Ewangelik i katoliczka. Jak teraz wyglądają nasze niedziele?

Ewangelik i katoliczka. Jak teraz wyglądają nasze niedziele?
(fot. depositphotos.com)
1 tydzień temu

Udało nam się stworzyć niezwykłą wartość w tym trudnym czasie. Jestem przekonana, że wyjdziemy duchowo umocnieni, właśnie dzięki szansie, której nie chcieliśmy zmarnować w żaden sposób. Szalejąca epidemia nie jest niczym dobrym, ale w tym złym czasie, staramy się żyć, a częścią tego naszego życia jest Bóg i relacja, która nas z Nim łączy.

Czytając Ewangelie, można wielokrotnie przeczytać, że Jezus dużo się modlił. Wielokrotnie bywał także w świątyni – w wielu okolicznościach. Świątynia jest dla niego niezwykle ważna – zostaje w ten sposób wychowany, gdyż to Maria i Józef praktykują z Nim wizyty w świątyni. Tam też znajdują Go w wieku dwunastu lat w święto Paschy (Łk 2, 41-52). To kościół-świątynię, Jezus Chrystus traktuje jak swój dom.

Idąc za najznakomitszym przykładem Jezusa Chrystusa - takimi domem jest kościół i dla nas, dla naszej małej rodziny. Pan Jezus także wiele uwagi poświęca szabatowi i jego faktycznemu znaczeniu miast znaczenia nadawanemu przez szereg reguł prawa, czy wytycznych faryzeuszów.

Rok temu w swoim tekście „Odpowiedzi na życiowe pytania szukamy w Biblii. O życiu rodziny katolicko-ewangelickiej” pisałam do Was – drodzy czytelnicy - jak w naszym szczególnym domu, w którym mieszka dwoje, już bardzo rozumnych dzieci, a także mój mąż – ewangelik i ja – katoliczka, stawia się na pierwszym miejscu Boga. Dzięki temu nasze dzieci doskonale wyczuwały dotąd, że niedziela to dzień wyjątkowy. To dzień szabatu, dzień Boga i rodziny.

Kościół to dom. A czy dom może być kościołem w czasie pandemii?

Do marca 2020 r. nasze niedziele wyglądały bardzo podobnie, schematycznie, jednak zawsze z Bogiem. Szybko wstawaliśmy i pełen pęd dawał o sobie znać w każdej naszej czynności – śniadaniu, porannej toalecie, ubieraniu się, łykach kawy…, licząc na łut szczęścia, by zdążyć na kolejkę podmiejską do centrum Krakowa, na godzinę 10.00 do kościoła św. Marcina albo na 10.30 do dominikanów.

Czasem jednak taki poranny wyścig był z góry przegrany. Wtedy szykowaliśmy się spokojnie, w większym skupieniu, jedliśmy wolniej śniadanie i jechaliśmy do centrum później, by o 12.00 uczestniczyć w mszy lub w nabożeństwie.

Schemat był jednak ustalony i niezmienny. Do centrum Krakowa nie jeździliśmy jedynie w wyjątkowych sytuacjach – albo kiedy spędzaliśmy takie niedziele poza województwem, na wakacjach, albo kiedy dzieci były chore. Zwłaszcza w chorobie dzieci nasz udział w mszy / nabożeństwie sprowadzał się do wizyty w kościele jednego z nas – dzieci, poza krótką modlitwą, traciły zasadniczo najwięcej. Nie mieliśmy pomysłu / natchnienia, jak dobrze uzupełnić tę lukę po straconej szansie na mszę / nabożeństwo czy szkółkę niedzielną.

Wszystko zmieniła pandemia. Wszystko zmieniła na dobre – dobre w „D”obrym tego słowa znaczeniu. Duch Święty natchnął nas, za co składamy Mu dzięki.

Wiara rodzi się ze słuchania Słowa Bożego

Czytanie Biblii w naszym domu było obecne i wcześniej, przed nadejściem pandemii, właśnie dzięki przekonaniu, że „wiara rodzi się ze słuchania Bożego Słowa”. To Słowo Boże stało się centrum naszego niedzielnego wyjątkowego czasu z Bogiem właśnie teraz. Nasze spotkanie (wytworzony domowy kościół) przyjął określony ryt, w którym odnajduje się każdy z domowników – także ci najmniejsi.

