Kradzież dla ewangelizacji?

Kradzież dla ewangelizacji?
(fot. shutterstock.com)
5 lat temu
Przemysław Radzyński / pk

Katecheci wyświetlają je uczniom na lekcjach a ich obejrzenie w Internecie bywa zalecane nawet w ramach pokuty (sic!). Do polskich kin coraz częściej wchodzą filmy (także religijne), które przez setki tysięcy ludzi już zostały obejrzane. Niestety nielegalnie.

Piractwo nie jest problemem nowym. Ale temat chyba warto podjąć ponownie w kontekście coraz powszechniejszego zjawiska, jakim staje się preewangelizacja w kinach. Czy to nie paradoks, że staramy się promować pozytywne postawy samemu zachowując się wątpliwie moralnie?

- Film czy nagranie muzyczne to taki sam produkt jak samochód, dom czy płody rolne. Przyzwoity człowiek nie ma problemu z nazwaniem kradzieżą bezprawnego pozbawienia kogoś samochodu czy mieszkania - zauważa ks. prof. Marek Lis, filmoznawca z Uniwersytetu Opolskiego. Dlaczego inaczej jest z filmami czy muzyką? Wg kapłana wynika to ze specyficznego statusu dóbr kultury w epoce cyfrowej. - Wydaje nam się, że ściągnięcie pliku z Internetu lub stworzenie kopii cyfrowej jest dopuszczalne, bo kopia jest mniej wartościowa niż oryginał. To jest logika fałszywa, bo dziś zatarła się granica między kopią i oryginałem. W renesansie, dzięki mecenasom artysta żył tworząc pojedyncze, oryginalne dzieła. Dziś zarabia na powielaniu go i udostępnianiu w wielu miejscach - mówi filmoznawca z Opola.

Andrzej Sobczyk, producent i dystrybutor filmów religijnych z Rafael Film mówi, że długo przed tym, jak udało mu się ściągnąć jakiś film nad Wisłę dostawał maile polecające w tej sprawie od ludzi, którzy go obejrzeli w sieci. Wg Sobczyka ktoś kto nielegalnie ściąga i poleca filmy dalej powinien się zastanowić czy to działanie nie ma czegoś ze "złodziejstwa z paserstwem". Kradzieżą proceder nazywa także inny twórca i dystrybutor filmów. - Nie ważne czy to robi ksiądz na potrzeby katechetyczne czy osoba świecka w celach ewangelizacyjnych. Każde nielegalne ściąganie filmów, to zwykła kradzież, za którą nie ma usprawiedliwienia - mówi Michał Kondrat podkreślając, że zarówno produkcja, jak i dystrybucja filmów to kosztowne przedsięwzięcia.

- Nie myślimy o twórcy, gdy pobieramy nielegalny plik z sieci, a przecież nie wyciągnęlibyśmy z szuflady pisarza rękopisu nieopublikowanej powieści, bo byłaby to kradzież - zauważa ks. prof. Lis.

Druga strona medalu

Maciej Białobrzeski ma w domu ponad 1000 filmów na DVD, kilkadziesiąt Blu-rayów, gadżety filmowe, korzysta z iTunesów, ma wykupiony abonament na player.pl ale przyznaje, że nadal czasem ściąga pliki nielegalnie. Bo albo film, który chce obejrzeć nigdy nie był dostępny na polskim rynku, albo był dostępny, ale wszystkie kopie zostały sprzedane. Równocześnie zauważa, że statystyki pokazują, że najwięcej dóbr kultury kupują legalnie ci, którzy korzystają z wersji pirackich.

- Jeśli mamy do czynienia z sytuacją, gdy przed pojawieniem się filmu w kinach ludzie zdążyli zrobić jego wersje lektorskie - nawet amatorskie - oznacza to, że dystrybutor bardzo spóźnił się z wejściem na polski rynek - zauważa kinoman i recenzent filmowy z Warszawy. Wg niego trudno dziś oczekiwać, że przeciętny widz będzie czekał rok na film, o którym mówi cały Internet, jeśli może bez problemu pobrać go z sieci. Szukanie pirackiego filmu w dobrej jakości, z poprawnymi napisami - wg Białobrzeskiego - bywa jednak niezwykle kłopotliwe. - Oferując dobrej jakości kopię cyfrową, w dobrej cenie i z przygotowaną całą otoczką (wersje językowe, dodatki, komentarze etc.) bardzo łatwo takiego widza pozyskać. Niestety w Polsce tak przygotowana dystrybucja bywa rzadkością - komentuje.

