Jak stracić żonę?

Jak stracić żonę?
(fot. shutterstock.com)
4 lata temu

To nie jest poradnik dla mężczyzn, którzy mają dość swoich żon i chcieliby je po prostu zgrabnie (czytaj: bez nieprzyjemnych konsekwencji w postaci wyrzutów, łez, awantur i dzielenia majątku) "zgubić". To raczej anty-instrukcja dla tych, którzy zabieganie o związek zakończyli w chwili wyciągnięcia z kieszeni pudełka z pierścionkiem.

To nieprawda, że tylko kobiety dają się nabrać na zdanie wieńczące większość baśni. "A potem żyli długo i szczęśliwie" jest dość wygodną formułką i naiwną obietnicą również dla wielu mężczyzn. Zwłaszcza tych, którzy uważają, że w małżeństwie… wystarczy być.

A może jesteście ciekawi, jak stracić męża? Zobaczcie tutaj

Anegdoty o rozdeptanych kapciach, rozciągniętych dresach i tłustych włosach, choć przerysowane, dotyczą obydwu płci. Ale przecież nie te anegdotyczne zachowania są destrukcyjne dla związku. Nie będziemy się też zajmować przewinieniami dużego kalibru: przemocą, zdradą, uzależnieniami. Weźmy pod lupę codzienne małe "grzeszki" - powtarzane systematycznie, potrafią zepsuć najlepszą relację, a są tym gorsze, że takie małe, prawie niezauważalne. Tak łatwo przejść nad nimi do porządku dziennego. Mrukliwość? Brak czułości? Krytycyzm? Egoizm? Wygodnictwo? No bez przesady, jeszcze nikt od tego nie umarł!

O jakości wszystkiego, w tym relacji międzyludzkich, decydują szczegóły. Upraszczając i uogólniając, tak jesteśmy zróżnicowani "biologicznie", że mężczyźni ogarniają całość, a kobiety dostrzegają detale. Mężczyzna ma upolować mamuta (jakkolwiek ten mamut dziś wygląda, i bez względu na to, że większość współczesnych kobiet potrafi bez najmniejszego problemu kupić go sobie w najbliższym sklepie za rogiem), nie może więc skupiać się na tym, by w pogoni za zwierzem nie podeptać stokrotek. Może dlatego mężczyźni przegapiają niuanse - nie z własnej winy, lenistwa czy niechęci. Po prostu nie wiedzą, nie widzą, bo nie są do tego "stworzeni". Ale brak predyspozycji nie jest dziś żadnym wytłumaczeniem. Tym bardziej, że realia się jednak nieco zmieniły od czasów prehistorycznych, a my mamy stałą zdolność uczenia się. Z drugiej strony, wystarczy świadomość rzeczywistości (tej realnej, nie umotanej w iluzoryczny obłok chciejstw i mylnych przekonań), i ci, którzy naprawdę chcą poprawić jakość swojego życia i swoich związków, są w stanie dużo zmienić. Naprawdę dużo, choć to (pozornie) tylko drobiazgi.

Jeśli jednak wolisz, drogi mężczyzno, nadal tkwić w miejscu i żyć w przekonaniu, że trafiła ci się wyjątkowo wybrakowana żona (pewnie po ślubie podmienili ją kosmici), nie wiadomo z jakiego powodu ciągle naburmuszona, gderająca… oto lista zachowań, które cię w tym utwierdzą. Powtarzaj je do woli, a pożegnasz się z dobrym, wartościowym, wspierającym małżeństwem.

Nie słuchaj jej

Szczególnie gdy mówi o ważnych planach albo prosi cię o wykonanie czynności, jej zdaniem, niezbędnych. Jasne, jeśli już wcześniej uznałeś, że zwykle za dużo gada i radzisz sobie z tym udając, że słuchasz, kiwając głową i co jakiś czas wydając dźwięki mające świadczyć o głębokim (no, powiedzmy średnim) zainteresowaniu, nie będzie ci łatwo wyłowić informacji pierwszorzędnych. Może więc lepiej poprosić żonę, by sprawy wagi państwowej (waszego prywatnego państwa) ogłaszała w jakiś wcześniej omówiony sposób. Chyba że wolisz stać się w oczach kobiety, którą przecież kochasz, człowiekiem, na którym nie można polegać i który raz po raz zawodzi i nie dotrzymuje słowa? Nie mówiąc o znoszeniu ciągłych pretensji, że nic nie robisz… znowu nie słuchasz…

