Czy msza przed telewizorem jest ważna?
Papież Leon przypomniał niedawno, że uczestniczenie w mszy transmitowanej przez media nie jest alternatywną formą dla realnego uczestniczenia w liturgii sprawowanej w kościele. Taka forma jest ważna wyłącznie w przypadku osób, które fizycznie w kościele nie mogą się pojawić. Dla wszystkich innych jest nieważna. A przecież jeszcze niedawno namawialiśmy ludzi, aby właśnie w taki sposób przeżywali Eucharystię. Jak to jest naprawdę?
Garść faktów historycznych
Pierwsza radiowa transmisja mszy miała miejsce w maju 1927 roku – w przyszłym roku będziemy obchodzili 100 lat od tamtego wydarzenia. 21 września 1980 roku pierwszy program Polskiego Radia rozpoczął transmitowanie mszy, odprawianych w bazylice św. Krzyża w Warszawie (cotygodniowa transmisja mszy była jednym z 21 postulatów tzw. porozumień sierpniowych). Eucharystię wykreślono z programu radiowego na czas stanu wojennego, ale potem reaktywowano ten zwyczaj. Co ciekawe, do 1989 roku teksty wszystkich kazań przedstawiano do wglądu cenzurze. Wkrótce po uruchomieniu transmisji radiowej pojawiły się także pierwsze transmisje telewizyjne. W ogóle pierwszą mszą transmitowaną w telewizji była Eucharystia celebrowana w Paryżu w 1948 roku. Dziś w Internecie bez trudu można znaleźć transmisje z wielu kościołów, choć użytkownicy mają swoje ulubione świątynie, do których należy m.in. bazylika Najświętszego Serca Jezusa w Krakowie. Co interesujące, aby mszę uznać za ważną (jak się okazuje nie dla wszystkich), Eucharystia musi być transmitowana „na żywo”, nie może być retransmisją wcześniej nagranego materiału. W ten sposób, choć na odległość, uczestniczymy w realnej liturgii, podczas której następuje konsekracja Chleba i Wina. Jak więc widzimy, uczestniczenie w mszy transmitowanej w mediach ma swoją długą tradycję, ale też sama natura takiej formy uczestnictwa sprawia, że nie jest możliwe powiedzieć jednoznacznie: „ważna / nieważna”.
Sukces obecności w mediach
Papież Pius XI, mając świadomość, że transmisje radiowe to przyszłość współczesnej komunikacji, 21 lutego 1931 roku zainaugurował działalność Radia Watykańskiego. Miesiąc później nadano w nim pierwszą audycję po polsku (choć polska sekcja radia papieskiego powstała dopiero w 1938 roku). Papież zdawał sobie sprawę, że Kościół nie tylko musi być obecny tam, gdzie dokonuje się technologiczny postęp, ale też wiedział, że radio może stać się potężnym narzędziem ewangelizacyjnym. I rzeczywiście, możliwość transmitowania informacji oraz liturgii i docierania z nią tam, gdzie fizycznie księża nie byli w stanie dotrzeć, było wielkim sukcesem Kościoła. Podobnie za sukces uznano transmisje w polskich mediach.
Kościół dociera do chorych
Pierwotnie – przynajmniej u nas w Polsce – transmisje radiowe i telewizyjne liturgii miały służyć osobom starszym i chorym. I rzeczywiście, był to genialny sposób dotarcia do tych wszystkich ludzi, którzy właśnie na starość najbardziej potrzebowali kontaktu z Kościołem, ale wiek i różne choroby de facto zamykały ich w domach. Skazani byli na odmawianie różańca, który w żadnym razie nie może zastąpić mszy. Radio i telewizja (a potem także Internet) stały się dla nich prawdziwym oknem na świat i dały im poczucie realnej obecności w kościele. Wprawdzie przy spowiedzi bardzo często – może tylko dla formalnego porządku – mówili o tym, że „nie byli w niedzielę w kościele”, ale każdy rozsądny spowiednik przekonywał ich wtedy, że wysłuchanie mszy w radio jest równie cenne, bo „gdy my nie możemy przyjść do Pana Jezusa, wtedy on przychodzi do nas”. Pułapką stało się rozszerzenie tego twierdzenia na wszystkich: bo skoro tak Bóg postępuje ze starszymi, to niby dlaczego miałby się inaczej zachowywać wobec młodszych?
