Czy król Karol ułaskawi kobiety skazane za czary? Anglicy domagają się procesu

Czy król Karol ułaskawi kobiety skazane za czary? Anglicy domagają się procesu
Fot. Depositphotos
English Heritage/University of California/UK Parliament/ITV News/The Guardian/CBS News/

W lipcu 1652 roku na szubienicy w angielskim Maidstone zginęło siedem kobiet oskarżonych o czary. Wśród zarzutów znalazło się m.in. spowodowanie śmierci niemowlęcia i kontakty z diabłem. Dziś lokalne władze domagają się prawnego ułaskawienia kobiet, a w planach jest także zwrócenie się w tej sprawie do króla Karola III. Historia przypomina nie tylko o dawnych procesach o czary, ale również o tym, jak łatwo strach, przesądy i sąsiedzkie konflikty mogły zamienić się w wyrok śmierci.

Do egzekucji doszło 30 lipca 1652 roku na Penenden Heath, niedaleko Maidstone w hrabstwie Kent. Kobiety skazano podczas procesu przed sądem przysięgłych, któremu przewodniczył sędzia Peter Warburton. Nie był to sąd kościelny, lecz instytucja angielskiego wymiaru sprawiedliwości.

Wśród straconych znalazły się Anne Ashby, Mary Brown, Anne Martyn, Mildred Wright, Susan Pickenden, Anne Wilson i Mary Reade. Sześć kobiet pochodziło z okolic Cranbrook i Lenham, a ich sprawa przeszła do historii jako jeden z większych procesów o czary w siedemnastowiecznej Anglii. Zachowana relacja z procesu, opublikowana w 1652 roku pod tytułem „A Prodigious and Tragical History of the Arraignment, Trial, Confession and Condemnation of Six Witches at Maidstone”, opisuje oskarżenia o czary, przesłuchania i zeznania świadków.

Kobiety oskarżano między innymi o rzucanie uroków, które miały doprowadzić do śmierci dzieci i dorosłych. W relacjach pojawiały się także opowieści o kontaktach seksualnych z diabłem. W tamtym czasie takie zeznania traktowano jako dowód na istnienie czarów, choć dziś historycy analizują je przede wszystkim jako świadectwo ówczesnych przekonań, sposobu prowadzenia przesłuchań i społecznych mechanizmów oskarżania.

DEON.PL POLECA

Chcą prawnego ułaskawienia

Małomiasteczkowa zazdrość, zwierzęta padłe z nieznanej przyczyny czy nagła śmierć noworodka wystarczyły w XVII wieku, by wysłać na stryczek kobiety pozbawione męskiego opiekuna. Przez stulecia brytyjski wymiar sprawiedliwości milczał nad grobami tysięcy ofiar zbiorowej histerii, gdy tymczasem Amerykanie dawno zrehabilitowali skazane z Salem. Teraz do sprawy wróciła rada miejska Maidstone. Jej przewodniczący Stuart Jeffery wystąpił do brytyjskiej minister spraw wewnętrznych Shabany Mahmood z apelem o przygotowanie przepisów, które pozwoliłyby ułaskawić osoby skazane za czary na podstawie dawnego prawa.

W piśmie z 3 października 2026 roku Jeffery wskazał na siedem kobiet straconych w 1652 roku. Argumentował, że ich prześladowanie miało związek nie tyle z jakimikolwiek praktykami magicznymi, ile z biedą, samotnością, wdowieństwem i społecznym wykluczeniem. W jego ocenie kobiety stały się ofiarami uprzedzeń i mechanizmu szukania kozłów ofiarnych. „Nie były czarownicami, były kobietami, które nie miały nikogo, kto stanąłby w ich obronie. Stracono je, ponieważ były inne” – powiedziała Claire Kehily, radna zaangażowana w kampanię, w rozmowie z CBS News.

Lokalne władze chcą, by sprawa nie zakończyła się na symbolicznym geście. Domagają się rozwiązania prawnego, które pozwoliłoby oczyścić imiona skazanych. Rozważają również skierowanie apelu do króla Karola III. Na razie nie ma jednak decyzji brytyjskiego rządu o wprowadzeniu takiego ułaskawienia. Nie oznacza to również, że król rozpoczął formalne rozpatrywanie sprawy. Na tym etapie mamy kampanię lokalnych władz i apel skierowany do minister spraw wewnętrznych.

Wcześniej podobne działania podejmowano w Szkocji. W 2022 roku ówczesna pierwsza minister Nicola Sturgeon oficjalnie przeprosiła osoby prześladowane i stracone w procesach o czary. Kampania organizacji Witches of Scotland doprowadziła do publicznego uznania krzywd, choć próba wprowadzenia ustawowego ułaskawienia nie zakończyła się przyjęciem odpowiednich przepisów.

Kto naprawdę skazywał czarownice?