- Obejrzenie filmu kilka czy kilkanaście miesięcy po premierze nie sprawia, że film przestaje być świeży - polemizuje ks. prof. Lis i wskazuje przykład "Idy", która już w 2013 roku zdobyła główną nagrodę 29. Warszawskiego Festiwalu Filmowego a później przez półtora roku tego filmu nikt nie zauważał.

Poza "czasowym" powodem piractwa jest jeszcze "cenowy". Bilety do kin są zwyczajnie drogie, co wyklucza znaczną część odbiorców z tej sfery obcowania z kulturą. Medioznawca z Uniwersytetu Jagiellońskiego Agnieszka Całek zauważa, że piractwo zwane bywa drugim obiegiem - co już odbiera mu negatywny wydźwięk - a osoba, która film widziała, uważa go za wart polecenia i udostępnia go w Internecie innym, może być traktowana jak "sieciowy Robin Hood". - Wiąże się to z tzw. kulturą daru, która osłabia moralny aspekt tego procederu. Po pierwsze, ludzie chętnie się dzielą - zwłaszcza z tymi, którzy z jakiegoś powodu nie mają dostępu do pewnych dóbr, a po drugie okradanie bogatych (w domyśle producentów filmów) wydaje się być mniejszym złem - mówi Całek.

Co z tym zrobić?

Skala internetowego piractwa w przypadku konkretnego filmu jest również pewnym wskaźnikiem zainteresowania potencjalnej grupy odbiorców. Dystrybutorzy nie kryją, że także dla nich jest to wskazówka, jaki film sprowadzić na polski rynek. Co zatem zrobić z masowym piractwem?

- Dystrybutorzy ponoszą konsekwencje zignorowania procesu, który finalnie pozbawił ich części zysków - mówi Agnieszka Całek zwracając uwagę na nieprzekładalność dotychczasowego systemu dystrybucji filmów do warunków współczesnej kultury. Białobrzeski zauważa, że ściągający film nielegalnie najczęściej jest potencjalnym klientem, który nie został w odpowiedni sposób obsłużony. - Widz, który ma dobrze dostosowaną do niego ofertę sięgnie po kopię legalną - jeśli nie z pobudek moralnych, to przynajmniej z czystej wygody. Wg medioznawczyni z UJ należałoby się skupić na tym, by w przyszłości odbiorcy we wszystkich przewidzianych obszarach dystrybucji filmu mieli do niego dostęp w tym samym czasie.

Z drugiej strony warto też mieć świadomość konsekwencji piractwa na masową skalę. Kradzież filmów w Internecie dość mocno utrudnia produkcję nowych i sprowadzanie zagranicznych produkcji. Andrzej Sobczyk uważa, że niszczy ona film, zwłaszcza religijny, bo ich producenci czy dystrybutorzy zarabiając na jednych mogą inwestować w kolejne. Sam z pozyskanych ostatnio środków z filmu "Karolina" o bł. Karolinie Kózkównie inwestuje w nową produkcję, tym razem o mocy działania różańca; a po sukcesie dystrybuowanego "Mary's Land - Ziemia Maryi" wprowadza na polski rynek "Bóg nie umarł" - premiera 6 marca. Michał Kondrat dzięki wpływom z wyprodukowanego przez niego "Matteo" sprowadza do Polski "Biała jak mleko, czerwona jak krew" (jak sam mówi, film "piękny, romantyczny i wartościowy" - premiera 13 marca).

- Jeśli narzekamy, że treści chrześcijańskich w przestrzeni kultury jest mniej, niż byśmy chcieli, to prawdopodobnie wynika to z tego, że chrześcijanom nie opłaca się tworzyć - zauważa ks. prof. Lis. Zapytany o zadanie Kościoła w walce z piractwem odpowiada, że ciągle aktualne jest przykazanie "nie kradnij" a rolą Kościoła jest dbanie o aktualizację jego rozumienia.