Nasze niedzielne spotkanie z Bogiem prezentuje się następująco:

1. Spotkanie z Bogiem byłoby trudne, gdybyśmy nie zaczęli od znaku krzyża – wyznania naszej wiary, uroczystego rozpoczęcia naszego domowego spotkania z Jezusem – powiedzenia przez nas wszystkich „Dzień dobry Boże – przybądź”, bo nie dwóch, nie trzech się gromadzi, a czterech modli, więc bądź z nami Panie (Mt 18, 20).

2. Następnie trzymając się za ręce, przechodzimy do wspólnej modlitwy Ojcze Nasz. Wybraliśmy ją, gdyż to w naszym przekonaniu najważniejsza modlitwa wszystkich chrześcijan (Mt 6, 9-13) – wszystkich wyznań, czy obrządków, spajająca także nasz katolicko-ewangelicki dom. To modlitwa także najlepiej znana naszym dzieciom (Mk 10, 14).

3. W kolejnej fazie każdy z nas dziękuje, przeprasza i prosi. Dzięki intymności kościoła domowego, który wymusiła na nas pandemia, otworzył się zupełnie nowy rozdział wypowiadanych przez nas słów. Dzieci mają możliwość dostrzec wagę deklaracji, które składamy wzajemnie. My, rodzice, zauważamy ich duchowy rozwój. Prowadzimy ich modlitwę, ale także pozwalamy poprosić o to, o co ich dziecięce serca w danej chwili naprawdę pragną – nawet jeśli prośby te mogą wydawać się infantylne, to mają w sobie często ważne przesłanie, które rozumie tylko Jezus.

Dajemy sobie głośną i słyszalną szansę na wzajemne wyrażenie skruchy, powiedzenie „przepraszam”, a także mamy dodatkowy czas, przy wyjątkowej obecności Boga, na tłumaczenie, co w zachowaniu dzieci mogło zranić Boga i nas. Mamy także czas, by jako małżonkowie przekazać dzieciom, że potrafimy przepraszać się wzajemnie. Rozumiemy i wspólnie dostrzegamy, że to, o co prosiliśmy Boga w jedną niedzielę, jest prawdziwym tematem uwielbienia w kolejną. Dzięki temu dzieci widzą rzeczywistą sprawczość Jezusa, który co niedzielę „siedzi” razem z nami w tym samym pokoju i przytula każdego z nas.

4. Punktem centralnym naszego „domowego nabożeństwa” jest czytanie Pisma Świętego - wszystkich przypisanych czytań, odśpiewanie Psalmu (przy stosownym akompaniamencie) oraz Ewangelia. Mamy czas się zatrzymać przy czytaniu, odpowiedzieć dzieciom na pytania o znaczenie konkretnych słów. Mamy szansę, by wyjaśnić im pewne konteksty. To niezwykła wartość, której uprzednio nie było. Dotąd pytania o znaczenie konkretnych słów towarzyszyło najczęściej bajkom, rzadziej Biblii – bo dotąd korzystaliśmy z Biblii dla dzieci, która nie rodziła po ich stronie pytań – nie była bezpośrednim spotkaniem z Bogiem. Przez to paradoksalnie tworzyła pewną iluzję Pisma Świętego. Teraz co niedzielę słuchają „dorosłej” wersji Biblii. Nie tylko słuchają, ale w końcu ją rzeczywiście słyszą. Z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że na niedzielnej mszy dzieci myślami były gdzie indziej niż przy słuchaniu księdza podczas czytań. Nie mieli oni także żadnej możliwości, by przerwać i zadać konkretne pytanie, co oznacza jedno lub drugie słowo, jaki jest kontekst, o co w ogóle chodzi. Rodzicom to pytanie mogą zadawać w każdym zdaniu i wiedzą, że prędzej czy później tę odpowiedź otrzymają.