Krytykuj jej wygląd

A także jej umiejętności, zachowania i stan umysłu. Używaj niby to żartobliwych przezwisk: pączuś, grubasek, kuleczka, kluska, głuptas, ciapa. Wydaje ci się, że to zabawne? Wyobraź sobie, jak się prężysz (dyskretnie, ale jednak) przed lustrem w siłowni, w której już po dwóch miesiącach zdołałeś zgubić z brzucha jakieś pół centymetra. I nagle słyszysz chichot dwóch atrakcyjnych dziewczyn i słowa: "ależ tu dziś ciepłe kluchy"! Może zaboleć?

Możesz w swoim "troskliwym" krytycyzmie posunąć się jeszcze dalej (nad sam brzeg przepaści), i wykrzykiwać na jej widok: "Coś ty na siebie włożyła? Wyglądasz w tym koszmarnie! Umaluj się! Co ty masz na głowie? Już całkiem zdurniałaś?!". Powiedzmy, że nie robisz tego ze złej woli, chcesz po prostu zwrócić jej uwagę, że mogłaby wyglądać lepiej, na przykład tak pięknie, jak w dniu, w którym się w niej zakochałeś. Tyle że, jeśli jesteś dla niej ważny (a raczej na pewno jesteś) tylko ją tym zranisz. Ona najprawdopodobniej nie usłyszy w tym zachęty do zrobienia się na bóstwo. Usłyszy za to, że jest brzydka, gruba i głupia. W twoich oczach! W oczach mężczyzny, który ma się nią opiekować, wspierać i… tak, zachwycać. Kobiety miewają dość kruche poczucie wartości, które bardzo łatwo podważyć (owa kruchość i niepewność nabywane są bardzo często już we wczesnym dzieciństwie, a potem bardzo szybko zaczyna je wspierać rosnąca presja "idealnego wyglądu" jako nadrzędnej wartości).

Może być gorzej - twoje intencje wcale nie są czyste i nie o niezgrabną formę wypowiedzi tu chodzi. Być może wydaje ci się, że przy niepewnej siebie kobiecie ty wypadniesz o niebo lepiej, ale to złudna korzyść, o bardzo krótkich, koślawych nóżkach.

Nie mów komplementów

Nie dawaj jej prezentów. Ani tym bardziej marnego kwiatka - bez okazji. Przecież teraz, kiedy już jest twoją żoną nie musisz się wysilać. Koleżance w pracy mówisz co drugi dzień, że ładnie wygląda. Nawet urzędniczce, żeby łaskawiej spojrzała na sprawę, z którą przyszedłeś. Ale własnej żonie…? A po co? Może po to, żeby okazać jej, jak jest dla ciebie ważna i że w ogóle ją dostrzegasz? Nie jako sprzątaczkę, zaopatrzeniowca i kelnerkę, ale jako… kobietę! Wiesz, jaki jest efekt twoich komplementów wobec obcych kobiet - wyobraź sobie, że będąc miłym dla własnej żony zyskasz jeszcze więcej!

Pracuj!

Spędzaj w pracy jak najwięcej czasu i podkreślaj, że robisz to wyłącznie dla dobra rodziny. Praca to chyba najlepsza wymówka - przecież dużo łatwiej siedzieć po godzinach nad projektem, "nie móc" zmienić warunków pracy wymagającej ciągłych wyjazdów, niż być na 100% z rodziną, w pełni obecnym, wysłuchiwać relacji z domowych usterek, chorób i wyskoków potomstwa, pobawić się z dziećmi albo zdyscyplinować je i zagonić do lekcji. Nie walcz o urlop, przecież ten letni czas w mieście jakoś przetrwasz. A ona, z dzieciakami, niech już tak nie narzeka - każdy wolałby siedzieć w upał na plaży. To nic, że po paru takich oddzielnie spędzonych wakacjach będziecie mieć ze sobą mało wspólnego… Zamiast w pracę możesz też uciekać w telewizję, komputer, siłownię, wieczne naprawy samochodu. Choć tu trudniej będzie wmówić żonie i dzieciom, że robisz to… dla nich.