Czy ci, którzy obejrzeli w sieci film przed premierą powinni - niejako honorowo - kupić bilet, gdy wejdzie do kin? - To byłoby jakieś rozwiązanie, albo kupienie oficjalnie wydanych płyt DVD - mówi ks. prof. Lis. - Zadośćuczynienie? Kupić dwa bilety i zabrać kogoś na "Bóg nie umarł" - przyjemne z pożytecznym - uśmiecha się Andrzej Sobczyk. - Wystarczy, że będziemy się wzajemnie uświadamiać i upominać w duchu miłości. A jeśli ktoś już ma na sumieniu nielegalne ściągnięcie filmu, to proponuję, by sam pomyślał nad zadośćuczynieniem wobec podmiotu, który naraził na straty - dodaje Michał Kondrat.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Kradzież dla ewangelizacji?
Komentarze (52)
LW
Luka w systemie
13 maja 2015, 09:41
Wiele razy chciałam obejrzeć filmy, które w żaden sposób nie były dostępne. Wypożyczalnie DVD w promieniu kilku km wszystkie zostały zlikwidowane, a w legalnie działających portalach internetowych (np. Iplex, Ipla.tv) wiekszości filmów, które chcę obejrzeć, nie ma. Nie rozumiem tego. Chętnie zapłacę - czy nikomu się nie opłaca dystrybucja, choćby internetowa?
H
hejo
13 maja 2015, 11:38
Nie mówiąc juz o starszych filmach...z lat 1950-2000
H
hejo
13 maja 2015, 09:22
O ile wiem obecnie bardziej niż sciąganie filmów ścigane przez prawo jest ich udostępnianie. Kilka dni temu dowiedziałem sie od znajomego,ze jakiś czas temu odwiedziła go policja,która prowadzi dochodzenie na okolicznosc udostepniania plikow z portalu chomikuj.pl przez niego.Znajomy praktycznie nie miał żadnych wlasnych plików,miał tylko pliki zachomikowane od innych chomikow(publicznie widoczne  na swoim profilu),nie sciągal tez ani filmow ani nic innego z chomika.To "zachomikowane" wystarczylo na rozpoczecie sprawy.bo zachomikowanie(nie pobieranie,nie umieszczanie od siebie) jest udostepnianiem,ktore jest karane.A numery IP policja dostała od administracji chomikuj! Znajomy mial zachomikowany jakis niszowy film z Redfordem-chcial go w przyszlosci obejrzec i o to w jego przypadku bedzie toczyla sie sprawa,chyba,ze sąd od sprawy odstąpi.Teraz znajomy czeka co dalej. Tu kilka linkow na ten temat: http://trojmiasto.gazeta.pl/trojmiasto/1,35612,16340501,Sciagnales_film_z_Seagalem_czy_Jaredem_Leto__Spodziewaj.html?pelna=tak http://www.dobreprogramy.pl/Zachomikowanie-to-tez-udostepnianie-bo-cyberschowek-nie-wie-co-to-deduplikowanie,News,60049.html http://wiadomosci.dziennik.pl/opinie/artykuly/474432,torrenty-glass-brudzinski-adwokat-sciga-piratow-za-udostepnianie-filmow-w-internecie.html O ile wiem,policja nie czepia sie plikow ktore sa oddzielnie ohasłowane,tak,ze nikt zaglądajacy na chomika nie ma do nich dostepu. Po tej akcji wielu po prostu uprywatnia zgromadzone na nim pliki,tak,że z plików ogólnodostępnych nie ma nic. Mysle tez,ze póki co,działania tej  kancelarii prawnej( z załączonych linków) sie skonczyly,ale nie wiadomo,czy inne firmy dbające o to aby ich" dzieła" nie wyciekały- nie pójda tym śladem.
K
KamilT
13 maja 2015, 08:59
Wartościowe dobre filmy powinny być dodatkiem do pism katolickich i byłoby przyjemne z pożytecznym, a przy okazji nie byłoby problemu piratowania na potrzeby ewangelizacji, choć jak znam życie, to zawsze znajdzie sie złośliwiec, które i w tej sytuacji znajdzie zło i samo zło. Niemniej jednak lubię wtedy powtarzać że każdy widzi to co chce i co mu bliższe, optyka patrzenia zawsze zależy od tego co mamy w sercu i głowie :-) Z Panem Bogiem
M
mkk
11 marca 2015, 12:12
