Zdarzyło ci się może kiedyś próbować tłumaczyć komuś, kto szukał u ciebie pomocy w trudnej sprawie, że „nic takiego się nie stało”, tylko dlatego, żeby szybciej zamknąć temat, który był na przykład bardzo wstydliwy i wymagający analizy? Wtedy w sercu zostaje taka niezręczna cisza i niedające spokoju poczucie, że prawda została ominięta szerokim łukiem.
Zdarzyło ci się może kiedyś próbować tłumaczyć komuś, kto szukał u ciebie pomocy w trudnej sprawie, że „nic takiego się nie stało”, tylko dlatego, żeby szybciej zamknąć temat, który był na przykład bardzo wstydliwy i wymagający analizy? Wtedy w sercu zostaje taka niezręczna cisza i niedające spokoju poczucie, że prawda została ominięta szerokim łukiem.
„Słowa te wydały im się czczą gadaniną i nie dali im wiary” (Łk 24, 11). To pierwsza reakcja uczniów Jezusa na sensację, z którą przybiegły do nich od pustego grobu kobiety, twierdząc, że spełniły się słowa Mistrza i On rzeczywiście zmartwychwstał. I dla nas wieść o powrocie Chrystusa do życia wydawać się będzie jedynie pustosłowiem, jeśli nie łączy nas z Nim osobista relacja, jeśli nasza więź z Nim jest martwa. Ale nic straconego! Wielkanoc to dobry czas na zmartwychwstawanie, na ożywianie tego, co obumarłe.
„Słowa te wydały im się czczą gadaniną i nie dali im wiary” (Łk 24, 11). To pierwsza reakcja uczniów Jezusa na sensację, z którą przybiegły do nich od pustego grobu kobiety, twierdząc, że spełniły się słowa Mistrza i On rzeczywiście zmartwychwstał. I dla nas wieść o powrocie Chrystusa do życia wydawać się będzie jedynie pustosłowiem, jeśli nie łączy nas z Nim osobista relacja, jeśli nasza więź z Nim jest martwa. Ale nic straconego! Wielkanoc to dobry czas na zmartwychwstawanie, na ożywianie tego, co obumarłe.
Bardzo mnie poruszyły słowa z fragmentu Ewangelii odczytywanego w sobotę przed Niedzielą Palmową: „A była blisko Pascha żydowska. Wielu przed Paschą udawało się z tej okolicy [z okolicy Efraim] do Jerozolimy, aby się oczyścić. Oni więc szukali Jezusa i gdy stanęli w świątyni, mówili jeden do drugiego: «Cóż wam się zdaje? Czyżby nie miał przyjść na święto?»” (J 11, 55-56). I to pytanie, czy Jezus się zjawi, czy może będzie się ukrywał – czyżby miał nie spełnić religijnego zwyczaju? Aż chce się powiedzieć, że ci, którzy je zadali, nie wiedzieli, co się „święci”.
Bardzo mnie poruszyły słowa z fragmentu Ewangelii odczytywanego w sobotę przed Niedzielą Palmową: „A była blisko Pascha żydowska. Wielu przed Paschą udawało się z tej okolicy [z okolicy Efraim] do Jerozolimy, aby się oczyścić. Oni więc szukali Jezusa i gdy stanęli w świątyni, mówili jeden do drugiego: «Cóż wam się zdaje? Czyżby nie miał przyjść na święto?»” (J 11, 55-56). I to pytanie, czy Jezus się zjawi, czy może będzie się ukrywał – czyżby miał nie spełnić religijnego zwyczaju? Aż chce się powiedzieć, że ci, którzy je zadali, nie wiedzieli, co się „święci”.
To, co rzuca się w oczy w tę niedzielę w naszych kościołach, to zasłonięte krzyże. Co roku próbuję w inny sposób spojrzeć na tę osobliwą tradycję. Tym razem przebija się w mojej głowie myśl, że robimy to między innymi po to, żeby odkryć krzyż w sobie. Nie patrzę już na niego oczyma, ale mam go zobaczyć sercem jako rzeczywistość, która dzieje się przede wszystkim we mnie samym. Patrząc na zasłonięty krzyż, próbuję też wyobrazić sobie, jak wyglądałby nasz świat i nasze życie bez niego i bez płynącej z niego miłości. Trudno byłoby mi w takim świecie żyć nadzieją i dostrzegać sens istnienia.