5. Po czytaniach przychodzi czas na jeden z bardziej osobistych momentów – kazanie. Dlaczego osobistych i w jaki sposób radzimy sobie z brakiem kazania przygotowanego przez „profesjonalistę”? Bóg zesłał go nam w niezwykle wyjątkowy sposób. Kazania na każdą niedzielę, kilka już dekad temu, przygotował dla nas dziadek mojego męża. W domu dysponujemy rocznym zbiorem kazań dedykowanych konkretnym niedzielom w roku liturgicznym. W naszym małym, czteroosobowym krakowskim domu co niedzielę staje przed nami niezwykły katowicki pastor. Uniwersalność jego przekazów niesamowicie nas przenika, dogłębnie nas doświadcza. Dodatkowo jego osoba zapełnia naszą ławkę – kanapę naszego domowego kościoła. W naszym domu spotykają się nie dwa, a trzy pokolenia wierzących w Jezusa Chrystusa. Dziadek męża nie żyje od lat, a jego przekaz słyszalny jest jak nigdy wcześniej.

6. Od września dzieci dodatkowo on-line wróciły do zajęć ze szkółki niedzielnej. W ten sposób dzięki kilku-, kilkunastu minutowym nagraniom, przygotowanym w przystępnej dla nich formie spotykają się z różnymi bohaterami Starego Testamentu, a następnie mają szansę wykonać tematyczną pracę plastyczną.

W naszym małym, czteroosobowym krakowskim domu co niedzielę staje przed nami niezwykły katowicki pastor.

Czy tęsknimy za większą wspólnotą, za Bogiem, za Eucharystią?

Tęsknimy i to bardzo.

Czy czasem odwiedzamy pusty Kościół, by chociaż na chwilę się w nim pomodlić?

Tak, odwiedzamy, ale bez dzieci, które dla osób starszych (zgodnie z zaleceniami ekspertów) mogą być najpoważniejszym zagrożeniem.

Czy wrócimy do kościoła, jak przed pandemią?

Jeśli Bóg zachowa nas w zdrowiu, to na pewno. Niezależnie od okoliczności, pandemii, czy innych wyzwań niedzielę poświęcaliśmy i poświęcamy Bogu. Udało nam się stworzyć niezwykłą wartość w tym trudnym czasie. Jestem przekonana, że wyjdziemy duchowo umocnieni, właśnie dzięki szansie, której nie chcieliśmy zmarnować w żaden sposób. Szalejąca epidemia nie jest niczym dobrym, ale w tym złym czasie, staramy się żyć, a częścią tego naszego życia jest Bóg i relacja, która nas z Nim łączy.

Podwójna matka, żona Ewangelika, rodowita Ślązaczka, od kilkunastu lat mieszkanka Krakowa. Doktor nauk prawnych i radca prawny – specjalizuje się w prawie własności intelektualnej oraz life science & healthcare.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Marcin Zieliński, ks. Krzysztof Porosło, Dawid Gospodarek
23,94 zł
39,90 zł

Zobacz, jak Duch Święty łączy Kościół 

Jeden z nich rozpala ludzkie serca podczas charyzmatycznych modlitw o uzdrowienie, drugi wiarę i Ewangelię głosi podkreślając wagę dogmatów i liturgii. Obaj chcą pokazać, że ogień i woda...

