Ewangelik i katoliczka. Jak teraz wyglądają nasze niedziele?

Ewangelik i katoliczka. Jak teraz wyglądają nasze niedziele?
(fot. depositphotos.com)
5 miesięcy temu

Udało nam się stworzyć niezwykłą wartość w tym trudnym czasie. Jestem przekonana, że wyjdziemy duchowo umocnieni, właśnie dzięki szansie, której nie chcieliśmy zmarnować w żaden sposób. Szalejąca epidemia nie jest niczym dobrym, ale w tym złym czasie, staramy się żyć, a częścią tego naszego życia jest Bóg i relacja, która nas z Nim łączy.

Czytając Ewangelie, można wielokrotnie przeczytać, że Jezus dużo się modlił. Wielokrotnie bywał także w świątyni – w wielu okolicznościach. Świątynia jest dla niego niezwykle ważna – zostaje w ten sposób wychowany, gdyż to Maria i Józef praktykują z Nim wizyty w świątyni. Tam też znajdują Go w wieku dwunastu lat w święto Paschy (Łk 2, 41-52). To kościół-świątynię, Jezus Chrystus traktuje jak swój dom.

Idąc za najznakomitszym przykładem Jezusa Chrystusa - takimi domem jest kościół i dla nas, dla naszej małej rodziny. Pan Jezus także wiele uwagi poświęca szabatowi i jego faktycznemu znaczeniu miast znaczenia nadawanemu przez szereg reguł prawa, czy wytycznych faryzeuszów.

Rok temu w swoim tekście „Odpowiedzi na życiowe pytania szukamy w Biblii. O życiu rodziny katolicko-ewangelickiej” pisałam do Was – drodzy czytelnicy - jak w naszym szczególnym domu, w którym mieszka dwoje, już bardzo rozumnych dzieci, a także mój mąż – ewangelik i ja – katoliczka, stawia się na pierwszym miejscu Boga. Dzięki temu nasze dzieci doskonale wyczuwały dotąd, że niedziela to dzień wyjątkowy. To dzień szabatu, dzień Boga i rodziny.

Kościół to dom. A czy dom może być kościołem w czasie pandemii?

Do marca 2020 r. nasze niedziele wyglądały bardzo podobnie, schematycznie, jednak zawsze z Bogiem. Szybko wstawaliśmy i pełen pęd dawał o sobie znać w każdej naszej czynności – śniadaniu, porannej toalecie, ubieraniu się, łykach kawy…, licząc na łut szczęścia, by zdążyć na kolejkę podmiejską do centrum Krakowa, na godzinę 10.00 do kościoła św. Marcina albo na 10.30 do dominikanów.

Czasem jednak taki poranny wyścig był z góry przegrany. Wtedy szykowaliśmy się spokojnie, w większym skupieniu, jedliśmy wolniej śniadanie i jechaliśmy do centrum później, by o 12.00 uczestniczyć w mszy lub w nabożeństwie.

Schemat był jednak ustalony i niezmienny. Do centrum Krakowa nie jeździliśmy jedynie w wyjątkowych sytuacjach – albo kiedy spędzaliśmy takie niedziele poza województwem, na wakacjach, albo kiedy dzieci były chore. Zwłaszcza w chorobie dzieci nasz udział w mszy / nabożeństwie sprowadzał się do wizyty w kościele jednego z nas – dzieci, poza krótką modlitwą, traciły zasadniczo najwięcej. Nie mieliśmy pomysłu / natchnienia, jak dobrze uzupełnić tę lukę po straconej szansie na mszę / nabożeństwo czy szkółkę niedzielną.

Wszystko zmieniła pandemia. Wszystko zmieniła na dobre – dobre w „D”obrym tego słowa znaczeniu. Duch Święty natchnął nas, za co składamy Mu dzięki.

Wiara rodzi się ze słuchania Słowa Bożego

Czytanie Biblii w naszym domu było obecne i wcześniej, przed nadejściem pandemii, właśnie dzięki przekonaniu, że „wiara rodzi się ze słuchania Bożego Słowa”. To Słowo Boże stało się centrum naszego niedzielnego wyjątkowego czasu z Bogiem właśnie teraz. Nasze spotkanie (wytworzony domowy kościół) przyjął określony ryt, w którym odnajduje się każdy z domowników – także ci najmniejsi.

Nasze niedzielne spotkanie z Bogiem prezentuje się następująco:

1. Spotkanie z Bogiem byłoby trudne, gdybyśmy nie zaczęli od znaku krzyża – wyznania naszej wiary, uroczystego rozpoczęcia naszego domowego spotkania z Jezusem – powiedzenia przez nas wszystkich „Dzień dobry Boże – przybądź”, bo nie dwóch, nie trzech się gromadzi, a czterech modli, więc bądź z nami Panie (Mt 18, 20).

2. Następnie trzymając się za ręce, przechodzimy do wspólnej modlitwy Ojcze Nasz. Wybraliśmy ją, gdyż to w naszym przekonaniu najważniejsza modlitwa wszystkich chrześcijan (Mt 6, 9-13) – wszystkich wyznań, czy obrządków, spajająca także nasz katolicko-ewangelicki dom. To modlitwa także najlepiej znana naszym dzieciom (Mk 10, 14).

3. W kolejnej fazie każdy z nas dziękuje, przeprasza i prosi. Dzięki intymności kościoła domowego, który wymusiła na nas pandemia, otworzył się zupełnie nowy rozdział wypowiadanych przez nas słów. Dzieci mają możliwość dostrzec wagę deklaracji, które składamy wzajemnie. My, rodzice, zauważamy ich duchowy rozwój. Prowadzimy ich modlitwę, ale także pozwalamy poprosić o to, o co ich dziecięce serca w danej chwili naprawdę pragną – nawet jeśli prośby te mogą wydawać się infantylne, to mają w sobie często ważne przesłanie, które rozumie tylko Jezus.