Spójrzmy jeszcze z punktu widzenia takiego widza - sam kiedyś chciałem kupić wartościowy, katolicki film - ale jak zobaczyłem oficjalną cenę 70 zł za DVD to powiedziałem - dziękuje i poprzestałem na obejrzeniu go w kinie wyświetlającym "dobre filmy". To był film jaki warto obejrzeć, ale dla wielu rodzin, szczególnie z wiejskich okolic te 60 zł to kwota gigantyczna. I albo obejrzą "pirata" albo nie obejrzą wcale. Rozmawiałem z osobą odpowiedzialną za jego przygotowanie do wyśtwietlania - gdyby ta płyta kosztowała 20-30 zł to bym ją kupił. 40 też duża szansa. To nie był film Hollwood więc skąd taka cena? Może warto pomyśleć nad efektem skali? czy warto sprzedać mało filmów po 70 zł czy może lepiej dużą ilość po 30? Tego brakuje w tym artykule - kwestia ceny - z filmem za 30 zł nie warto się męczyć w ściąganie ale dużo osób w przypadku ceny rzędy 70 plus z 10 czy 15 na wysyłkę już zrezygnuje.
S
Seb
10 marca 2015, 10:29
Mieszkam na wsi, do kina mam 60km, filmy religijne nie są grane non stop w multikinach jak pozostała sieczka, do tego mam sytuację rodzinną, która bardzo utrudnia mi wyjazd do kina. Chętnie kupię film gdy będzie dostępny w domu, do kina nie pojadę przez najbliższy rok, dopóki jedna z moich najbliższych osób nie wróci do pełni zdrowia. Ziemię Maryi i Bóg nie umarł widziałem w Internecie online na jednej ze stron. Gdy filmy bedą dostępne na dvd to je kupię. Wydaje mi się, że twórcy produkują te filmy nie tylko dla zysku ale dla duchowego wsparcia ludzi którzy tego potrzebują. Ja akurat w takiej potrzebie byłem, po tym artykule czuję się złodzieje i mam wyrzuty sumienia. Jaki zatem jest? Kasa tylko czy jakaś misja?
M
Martin
7 marca 2015, 11:30
"Stara zasada głosi, że chcącemu nie dzieje się krzywda. Jeśli autor programu w żaden sposób nie zabezpiecza swego produktu..." Polecam poczytać poniższe linki, może to trochę nam pomoże.
M
Martin
7 marca 2015, 11:24
http://zapytaj.wiara.pl/pytanie/pokaz/833e2
M
Martin
7 marca 2015, 11:24
http://zapytaj.wiara.pl/pytanie/pokaz/856b3
M
Mariouszek
6 marca 2015, 14:52
A jeszcze zastanawia mnie jedna rzecz. Czy jest coś takiego jak kradzież oczami? Zobaczę film i tyle, czy w takim razie jestem wizualnym złodziejem, bo przez dwie godziny mój mózg odbierał ruchomy obraz, z którego, w zależności od tego jaki był, będzie pamiętał niewiele, albo nawet nic, gdyż nic nie zapłaciłem? 
M
Mariouszek
6 marca 2015, 14:45
A ktoś się zastanawiał na jakie zbrodnie idą pieniądzę z biznesu filmowego? Piractwo nie jest grzechem, jest nie brudzeniem sobie rąk pieniędzmi rozpustników, którzy z tego żyją i popełniają obrzydliwe grzechy. Nie będę dawał nigdy pieniędzy na tego typu bezeceństwa, piractwo to jedyna godna walka z ustrojstwem stworzonym przez Szatana. Chwalmy Pana! 
V
Veritas
6 marca 2015, 14:15
Wypożyczenie książki z biblioteki publicznej też jest kradzieżą? Ludzie zmiłujcie sie...
J
Ja
6 marca 2015, 23:29
Jest różnica i to istotna: pożyczasz za czyjąś zgodą. W przypadku ściągania - zgody nie ma...
Karol Boguszewski
Karol Boguszewski
6 marca 2015, 11:37
Dawniej nie było internetu, a ludzie filmy oglądali w kinie. W moim małym miasteczku była jedna sala kinowa.  Dzisiaj mamy internet i ludzie ściągają z sieci. Nawet nowości. W moim miasteczku powstało 9 sal kinowych.  W wyniku kradzieży, ludzie biednieją. Hollywood się nadal bogaci... Z tego wniosek, że piractwo nie jest kradzieżą, ale formą promocji.  Np. człowiek nie oglądał ani jednego filmu z serii "Szybcy i wściekli" . Teraz sobie ściągnie i pójdzie do kina na "Szybcy i wściekli 7". Zdarza się częściej niż nam się wydaje. Inny przykład. Obejrzałem "GRA O TRON". Poleciłem koleżance aby obejrzała. Ta zamiast tego przeczytała wszystkie książki z serii, które kupia na Amazonie.  Nazywanie piractwa kradzieżą jest po prostu głupie.  
H
heh
6 marca 2015, 11:09
Różne są opinie. Sprawa nie jest jednoznaczna. Gdyby nie było możliwości obejrzenia filmu/serialu w internecie, wytwórnie miałyby 50% mniej przychodu. Gdyby nie to, że każdy w latach 90 miał nielegalnego windowsa na komputerze, teraz Bil Gates nie byłby najbogatszym facetem na Ziemii. W mojej opini ściągnięcie i obejrzenie filmu to nie taki sam grzech, co ukraść coś ze sklepu albo komuś telefon komórkowy. Ciekawe co o piractwie myśli taka Luxtorpeda, każdy ich kawałek można legalnie i za darmo posłuchać na youtube (z czego dostają pieniądze od googla).