To, co rzuca się w oczy w tę niedzielę w naszych kościołach, to zasłonięte krzyże. Co roku próbuję w inny sposób spojrzeć na tę osobliwą tradycję. Tym razem przebija się w mojej głowie myśl, że robimy to między innymi po to, żeby odkryć krzyż w sobie. Nie patrzę już na niego oczyma, ale mam go zobaczyć sercem jako rzeczywistość, która dzieje się przede wszystkim we mnie samym. Patrząc na zasłonięty krzyż, próbuję też wyobrazić sobie, jak wyglądałby nasz świat i nasze życie bez niego i bez płynącej z niego miłości. Trudno byłoby mi w takim świecie żyć nadzieją i dostrzegać sens istnienia.
Kiedy w niektórych sytuacjach kończy się nam cierpliwość, to mówimy, że to już koniec. Poddajemy się, odpuszczamy, przestajemy walczyć. Gdy z różnych powodów tracimy materialne zabezpieczenie, zastanawiamy się, co to dalej będzie, jak wyglądać będzie nasza przyszłość. I myślimy może, że to już koniec.
Kiedy w niektórych sytuacjach kończy się nam cierpliwość, to mówimy, że to już koniec. Poddajemy się, odpuszczamy, przestajemy walczyć. Gdy z różnych powodów tracimy materialne zabezpieczenie, zastanawiamy się, co to dalej będzie, jak wyglądać będzie nasza przyszłość. I myślimy może, że to już koniec.
Gdy Mojżesz pasie stado teścia na pustyni, jego zwyczajna codzienność zostaje przerwana przez niezwykłe wydarzenie: „Ujrzał Mojżesz płonący krzew, który się nie spalał” (Wj 3, 2). Bóg przychodzi w sposób zaskakujący, a jednocześnie subtelny.
Gdy Mojżesz pasie stado teścia na pustyni, jego zwyczajna codzienność zostaje przerwana przez niezwykłe wydarzenie: „Ujrzał Mojżesz płonący krzew, który się nie spalał” (Wj 3, 2). Bóg przychodzi w sposób zaskakujący, a jednocześnie subtelny.
„O Tobie mówi serce moje: «Szukaj Jego oblicza!». Będę szukał oblicza Twego, Panie” (Ps 27,8). To zdanie, które dostajemy w tę drugą niedzielę Wielkiego Postu, może brzmieć dla nas trochę górnolotnie, ale w rzeczywistości dotyka najprostszej tęsknoty człowieka. Często nawet nie zdajemy sobie sprawy, że wołamy o Bożą obecność. W zwyczajnych sytuacjach dnia codziennego, w naszej modlitwie, a czasem w głębokich zakamarkach duszy pragniemy doświadczyć Boga, chcemy Go zobaczyć – nie tyle oczyma ciała, ile sercem: „Pan moim światłem i zbawieniem moim” (Ps 27,1).
„O Tobie mówi serce moje: «Szukaj Jego oblicza!». Będę szukał oblicza Twego, Panie” (Ps 27,8). To zdanie, które dostajemy w tę drugą niedzielę Wielkiego Postu, może brzmieć dla nas trochę górnolotnie, ale w rzeczywistości dotyka najprostszej tęsknoty człowieka. Często nawet nie zdajemy sobie sprawy, że wołamy o Bożą obecność. W zwyczajnych sytuacjach dnia codziennego, w naszej modlitwie, a czasem w głębokich zakamarkach duszy pragniemy doświadczyć Boga, chcemy Go zobaczyć – nie tyle oczyma ciała, ile sercem: „Pan moim światłem i zbawieniem moim” (Ps 27,1).
Widzimy dziś Jezusa, który po chrzcie w Jordanie „wiedziony był przez Ducha na pustyni” (Łk 4,1). Wchodzi w miejsce odosobnienia i samotności. Jest to jednak samotność pozorna, bo paradoksalnie właśnie tam, pośród pustkowia, doświadczy najpełniej bliskości Ojca i prowadzenia Ducha. Słyszymy o walce z pokusą, o zmaganiu z pragnieniami, które – gdy wymkną się spod kontroli – odbierają człowiekowi wolność. Otrzymujemy również drogowskazy, jak tę wolność ocalić i pielęgnować. Są nimi: modlitwa, post i jałmużna – praktyki, które nie tylko przypominają o tym, co w życiu najważniejsze, ale uczą także, jak odkrywać Boga w naszej codzienności.
