Jezus się całkowicie odsłonił

(fot. Madbuster75/flickr.com/CC)

 "Prawda was wyzwoli" (J 8,31).

Środa, V Tydzień Wielkiego Postu (Dn 3,14-20.91-92.95J 8,31-42)

Uczeń Jezusa jest wytrwały. Jednak z moją wytrwałością bywa różnie - przypuszczam, że w Twoim przypadku jest podobnie. Gdyby było inaczej, Jezus nie musiałby przypominać swoim uczniom o konieczności trwania w Jego nauce. Co więcej, skoro słowa te zostały zapamiętane i zapisane na kartach Ewangelii, to musiały być ważne także dla pierwszych chrześcijan.

To Słowo ma w sobie coś jeszcze. Nie chodzi jedynie o depozyt kerygmatu, który uczniowie i apostołowie mieliby ochronić przed zapomnieniem. Przesłanie Zbawiciela ma konkretny cel, który powinien zostać zrealizowany także dziś. Prawdziwi uczniowie to ci, którzy poznają i zachowują prawdę, aby doświadczyć wyzwolenia. Prawda ma moc wyzwolenia człowieka z każdego zniewolenia.

Zazwyczaj dążymy do ukrywania prawdy lub chcemy ograniczyć dostęp do informacji na swój temat; wszystko po to, aby zachować prywatność. Ujawnienie nawet najbardziej podstawowych informacji na nasz temat, takich jak: imię i nazwisko, pesel i adres, jest chronione specjalną ustawą. Należy przyjąć, że w dzisiejszej Ewangelii nie chodzi o ujawnienie prawdy innym, lecz o doświadczenie pełni prawdy o sobie samym.

Bóg w Jezusie jest naszym nauczycielem i przewodnikiem, który pokazuje boskość i prawdziwe człowieczeństwo. Prawda o Chrystusie została w pełni objawiona światu: Jezus rodzi się w zagrożeniu życia, w stajni, na nieodpowiednim posłaniu. W miasteczku, w którym nie było miejsca dla ciężarnej kobiety, także wielu innych szukało jakiegokolwiek schronienia. Jezus rodzi się nie tylko pośród ludzi, ale dosłownie w tłumie bezdomnych przechodniów. Podobnie śmierć Chrystusa zostaje wystawiona na widok publiczny. Każda osoba i każde słowo, każdy gest, wszystko to zostaje odkryte. Bóg, który do tej pory był obecny w najświętszej części świątyni, rozdarł oddzielającą go od ludzi zasłonę.

Warto zwrócić uwagę, że zarówno narodziny jak i śmierć, są dla ludzi wydarzeniem intymnym i zakrytym. Dzieje się tak, ponieważ nie musimy udowadniać, że jesteśmy ludźmi. Z Bogiem jest inaczej: narodziny, życie i śmierć są proklamacją człowieczeństwa Jezusa. Bóg przyjmuje na siebie całego człowieka i mimo to zachowuje życie. Przyjęcie uczniostwa i wytrwanie w powołaniu to zaproszenie do przyjęcia całego naszego człowieczeństwa w imię Boże. Ludzki żywot to powołanie, którym nie pogardziłby nawet Bóg - dlatego masz przywilej wziąć swoje życie w dłonie jak dar lub nawet relikwię.

Każde ludzkie życie to cud bożego narodzenia, z którym związane jest proroctwo rzeczy przyszłych. Dzięki apostolskiemu świadectwu wielu pokoleń, doświadczamy tej samej łaski. Słowo Boże stawia nas w otoczeniu uczniów Jezusa, takimi, jakimi jesteśmy - w prawdzie o nas samych. W obecności Jezusa nie można być kimś innym aniżeli tym, kim się jest naprawdę.

Możesz wiele przemilczeć na swój temat, możesz próbować wykreować siebie na kogoś innego, ale zawsze pozostaniesz sobą. Uczeń nie może być ponad swojego mistrza, dlatego tylko prawda o nas samych może nas wyzwolić. Doświadczenie prawdy o sobie samym jest tym, czym dla procesu powstania chleba jest żar pieca. Nie będzie chleba bez wiary siewcy w zmartwychwstanie ziarna, bez bólu ścięcia kłosa, młócki, starcia w proch na żarnach i żaru ognia. Nie jest to jednak coś, co mogło by nam zaszkodzić - Jezus mówi: "Prawda was wyzwoli".