R
rk
6 marca 2015, 00:20
Piractwo ma miejsce wtedy, gdy ktoś pozyskuje dany plik i CZERPIE KORZYŚCI z jego rozpowszechniania. Wtedy mamy do czynienia z kradzieżą, o której tu państwo mówicie. Natomiast ściągnięcie filmu, obejrzenie i skasowanie w żadnym wypadku kradzieżą nie jest. Jeśli pożyczę go od pani Grażyny z 2 piętra i oddam dnia następnego nikt nie nazwie mnie zlodziejem. Teraz pożyczam filmy od kolegi z Gdańska, online. Różnicy nie widzę, tak jak większość przytomnych ludzi. Przypomnijmy sobie jak to było 20, 30, 40 lat temu.
A
adam_r
6 marca 2015, 09:20
w świetle prawa masz racje, w świetle moralności - nie. Twórcy filmów, muzyki itd ponoszą koszty ich wyprodukowania, jest to też ich praca, z tego żyją, więc zwykłą uczciwością jest im za to zapłacić. Całkiem poza tym jeśli mi się cos podoba zależy mi na tym, żeby twórcy robili tego więcej, a jak nie dostaną kasy - zajmą się czymś innym..
M
moll
6 marca 2015, 10:32
jak chcesz obejrzec, to kup film i daj zarobic tym, którzy go wyprodukowali! To samo jest w muzyce - twórcy często klepią biedę bo "melomani" tylko pożyczają nagrania, żeby posłuchać i je potem skasować... Trochę poszerz myślenie, a zobaczysz, że twoje tezy są słabe.
S
sANDRA
5 marca 2015, 17:19
ZWYKŁE ZŁODZIEJSTWO CHOĆ WIELU Z NAS TAK CZYNI TO WCIĄŻ ZWYKŁE ZŁODZIEJSTWO I GRZECH KRADZIEŻY
K
kuradomowa
5 marca 2015, 16:35
jesteście w  błędzie  moi Mili...to  nie jest  pożyczanie to nie jest  oglądanie  z biedy...to jest  kradzież...jeżeli jestem głodna i kradne  komuś,  kto ma  więcej...jestem  złodziejem; proste  i logiczne-nie usprawiedliwiajmy sami  siebie-nazwijmy  rzecz po imieniu: kradniemy!
H?
hipokrytka ?
5 marca 2015, 17:26
Jeżeli jestem głodna i kradnę komuś bułkę, to ten ktoś fizycznie nie ma bułki i już  nie zje jej. W dalszym ciągu nie widzę większej różnicy między pożyczeniem  filmu  od kolegi  a obejrzeniem go on-line. Jeśli to taki sam produkt jak dom czy samochód- a jest mój - mogę nieodpłatnie gościć w nim po 20 osób dzennie i nikomu nic do tego.  Padł argument, że nie myślimy o twórcy-  to nie tak, nie myślimy o tych, którzy na  twórcy i na nas chcą zarobić bardzo dużo pieniądze. Na to nie ma wewnętrznej zgody.  Nie zgadzam się też na kosmiczne ceny książek elektronicznych- średnio 5-10 % tańsze, niż papierowe przy wyeliminowaniu całego procesu druku??? Pazerność z jednej strony- próba obejścia tego z drugiej... Zresztą w zgodzie z obowiązującym prawem ...
P
PL
5 marca 2015, 16:09
Parlamentarny Zespół ds. Przeciwdziałania Ateizacji Polski Parlamentarny Zespół Członków i Sympatyków Ruchu Światło-Życie, Akcji Katolickiej oraz Stowarzyszenia Rodzin Katolickich Warszawa, dnia 05.03.2015r. STANOWISKO Wobec nasilających się ataków na hierarchów Kościoła Katolickiego, przybierających ostatnio również postać bezzasadnych oskarżeń i pozwów sądowych w związku z treścią głoszonych kazań i homilii, my posłowie i senatorowie zrzeszeni w Parlamentarnym Zespole ds. Przeciwdziałania Ateizacji Polski i Parlamentarnym Zespole Członków i Sympatyków Ruchu Światło-Życie, Akcji Katolickiej oraz Stowarzyszenia Rodzin Katolickich wyrażamy stanowczy protest wobec tego rodzaju działań zmierzających do ograniczenia nauczycielskiej misji Kościoła Katolickiego w Polsce. Oskarżanie Metropolity Przemyskiego w związku z wykonywaniem przez niego posługi słowa, jest próbą ograniczenia wolności w sprawowaniu tej posługi. Jest zarazem próbą stworzenia precedensu by w przyszłości pociągać do odpowiedzialności pasterzy Kościoła wykonujących swoją powinność przypominania zasad moralnych zgodnych z Ewangelią. Tego rodzaju działania godzą w fundamentalne wartości Konstytucji RP oraz w postanowienia Konkordatu zawartego między Stolicą Apostolską a Rzecząpospolitą Polską, ratyfikowanego przez Sejm RP. Konstytucja RP w art 25 stanowi , iż stosunki między państwem a kościołem są kształtowane na zasadzie poszanowania ich autonomii oraz wzajemnej niezależności każdego w swoim zakresie, jak też na zasadzie współdziałania dla dobra człowieka i dobra wspólnego .