Skomentuj artykuł

Ewangelik i katoliczka. Jak teraz wyglądają nasze niedziele?
Komentarze (21)
JP
~Jarosław Piechota
27 listopada 2020, 21:04
Dojrzały katolik chodzi na Eucharystię z miłości do Pana. Żadne domowe nabożeństwo nie zastąpi mszy świętej. Pan Jezus powiedział abyśmy zbiegali o ten pokarm który trwa na wieki. Pytanie czy naprawdę zbiegamy?
MM
~Magdalena M.
24 listopada 2020, 00:28
Nie wiem w jakim wieku są Pani dzieci, ale jeśli przed I Komunią Św. (tak można przypuszczać na podstawie narracji tekstu), to wypadałoby, żeby Pani - jako katoliczka - powiedziała im także, że Jezus w kościele jest ukryty w Hostii, tzn. w opłatku, który podczas Mszy Św. przemienia się w ciało Pana Jezusa, które On daje ludziom jako pokarm do spożycia. Myślę, że dla małego dziecka to jest bardziej przyswajalne niż "dorosła" wersja Biblii.
AN
~Adam Nowakowski
23 listopada 2020, 16:16
Proponuję Pani iść szukać Boga w lesie a po rozgrzeszenie udać się do leśniczego oraz zostać protestantkinią. Większych bredni dawno już nie czytałem. Pani wiedza nr podstaw wiary katolickiej jest mniejsza niż poziom dziecka idącego do pierwszej Komunii Świętej
MW
~Marcin Wiktorowicz
23 listopada 2020, 14:03
Pewnie czyta Pani komentarze. Publikując w necie, należy automatycznie liczyć się z krytyką. Mam nadzieję, że nie oceni Pani tych wypowiedzi jako "hejtu niewykształconego motłochu" . Ale zada sobie Pani pytanie, dlaczego tak wielu czytelników krytykuje Pani postawę. Bo brakuje w niej spotkania z żywym Jezusem w EUCHARYSTII. Oby ta tęsknota dojrzała w Pani na tyle mocno, aby nie tylko Pani, ale i Pani mąż i dzieci wróciły do Kościoła Katolickiego. W którym zachowana jest ciągłość sukcesji apostolskiej i w którym Jezus jest obecny w Sakramentach. PS Poniedziałek, powrót do szkoły. Zadanie z matematyki (dla wszystkich): wiedząc, że częstość występowania grupy krwi AB wynosi 6%, wylicz prawdopodobieństwo, że na relikwiach z Sokółki, Legnicy, Całunu Turyńskiego i Hostii z Lanciano jest ta sama grupa krwi.
HS
~Hajek Skibowski
23 listopada 2020, 10:15
Nasze niedziele nie różnią się niczym od tych sprzed marca 2020 r. . Kościół parafialny i wspaniale duszpasterze ! życie Kościoła jakiego nie zna autorka artykułu (nie wiedziałem, że w Krakowie są TYLKO dominikanie? portal deon. "TP" - ), Eucharystia, obiad, dzieci, wnuki. Jak ktoś chce - to nic trudnego.
MS
~Miroslaw Szczepan
22 listopada 2020, 20:18
Drogi moderatorze,cenzurujac komentarze skazujesz te nieszczesna kobiete i jej rodzine na potepienie . Poza kosciolem nie ma zbawienia . To chyba rozumiesz . Mozesz oczywiscie zablokowac komentarz mowiacy o tym , ze wy, jezuici , szerzycie grubego kalibru herezje. Natomiast nie potrafisz zablokowac oczywistej konsekwencji szerzenia przez was herezji , czyli koniecznosci pojscia na wlasne utrzymanie . Dla zdecydowanej wiekszosci z was , bez wzgledu na wiek , oznacza to pojscie do lopaty .
J2
Jerzy 2
23 listopada 2020, 19:10
@Mirosław. A w pańskich komentarzach jak zwykle jad. To jest prawdziwie katolickie ! Tym na pewno pan przyciągnie do kościoła innowierców, młodzież, zachęci pan niezdecydowanych do pozostania w Kościele katolickim. Będzie pan jednym z grabarzy KK w Polsce ramię w ramię z obecnymi i niedawnymi hierarchami ! Gratuluję ! Tylko tak dalej !
NC
~Nathanel Człowiek
22 listopada 2020, 19:19
Czy aby przed ślubem nie mąż nie zdecydował się że dzieci będą wychowywane w wierze katolickiej. Jeśli nie to nie jesteś już członkiem kościoła katolickiego i nic dziwnego że w domu waszym króluje protestancka herezja ( omijanie czytań z Nowego Testamentu i heretyckie kazania dziadka. Dzieciom sączy się do głowy zamiast wiary, ekumeniczną masońską ideolgię
AP
Aga P
22 listopada 2020, 21:41