Ks. Roman Pracki - urodził się w 1971 roku. Duchowny luterański, proboszcz parafii ewangelicko-augsburskiej w Krakowie, absolwent Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej w Warszawie oraz Instytutu Ekumenicznego Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Jest współpracownikiem Instytutu Liturgicznego Uniwersytetu Papieskiego w Krakowie

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Jezus się całkowicie odsłonił
Komentarze (4)
I
Iwona
28 marca 2012, 15:56
Mario rozumiem Cię, znam to dławiące uczucie braku akceptacji czy miłości ze strony mężczyzny od dziecka (w ogóle jakiegoś wzorca męskiego), braku akceptacji dla mnie takiej jakiej jestem ze strony osób bliskich i tych, na których mi zależało. Głodna miłości pozwalałam się ranić i niszczyć. Ale to się zmienia powoli krok po kroku. Nie samo, ale dlatego, że uparcie pragnęłam poznawać Pan Jezusa, za którym i Ty podążasz. Prawda, którą poznawałam o Jezusie, ta sama o której mówi dzisiejsze Słowo powodowała, że zaczęłam inaczej patrzeć na moją przeszłość, na siebie, na moje pragnienia i potrzeby. Prawda zawsze prowadziła do uwolnienia mnie od moich czasem absurdalnych i nierealnych oczekiwań wobec innych ludzi i siebie samej. Czasem dała też popalić! I to jak! :) Ale to mnie nie zatrzymało. Dzisiaj jest jeszcze wiele we mnie zgrzytów, zaciemnień. Ale ile się zmieniło! Bezcenne jest, że odzyskałam wolność względem mężczyn. I wiesz co? Od kiedy to się stało, nagle choć ta sama, zaczełąm być dla nich interesująca. Teraz kiedy nie ma to już dla mnie większego znaczenia! Bywa to miłe ale bywa i męczące. Po prostu żaden nie może równać się z naszym Panem, którego uwielbiam i którego pargnę poznawać bardziej i bardziej. Akceptuję nawet to, że ludzie mi bliscy czasem raniąco usiłują mnie wstawiać w swoje ramki, gdy to kim jestem nie pasuje do ich oczekiwań. Po prostu rozumiem, że robią to często z troski a nie ze złośliwości. Nie odrzucam tego, ale zastanawiam się, co chcą mi przekazać, bo przecież nadal jestem omylna, a Bóg mówi do nas także poprzez innych ludzi. Może poznam jakąś kolejną ukrytą prawdę o sobie? Jednak to ja podejmuje decyzję, co z tym zrobię i to ja ponoszę odpowiedzialnośc za te decyzje. Chwala Panu!
MT
Maria ta , która wcześniej
28 marca 2012, 10:23
"Ludzki żywot to powołanie, którym nie pogardziłby nawet Bóg - dlatego masz przywilej wziąć swoje życie w dłonie jak dar lub nawet relikwię."
S
sosnal
28 marca 2012, 09:30
 Swietnie napisane. Krótko, precyzyjnie i w temacie:).  DZIĘKI!
M
Maria
28 marca 2012, 07:54
Trudne. Bo prawda o mnie samej, którą zakrywam, a tu dzięki anonimowości mogę odkryć jest taka, że brakuje mi miłości mężczyzny ( dziadka - surowy, ojca - zajęty i despotyczny, brata- prześmiewca, męża - barbarzyńca?). Pamiętam pojedyncze piękne chwile,a chciałoby się powiedzieć - chwilo trwaj. A najtrudniejsza do zniesienia jest ta permamentna negatywna ocena bliskich i dalszych na temat moich wyborów życiowych. Żyłam jak umiałam, zawsze blisko krzyża, blisko Boga. Chciałabym aby bliscy i znajomi zajęli się sobą, a nie mną. Tyle mamy w życiu do poprawienia w swoim życiu i ciągle odkrywamy nowe pokłady niedoskonałości, że poprawianie innych, kiedy nie proszą o to jest niepotrzebne i niegrzeczne - lepiej pomodlić się za nich i kochać ich na tyle na ile potrafimy, a jeśli nie potrafimy kochać to prośmy o miłość Tego, który Jest Miłością.