H
hipokrytka?
5 marca 2015, 15:58
Może jestem hipokrytą, ale nie wydaje się to takie oczywiste. Pożyczam książkę  od koleżanki, nie kupię  , bo nie planowałam. Wygodniej, niż czytać na podłodze w Empiku i szybciej, niż w bibliotece.  Czy od koleżanki można? Czy w świetle praw autorskich już nie można?  A od koleżanki koleżanki, osoby prawie mi nie znanej ,jeśli się zgodzi ? Czytam coś, co ktoś anonimowy  umieścił w sieci- nie zarabia na tym- albo oglądam film, który  kupił  i udostępnił? Czy aż tak to się różni od sytuacji w której umawiamy się z przyjaciółmi na oglądanie filmu, bo ktoś kupił właśnie jakąś nowość i ma telewizor na pół ściany?  Są też różne grupy wymieniające się swoimi zasobami-  ściągam coś od kogoś i udostępniam coś, co mam sama. Producenci w tej sytuacji  nie są stratni bo on-line  oglądam to, na co bym się do kina nie wybrała... Nie zarobiliby, po prostu mogłabym najwyżej nie oglądać... Obejrzałam jednak, aktorzy są mi znani, co w jakiś tam sposób przekłada się też na ich zyski ( twarz rozpoznawalna w reklamie). Często kupuję komuś na prezent coś, co już znam ...
S
Sia
5 marca 2015, 15:53
Jeśli takie filmy powstają w ramach ewangelizacji to każdy powinien mieć do nich jednakowy dostęp. A niestety nie każdy ma możliwość na każdy film religijny jechać 100 km do miasta i nie każdy ma pieniądze na taki "luksus". Dlatego tutaj nie zgodzę się w ogóle z takim artykułem. A skandalem w moich oczach jest to, że przepiekny film "Ziemia Maryi" nie jest dostępny dla wszystkich... Ja miałam to szczęście, że jeszcze zdążyłam go obejrzeć, ale wielu, których film równie bardzo mógłby nawrócić, niestety pewnie nie prędko go zobaczy... I to jest właśnie największy minus filmów chrześcijańskich. Wszystkie "pogańskie" filmy można zobaczyć w kilka dni po premierze (np. 50 twatzy Graya), a filmów chrześcijańskich nawet pół roku po premierze nie można obejrzeć.... 
F
fk94
5 marca 2015, 15:50
Hipokryzja portalu deon.pl 1. Nie powinniśmy mówić o konkubinacie jako o grzechu bo jest to strzał w stope 2. Piractwo jest grzechem. Rozumiem, że deonowi redaktorzy zdają sobie sprawę, z tego że jest rodzaj pewnej niekonsekwencji i też strzeliliście sobie w przysłowiową stopę.
O
obserwator
5 marca 2015, 14:43
Uważam, ze za słabo podkreślono w tym artykule fakt, że ceny biletów do kina są w Polsce za drogie. Tak samo jak ceny legalnych płyt DVD. Podam przykład: we Włoszech bilet do kina kosztuje około 7 euro, a w godzinach popołudniowych lub w promocyjne dni 5,5 euro. Wszystkie zagraniczne filmy mają profesjonalny dubbing (dodatkowy koszt: aktorzy, studio nagrań itd.), aczkolwiek można znaleźć też seanse z językiem oryginalnym i napisami. A ile kosztuje bilet w Polsce, zwłaszcza porównany do naszych zarobków? Płyty DVD, gdy wchodzą nowości, kosztują około 15 euro (cena dwóch biletów), ale już po paru miesiącach spadają do 9 euro, później nawet do 5 euro. Obniżenie cen w Polsce sprawiłoby, że po prostu więcej ludzi kupiłoby oryginał lub poszło do kina.
jazmig jazmig
jazmig jazmig
5 marca 2015, 12:44