Sprawa z Maidstone prowadzi do pytania, które regularnie powraca w dyskusjach o historii Kościoła: kto odpowiadał za polowania na czarownice – władze kościelne czy świeckie? W przypadku Anglii odpowiedź jest dość jasna. W okresie największych prześladowań o winie oskarżonych rozstrzygały przede wszystkim sądy świeckie. To one prowadziły procesy i wydawały wyroki śmierci.

Angielskie prawo dotyczące czarów zmieniało się kilkakrotnie. W 1542 roku, za panowania Henryka VIII, parlament przyjął ustawę uznającą czary za przestępstwo zagrożone karą śmierci. Pięć lat później prawo uchylono. W 1562 roku, za panowania Elżbiety I, parlament ponownie wprowadził przepisy karzące za czary. Kolejną ustawę przyjęto w 1604 roku, już za rządów Jakuba I. Brytyjski parlament wyjaśnia, że przepisy z 1562 i 1604 roku przekazały rozpatrywanie spraw o czary zwykłym sądom. Oznaczało to, że oskarżonych sądzili świeccy sędziowie, a nie kościelne trybunały.

Nie oznacza to jednak, że Kościół nie miał żadnego związku z tym zjawiskiem. W średniowieczu sprawami magii i zabobonów zajmowały się również sądy kościelne. Także po wprowadzeniu angielskiej ustawy z 1562 roku niektóre sprawy nadal trafiały przed trybunały kościelne. Duchowni i teologowie uczestniczyli ponadto w kształtowaniu przekonań o czarach, demonach i działalności diabła.

Historycy zwracają uwagę na jeszcze jeden istotny szczegół. W XVI wieku część protestanckich duchownych domagała się surowego karania czarownic. W nowym artykule opublikowanym w 2026 roku w „The English Historical Review” badacze Alisa Gajda i George Southcombe opisują spory między duchownymi a prawnikami dotyczące tego, jak państwo powinno ścigać przestępstwa o charakterze religijnym. Wskazują, że świeccy prawnicy nie zawsze podzielali najbardziej radykalne postulaty części protestanckiego duchowieństwa.

To pokazuje, że historia polowań na czarownice nie daje się sprowadzić do prostego oskarżenia jednej instytucji. W różnych krajach i okresach rolę odgrywały sądy świeckie, kościelne, lokalni urzędnicy, władcy i duchowni. Ich odpowiedzialność nie była jednakowa.

Inkwizycja nie była głównym organizatorem polowań

Jednym z najbardziej rozpowszechnionych wyobrażeń jest przekonanie, że europejskie polowania na czarownice prowadziła przede wszystkim inkwizycja. Rzeczywistość była bardziej złożona. W niektórych regionach Europy procesy odbywały się przed sądami świeckimi, w innych przed instytucjami kościelnymi lub trybunałami działającymi w systemach mieszanych. Nie można więc opisywać wszystkich europejskich prześladowań jednym schematem.

Co więcej, w Hiszpanii i we Włoszech inkwizycja bywała bardziej sceptyczna wobec oskarżeń o czary niż lokalne sądy. Wymagała dowodów i nie zawsze uznawała opowieści o sabatach czarownic czy kontaktach z diabłem za wiarygodne. Nie oznacza to, że wszystkie działania inkwizycji były wolne od przemocy, ale podważa popularny obraz jej jako głównego motoru europejskich polowań.

Największe fale prześladowań wystąpiły w niektórych częściach niemieckich krajów Rzeszy, Szwajcarii, Francji i Szkocji. W wielu miejscach lokalne władze i sądy odgrywały większą rolę niż centralne instytucje kościelne.

DEON.PL POLECA

Około 30–60 tysięcy straconych. Nie dziewięć milionów

Skala europejskich prześladowań była duża, ale przez lata powtarzano liczby niemające potwierdzenia w badaniach historycznych. W popularnych publikacjach można było przeczytać, że za czary stracono nawet dziewięć milionów kobiet. Współczesne opracowania historyczne zdecydowanie odrzucają takie szacunki. Według danych przywoływanych przez English Heritage w głównym okresie europejskich polowań na czarownice, od XV do XVIII wieku, stracono około 30–60 tysięcy osób. Około 6 tysięcy ofiar stanowili mężczyźni, czyli 10–15 proc. wszystkich straconych.

Nie oznacza to, że wszędzie prześladowano wyłącznie kobiety. W niektórych regionach, zwłaszcza na północy Europy, udział mężczyzn wśród oskarżonych i skazanych był znacznie większy. W Anglii zdecydowaną większość oskarżonych stanowiły jednak kobiety.

W samym Królestwie Anglii za czary stracono prawdopodobnie około 500 osób. Brytyjski parlament podaje, że w południowo-wschodniej Anglii w latach 1560–1700 przed sądem stanęło 513 oskarżonych, z których 112 skazano na śmierć. Ostatnia znana egzekucja za czary w Anglii odbyła się w 1685 roku w Devon.