Widzimy dziś Jezusa, który po chrzcie w Jordanie „wiedziony był przez Ducha na pustyni” (Łk 4,1). Wchodzi w miejsce odosobnienia i samotności. Jest to jednak samotność pozorna, bo paradoksalnie właśnie tam, pośród pustkowia, doświadczy najpełniej bliskości Ojca i prowadzenia Ducha. Słyszymy o walce z pokusą, o zmaganiu z pragnieniami, które – gdy wymkną się spod kontroli – odbierają człowiekowi wolność. Otrzymujemy również drogowskazy, jak tę wolność ocalić i pielęgnować. Są nimi: modlitwa, post i jałmużna – praktyki, które nie tylko przypominają o tym, co w życiu najważniejsze, ale uczą także, jak odkrywać Boga w naszej codzienności.
Dzisiejsze czytania przypominają nam o tym, że nasza mowa ma naprawdę wielką moc. Słowa wypływające z naszych ust odsłaniają to, co naprawdę kryje się w sercu. Dlatego tak istotne jest, byśmy czuwali nad tym, co mówimy, i potrafili dostrzec własne ograniczenia, zanim zaczniemy wytykać błędy innym. Nie chodzi o to, by gryźć się w język i nie mówić prawdy dla tzw. świętego spokoju, ale by mówić ją z miłością i pokorą człowieka świadomego ograniczoności swoich zdolności poznawczych. Skoro nie znam na wylot własnego serca, dlaczego pretenduję do tego, by uważać się za przenikającego głębiny serca bliźniego?
Dzisiejsze czytania przypominają nam o tym, że nasza mowa ma naprawdę wielką moc. Słowa wypływające z naszych ust odsłaniają to, co naprawdę kryje się w sercu. Dlatego tak istotne jest, byśmy czuwali nad tym, co mówimy, i potrafili dostrzec własne ograniczenia, zanim zaczniemy wytykać błędy innym. Nie chodzi o to, by gryźć się w język i nie mówić prawdy dla tzw. świętego spokoju, ale by mówić ją z miłością i pokorą człowieka świadomego ograniczoności swoich zdolności poznawczych. Skoro nie znam na wylot własnego serca, dlaczego pretenduję do tego, by uważać się za przenikającego głębiny serca bliźniego?
„Miłujcie waszych nieprzyjaciół; dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą; błogosławcie tym, którzy was przeklinają, i módlcie się za tych, którzy was oczerniają” (Łk 6, 27-28). Kiedy tak czytam i czytam słowa Jezusa z dzisiejszej Ewangelii, kiedy próbuję je przetrawić, to jedna myśl nie daje mi spokoju: dlaczego nie potrafię wprowadzić ich w życie?
„Miłujcie waszych nieprzyjaciół; dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą; błogosławcie tym, którzy was przeklinają, i módlcie się za tych, którzy was oczerniają” (Łk 6, 27-28). Kiedy tak czytam i czytam słowa Jezusa z dzisiejszej Ewangelii, kiedy próbuję je przetrawić, to jedna myśl nie daje mi spokoju: dlaczego nie potrafię wprowadzić ich w życie?
Paweł Apostoł, dość stanowczo i surowo, przypomina nam dzisiaj o tym, jak ważną prawdą wiary dla chrześcijan jest zmartwychwstanie Chrystusa. A raczej: jak ważną prawdą wiary powinno być. Bo jednak różnie z tym bywa.
Paweł Apostoł, dość stanowczo i surowo, przypomina nam dzisiaj o tym, jak ważną prawdą wiary dla chrześcijan jest zmartwychwstanie Chrystusa. A raczej: jak ważną prawdą wiary powinno być. Bo jednak różnie z tym bywa.
„Święty, Święty, Święty jest Pan Zastępów. Cała ziemia pełna jest Jego chwały” (Iz 6, 3) – te słowa z Księgi Izajasza powtarzamy podczas każdej Eucharystii tuż przed przeistoczeniem. Gdy teksty biblijne Starego testamentu nazywają Boga świętym, to chcą podkreślić Jego „inność” wobec świata, jego odrębność od stworzenia. Lecz wszystko, cała perspektywa patrzenia na Boga, zmienia się w momencie Wcielenia, kiedy Transcendentny staje się jednocześnie Immanentny, kiedy Całkiem Inny staje się do nas podobny dzięki tej samej ludzkiej naturze.