Zgadzam się z poglądem, że film lub inne dzieło ta taki sam produkt jak samochód. Zatem skoro kupiłem płytkę z takim utworem, to mam prawo nią rozporządzać podobnie jak samochodem: jeżdzić, samemu, z rodziną, wypozyczyć znajomym, wybrać się na majówkę gdzie pojeżdzą sobie nim różni ludzie. Podobnie film lub inny utwór: mam prawo go wyświetlić na lekcji religii, historii lub geografii, wypozyczyć znajmoym, odtworzyć muzykę na studniówce, weselu itp. Tymczasem tzw. twórcy domagają się, żebym płacił za odtwarzanie w większej grupie ludzi, zabraniają mi skopiowania filmu lub muzyki dla kolegi lub rodziny i nazywają takie postąpowanie kradzieżą. Cza autor płaci producentowi samochodu za każdy przejazd nim pańskiego szwagra lub kolegi z wojska? Stacja radiowa zapłaciła wszystkie opłaty za odtwarzane utwory, a ZAIKS domaga się od fryzjera, który ma włączone radio, opłaty kolejnych tantiem - pytam: za co ma płacić fryzjer, skoro stacja radiowa juz zapłaciła? To jest bezczelne bezprawie, a nie prawo.
M
Marcin
5 marca 2015, 13:14
A co jakby porównać film na dvd do marchewki. Skopiować się nie da a żeby zjeść następną to trzeba kupić. Generalnie problem dla ludzi, którzy chcą Ewangelią na codzień żyć jest. I dobrze byłoby, aby nauczanie Kościoła pomogło nam. Jeśli wszystko jest niby za darmo (np. nielegalnie) to też niedobrze, bo człowiek może za dużo mieć rzeczy niepotrzebnych. A przestrzegając przykazań człowiek dostosowuje się do relanego życia: nie stać mnie szukam co innego, stać mnie na program za 3000 ale nie kupię drugiego za 2500 bo ma w portfelu 3500. I dobrze wybiorę ten, który mnie interesuje, który na coś dobrego mi się przyda. Tak myślę.
D
DK
5 marca 2015, 14:01
Wiesz o tym żę nie każda kopia jest nielegalna? Wiesz o tym że do celów edukayjnych mozna kopiować części utworów? Wiesz o tym żę są licencję Creative Comon? pozatym marchewka raczej nie jest dobrem kulturowym
N
nn
5 marca 2015, 15:29
a czy ktoś płaci artyście za oglądanie jego obrazów?
M
Marcin
5 marca 2015, 11:32
Oglądanie filmu czy słuchanie muzyki na youtube to grzech ciężki? Kupowanie w sklepie w niedzielę to grzech ciężki? A może zamieszczanie w celu darmowego obejrzenia czy pobrania z neta to grzech ciężki? A może otwieranie sklepu w niedzielę to grzech ciężki?
O
obserwator
5 marca 2015, 11:27
Właśnie dowiedziałem się o ciekawym filmie "Bóg nie umarł". Najpierw muszę jechać 100 km do dużego miasta, tylko jakoś nie mogę znaleźć w repertuarze kin tego filmu jeszcze. Czy dystrybutorzy znowu przespali, a może nie są zainteresowani tematyką? 
J
Jacol
5 marca 2015, 12:45
Premiera jest jutro.
P
poldek
5 marca 2015, 23:23
na chomiku już jest.. 
B
B.
5 marca 2015, 11:23
Jeśli chrześcijanie, którzy tworzą filmy, chcą, żeby im się to opłacało, to nie nazywajmy tego ewangelizacją, bo to się wyklucza. Za ewangelizacje nie pobiera się opłat, przecież "nie można służyć Bogu i mamonie", jak to w sumie często w naszym kościele bywa. Jeżeli ktoś chce tworzyć filmy ewangelizacyjne, niech robi to pro publico bono, a nie dla zarobku.
Y
Yuan
5 marca 2015, 11:31
To jeszcze nie oznacza, że musi na tym tracić prawda? Argument może i trafny, ale tylko pod warunkiem, że nie jest usprawiedliwieniem, bo jako usprawiedliwienie jest bardzo płytki. Temat piractwa jest bardzo śliski i w zasadzie to nie wiadomo do końca co już jest, a co jeszcze nie jest piractwem. Jak dla mnie, jeśli ktoś zrobi dobry film ewengalizacyjny to niech sobie zarobi i miliony, w kwestii skategoryzowania tego jako ewangelizacje liczą się intencje, nie zyski.
W
WY
5 marca 2015, 11:39
"Czyż nie wiecie, że ci, którzy trudzą się około ofiar, żywią się ze świątyni, a ci, którzy posługują przy ołtarzu, mają udział w [ofiarach] ołtarza?  Tak też i Pan postanowił, ażeby z Ewangelii żyli ci, którzy głoszą Ewangelię" 1Kor  9, 13-14 "W tym samym domu zostańcie, jedząc i pijąc, co mają: bo zasługuje robotnik na swoją zapłatę" Łk 10, 7
jazmig jazmig
jazmig jazmig
5 marca 2015, 12:47
...jedząc i pijąc, a nie zbierając kasę na luksusowe domy, jachty, pijaństwa itp.