Dajemy sobie głośną i słyszalną szansę na wzajemne wyrażenie skruchy, powiedzenie „przepraszam”, a także mamy dodatkowy czas, przy wyjątkowej obecności Boga, na tłumaczenie, co w zachowaniu dzieci mogło zranić Boga i nas. Mamy także czas, by jako małżonkowie przekazać dzieciom, że potrafimy przepraszać się wzajemnie. Rozumiemy i wspólnie dostrzegamy, że to, o co prosiliśmy Boga w jedną niedzielę, jest prawdziwym tematem uwielbienia w kolejną. Dzięki temu dzieci widzą rzeczywistą sprawczość Jezusa, który co niedzielę „siedzi” razem z nami w tym samym pokoju i przytula każdego z nas.

4. Punktem centralnym naszego „domowego nabożeństwa” jest czytanie Pisma Świętego - wszystkich przypisanych czytań, odśpiewanie Psalmu (przy stosownym akompaniamencie) oraz Ewangelia. Mamy czas się zatrzymać przy czytaniu, odpowiedzieć dzieciom na pytania o znaczenie konkretnych słów. Mamy szansę, by wyjaśnić im pewne konteksty. To niezwykła wartość, której uprzednio nie było. Dotąd pytania o znaczenie konkretnych słów towarzyszyło najczęściej bajkom, rzadziej Biblii – bo dotąd korzystaliśmy z Biblii dla dzieci, która nie rodziła po ich stronie pytań – nie była bezpośrednim spotkaniem z Bogiem. Przez to paradoksalnie tworzyła pewną iluzję Pisma Świętego. Teraz co niedzielę słuchają „dorosłej” wersji Biblii. Nie tylko słuchają, ale w końcu ją rzeczywiście słyszą. Z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że na niedzielnej mszy dzieci myślami były gdzie indziej niż przy słuchaniu księdza podczas czytań. Nie mieli oni także żadnej możliwości, by przerwać i zadać konkretne pytanie, co oznacza jedno lub drugie słowo, jaki jest kontekst, o co w ogóle chodzi. Rodzicom to pytanie mogą zadawać w każdym zdaniu i wiedzą, że prędzej czy później tę odpowiedź otrzymają.

5. Po czytaniach przychodzi czas na jeden z bardziej osobistych momentów – kazanie. Dlaczego osobistych i w jaki sposób radzimy sobie z brakiem kazania przygotowanego przez „profesjonalistę”? Bóg zesłał go nam w niezwykle wyjątkowy sposób. Kazania na każdą niedzielę, kilka już dekad temu, przygotował dla nas dziadek mojego męża. W domu dysponujemy rocznym zbiorem kazań dedykowanych konkretnym niedzielom w roku liturgicznym. W naszym małym, czteroosobowym krakowskim domu co niedzielę staje przed nami niezwykły katowicki pastor. Uniwersalność jego przekazów niesamowicie nas przenika, dogłębnie nas doświadcza. Dodatkowo jego osoba zapełnia naszą ławkę – kanapę naszego domowego kościoła. W naszym domu spotykają się nie dwa, a trzy pokolenia wierzących w Jezusa Chrystusa. Dziadek męża nie żyje od lat, a jego przekaz słyszalny jest jak nigdy wcześniej.

6. Od września dzieci dodatkowo on-line wróciły do zajęć ze szkółki niedzielnej. W ten sposób dzięki kilku-, kilkunastu minutowym nagraniom, przygotowanym w przystępnej dla nich formie spotykają się z różnymi bohaterami Starego Testamentu, a następnie mają szansę wykonać tematyczną pracę plastyczną.

W naszym małym, czteroosobowym krakowskim domu co niedzielę staje przed nami niezwykły katowicki pastor.

Czy tęsknimy za większą wspólnotą, za Bogiem, za Eucharystią?

Tęsknimy i to bardzo.

Czy czasem odwiedzamy pusty Kościół, by chociaż na chwilę się w nim pomodlić?

Tak, odwiedzamy, ale bez dzieci, które dla osób starszych (zgodnie z zaleceniami ekspertów) mogą być najpoważniejszym zagrożeniem.

Czy wrócimy do kościoła, jak przed pandemią?

Jeśli Bóg zachowa nas w zdrowiu, to na pewno. Niezależnie od okoliczności, pandemii, czy innych wyzwań niedzielę poświęcaliśmy i poświęcamy Bogu. Udało nam się stworzyć niezwykłą wartość w tym trudnym czasie. Jestem przekonana, że wyjdziemy duchowo umocnieni, właśnie dzięki szansie, której nie chcieliśmy zmarnować w żaden sposób. Szalejąca epidemia nie jest niczym dobrym, ale w tym złym czasie, staramy się żyć, a częścią tego naszego życia jest Bóg i relacja, która nas z Nim łączy.

Podwójna matka, żona Ewangelika, rodowita Ślązaczka, od kilkunastu lat mieszkanka Krakowa. Doktor nauk prawnych i radca prawny – specjalizuje się w prawie własności intelektualnej oraz life science & healthcare.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Marcin Zieliński, ks. Krzysztof Porosło, Dawid Gospodarek
27,93 zł
39,90 zł

Zobacz, jak Duch Święty łączy Kościół 

Jeden z nich rozpala ludzkie serca podczas charyzmatycznych modlitw o uzdrowienie, drugi wiarę i Ewangelię głosi podkreślając wagę dogmatów i liturgii. Obaj chcą pokazać, że ogień i woda...

Skomentuj artykuł

Ewangelik i katoliczka. Jak teraz wyglądają nasze niedziele?
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.