Kościół, który otwiera drogę do nieba

Kościół, który otwiera drogę do nieba
2 lata temu
arch. Jakub Turbasa

Rzecz wydarzyła się w piątkowy, kwietniowy poranek. W leżącej na uboczu maleńkiej górskiej osadzie Mogno było już widno.

Godzinę siódmą rano prawdopodobnie zasygnalizował głęboki, donośny dźwięk rozchodzący się z solidnej, kamiennej dzwonnicy barokowego kościółka pod wezwaniem św. Jana Chrzciciela.

Rozniósł się promieniście nad krytymi granitowym łupkiem dachami po urokliwej, przykrytej śniegiem dolinie Maggia. Nic, co mogłoby budzić jakikolwiek niepokój. W końcu od XVII wieku działo się tak codziennie.

Nic również nie zapowiadało, że mieszkańcy mieli usłyszeć jego brzmienie po raz ostatni. Że piętnaście minut później z gór zejdzie lawina, która w ciągu kilku sekund zabierze ze sobą dobytek wielu wraz ze wspomnianym domem modlitwy. Na szczęście w górach czas płynie inaczej, w innym rytmie. O tej godzinie górali już nie było w domach i to uratowało ich przed niechybną śmiercią. Ich przodkowie w 1666 roku mieli mniej szczęścia. Wówczas lawina pochłonęła trzydziestu trzech mieszkańców wioski.

Kościół, który otwiera drogę do nieba - zdjęcie w treści artykułu

fot. Jakub Turbasa

Po dziewięciu latach milczenia dźwięk dzwonów znów rozniósł się nad doliną Maggia. To kraina przynależąca do włoskiego kantonu Ticino. Znajduje się nieopodal szwajcarskiego miasta Locarno, słynie zaś z majestatycznych kaskad wodnych Soladino.

Zjawiskowe wodospady przyciągają włoskich i szwajcarskich turystów, niemniej warto udać się wyżej, w górę doliny, by odnaleźć miejsce, do którego przypadkowe osoby nie trafiają. W leżącym na wysokości 1180 m n.p.m., otoczonym szczytami Alp Lepontyjskich Mogno powstał niewielki kościół o wyjątkowej architekturze, będący owocem wspomnianego apokaliptycznego wydarzenia.

Kościół, który otwiera drogę do nieba - zdjęcie w treści artykułu nr 1

fot. Pino Musi

Dzięki sprawnej organizacji, zaangażowaniu oraz poczuciu więzi społecznej obywatele szybko zawiązali komitet odbudowy kościoła oraz zwrócili się z prośbą o projekt odbudowy świątyni do pochodzącego z tego samego kantonu architekta. Mario Botta, wtedy jeszcze nie tak znany, dziś szanowany na całym świecie, odznaczony m.in. medalem Per Artem ad Deum (pol. Przez sztukę do Boga) Papieskiej Rady do spraw Kultury, nie mógł pozostać obojętny na tragiczne wydarzenia z przeszłości.

To miał być jego pierwszy samodzielny projekt sakralny. Jak sam wspomina, koncepcja projektowa musiała łączyć ze sobą kilka aspektów - szczególnie pamięć o zniszczonym kościele i symbolikę chrześcijańskiej świątyni - a także uwzględnić nowe relacje mieszkańców z naturą.

Nowe relacje nie oznaczały dla architekta próby zdominowania natury przez człowieka, lecz działania w zgodzie z jej prawami przy jednoczesnym założeniu, że projekt winien stanowić świadectwo współczesnych czasów oraz aspiracji miejscowej wspólnoty. Te motywacje również wpłynęły na prostą, a zarazem intrygującą formę nowego domu modlitwy.

Jedną z decyzji artysty było wykorzystanie lokalnego materiału jako podstawowego budulca kościoła. Wybór architekta padł na polerowany biały marmur z pobliskiego kamieniołomu w gminie Peccia oraz antykowany (o zmatowiałym wykończeniu) szary granit z Riveo. Posługując się wpisanym w kulturę miejsca kamieniem, Mario Botta wyraża swój szacunek wobec historii i tożsamości obszaru, jak również lokalnej tradycji.

Architektura sakralna wymaga bowiem logiki, prawdy i uczciwości, także w dziedzinie doboru surowców. Umiejętnie wykorzystany naturalny materiał dodaje przestrzeni sacrum wartości i godności. W ten sposób, wykorzystując dary ziemi oraz właściwe techniki budowania, Botta działa zgodne z naturą, której prawa zna, szanuje i jest im posłuszny.

Kościół, który otwiera drogę do nieba - zdjęcie w treści artykułu nr 2

fot. Jakub Turbasa

Nowy kościół, któremu również patronuje św. Jana Chrzciciel, stanął w lokalizacji ważnej dla mieszkańców Mogno, a zarazem symbolicznej - w miejscu fundamentów poprzedniej świątyni zniszczonej przez lawinę.

Posiada bardzo prostą i masywną formę. Nieduża w skali, frapująca bryła jest ściętym pod kątem 45 stopni graniastosłupem o eliptycznej podstawie. Swoją prostotą oraz, mimo niewielkiej skali, monumentalnym wyrazem może przywodzić na myśl romańską architekturę sakralną wyróżniającą się "ochronnym" charakterem. Spokojną, obłą formę ożywia elewacja, którą tworzona przez naprzemiennie ułożone pasma z ciemnego granitu i świetlistego marmuru, będąca echem renesansowych fasad włoskich kościołów.

Kościół, który otwiera drogę do nieba - zdjęcie w treści artykułu nr 3

fot. Enrico Cano

W projektach sakralnych Mario Botta przywiązuje dużą wagę do drogi prowadzącej do wnętrza świątyni - przejścia z przestrzeni profanum do strefy sacrum. W Mogno ta droga nie jest oczywista, gdy widzi się ją po raz pierwszy.

