec procesu pokojowego. Ważne było złożenie wizyty, aby pomóc w umocnieniu procesu pokojowego. I to było ważniejsze niż kampania, która jeszcze się nie rozpoczęła, rozpoczęła się w kilka dni po zakończeniu mojej wizyty. Czyniąc bilans między tymi dwoma rzeczami doszliśmy do wniosku, że ważne jest umocnienie procesu pokojowego. Ponadto mogłem pozdrowić przeciwników politycznych, aby podkreślić, jak ważna była to rzecz, a nie "kibicować" prezydentowi, którego nie znam, nie wiem, jak on myśli, a także jak myślą inni. Dla mnie ważniejsze było podkreślenie jedności kraju. Ale to, co Pani mówi jest prawdą: musimy trzymać się z dala od kampanii wyborczych, to prawda. Dziękuję.

Bardzo dziękuję za waszą pracę! Jestem wam wdzięczny za wszystko, co czynicie. I módlcie się za mnie. Ja modlę się za was. Smacznego obiadu!.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Papież Franciszek, Dominique Wolton

„Niczego się nie boję…”
Papież Franciszek podsumowuje pięć lat swojego pontyfikatu

Zwolennicy nazywają go prorokiem, zagorzali krytycy – heretykiem. Od momentu objęcia urzędu wprowadza rewolucyjne zmiany w Kurii Rzymskiej. Zadziwia świat, rezygnując z mieszkania...

Skomentuj artykuł

Franciszek do dziennikarzy: nie obawiam się schizm [DOKUMENTACJA]
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.