Słodki gest zmienia życie. Wyślij pączka do Afryki
Dla nas to tylko dwa pączki z dobrej cukierni, ale dla dziecka w Afryce kwota 30 złotych to aż miesiąc nauki szkolnej, obejmujący opłatę za szkołę, ciepłe posiłki i mundurek. Kolejny raz tłustoczwartkowe świętowanie można połączyć z realnym pomaganiem braciom i siostrom na Czarnym Lądzie w ramach akcji „Wyślij pączka do Afryki”. Ojciec Benedykt Pączka, kapucyn pracujący w Republice Środkowej Afryki, przypomina, że mały gest ma wielką moc zmieniania rzeczywistości. To zaproszenie do solidarności, która przekłada się na konkretną przyszłość najmłodszych mieszkańców jednego z najbiedniejszych regionów świata.
Muzyka silniejsza niż bieda
Wszystko zaczęło się trzynaście lat temu, gdy kapucyni wysłali do Afryki ojca Benedykta, który szybko dostrzegł niezwykłą muzykalność mieszkańców Bouar. Z jego inicjatywy powstała pierwsza w Republice Środkowej Afryki profesjonalna szkoła muzyczna, gdzie dzieci uczą się gry na instrumentach klawiszowych, gitarach, instrumentach dętych oraz perkusji. Program nauczania jest ambitny i obejmuje nie tylko praktykę, ale także teorię, historię muzyki, harmonię oraz kształcenie słuchu. Sukcesy placówki są wymierne – trzech absolwentów kontynuowało naukę w Polsce, by po powrocie do ojczyzny zostać nauczycielami dla swoich młodszych kolegów.
Działalność ojca Benedykta wykracza jednak daleko poza ramy samej muzyki, obejmując szerokie wsparcie misyjne. Kapucyni prowadzą swoje działania nie tylko w Republice Środkowej Afryki, ale również w Czadzie, Gabonie i Sudanie Południowym. W poprzednich latach fundusze z akcji pozwoliły na wyposażenie szpitala, budowę studni czy zakup ławek dla ogromnej szkoły liczącej 1600 uczniów. Tegoroczna edycja skupia się przede wszystkim na finansowaniu edukacji podopiecznych misjonarzy w RŚA.
Pączek, który karmi i leczy
Codzienność dzieci w Bouar jest naznaczona ogromnym trudem, a wiele z nich przychodzi na zajęcia bez śniadania. Aby zapewnić im siły do nauki, szkoła muzyczna codziennie serwuje ciepły, pożywny posiłek, taki jak ryż z sosem i mięsem lub maniok z rybą. Pod opieką kapucynów znajduje się obecnie aż 710 dzieci, choć w samej szkole muzycznej kształci się niemal setka uczniów. Misjonarze starają się wypełnić luki w systemie edukacji, w którym mimo jego teoretycznej bezpłatności, bariery finansowe są dla rodziców nie do przejścia.
Największym problemem okazują się koszty ubezpieczenia zdrowotnego oraz szkolnego mundurka, co sprawia, że około 20-30 proc. dzieci w RŚA w ogóle nie chodzi do szkół. Dla wielu rodzin, które walczą o przetrwanie, edukacja staje się luksusem, na który ich nie stać. Sytuację pogarsza utrudniony dostęp do placówek oświatowych, szczególnie dla dzieci mieszkających w odległych wioskach. Dzięki zebranym środkom misjonarze mogą pokryć koszty przyborów szkolnych, zeszytów, instrumentów oraz wypłacić pensje nauczycielom.
Wielkie marzenie o lepszym jutrze
Wsparcie finansowe przekłada się również na bezpośrednią ochronę życia i zdrowia podopiecznych misji. Wizyty lekarskie, niezbędne leki czy pobyty w szpitalu są w tamtejszych warunkach płatne i stanowią dla miejscowych majątek. Choć z europejskiej perspektywy kwoty rzędu kilkuset złotych wydają się niewielkie, dla mieszkańców Bouar są to sumy całkowicie nieosiągalne. Misjonarze dbają o to, by żadne dziecko pozostające pod ich opieką nie zostało pozbawione pomocy medycznej w nagłej potrzebie.
W tym roku ojciec Benedykt stawia przed darczyńcami ambitny cel – zebranie 900 tysięcy złotych. To poprzeczka zawieszona wyżej niż w ubiegłym roku, kiedy udało się zgromadzić 720 tysięcy złotych. Zakonnik podkreśla, że siła akcji tkwi w liczbie osób, które zdecydują się na drobny gest rezygnacji ze słodkiej przekąski. „Jeśli sto tysięcy ludzi zrezygnuje ze zjedzenia jednego pączka i przekaże nam te pieniądze, to będziemy mogli realizować projekty, które realnie zmienią życie wielu ludzi” – przekonuje ojciec Pączka.
Wsparcie dla akcji można przekazać w prosty sposób, dokonując wpłaty poprzez oficjalną stronę internetową projektu: paczek.kapucyni.pl. Każda złotówka przekazana na ten cel staje się inwestycją w godne życie i rozwój talentów dzieci, które bez naszej pomocy mogą nigdy nie otrzymać szansy na edukację. W Tłustym Czwartku nie chodzi o liczenie kalorii, ale o liczenie się z losem drugiego człowieka. Pączek podarowany z serca może stać się początkiem nowej opowieści o nadziei w samym sercu Afryki.
Gosc.pl/łs
Skomentuj artykuł