Byle nie umrzeć przed Bożym Narodzeniem

Byle nie umrzeć przed Bożym Narodzeniem
(fot. unsplash.com)
3 lata temu
Aleksandra Lągawa

Choć nigdy wcześniej nie wydawał na prezenty, w tym roku kupił żonie tunikę i spodnie. Marzy, żeby te Święta były wyjątkowe. Nie wie, ile dni mu zostało. Najbardziej żałuje, że nie mają dzieci.

Podobno w hospicjum zawsze panuje cisza - śmierć potrzebuje spokoju. Podobno, bo w Hospicjum św. Łazarza przestrzeń jednego z oddziałów wypełniają dźwięki "Atomu miłości" zespołu Loka, mrok korytarza rozjaśniają kolorowe światełka, a pielęgniarki z rozrzutnością rozdają uśmiechy. Maria, jedna z nich, pracuje w hospicjum 18 lat.

- W tym czasie zdarzył się tylko jeden przypadek, kiedy ktoś stąd wyszedł - była to ofiara błędnie postawionej diagnozy. Większość pacjentów spędzi z nami najwyżej kilka tygodni. Odrobina radości to oprócz opieki jedyne, co możemy im dać, by mogli odejść stąd godnie - opowiada.

Żona okropna, chłopa oddała

Zbigniew* z żoną żyli spokojnie: osiedli na wsi, wyremontowali dom, mieli dwa psy i kota. Ich życie późno zaczęło nabierać tempa, wzięli ślub dopiero wtedy, kiedy Zbigniew miał 48 lat. Nie czekali długo na przysięgę - poznali się na wiosnę, w grudniu stanęli przed ołtarzem. Wybrali datę 6 grudnia, żeby łatwiej było zapamiętać.

Żona krzyknęła przerażona. Biopsja, na którą lekarz skierował męża, wykazała nowotwór. Chemia stopniowo osłabia organizm, Zbigniewowi coraz trudniej wstać z łóżka.

- Jeszcze trochę, kochany, dasz radę - mówi żona, kiedy chce przewrócić go na bok. W końcu ociera rękawem łzy, z bólem patrzy w jego oczy, wspólnie decydują.

Następnego dnia na podwórko wjeżdża samochód szwagra i zabiera Zbigniewa do hospicjum.

Widmo śmierci nie znika z podkrakowskiej wsi, wręcz przeciwnie - ludzie zaczynają gadać. Że żona okropna, chłopa oddała, żeby mieć lżej. Wcześniej mówili, że za zbira wyszła, co wyglądem straszy. On, chociaż podczas fizycznych prac na budowach o wygląd nie dbał, siebie ma za wrażliwca - nieraz staruszce zakupy zrobił, ranę opatrzył, a nawet kota z drzewa pomógł zdjąć.

Która chciałaby faceta z rakiem?

Zbigniew to gwiazda. Wszędzie go pełno, z każdym porozmawia. Do pań tylko nie chodzi, bo babcie to cały czas śpią. Po pracy odwiedza go żona, jest tu prawie codziennie i dzwoni kilka razy w ciągu dnia. Nie zawsze jest między nimi cukierkowo, zdarzają się kłótnie, szczególnie przez telefon. Wtedy żona się rozłącza, Zbigniew oddzwania i tak za każdym razem.

Złości go, ale za to pyskowanie i złośliwość najbardziej ją kocha. A właściwie to pomimo tego, bo najbardziej za to, że przy nim jest, nie opuszcza. Czasem nawet obraża się, kiedy Zbigniew puszcza oko do pielęgniarki i chce jej dać całusa za zmianę opatrunku. Mąż wtedy puka żonę w czoło: "Kobieto, która chciałaby faceta z rakiem?" - dziwi się.

Lekarze obserwują, że kilka dni przed śmiercią zdrowie pacjenta może się poprawić - ma lepsze wyniki badań, więcej energii, poczucie, że może już wyjść do domu. To złudne, tylko na moment daje nadzieję. Takich sytuacji Maria widziała w swoim życiu wiele, podobnie jak śmierci - nawet nie liczy ile.