„Święty, Święty, Święty jest Pan Zastępów. Cała ziemia pełna jest Jego chwały” (Iz 6, 3) – te słowa z Księgi Izajasza powtarzamy podczas każdej Eucharystii tuż przed przeistoczeniem. Gdy teksty biblijne Starego testamentu nazywają Boga świętym, to chcą podkreślić Jego „inność” wobec świata, jego odrębność od stworzenia. Lecz wszystko, cała perspektywa patrzenia na Boga, zmienia się w momencie Wcielenia, kiedy Transcendentny staje się jednocześnie Immanentny, kiedy Całkiem Inny staje się do nas podobny dzięki tej samej ludzkiej naturze.
Dzisiejsze święto Ofiarowania Pańskiego ma w sobie coś niezwykłego. W samym środku zimy, gdy światło dnia jest jeszcze tak krótkie, Kościół zaprasza nas do świętowania w naszych sercach tajemnicy prawdziwego Światła. Maryja i Józef przynoszą do świątyni małego Jezusa, by wypełnić Prawo. Ale jest w tej scenie głębszy sens odsłaniający ważne przesłanie: to sam Bóg przychodzi do ludzi jako Światło na oświecenie wszystkich narodów.
Dzisiejsze święto Ofiarowania Pańskiego ma w sobie coś niezwykłego. W samym środku zimy, gdy światło dnia jest jeszcze tak krótkie, Kościół zaprasza nas do świętowania w naszych sercach tajemnicy prawdziwego Światła. Maryja i Józef przynoszą do świątyni małego Jezusa, by wypełnić Prawo. Ale jest w tej scenie głębszy sens odsłaniający ważne przesłanie: to sam Bóg przychodzi do ludzi jako Światło na oświecenie wszystkich narodów.
Dzisiaj w Kościele przeżywamy tzw. Niedzielę Słowa Bożego, która ma nam przypomnieć o tym, jak ważne jest Pismo Święte w życiu wierzącego. Odczytane słowo zaprasza nas do głębszego wejścia w relację z Bogiem. On mówi, ale i oczekuje, że to Jego słowo przyjmiemy, rozważymy i zastosujemy w codziennym życiu, stając się w ten sposób Jego świadkami – przez nasze postawy, decyzje i czyny promieniujące Ewangelią.
Dzisiaj w Kościele przeżywamy tzw. Niedzielę Słowa Bożego, która ma nam przypomnieć o tym, jak ważne jest Pismo Święte w życiu wierzącego. Odczytane słowo zaprasza nas do głębszego wejścia w relację z Bogiem. On mówi, ale i oczekuje, że to Jego słowo przyjmiemy, rozważymy i zastosujemy w codziennym życiu, stając się w ten sposób Jego świadkami – przez nasze postawy, decyzje i czyny promieniujące Ewangelią.
Na wesele w Kanie Galilejskiej, o którym czytamy w dzisiejszej Ewangelii, możemy spojrzeć bardzo powierzchownie i dostrzec w tym opisie jedynie ten zadziwiający cud przemiany wody w wino. Możemy się skupić wyłącznie na mocy, którą dysponował Jezus, a która pozwalała mu na takie znaki. Możemy próbować wyliczyć, ileż to litrów trunku powstało w kamiennych stągwiach. Jednak bardziej niż to wszystko, powinno nas zastanowić to, w jaki sposób tenże cud się dokonał.
Na wesele w Kanie Galilejskiej, o którym czytamy w dzisiejszej Ewangelii, możemy spojrzeć bardzo powierzchownie i dostrzec w tym opisie jedynie ten zadziwiający cud przemiany wody w wino. Możemy się skupić wyłącznie na mocy, którą dysponował Jezus, a która pozwalała mu na takie znaki. Możemy próbować wyliczyć, ileż to litrów trunku powstało w kamiennych stągwiach. Jednak bardziej niż to wszystko, powinno nas zastanowić to, w jaki sposób tenże cud się dokonał.
Mocno mnie ostatnio nurtuje pytanie o to, czy rzeczywiście Bóg, w którego wierzę, jest dobry – czy ja tak naprawdę uważam? Bardzo często spotykam się bowiem z tym, że ludzie mają w sobie obraz Pana Boga, który rozlicza człowieka – taki „księgowy zbawienia”.
Mocno mnie ostatnio nurtuje pytanie o to, czy rzeczywiście Bóg, w którego wierzę, jest dobry – czy ja tak naprawdę uważam? Bardzo często spotykam się bowiem z tym, że ludzie mają w sobie obraz Pana Boga, który rozlicza człowieka – taki „księgowy zbawienia”.
„Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało” (J 1,1-3). Po raz kolejny w ostatnich dniach liturgia podsuwa nam do rozważania ten fragment z Ewangelii wg św. Jana. Możemy się zastanawiać, po co tyle razy czytać to samo, biorąc dodatkowo pod uwagę, że jest to tekst dość poetycki, a przez to bardzo trudny do interpretacji.
„Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało” (J 1,1-3). Po raz kolejny w ostatnich dniach liturgia podsuwa nam do rozważania ten fragment z Ewangelii wg św. Jana. Możemy się zastanawiać, po co tyle razy czytać to samo, biorąc dodatkowo pod uwagę, że jest to tekst dość poetycki, a przez to bardzo trudny do interpretacji.
Boże Narodzenie to jest taki moment w ciągu roku, który można przeżyć bardzo powierzchownie, nie wchodząc zupełnie w głębię jego treści. Jest tak bogaty w zewnętrzne bodźce, że łatwo dać się im bez reszty pochłonąć. I zatrzyma się człowiek na tych wszystkich świecidełkach, schowa się przed Bogiem za przystrojoną choinką, zapatrzy się w połyskujące na niej bombki bardziej niż w leżące na sianie ubogie Boże Dziecię.
Boże Narodzenie to jest taki moment w ciągu roku, który można przeżyć bardzo powierzchownie, nie wchodząc zupełnie w głębię jego treści. Jest tak bogaty w zewnętrzne bodźce, że łatwo dać się im bez reszty pochłonąć. I zatrzyma się człowiek na tych wszystkich świecidełkach, schowa się przed Bogiem za przystrojoną choinką, zapatrzy się w połyskujące na niej bombki bardziej niż w leżące na sianie ubogie Boże Dziecię.
Końcówka adwentu jest bardzo wymagająca. Nie tylko pod względem logistycznym, żeby sprostać wszystkim świątecznym przygotowaniom i związanym z nimi obowiązkom, lecz również pod względem duchowym. Owszem, warto zawalczyć o oczyszczenie serca w spowiedzi. Ale zauważmy też, że Słowo Boże wcale nam na tej ostatniej prostej do Bożego Narodzenia nie odpuszcza.
Końcówka adwentu jest bardzo wymagająca. Nie tylko pod względem logistycznym, żeby sprostać wszystkim świątecznym przygotowaniom i związanym z nimi obowiązkom, lecz również pod względem duchowym. Owszem, warto zawalczyć o oczyszczenie serca w spowiedzi. Ale zauważmy też, że Słowo Boże wcale nam na tej ostatniej prostej do Bożego Narodzenia nie odpuszcza.
Liturgię słowa III niedzieli adwentu, zwanej Niedzielą Radości, otwierają słowa proroka Sofoniasza: „Wyśpiewuj, Córo Syjońska, podnieś radosny okrzyk, Izraelu! Ciesz się i wesel z całego serca, Córo Jeruzalem!” (So 3, 14). Śpiew jest szczególnym rodzajem mowy. Kiedy jest szczerym wyznaniem uczuć, kiedy wydobywa się z samego serca człowieka, wyzwala, pomagając wyrazić własne wnętrze. Śpiewamy, wyznając miłość, śpiewamy też, gdy nam smutno i źle, ale również wówczas, gdy chcemy opowiedzieć o przepełniającej nas radości. Mamy całym sobą śpiewać Bogu, wchodząc z Nim w ten sposób w szczery dialog o tym, co nas łączy.
Liturgię słowa III niedzieli adwentu, zwanej Niedzielą Radości, otwierają słowa proroka Sofoniasza: „Wyśpiewuj, Córo Syjońska, podnieś radosny okrzyk, Izraelu! Ciesz się i wesel z całego serca, Córo Jeruzalem!” (So 3, 14). Śpiew jest szczególnym rodzajem mowy. Kiedy jest szczerym wyznaniem uczuć, kiedy wydobywa się z samego serca człowieka, wyzwala, pomagając wyrazić własne wnętrze. Śpiewamy, wyznając miłość, śpiewamy też, gdy nam smutno i źle, ale również wówczas, gdy chcemy opowiedzieć o przepełniającej nas radości. Mamy całym sobą śpiewać Bogu, wchodząc z Nim w ten sposób w szczery dialog o tym, co nas łączy.
{{ article.published_at }}
{{ article.description }}
{{ article.description }}