Czym jest a czym nie jest wiara. Nigdy nie polega na poświęcaniu rozumu

Czym jest a czym nie jest wiara. Nigdy nie polega na poświęcaniu rozumu
Wnętrze katedry La Sagrada Familia w Barcelonie (fot. alexbr/depositphotos.com)
3 miesiące temu
Logo źródła: Wydawnictwo W Drodze Bp Robert Barron

"Autentyczna wiara nigdy nie polega na poświęcaniu rozumu. Bóg chce, byśmy wszystko, co się da, pojęli o Nim poprzez rozum" - przekonuje bp Robert Barron.

Teolog protestancki Paul Tillich pewnego razu powiedział, że „wiara” to najmniej właściwie rozumiane słowo w religijnym słownictwie. Coraz bardziej się przekonuję, że miał rację. Przekonanie to jest coraz silniejsze z powodu napływających stale na moje fora internetowe grubych karykatur tego, co poważni wierzący uznają za wiarę. Moi rozmówcy – agnostycy, ateiści i sekularyści nieustająco piszą, że wiara jest łatwowiernością, naiwnością, zabobonem, zgodą na irracjonalny nonsens, przyjmowaniem twierdzeń, co do prawdziwości których nie ma dowodu, etc, etc. I z zadowoleniem dokonują ostrego rozróżnienia między tak pojmowaną wiarą a nauką współczesną, która, jak dowodzą, odznacza się zdrowym sceptycyzmem, empiryczną weryfikacją, wiarygodną i powtarzalną metodą, i zdolnością do autokorekty. Dochodzą do wniosku, że na szczęście umysły zachodnie zdołały się wreszcie wyswobodzić z ograniczeń wiary i wydostać na otwartą i dobrze oświetloną przestrzeń rozumu naukowego. I jakie to smutne, że wiara się nadal utrzymuje, niczym jakiś duch z innego miejsca i czasu, nawet na początku dwudziestego pierwszego wieku, by nawiedzać nowoczesne umysły i hamować ich rozwój.

W 2012 roku, z inicjatywy papieża Benedykta XVI, Kościół powszechny obchodził Rok Wiary. Co dla katolików znaczy (i nie znaczy) to najwyraźniej kontrowersyjne słowo?

Zacznę od analogii. Jeśli poznajesz jakąś osobę, a jesteś stosunkowo uważnym typem, twój rozum będzie w pełni zaangażowany w ten proces. Przyjrzysz się tej osobie, zobaczysz, jak się ubiera, jaki ma sposób bycia, jak się odnosi do innych, poszukasz jej przez Google’a i sprawdzisz, gdzie chodziła do szkoły i gdzie pracuje, zapytasz o nią wspólnych przyjaciół etc. Całe to dochodzenie faktów mogłoby mieć miejsce, jeszcze zanim nadarzy się sposobność prawdziwego spotkania. Gdy wreszcie zawrzecie znajomość, przyniesiesz na spotkanie to wszystko, czego się o niej dowiedziałeś i niewątpliwie będziesz się starał sprawdzić to, czego się już dowiedziałeś, na własną rękę. Wówczas jednak wydarzy się coś nadzwyczajnego, nad czym nie masz żadnej władzy, coś, co niechybnie odkryje przed tobą rzeczy, jakich nigdy byś nie dowiedział się, gdyby nie wasze spotkanie: ona zacznie mówić. Odkryje tym samym przed tobą z własnej inicjatywy swoje myśli, serce i uczucia. Trochę z tego, co powie, będzie zgodne z tym, czego już się dowiedziałeś, ale wiele – zwłaszcza jeśli wasza relacja pogłębi się i rozmowy wasze staną się poważne i intymne - będzie nowego, cudownego, poza wszystkim, co mógłbyś odkryć na własną rękę.

Gdy jednak będzie mówić, a ty słuchać, staniesz w obliczu wyboru: wierzę jej czy nie? Znowu będziesz w stanie sprawdzić część z tego, co mówi, dzięki własnemu dochodzeniu, lecz gdy będzie mówić o uczuciach, intencjach, aspiracjach, najgłębszych lękach, poznasz, że wkroczyłeś na terytorium wykraczające poza twoje możliwości kontrolowania. I będziesz musiał zdecydować: ufasz jej, czy nie? Tak to jest, czy nam się podoba, czy nie, gdy mamy do czynienia z osobą, która do nas mówi. Nie rezygnujemy ze swego rozumu, gdy poznajemy drugą osobę, lecz musimy być gotowi, by wyjść poza nasz rozum; musimy być gotowi wierzyć, ufać, mieć wiarę. Jest to, jak sądzę, niezwykle oświecająca analogia dla wiary w sensie teologicznym. Gdyż dla katolików – i chciałbym, by moi przyjaciele internetowi dobrze się teraz skupili - autentyczna wiara nigdy nie polega na sacrificium intellectus (poświęcaniu rozumu). Bóg chce, byśmy wszystko, co się da, pojęli o Nim poprzez rozum. Analizując porządek, piękno i uwarunkowanie świata, możemy zebrać olbrzymią ilość informacji dotyczących Boga: Jego istnienia, Jego doskonałości, faktu, że posiada intelekt i wolę, Jego rządów we wszechświecie etc. Jeśli nie dowierzasz mi w tej kwestii, zapraszam cię do dłuższego i starannego przyjrzenia się pierwszej części dzieła Summa theologiae Tomasza z Akwinu.

Otóż jedną z prawd, jaką rozum może odkryć na temat Boga, jest ta, że jest On osobą, a głównym twierdzeniem Biblii jest to, że Osoba ta nie pozostała całkowicie ukryta, ale w istocie przemówiła. Tak, jak to jest w przypadku każdego słuchacza osoby mówiącej, słuchacz Bożej mowy musi zdecydować: wierzę Mu czy nie? Decyzja o przyjęciu z zaufaniem tego, co Bóg powiedział o sobie, jest tym, co Kościół rozumie przez „wiarę”. Decyzja ta nie jest nieracjonalna, gdyż polega na rozumie i jest przezeń uwarunkowana, lecz wykracza poza rozum, gdyż jest otwarciem jednego serca na drugie. W obecności innej osoby ludzkiej można by pozostać w uporczywej postawie braku zaufania, wybierając jako możliwe do przyjęcia tylko te dane, które można samemu zebrać poprzez racjonalną analizę. Czyniąc tak, zamykałbyś się jednak na nieporównywalnie większe bogactwa, jakie ta osoba może przed tobą odkryć. Ścisły racjonalista, niewzruszony adwokat metody naukowej, dowie się pewnych rzeczy o świecie, ale nigdy nie dojdzie do poznania osoby.

Ta sama dynamika istnieje w odniesieniu do Boga, najwyższej Osoby. Kościół katolicki chce, by ludzie używali rozumu z taką siłą i energią, jak tylko się da – w tym w dużej mierze rozumowania naukowego. Następnie jednak zaprasza ich, u kresu tych usiłowań, do słuchania, do zaufania, do wiary.

*    *    *    *

Publikowany fragment pochodzi z książki: Robert Barron "Żywe paradoksy. Zasady katolickiego i/i"

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Czym jest a czym nie jest wiara. Nigdy nie polega na poświęcaniu rozumu
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.