Pandemia: wymuszony i niechciany sukces mszy w mediach
Czas pandemii uświadomił wszystkim, że bez mediów wykorzystywanych do transmisji liturgii ciężko byłoby ten czas przeżyć. Jednak pandemia mocno namieszała w całym tym obrazie. Decyzje o zamykaniu na głucho kościołów wierni odbierali jako mocno kontrowersyjne. Wyznaczono limity (których np. nie było w supermarketach), czasami policja karała mandatami za nieprzestrzeganie tych doraźnych przepisów, a kiedy indziej dochodziło do prawdziwych absurdów: w samym kościele było 5 osób, za to w przedsionku – tłum. W tej sytuacji, aby wyjść naprzeciw potrzebom ludzi, powszechne stało się transmitowanie przez Internet lokalnych liturgii, które miały dać złudzenie, że pomimo pandemii, w Kościele niewiele się zmieniło (w mojej rodzinnej wiosce młody ksiądz tak samo, jak zawsze, w internetowej transmisji „sztorcował” wiernych). Wtedy właśnie doceniliśmy narzędzie, jakim jest Internet. I aby ludzi przekonać do tego typu uczestniczenia w mszy, nie tylko że przekonywaliśmy ich, że jest ona ważna, ale nawet mówiliśmy o duchowej komunii jako realnym otwarciu duszy na przyjęcie Boga, który przecież jest duchem.
Niestety, koniec pandemii i wyjście z izolacji w Kościele przebiegał pod hasłem: wróćmy do tego, co było wcześniej i przynajmniej udajmy, że nic się nie stało. Było to, jakbyśmy chcieli wymazać z pamięci cały ten czas. Nawet niektórzy biskupi usiłowali prorocko zapewniać, że wszystko szybko wróci do tego, co było, a stęsknieni wierni tłumnie wrócą do naszych świątyń. A jednak tak nie było, mimo wszystko „coś się stało”. Właśnie między innymi to, że dobrzy katolicy – nie tylko ci najstarsi – zaczęli zupełnie inaczej patrzeć na liturgię transmitowaną przez media…
To w końcu ta msza jest ważna czy nie?
Skoro papież mówi, że trzeba przyjść do kościoła, to oczywiście z nim nie dyskutuję. Ważny jest przecież także element wspólnoty. Nie chciałbym tylko, żeby jeśli ktoś nie może (obojętnie, z jakiego powodu) przyjść do kościoła, żeby zupełnie sobie „odpuścił” – chciałbym, żeby przynajmniej wtedy, bez wyrzutów sumienia, pobożnie przeżył mszę przed monitorem.
Osobiście szkoda mi transmisji porannych mszy, sprawowanych w watykańskiej kaplicy św. Marty pod przewodnictwem Papieża Franciszka, a zwłaszcza tych paru minut dziękczynienia przed Najświętszym Sakramentem. Lubiłem tych parę chwil, gdy kilka, a nawet kilkanaście tysięcy ludzi z całego świata łączyło się z Franciszkiem na modlitwie. Niestety, transmisje te skasowano jeszcze za życia poprzedniego papieża… A powodem było właśnie to, żeby zachęcić ludzi do powrotu do kościołów. Zawsze jest tak, że tam, gdzie coś się zyskuje, tam się też traci – inaczej się nie da. Mądrość polega na tym, żeby więcej zyskać niż się traci.


Skomentuj artykuł