Piosenka, która modli się sama [ROZMOWA]

Piosenka, która modli się sama [ROZMOWA]
fot. Modlitwa w drodze / YouTube
Dominik Dubiel SJ / Piotr Jabłoński SJ

- Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu w tym miejscu urodziła się nowa modlitwa, jakiej dotąd nie znałem. W ciszy, mroku i wątłym pragnieniu, by szukać Boga, a nie siebie. Nie było żadnego ponownego wybuchu duchowych fajerwerków, ale spokojne wychodzenie do świata, któremu towarzyszy zwyczajne siedzenie i trzymanie się nadziei na obecność Boga mimo wszystko - mówi Dominik Dubiel SJ.

Piotr Jabłoński SJ: Modlitwę "Zabierz Panie i przyjmij" można nazwać wielkim finałem Ćwiczeń Duchowych św. Ignacego Loyoli. Czym jednak jest ta modlitwa dla Ciebie, czyli jezuity w 10-tym roku powołania zakonnego?

Dominik Dubiel SJ: Na to pytanie nie sposób odpowiedzieć jednym zdaniem, ponieważ ten „wielki finał” jest też podsumowaniem całego doświadczenie miesięcznych rekolekcji w milczeniu. Ignacy zaprasza, aby wrócić do początku Ćwiczeń z nową perspektywą. Odnowione widzenie bierze się najpierw z odkrycia  bezwarunkowej miłości Boga do człowieka, która przyjmuje mnie z tym co we mnie dobre, ale też w całej mojej grzeszności. Później jest towarzyszenie Jezusowi w całym Jego życiu od ubogiego przyjścia na świat w betlejemskiej grocie, przez całe nauczanie w Ziemi Świętej, aż po intymne towarzyszenie w męce, śmierci i chwalebnym zmartwychwstaniu. Na koniec wracamy do tego początkowego doświadczenia miłości, by dostrzec intensywną obecność Boga trudzącego się dla mnie w całym stworzeniu. I to dosłownie we wszystkim: w blaskach i cieniach rzeczywistości, w radościach i cierpieniach całego świata. W tym właśnie wieńczącym doświadczeniu Ignacy poleca zadać sobie pytanie o moją odpowiedź na taką obecność Boga. Przypomina równocześnie, że miłość to czyny, a nie słowa oraz że w miłości chodzi o obopólne obdarowywanie się, w którym możliwość przyjmowania miesza się z pragnieniem dawania.

Dużo jak na jedną krótką modlitwę.

- Być może tak to brzmi, ale w dynamice milczenia rekolekcyjnego nie czuje się tego w ten sposób. Staję przed realnym wyborem. Nie muszę przyjmować tego co daje mi Pan Bóg, ale chcę, ponieważ doświadczyłem tego wszystkiego w mojej modlitwie. Pozwalam wcielić się temu wszystkiemu w całość mojego życia. Pozwalam, by Boża dobroć zamieszkała w mojej codzienności, a przeze mnie w świecie.

Jakie są zatem okoliczności powstania wersji polskiej, która ma dziś premierę?

- Jest to historia moich 8-dniowych rekolekcji z wrześniu tego roku. Wiesz jak to jest zazwyczaj z naszymi dorocznymi rekolekcjami. O 15-tej kończysz pracę, a o 19-tej zaczynasz 8 dni w milczeniu. Szok jest zazwyczaj tak duży, że przez pierwsze 3 dni uczysz się milczeć, by potem wejść w głębię spotkania z Bogiem. Tym razem nie było u mnie takiego ostrego hamowania. Moje rekolekcje wypadły pod koniec miesiąca kapłańskiego w Hiszpanii. Przed święceniami diakonatu jezuita bierze udział w takim miesięcznym skupieniu, które jest wchodzeniem w głąb siebie, w swoje motywacje i pragnienia oraz pytaniem dlaczego chce się być księdzem w Towarzystwie Jezusowym. Po 3 tygodniach wykładów i warsztatów w temacie zaczęły się moje rekolekcje, więc byłem już mocno wyciszony. Trzeba przyznać, że zaczynałem z ogromnym pocieszeniem. Mój towarzysz duchowy powiedział do mnie: "Dominik, pisz piosenkę. Pocieszenie duchowe trzeba w jakiś sposób wyrazić". No więc włączyłem komputer w trakcie rekolekcji i zacząłem komponować. Od początku było we mnie dużo nieśmiałości i respektu, bo wielokrotnie próbowałem w moim życiu jezuickim żyć modlitwą "Zabierz Panie i przyjmij" i wiem jak z tą gotowością różnie bywa - czasem jest słodko, a czasem gorzko.

