Zostałam uzdrowiona z depresji dzięki Maryi

Zostałam uzdrowiona z depresji dzięki Maryi
(fot. shutterstock.com)
4 lata temu
Ewa

"Co zaczęłam w Fatimie, dokończę w Medjugorie" - powiedziała Matka Boża w jednym z medjugorskich orędzi.

Mam 38 lat. Pochodzę z rodziny katolickiej, wierzącej i praktykującej. Moje życie przed nawróceniem było piękne, a jednocześnie pełne bólu i cierpienia. W wieku dwóch lat i ośmiu miesięcy miałam wypadek, w którym straciłam lewą nogę i noszę protezę. Przeszłam trzy operacje, reamputację, coroczne zmiany protezy, rehabilitacje, dużo bólu, wstydu i upokorzenia, zwłaszcza w okresie dojrzewania (...). A jednak zawsze byłam silna, uśmiechnięta, pełna miłości i wiary. Wyjechałam z kraju, mając 21 lat, i przez 14 lat mieszkałam poza Polską: we Francji, Anglii i Chile. Przez cztery i pół miesiąca podróżowałam z plecakiem przez Amerykę Południową i dwa miesiące przez Kanadę. Bóg błogosławił mi wszędzie, gdzie się udałam, w moich sukcesach i porażkach. Obecnie mieszkam w Hiszpanii.

W latach 2013-2014 moje życie potoczyło się inaczej, niż sobie zaplanowałam: grzechy, kłamstwa, skutki wypadku w dzieciństwie, cierpienia, niepowodzenia, związek z osobą zniewoloną przez złego ducha, rozstanie, zdrada, oszustwa i nieplanowany powrót do Polski po 14 latach nieobecności. To wszystko doprowadziło mnie do ciężkiej depresji, do życia w ciemności, (...) do stanu, w którym nic nie ma sensu, każdy dzień to kolejne cierpienie, ból w sercu, płacz, nicość, wegetacja, ciemność, a każda noc to kolejny koszmar, godziny samotności i zamykania się w sobie. Brak jakichkolwiek marzeń czy pragnień, tylko lęk i ciemność. Myśli samobójcze, walki duchowe, lęki i wizje katastroficzne (określone przez psychiatrę jako objawy głębokiej depresji). Psychiatra przepisał mi tabletki antydepresyjne i skierował na specjalistyczną roczną terapię, twierdząc, że zbyt wiele w życiu przeszłam.

Pewnego dnia przywiozłam od babci książkę pt. Fatima (...). Zaczęłam ją czytać i zapragnęłam tam pojechać. Chciałam choć na chwilę pobyć w miejscu, po którym stąpała Matka Boża. Jeśli nie tam, to może do Ziemi Świętej albo do Guadalupe, albo do jakiegokolwiek innego miejsca świętego, na kilka dni rekolekcji - gdziekolwiek, byle tylko odnaleźć spokój.

Kiedy wpadałam w coraz głębszą otchłań, szukając ratunku, w ogromnej desperacji, z wielkim bólem, zalana łzami stanęłam przed nieoprawionym wizerunkiem Matki Bożej Fatimskiej. (...) Był zawieszony na krótkim sznureczku na lampce na ścianie w naszej kuchni. Wpatrując się w obrazek, zaczęłam błagać Matkę Bożą o litość, o pomoc, aby zrobiła coś, co odmieni moje życie, coś co wyprowadzi mnie z tej ciemności, z tego okropnego stanu, bo już nie daję rady. (...) W pewnym momencie obrazek się poruszył, jak gdyby od podmuchu wiatru... Nie byłam pewna, jak to się stało. W pierwszej chwili pomyślałam, że to znak od Matki Bożej, ale po chwili zaczęłam powątpiewać i pomyślałam, że pewnie jest jakiś przeciąg. Powiedziałam: "Matko Boża, to niemożliwe, zdawało mi się, musi tutaj być jakiś przeciąg. Matko Boża, czemu ten obrazek się poruszył, czy mógłby poruszyć się jeszcze raz, niech poruszy się jeszcze raz, jeśli Ty to zrobiłaś". Po tych słowach obrazek znów się poruszył. Ciągle nie dowierzałam. Posprawdzałam wszystkie okna, drzwi, próbowałam zrobić przeciąg, nawet próbowałam w niego dmuchać, ale on już się więcej nie poruszył.

Nie powiedziałam o tym nikomu. Bałam się stwierdzenia, że zaczynam mieć omamy. W głębi duszy miałam jednak nadzieję, że to był jakiś znak z nieba (...).

Zaczęłam chodzić na Msze z modlitwą o uzdrowienie i uwolnienie, spotkania Odnowy w Duchu Świętym, przyjęłam sakrament namaszczenia chorych. Po każdym takim spotkaniu doznawałam oczyszczenia, uzdrowienia, krok po kroku mój stan się poprawiał. Wszystko to trwało około 6 tygodni.