Czarownice wieszano, a nie palono

Kolejny mit dotyczy sposobu wykonywania wyroków. W popularnych wyobrażeniach kobiety oskarżone o czary niemal zawsze kończą na stosie. Tymczasem w Anglii skazane za czary wieszano. Taką karę przewidywało prawo traktujące czary jako przestępstwo.

Inaczej wyglądała sytuacja w Szkocji. Tam osoby skazane za czary najpierw duszono, a następnie palono ich ciała. Różnice w sposobie wykonywania egzekucji wynikały z lokalnych przepisów i tradycji prawnych.

Nieprawdziwe jest również przekonanie, że oskarżano przede wszystkim zielarki i akuszerki, ponieważ ich wiedza miała zagrażać mężczyznom. Historycy nie znajdują potwierdzenia dla takiej powszechnej teorii. Akuszerki rzadko trafiały na ławy oskarżonych, a niekiedy pomagały nawet w poszukiwaniu rzekomych znamion czarownic.

W Anglii oskarżenia często dotyczyły kobiet ubogich, starszych, samotnych lub pozostających w konflikcie z sąsiadami. Nieszczęścia, których nie potrafiono wyjaśnić – śmierć dziecka, choroba, utrata zwierząt czy nieurodzaj – mogły prowadzić do wskazania konkretnej osoby jako winnej.

Łowca czarownic, który nie był księdzem

Jedną z najbardziej znanych postaci angielskich polowań na czarownice był Matthew Hopkins, który w latach czterdziestych XVII wieku sam nadał sobie tytuł „Witchfinder General”, czyli generalnego łowcy czarownic. Nie był duchownym ani przedstawicielem inkwizycji. Działał jako samozwańczy specjalista od wykrywania czarownic. Prowadził przesłuchania, szukał na ciałach podejrzanych rzekomych znamion i przyczyniał się do kierowania kolejnych osób przed sądy.

Wykorzystywał atmosferę strachu i zamieszania politycznego, które towarzyszyły angielskiej wojnie domowej. W jego działalności ważną rolę odgrywały metody przesłuchań i praktyki, które dziś trudno uznać za wiarygodne postępowanie dowodowe. Historia Hopkinsa pokazuje, że prześladowania nie zawsze były wynikiem odgórnie zaplanowanej kampanii. Niekiedy napędzali je ludzie, którzy zyskiwali wpływy i pieniądze, oferując swoje usługi jako eksperci od wykrywania czarów.

Salem, Szkocja i pytanie o odpowiedzialność

Angielskie procesy z Maidstone nie były odosobnionym przypadkiem. W 1692 roku w amerykańskim Salem rozpoczęła się seria procesów, które stały się jednym z najbardziej znanych symboli zbiorowej histerii. Stracono tam 19 osób przez powieszenie, a Giles Corey zmarł podczas tortur, gdy odmówił odpowiedzi na zarzuty. W kolejnych latach władze Massachusetts uznały niesprawiedliwość części wyroków i podejmowały działania rehabilitacyjne.

W Szkocji z kolei kampania Witches of Scotland doprowadziła w 2022 roku do oficjalnych przeprosin ze strony pierwszej minister Nicoli Sturgeon. Nie udało się jednak doprowadzić do ustawowego ułaskawienia wszystkich skazanych.

Dziś podobną drogą próbują pójść władze Maidstone. Chcą, by państwo uznało, że kobiety skazane w XVII wieku padły ofiarą niesprawiedliwości, której skutków nie można już naprawić, ale której nie należy pozostawiać bez nazwania.

Nie chodzi przy tym o rozstrzyganie, czy w XVII wieku istniały czary. Chodzi o to, czy można było skazywać ludzi na śmierć na podstawie zeznań, przesądów i przekonań, które nie wytrzymują konfrontacji z dowodami. W przypadku siedmiu kobiet z Maidstone odpowiedź współczesnych władz miasta jest jednoznaczna. Teraz chcą, by podobne stanowisko zajęło państwo.

Źródła: English Heritage/University of California/UK Parliament/ITV News/The Guardian/CBS News/

 

Absolwent filologii polskiej, dziennikarstwa i teologii. Pracował w Gazecie Częstochowskiej, Radiu Jasna Góra i Radiu Watykańskim. Obecnie dyrektor jezuici.pl, autor Podcastu Jezuickiego i Męskiego Punktu Widzenia. Jego pasją i sposobem na relaks jest czytanie książek i jazda na rowerze.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
kard. Grzegorz Ryś

Inkwizycja – historyczna konieczność czy diabelska pokusa?

Spośród rozmaitych ciemnych kart historii Kościoła inkwizycja szczególnie mocno działa na wyobraźnię. Stosy, tortury, polowania na heretyków, Żydów i czarownice. Tysiące ofiar i wszechogarniający lęk. Tak ją postrzegamy.

...

Skomentuj artykuł

Czy król Karol ułaskawi kobiety skazane za czary? Anglicy domagają się procesu
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.