W każdym razie szybko skończyłem pisać, a potem przyszło strapienie. Wielkie strapienie. Pierwszy raz w życiu miałem takie doświadczenie, że zupełnie nie umiałem się modlić. Może to zabrzmi trochę dziwnie, albo i zuchwale, ale widzę w tym doświadczeniu pewne podobieństwa do stanu duchowego Ignacego w Manrezie. W tym roku świętujemy 500-lecie nawrócenia Ignacego i często powtarzamy, że to kula armatnia była tym kluczowym punktem zwrotnym w nawróceniu Inigo. A to nie do końca jest prawda. Owszem, Ignacy z rycerza na dworze królewskim stał się wojownikiem dla Boga. Jednak nadal był zapatrzony w swoje wyobrażenie i własny pomysł na życie. Dopiero w Manrezie doświadczył, że nie da się zapracować na miłość Boga własnym wysiłkiem. Jedyne co można zrobić to przyjmować ją bez pozorowania własnej doskonałości. To zrozumiałem mocno podczas moich rekolekcji: że moja modlitwa to jest takie chodzenie ze swoimi wyobrażeniami i pomysłami, a nie z tym, co Pan Bóg chce mi pokazać. Przez tyle lat wydawało mi się, że wszystko jest w porządku (super akcje ewangelizacyjne, towarzyszenie innym w rekolekcjach, itp.). Zobaczyłem, że w tym wszystkim (z moją modlitwą osobistą włącznie) zawsze było dużo więcej mnie, niż Pana Boga. No i zaczęło się strapienie.

Brzmi groźnie!

- Tak też się czułem. Nie byłem w stanie się modlić. Wiem, że to brzmi mega pretensjonalnie, ale tak po prostu było. Całe pocieszenie z początku rekolekcji rozpłynęło się jak poranna mgła. Jedyne co trzymało mnie w tych rekolekcjach to przeświadczenie, że Pan Bóg zamieszkuje jakiś fragment mojego serca, nawet jeśli sam Go nie czuję. Tego się uchwyciłem i starałem się trwać przy tej malutkiej nadziei, mimo totalnej ciemności.

A światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła?- Jak najbardziej! Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu w tym miejscu urodziła się nowa modlitwa, jakiej

dotąd nie znałem. W ciszy, mroku i wątłym pragnieniu, by szukać Boga, a nie siebie. Nie było żadnego ponownego wybuchu duchowych fajerwerków, ale spokojne wychodzenie do świata, któremu towarzyszy zwyczajne siedzenie i trzymanie się nadziei na obecność Boga mimo wszystko. W pewnym momencie uświadomiłem sobie, że jedyną modlitwą, jaką jestem w stanie wypowiedzieć, jest śpiewanie napisanego kilka dni wcześniej „Zabierz Panie i przyjmij”. Czyli pokorna prośba, żeby Pan Bóg przyjął to, co moje - takie małe, słabe, nieidealne, jakie jest w rzeczywistości, a nie w mojej idei bycia super-jezuitą, robiącym nie wiadomo jakie rzeczy dla Niego. Jeśli mimo wszystko Pan Bóg to przyjmuje to chcę, żeby tym się posługiwał. Wyszedłem z rekolekcji z modlitwą, która wyrosła ze mnie, choć nie była tak naprawdę moim pomysłem. Piosenka zaczęła modlić się sama.

A więc po 5ciu latach komponujesz muzykę do tekstu, od którego tak naprawdę zacząłeś swoją drogę jezuity-muzykanta. Można powiedzieć, że historia zatacza koło właśnie na tej modlitwie Ignacego. Tylko tym razem po polsku, a nie w wersji angielskiej.