Pewnego dnia koleżanka podarowała mi książkę pt. Ocalona z piekła. To biografia byłej modelki i aktorki Ani Golędzi-nowskiej, która wiele wycierpiała i nawróciła się w Medjugorie. Była w niej dedykacja: "Dla Ewy, czekam na ciebie w Medjugorie, tam dostaniesz odpowiedź na Twoje pytania, Ania". Po przeczytaniu tej wiadomości moje serce zabiło mocniej, powiedziałam do koleżanki: "Teraz muszę jechać do Medjugorie". (...)

Od razu zaczęłyśmy szukać pielgrzymki... Jest, znalazłyśmy! Wyjazd 29 grudnia, na tydzień. Super, pomyślałam. Spędzę stary i nowy rok w świętym miejscu. Co prawda niewiele wiedziałam wtedy o Medjugorie, choć nazwa obiła mi się o uszy już kilka razy. Od razu jednak zaczęłam na ten temat czytać, a moje pragnienie pojechania tam rosło z dnia na dzień. Tylko tym żyłam.

(...) Mówi się, że każdy, kto jedzie do Medjugorie, czyni to na zaproszenie Matki Bożej. A ja przecież takie dostałam. Nie mogło być ono lepiej przekazane. Nie tylko Matka Boża czekała tam na mnie, ale też obiecała mi odpowiedź na moje pytania, które w depresji dręczyły mnie i nie dawały spokoju.

Spędziłam tam najpiękniejsze dni mojego życia. Radości, modlitwie, poczuciu miłości, pokoju, szczęścia nie było końca; czułam się jak w niebie, zapomniałam o całym świecie, o rodzinie, przyjaciołach (przychodzili mi oni na myśl jedynie w modlitwach).

Mówi się też, że kiedy przyjedzie się do Medjugorie, trzeba tam znaleźć sobie miejsce, moment sam na sam z Bogiem, otworzyć się na Matkę Bożą, podziękować za zaproszenie i powiedzieć: oto jestem, a wtedy dostępuje się czegoś szczególnego - Matka Boża przychodzi.

W najmniej oczekiwanym momencie, na trzy godziny przed wyjazdem z Medjugorie, pomyślałam, że pójdę pożegnać się z Jezusem. Udałam się do parku przed figurę Jezusa, uklękłam w alejce na końcu tłumu, który zgromadził się, aby dotknąć cudownej cieczy wyciekającej z Jego kolana. Płacząc, dziękując Jezusowi za opiekę, zaczęłam się modlić... Ojcze nasz, następnie przeszłam do Zdrowaś Maryjo i wypowiedziałam: "Matko, tak bardzo dziękuję Ci za zaproszenie. Oto jestem". W tym momencie poczułam przecudowne ciepło w moim sercu i niesamowity pokój (...).

To Ona, to Matka Boża, moja Matka, Matka Boża Fatimska, Matka Boża z Medjugorie - Królowa Pokoju przyszła do mojego serca w sposób tak odczuwalny, tak niespodziewany, tak namacalny, tak doświadczalny po ludzku.

Proces mojego uzdrowienia został zakończony. To, co Matka Boża zaczęła, kiedy wzięłam do ręki książkę o Fatimie, zakończyła w Medjugorie przez cudowne przyjście do mojego serca. Wróciłam do domu szczęśliwa, pełna miłości, radości, wiary, optymizmu. Nowa ja, nawrócona ja. Po pielgrzymce do Medju-gorie nie musiałam już nigdy brać leków antydepresyjnych.

Po powrocie dość szybko znalazłam pracę w Warszawie -250 kilometrów od domu rodzinnego. Kiedy wracałam autobusem z rozmowy kwalifikacyjnej, wiedząc, że dostałam tę pracę, zaczęłam odmawiać różaniec. Zrobiło mi się bardzo przykro, że znów muszę opuścić moich bliskich. Rozpłakałam się i zaczęłam przepraszać Maryję, że - nie wiadomo dlaczego - nie cieszę się, że dostałam tę pracę, raczej jestem smutna, że muszę zaczynać wszystko od zera i znów będę sama. Wtedy usłyszałam wewnętrzny głos: "Nie będziesz sama, ja będę przy tobie". To była Ona, Mama, Maryja. To zdanie towarzyszy mi do tej pory. Maryja jest ze mną i daje mi to poznać na każdym kroku. To Ona zaprowadziła mnie do Jezusa.

Matko, dziękuję Ci za zaproszenie, za to cudowne uzdrowienie. Pozostań w moim sercu na zawsze i módl się za mnie. Amen.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Zostałam uzdrowiona z depresji dzięki Maryi
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.