Jest symbolicznie zakorzeniona w historii architektury sakralnej, gdzie przekraczanie kolejnych stref ziemi poświęconej miało swoje symboliczne znaczenie. Główne wejście do kościoła nie jest widoczne z ulicy, zostało też zagłębione względem jej poziomu, co pozwala na stopniowe wyciszenie się odwiedzającego miejsce oraz izolację od "świata zewnętrznego".

Główne drzwi poprzedza niewielkich rozmiarów odseparowana kamiennym murem przestrzeń z przylegającą do głównej bryły kościoła przyporą. Przypomina swoją formą te gotyckie, a zarazem ma symbolicznie chronić świątynię przed kolejnym niespodziewanym nieszczęściem. Pod przyporą znajdują się obrotowe wrota wejściowe, zaś nad nimi umieszczona została nietypowa dzwonnica. W dni deszczowe spływająca z dachu woda uderza w dzwony, a następnie nad głowami wchodzących kieruje się do niewielkiego zbiornika.

Mając na uwadze, kim jest patron świątyni, znaczenie oraz wykorzystanie wody w projekcie nie jest przypadkowe. To reminiscencja wczesnochrześcijańskiego atrium z ujęciem wody w centralnym miejscu (będącym wspomnieniem chrztu, obmycia z grzechów), które poprzedzało wejścia pierwszych wczesnochrześcijańskich kościołów.

Kościół, który otwiera drogę do nieba - zdjęcie w treści artykułu nr 4

fot. Enrico Cano

Po przekroczeniu masywnych drzwi, których otwarcie przy pierwszej próbie wcale nie jest oczywiste, a następnie wejścia do wnętrza znajdujemy się w maleńkim przedsionku odgrodzonym od właściwej przestrzeni modlitwy kamienną kolumną. Moment wkroczenia do nawy głównej jest zaskakujący. O ile z zewnątrz forma kościoła sprawia wrażenie masywnej i zamkniętej w sobie, o tyle wnętrze emanuje jasnością i lekkością. Jest szlachetnie proste i skromne.

Najistotniejszymi elementami, które niewymuszenie oraz naturalnie przyciągają wzrok, są postać ukrzyżowanego Chrystusa nad głowami wiernych, centralnie umieszczony kamienny ołtarz, a także tabernakulum po prawej stronie oraz zabytkowa figura Maryi z Dzieciątkiem i chrzcielnicą po lewej. Zaskoczenie może budzić fakt, że plan wnętrza kościoła został oparty na prostokącie, choć forma zewnętrzna jest w rzucie elipsą.

To również symboliczne wspomnienie zniszczonego kościoła, który stał w tym miejscu. Niemniej nie jest to wszystko, czym zadziwia architektura wnętrza. Okazuje się bowiem, że wraz ze zmianą wysokości prostokątny rzut stopniowo przeobraża się i zmierza w kierunku formy idealnej, symbolu doskonałości, pełni i Boga - figury koła.

Ten prosty, a zarazem świadczący o wielkim kunszcie Botty i maestrii wykonawców zabieg architektoniczny otwiera całe wnętrze ku niebu, a okrągły świetlik o strukturze przypominającej szkielet liścia zdaje się być oknem w stronę Stwórcy. Spływające z góry światło ma symboliczny wymiar.

W swoim niematerialnym wymiarze pełni w projekcie ważną, wręcz dominującą rolę. Wraz ze zmianą pory dnia i roku, a także pogody charakter wnętrza ulega przeobrażeniu, stając się przez to zależnym od boskich sił natury.

Kościół, który otwiera drogę do nieba - zdjęcie w treści artykułu nr 5

fot. Enrico Cano

Żyjąc na co dzień, człowiek przyzwyczaja się do postrzegania otaczającego świata fragmentarycznie - głównie w poziomie, ponieważ obserwuje to, co znajduje się na wysokości wzroku. Nawet natura obdarzyła nas parą oczu umieszczonych poziomo względem siebie. Tymczasem kościół w Mogno próbuje zmienić perspektywę patrzenia na rzeczywistość. Akcentuje oś pionową - relację pomiędzy osobą na ziemi a tym, co w niebie. Stojąc we wnętrzu świątyni, człowiek naturalnie przyjmuje wyprostowaną, godną postawę, podnosząc wzrok w kierunku Ukrzyżowanego.

W jednym z wywiadów Mario Botta sam chętnie określił się mianem "architekta przeszłości" (Ich bin gerne ein Architekt der Vergangenheit). Nie należy jednak rozumieć tych słów dosłownie. Projektant wszak czerpie z niezwykłego bogactwa i dziedzictwa dwudziestu wieków sztuki chrześcijańskiej i architektury sakralnej. Sięga do wykształconych na przestrzeni wieków sprawdzonych form, kształtów, symboliki, a także technik budowania, reinterpretując je. To słowo klucz.

Architektura Botty jest bowiem zakorzeniona w przeszłości, jednocześnie będąc na wskroś współczesną. Architekt w swojej twórczości często sięga do źródeł, stanowczo podkreślając, że współczesna architektura powinna być znakiem oraz świadectwem naszych czasów dla przyszłych pokoleń. "Gdybym tylko mógł, porzuciłbym projektowanie banków oraz supermarketów i zajął się budowaniem kościołów…" - mówi.

Kościół pw. św. Jana Chrzciciela w Mogno, Szwajcaria

arch. Mario Botta

Część zdjęć dzięki uprzejmości Studio arch. Mario Botta

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Kościół, który otwiera drogę do nieba
Komentarze (0)

Skomentuj artykuł

Kościół, który otwiera drogę do nieba
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.