Jesteśmy małżeństwem i nie mamy dzieci. Wiesz dlaczego?

Jesteśmy małżeństwem i nie mamy dzieci. Wiesz dlaczego?
(fot. shutterstock.com)
3 lata temu
Anna

Kiedy mówimy, że polecamy małżeństwo, słyszymy nie raz: "Poczekajcie, aż będziecie mieli dzieci, nie będzie już tak różowo". Poważnie?

Staramy się dbać o naszą relację codziennie. Wspólna modlitwa, praca nad komunikacją, rozmowy, walka z egoizmem, ze swoim gniewem i pychą, gdy trzeba wybaczyć lub poprosić o przebaczenie, zanim pójdziemy spać. To nie są proste rzeczy i wymagają naprawdę sporo wysiłku. Ale ogromnie się opłacą! A co najważniejsze - przynoszą efekty.

Jak wielki to dla nas trud - zwłaszcza w sytuacji, gdy od dłuższego czasu walczymy z różnymi przeciwnościami o powiększenie naszej rodziny - wiemy tylko my sami. Dlatego tak bardzo krzywdzące są słowa, które czasem do nas trafiają, gdy na pytanie: "czy polecamy małżeństwo", odpowiadamy z pełnym przekonaniem, że tak, słyszymy wtedy nie raz: "poczekajcie, aż będziecie mieli dzieci, nie będzie już tak różowo". Poważnie?

W Internecie znajdziemy mnóstwo poradników, artykułów, grup na fb czy innego rodzaju miejsc, z których aż wylewają się rady, jak radzić sobie z dzieckiem, co zrobić kiedy ząbkuje, jak rozpoznać różne choroby, w jaki sposób zaangażować ojca, jak przejść przez rodzicielstwo razem itp. Nie twierdzę, że jest to łatwe, bo też wymaga ogromnego wysiłku i poświęcenia. Ale... No właśnie - jest jedno "ale", które aż krzyczy we mnie w takich sytuacjach. Zazwyczaj uciszam je uśmiechem i nie pozwalam, by mnie jakoś mocno dotknęło.

Test wyszedł negatywny. Pamiętam, jak było mi smutno >>

Pamiętam, jak podjęliśmy decyzję o powiększeniu rodziny. Pierwszy miesiąc i nic. Potem drugi, trzeci, czwarty... Dalej nic. Jak to? Przecież wszystkim dookoła się udaje. Powoli zaczęła pojawiać się frustracja. I pierwsze łzy po kolejnej nieudanej próbie. Pierwszy dzień okresu był dla mnie niesamowicie trudny. Nie mogłam opanować łez. W końcu, po którymś razie, mąż zasugerował mi wizytę u psychologa. Pojawiło się poczucie osamotnienia. Jak to? Jak on może tego nie przeżywać? Jemu pewnie nie zależy... Z kolei mąż myślał, że moja reakcja jest jakaś nadzwyczajna, przesadzona. Dopiero kiedy porozmawialiśmy z ludźmi, którzy mieli podobny problem, okazało się, że nie jestem odosobniona w takim reagowaniu na sytuację. Mąż zrozumiał. Mi ulżyło.

Nikt nam nie powiedział, co robić, gdy dowiemy się o problemach z płodnością. Nikt nas nie nauczył, jak reagować, gdy kolejny test jest negatywny. Gdy pogarszają się wyniki. Gdy pojawia się informacja o kolejnej chorobie. Nie ma poradników, które krok po kroku pokazują, jak poradzić sobie z żalem, gniewem, rozczarowaniem. Z wzajemnym obwinianiem - zwłaszcza tym niezamierzonym.

Badania, leki, obserwacje, specjalna dieta. Oczekiwanie i ufność przeplatana z lękiem. Modlitwy pełne wiary i łzy rozczarowania. I ogromna bezradność. A w tym wszystkim dwoje ludzi, zupełnie różnych od siebie, z marzeniami, pragnieniami, uczuciami. Nie, nie jest łatwo. Ale znacznie trudniej byłoby, gdybyśmy w tym czasie nie dbali o swoją relację, nie walczyli o wzajemną miłość. Gdybyśmy zamknęli się w czterech ścianach własnego smutku, żalu i rozczarowania. Przeżywamy to razem i choć dużo nas to kosztuje, to dużo też zyskujemy - bliskość, wzajemne wsparcie, zaufanie, coraz doskonalszą miłość.

Nie twierdzę, że życie małżeńskie w oczekiwaniu na dziecko jest trudniejsze, niż wtedy, gdy ono się pojawi. Jest po prostu inne. Ale też wymaga ogromnego wysiłku. I warto o tym pamiętać, kiedy następnym razem najdzie nas ochota, by powiedzieć komuś: "Wszystko u ciebie dobrze, bo masz za łatwo". Czasem wszystko jest dobrze właśnie dlatego, że łatwo nie jest.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Svend Brinkmann
24,49 zł
34,99 zł

Chcesz być szczęśliwy? Myśl o śmierci!

Rozwój stał się dziś celem samym w sobie, a my staliśmy się jego niewolnikami. W jaki sposób zatrzymać to szaleństwo pop-psychologii? Na początek zwolnij trenera osobistego, przestań wsłuchiwać się...

Skomentuj artykuł

Jesteśmy małżeństwem i nie mamy dzieci. Wiesz dlaczego?
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.