jazmig jazmig
jazmig jazmig
5 marca 2015, 12:51
wcale nie uważam, że po nagraniu jednej pytki muzyk musi być multimilionerem, to jest stosunkowo nowa moda. Kiedyś największe gwiazdy żyły z koncertów, a płyty je tylko lansowały. Tom Johns i inne tej wielkości gwiazdy, śpiewały "do kotleta" w drogich lokalach Los Angeles i było to normą. Dzisiaj każdy po nagraniu jednej płytki, a bywa, że jednego utworu, chce być multimilionerem.
Y
Yuan
5 marca 2015, 13:32
Zgadzam się, ale co to ma do rzeczy? :P
MR
Maciej Roszkowski
5 marca 2015, 20:46
Godzien jest robotnik zapłaty swojej, dotyczy to wszystkich
TJ
Taki jeden
5 marca 2015, 11:07
Zawsze zastanawiałem się czym różni się ściągnięcie/obejrzenie filmu w sieci od skserowania książki w bibliotece.
A
Andrzej
5 marca 2015, 11:18
@~Taki jeden, niczym się nie różni. Skserowanie książki w bibliotece również jest nielegalne.
A
Anka
5 marca 2015, 11:40
Wbrew pozorom - i jedno i drugie jest legalne. Nielegalne jest sprzedawanie skserowanej książki lub ściągniętego filmu...
jazmig jazmig
jazmig jazmig
5 marca 2015, 12:52
To drugie wymaga więcej zachodu. Ponadto samo skserowanie książki nic nie daje, trzeba ją jeszcze przeczytać. Dopiero ta ostatnia czynność daje się porównać z oglądaniem filmu ściągniętego z netu.
E
emi
5 marca 2015, 10:18
Istnieje jeszcze coś takiego jak dozwolony uzytek publiczny, np. w celach dydaktycznych, katecheza ma miejsce w szkole i ksiądz nie musi nikogo pytać o zgodę wykorzystując materiały na lekcji w celach dydaktycznych. Polecam np.  http://www.zste.myslenice.pl/biblioteka/prawo-autorkie-w-szkole
P
pp
5 marca 2015, 09:49
Abstrahując od oceny moralnej: ściągnięcie filmu lub książki dostępnych w sieci na własny użytek nie jest przestępstwem w świetle prawa. Tylko rozpowszechnianie jest przestępstwem, a więc na przykład dalsze udostępnianie czy publiczne projekcje.
TB
Tadeusz Bortnowski
5 marca 2015, 10:02
Wydaje mi się, że właśnie ocena moralna jest bardzo istotna. W przywołanym przez Ciebie prawie aborcja też nie jest przestępstwem. Żeby nie było, że święty jestem to w moim oku też ta drzazga siedzi ale walczę - narazie wygrałem walkę z *.iso ;)
A
Anka
5 marca 2015, 11:49
Mnie się wydaje, że z tą oceną moralną należałoby się wstrzymać. To nieprawda, że twórcy zarabiają na filmie mniej przez to, że ludzie ściągają go z Internetu, bo większość (a może wszyscy) osób, która ściąga go z netu nie miałaby możliwości obejrzeć go w kinie albo nie zrobiłaby tego z innych powodów. A z kolei znajdą się tacy, którzy po obejrzeniu wersji z netu wybiorą się na niego do kina, bo to ich zachęci. Naprawdę myślę, że i tak dobrze zarobią na kinowej dystrybucji, a jeśli nie - to powinni sami udostępnić film w necie do bezpłatnego ciągnięcia z zachętą, żeby ludzie płacili im dobrowolne ofiary, jeśli film im się spodobał: zdziwiliby się, ile w ten sposób można zarobić...
C
chordad
5 marca 2015, 09:35
"film czy nagranie to taki sam produkt jak samochód, dom, czy płody rolne" - no i kłamstwo już na samym początku artykułu - wcale nie taki sam...  jak komuś wezmę dom czy samochód, to ten ktoś przestaje to mieć; jak od kogoś ściągnę film lub nagranie to on dalej go ma... i dalej nie warto czytać...
R
Rafał
5 marca 2015, 11:04
Bardzo idiotyczne myślenie, bo producenci filmów, lub muzyki rzadko robią to wyłącznie "dla siebie". Robią to dla zysku. Ty w momencie (nie boję się użyć tego słowa) kradzieży pirackiej pozbawiasz go należących mu się pieniędzy. To tak jakbyś się włamał na czyiś koncert i za darmo go wysłuchał. 
MR
Maciej Roszkowski
5 marca 2015, 20:44
Jeśli korzystam z owoców czyjejś pracy bez jego zgody lub wynagrodzenia to okradam go z należnego mu wynagrodzenia.

Skomentuj artykuł

Kradzież dla ewangelizacji?
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.