W jednym komentarzu dokonał Pan oceny, osądu, ekskomuniki... Może zostawmy coś dla Pana Boga, albo przynajmniej dla duchownych... ;) Polecam szukanie dobra, zjednoczenia z Rodziną i życzę dużo miłości oraz POKOJU w sercu :)
J2
Jerzy 2
23 listopada 2020, 19:08
@Nathanel. Niesamowite... Co wy fanatycy - rygoryści wiecie o innych kościołach / wyznaniach ? W ilu kościołach oprócz katolickiego pan był osobiście ? W żadnym ? A gdzie miłość bliźniego ?
GD
~Gość Deonu
22 listopada 2020, 09:39
A w jakiej wierze wychowuje Pani dzieci i jak wygląda wasze wyznanie wiary? Czy jest to Credo odmawiane na każdej mszy św.? Cała idea kościoła domowego jest piękna i naprawdę podziwiam Państwa zaangażowanie, jednakowoż Pani ma obowiazek wychować dzieci w wierze katolickiej...
PD
~Paweł Dolny
22 listopada 2020, 09:27
Szczęść Boże! To wszystko brzmi jak opis dobrze spędzonej niedzieli w rodzinie... protestanckiej. I to są naprawdę wartościowe rzeczy. Takich rozmów brakuje w wielu domach. Dla katolika brakuje tu tylko jednego - uczestnictwa w transmisji Mszy Świętej, duchowej komunii podczas konsekracji, oraz wysłuchania kazania kapłana Kościoła Katolickiego.
JW
~Jarosław W
22 listopada 2020, 00:56
a tam, w najbliższym kościele Waszego zamieszkania Pan Jezus ofiarowuje się codziennie. Z Wami czy bez Was.
SK
~SZCZEPAN KOBIELUS
22 listopada 2020, 00:07
Pięknie że staracie się razem budować domowy Kościół. Warto jednak pamiętać, że katolik nie może zastępować udziału w niedzielnej Eucharystii uczestnictwem w nabożeństwie ewangelickim.
MB
~Marcin Buk
24 listopada 2020, 16:29
Jedno tylko pytanie. Czy taki jest nakaz Boży, jaki Pan tu przedstawia?
EP
~Ewa Pawelska
21 listopada 2020, 23:36
Autorka tekstu idąc do kościoła nie zabiera dzieci, bo mogą być one potencjalnym zagrożeniem dla ludzi starszych. Gdzie tu logika? Jeżeli ktoś zakłada, że jego dzieci mogą być nosicielami korona wirusa, to powinien mieć świadomość że najprawdopodobniej on sam również jest nosicielem. Dzieci w pierwszej kolejności zarażają swoich rodziców. Rozumiem jednak, że autorka tekstu po swoim poprzednim bezsensownym artykule w którym to domagała się zamknięcia kościołów, teraz chce pokazać swój "profesjonalizm" w wierze i odpowiedzialności w dobie pandemii. Niech zgadnę: ta Pani popiera również strajk kobiet. No oczywiście... Jak mogłoby być inaczej.
AP
Aga P
22 listopada 2020, 21:34
Skąd u Pani tyle jadu? Czy taka postawa jest wyrazem chrześcijańskiej troski? Przecież obowiązuje dyspensa. Chyba, że podważa Pani zalecenia biskupów? Rozumiem, że przypisuje sobie Pani prawo do oceny, polecam jednak z pełnym przekonaniem przede wszystkim szukania dobra i miłości :)
MM
~Magdalena M.
24 listopada 2020, 00:44
@Aga P. Ja tu żadnego "jadu" nie widzę. Dostrzegam natomiast, że Pani nie rozumie, co p. Ewie w tekście autorki nie pasuje. Mam wrażenie, że nie przeczytała Pani wcześniejszego artykułu autorki, która wzywała KEP do zamykania kościołów, jakby ją ten katolicyzm uwierał, a teraz właśnie pokazuje najlepszy sposób urządzania niedzieli po ewangelicku.
BG
~Barbara Gil
21 listopada 2020, 17:31
Kościoły są otwarte. Można wybrać się (choćby kiedyś w tygodniu), aby otrzymać łaskę sakramentalną na ten czas.
AP
Aga P
22 listopada 2020, 21:36
Wspólne, rodzinne niedzielne tworzenie domowego Kościoła Wspólnoty, w której "dwóch lub trzech gromadzi się" wcale nie przekreśla uczęszczania do Kościoła w tygodniu.
BG
~Barbara Gil
23 listopada 2020, 19:40
No właśnie. A Autorka tekstu pisze, że tesknią za Eucharystii i rozważa, czy wrócą do kościoła po pandemii oraz, że czasami chodzą do pustego kościoła bez dzieci. Sugeruje zatem, że we Mszy św. nawet w tygodniu nie uczestniczą.

Skomentuj artykuł

Ewangelik i katoliczka. Jak teraz wyglądają nasze niedziele?
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.