- Na angielskiej wersji się nie skończyło, bo przez te 5 lat powstała jeszcze wersja hiszpańska i włoska. Polska wersja jest najmłodsza.

Fajnie jest porównać te kawałki, bo za każdym razem byłem w innym momencie życia i to można łatwo usłyszeć. "Take and receive" to było doświadczenie moich wielkich rekolekcji w nowicjacie - wielki entuzjazm, który wyrywał się z mojego serca i chciał jak najszybciej doczekać się realizacji w codzienności. Ciągnęło mnie mocno do świata, by opowiedzieć o Bożej miłości. Można powiedzieć, że ta energia mnie pchała do działania.

"Todo", czyli wersja hiszpańska, to tak naprawdę cover mojej "Take and receive" stworzony przez chilijskiego jezuitę, kompozytora i wokalistę Cristóbala Fonesa SJ. On podjął temat radości jeszcze mocniej nadając pierwotnej około-jazzowej wersji brzmienie typowo pop-rockowe. Bardzo mi się to podoba.

Wreszcie włoska aranżacja to zupełnie inny klimat. Rok temu przyjechałem do Rzymu studiować teologię i już drugiego dnia okazało się, że mój współbrat nakręcił film o ostatnich chwilach z życia Ignacego i potrzebna jest muzyka. Byłem wtedy w zupełnie innym momencie - mój drugi dzień za granicą, duże wyzwanie związane ze studiowaniem w obcym języku, nastrój raczej bojowy. To wszystko w jakiś sposób przełożyło się na tę interpretację.

Premierowa wersja polska to już głębokie doświadczenie kolejnego etapu mojego nawracania się na ostatnich rekolekcjach. Jest dużo spokojniej i w pewnym sensie bardziej nieśmiało, bo wiem jak bardzo różni się moja codzienna odpowiedź na miłość od tego pragnienia, które wyniosłem 9 lat temu z miesięcznych Ćwiczeń Duchowych.

Jak to zrobiłeś, że mieszkając w Rzymie zdołałeś nagrać piosenkę z polskimi muzykami?

- To jest zawsze dla mnie zaskakujące jak łatwo można zrobić skomplikowane projekty kiedy ma się przyjaciół. Nigdy nie jestem sam w tym co robię. Nie jestem w stanie zrobić dobrej muzyki bez wsparcia i opinii innych. Zapraszam ludzi, którzy są wrażliwi i nie tylko podobnie czują muzykę, ale też rozumieją mnie, bo po prostu są mi bliscy.

Gdy pisałem tę piosenkę to miałem w głowie konkretną osobę, którą chciałem usłyszeć jako solistę - Rafała Maciejewskiego, mojego bliskiego przyjaciela z którym w ogromnej mierze dzielimy zarówno wrażliwość muzyczną jak i duchowe rozumienie świata. Miałem w głowie głos Rafała i to mnie ukierunkowywało od strony kompozycyjnej. A znając jego wrażliwość oraz sposób patrzenia na świat wiedziałem, że w jego interpretacji będzie obecne doświadczenie duchowe, z którego zrodziła się ta piosenka.

Reszta składu to rezultat organicznego zasięgu przyjaźni - ludzie do których nie tylko mam zaufanie, jako do muzyków, ale przede wszystkim moi przyjaciele, z którymi lubię spędzać czas. Od momentu gdy dostałem pierwsze nagranie z próby po prostu czułem, że "to się modli"; że w ich muzykowaniu jest moja modlitwa - ta z wrześniowych rekolekcji w hiszpańskiej Loyoli.

 

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Raniero Cantalamessa OFMCap
27,93 zł
39,90 zł

Droga wiary jest zapisana w Credo

Dla chrześcijan Credo to znacznie więcej niż recytowanie dogmatu. To publiczne wyznanie, że prawdy wiary stały się treścią ich życia. Czy jesteśmy świadomi, co tak naprawdę deklarujemy, ilekroć powtarzamy...

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Piosenka, która modli się sama [ROZMOWA]
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.