Wojna porażką polityki. Ponadczasowe przesłanie papieża Franciszka
Wojna to nie tylko starcie armii, ale przede wszystkim porażka człowieka i jego sumienia. Papież Franciszek postrzegał ją jako znak głębokiego kryzysu ludzkich serc. O jego spojrzeniu na współczesne konflikty, a także pontyfikacie i duchowym dziedzictwie pisze Krzysztof Ołdakowski SJ w książce „Papież Franciszek. Pasterz i prorok”, której fragment publikujemy.
W podcaście dla watykańskich mediów z okazji dziesiątej rocznicy pontyfikatu Franciszek wyraził zaskoczenie, że stał się papieżem czasów wojny. To on wprowadził do słownictwa międzynarodowego pojęcie “trzeciej wojny światowej w kawałkach”, która nie toczy się jedynie na poziomie zbrojnym. Rozgrywa się przede wszystkim pomiędzy najgłębszymi pragnieniami i planami wyrażającymi to, co dobre i piękne, a pokusami oraz nieludzkimi dążeniami prowadzącymi do degradacji i zniszczenia. Prawdziwym problemem jest dzisiaj zło i okrucieństwo zmierzające do podporządkowania sobie serc i umysłów ludzi, do tego stopnia, że ktoś lub jakaś grupa uważa się za posiadającą prawo do decydowania o życiu innych. Podczas Światowych Dni Młodzieży w Krakowie uczestnicy otrzymali do rąk tzw. DOCAT, czyli praktyczne kompendium zawierające zasady nauki społecznej Kościoła. We wprowadzeniu sam Franciszek napisał, że naszą ziemię pełną terroru i przemocy może odmienić tylko nawrócenie ludzkiego serca. W rozdziale poświęconym życiu w wolności i bez przemocy napisano, że ich przyczyną często jest kłamstwo, a jeszcze częściej niesprawiedliwość. Niesprawiedliwe struktury zawsze prowadzą do wyzysku i nędzy. Niemożność udziału w zyskach i ograniczona wolność powodują gwałtowną reakcję. Dlatego wojny można uniknąć tylko tam, gdzie kształtują się społeczności, w których panują sprawiedliwe relacje, a wszyscy mają odpowiednie perspektywy rozwoju.
Tradycją nauczania papieży podczas toczących się wojen nie jest wskazywanie palcem agresora. Nie wymieniają oni z imienia i nazwiska najeźdźcy nie dlatego, że chcą go ukryć lub zrównać z ofiarą, zwłaszcza jeśli cały świat wie, po czyjej stronie leży wina w konflikcie. Nie chodzi o zakamuflowaną dyplomację, lecz o zachowanie otwartych drzwi do dialogu i negocjacji, aby ocalić jak największą liczbę istnień. Bergoglio zwracał uwagę, że kiedy mówił np. o Ukrainie, zawsze wspominał o udręczonym narodzie i o okrucieństwie, jakiego doznaje ze strony wojsk, które dokonują agresji. Sposób myślenia Franciszka o tej wojnie wykraczał poza perspektywy strategii militarnej i politycznej. To oczywiste, że trzeba przeciwstawić się wrogowi atakującemu ojczyznę. Nie można pozwolić na zabijanie niewinnych oraz niszczenie dorobku pokoleń. Wiadomo, że broń pomaga odeprzeć i pokonać agresora. Nie ma się jednak co łudzić i trzeba przyznać, że w dłuższej perspektywie nie ocali ona świata i nie uczyni go bardziej pokojowym oraz sprawiedliwym. Broń raz wyprodukowana, wcześniej czy później zostanie użyta przeciwko innym. Franciszek nie patrzył na wojnę jako na wyizolowany konflikt, rozgrywający się na ograniczonym obszarze. Uważał, że bolesne rany, które powoduje wojna na Ukrainie, dotykają całej Europy i świata, chociażby przez budzenie strachu o zdrowie i życie u milionów ludzi, widmo głodu w niektórych regionach, wzrost cen surowców energetycznych i idący za tym dotkliwy kryzys gospodarczy. Zwracał również uwagę na perspektywę czasową. Nieprzypadkowo wojna powróciła do Europy w czasie, gdy odchodzi pokolenie, które doświadczyło jej w ubiegłym wieku. Zdaniem Franciszka, wojny, które toczą się dzisiaj na świecie, łącznie z tą na Ukrainie, pokazały całkowitą bezsilność instytucji międzynarodowych o charakterze wojskowym i politycznym w zapewnieniu pokoju na świecie. Świat potrzebuje – zdaniem papieża z Argentyny – głębokiego uzdrowienia. Trzeba przemyśleć i doprowadzić do reformy instytucje międzynarodowe, aby skutecznie stawały w obronie słabszych i zapewniły bezpieczeństwo naszej planecie. Trzeba na poziomie globalnym zmodyfikować anachroniczne rozwiązania, które utrwaliły podział świata w odległej już przeszłości, rozwiązania, które nie odpowiadają na współczesne wyzwania.
Na początku stycznia każdego roku Bergoglio spotykał się z ambasadorami krajów akredytowanych przy Watykanie i przedstawiał diagnozę sytuacji międzynarodowej, ze szczególnym uwzględnieniem najbardziej zapalnych miejsc. Angażował również wiernych z całego świata w Dni Postu i Modlitwy – dla Afganistanu, Libanu, Syrii i Ziemi Świętej. Prowadził codzienne rozmowy z parafią w Gazie i innymi atakowanymi miejscami oraz wysyłał z misją pokojową swoich delegatów, którzy zabierali ze sobą transporty niezbędnych artykułów pierwszej potrzeby. Jako broń przeciwko wojnie papież z Argentyny proponował modlitwę, post i poświęcenie Matce Bożej. Podczas czuwania na Campus Misericordiae w Krakowie powiedział, że odpowiedź chrześcijanina na świat w stanie wojny ma imię, które nazywa się przyjaźnią, braterstwem, komunią i rodziną. Podczas pielgrzymki do Demokratycznej Republiki Konga Franciszek przypominał, że w świecie naznaczonym przemocą i wojną chrześcijanie powinni postępować tak, jak Jezus: nieść orędzie pokoju. Jego źródłami są: przebaczenie, wspólnota i misja. Przebaczenie rodzi się z uleczonych ran, które nie pozostawiają blizn nienawiści, lecz tworzą przestrzeń przyjmowania innych wraz z ich słabościami. Trzeba dokonywać wielkiej amnestii serca. Zwracał uwagę, że drogą do pokoju jest odrzucenie przemocy, a miłość do własnego kraju oznacza także niezgodę na uleganie tym, którzy nakłaniają do używania siły wobec innych.
Skomentuj artykuł