Tylko sadu nie ma

Na sali obok Zbigniewa leży Ryszard*. Posępny, cichy, z nosem w książce - przeciwieństwo Zbigniewa. Nie mówi wiele, czeka na koniec. Kiedyś jeden z największych we wsi sadowników, w latach 70. w ciągu czterech lat zdobył magistra na Akademii Rolniczej, prymus. Z siostrą kolegi ożenił się po trzech miesiącach od momentu, kiedy po raz pierwszy ją zobaczył. Wziął do swojego domu, zamieszkali z rodzicami. Kiedy jedno ich dziecko zaczynało biegać po podwórku, na świat przychodziło kolejne - mieli ich pięcioro.

Żona Ryszarda krzyczy, na płacz już nie ma siły. Po 20 grubych, szczęśliwych latach, przyszły chude - mąż coraz rzadziej wraca do domu trzeźwy, dzieci się go boją. Jak się jego losy potoczyły później? O tym Ryszard nie chce rozmawiać, na pytanie, czy utrzymuje kontakty z żoną - spuszcza głowę i odwraca wzrok.

To Boże Narodzenie spędzi w Hospicjum. Nie będzie się nudził - pielęgniarka przyniesie mu nowe książki z biblioteki, a wolontariusz skoczy do kiosku po gazetę, bo balkonik, z pomocą którego się porusza, pozwala mu tylko zjechać windą na dół. - Tu jest prawie jak w domu, tylko sadu nie ma. No i ludzie są inni, nie można się do nich przywiązywać - mówi. W czasie półrocznego pobytu w hospicjum w jego sali odeszło 12 osób.

Najbardziej żałuje, że nie ma dzieci

Zbigniew nie lubi mówić o swojej chorobie. Nie chce wiedzieć, ile dni mu jeszcze zostało. Na rozmowy z lekarzami nie czeka - tego, co nieuniknione, i tak nie zatrzyma, woli skupiać się na radosnych chwilach. Teraz odlicza dni do Świąt - on zrobi bigos, żona pierogi i ciasta. Marzy, żeby wrócić do domu - psy będą szczekać i lizać go z radości, tak długo się nie widzieli. Dla żony ma prezent: tunikę i spodnie, które kupił ostatnio na targu. Nie mają zwyczaju dawać sobie prezentów, nigdy nie było na to pieniędzy. On jednak chce, by te Święta były wyjątkowe. Najbardziej żałuje, że nie ma dzieci.

Jeśli Ryszard miałby szansę na rozpoczęcie swojego życia na nowo, alkoholu unikałby jak ognia. To on zniszczył jego małżeństwo, wpędził w chorobę. - Marzenia? Teraz już na nie za późno - mówi, wiedząc, ile czasu mu jeszcze zostało. Kiedyś planował, żeby odnowić sad, podszkolić syna w ogrodnictwie, ale młodych to nie interesuje.

Trochę mu szkoda, że niedługo drzewa przestaną istnieć, ale chce, żeby jego dzieci były szczęśliwe. W końcu to one najlepiej mu się w życiu udały. Teraz mówi, że nie warto w życiu czekać na śmierć i myśleć o starości. Trzeba żyć.

Hospicjum też żyje swoim życiem. Niedawno, 6 grudnia, ci, którzy mogli poruszać się o własnych siłach, dostali czapki Mikołaja i razem z pielęgniarką rozdawali prezenty. Pozostali, których choroba na stałe przykuła do łóżka, ale leżeli głową w kierunku korytarza, mogli zobaczyć zwisające z sufitu bombki - jedne wykonane z ryżu, inne z papieru.

- Robią je bliscy chorych. Nawet kiedy ich męża czy ojca nie ma już na tym świecie, oni ciągle wracają. Część przynosi nowe bombki przed Świętami, część zostaje wolontariuszami. Każdy chce być potrzebny - dodaje Maria i spieszy się, by kolejnemu choremu podać zastrzyk i opanować ból.

* Imiona pacjentów zostały zmienione

Aleksandra Lągawa - w pracy zajmuje się promocją i marketingiem, po pracy opisuje i fotografuje świat

Przeczytaj też: W tym hospicjum można czuć się jak w SPA i zamieszkać z kotem >>

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
James Martin SJ
17,43 zł
24,90 zł

Spotkaj Jezusa w modlitwie

Wielu z nas tęskni za prawdziwą relacją z Bogiem, za głęboką modlitwą, za ciszą. Wydaje nam się, że w natłoku codziennych obowiązków, nieustannej gonitwie i braku czasu są one dla nas...

Skomentuj artykuł

Byle nie umrzeć przed Bożym Narodzeniem
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.