Dyskredytuj i minimalizuj jej pracę na rzecz domu

"Zajmowanie się dzieckiem? Też mi wysiłek!". Niektórym mężczyznom wydaje się, że w domu wszystko dzieje się i staje "samo". Coś takiego jak brud nie istnieje, czyste ubrania wyciąga się z szafy (nie zaprzątając sobie głowy skąd się tam wzięły), papier toaletowy bierze z półki, jedzenie z lodówki. Czasami naprawdę to nie ich wina, w takiej błogiej "nieświadomości" zostali wychowani. Ale może już czas się obudzić?

Są też mężczyźni, dla których siedzenie w domu to dokładnie tylko siedzenie. Jeśli należysz do nich, a chcesz naprawdę zobaczyć, co takie "siedzenie w domu" znaczy, przejmij choć na tydzień wszystkie obowiązki żony. WSZYSTKIE! Bez taryfy ulgowej na wycieranie kurzu, odkurzanie, pranie, prasowanie, zmywanie, gotowanie, zakupy, zajmowanie się dzieckiem (tj. ubieranie, karmienie, bawienie się z nim, czytanie mu, wyjście na spacer, pójście do lekarza, usypianie). Praca zawodowa jest wymagająca i stresująca, to fakt niepodważalny. Nie chodzi wcale o to, żeby którąkolwiek z form pracy dyskredytować. Chodzi tylko o jedno - uznanie, że "siedzenie w domu" to nie pobyt w luksusowym SPA. I że można być po nim tak samo zmęczonym, jak po ośmiu godzinach pracy w… pracy.

Miej swoje własne pieniądze, rozrywki, plany

Po pracy siadasz do najnowszej wersji Call of Duty czy Warcrafta albo przy PS3, i niech tylko ktoś coś ci powie! Przecież swoje już dziś zrobiłeś. Nie mogłeś się powstrzymać i kupiłeś najnowszy model tabletu? Jakieś wymyślne akcesoria do samochodu? "No i co takiego się stało, przecież za swoje kupiłeś!". A na nową pralkę/wakacje/rower dla dziecka uzbiera się później, jakoś. No i w przyszły weekend wyjeżdżasz integrować się z kolegami i koleżankami z pracy. Zupełnie nie rozumiesz dąsów "tej kobiety". Po prostu nie przychodzi ci do głowy, że w małżeństwie nie ma czegoś takiego jak "własny czas, własne pieniądze, własne plany". We wspólnocie wszystko jest wspólne, nawet jeśli ta "wspólność" ma się ograniczać do zapytania współmałżonka, czy moje pomysły nie kolidują z planami rodziny, czy nic nie zostanie zaniedbane, jeśli spędzę trzy godziny na samotnym czyszczeniu akwarium/czytaniu encyklopedii.

Zabroń (uniemożliw, utrudnij) żonie studiować/pracować/rozwijać się

Przecież ktoś musi siedzieć w domu! A może stać was tylko na rozwój jednej osoby? Zresztą, te wszystkie kursy, zajęcia, warsztaty, fitnessy czy inne "feministyczne dojrzewalnie" są śmieszne i nikomu niepotrzebne. Poza tym, czy to średniowiecze, żeby zabraniać? Oczywiście, przecież nie będziesz zamykał żony w komórce, wystarczy, że odmówisz zajęcia się w tym czasie dziećmi. Nie będzie miała wyboru. Albo całymi miesiącami będziesz wypominał brak niedzielnego obiadu - "bo zachciało jej się uczyć". Tylko nie dziw się po kilku latach, że jest jakaś taka… mało interesująca. Że trochę cię nudzi i niczym nie intryguje. Raczej trudno być intrygującą i poznawać "nowe światy" wgapiając się tylko w telewizor, garnki, monitor komputera i zeszyty dzieci.

Postaw na pierwszym miejscu swoją matkę

To prawda, że najważniejszą kobietą w życiu mężczyzny jest mama. Pod warunkiem, że ten mężczyzna ma kilka lat. Jeśli mimo dowodu osobistego w garści, planów małżeńskich albo posiadania rodziny, ciągle jeszcze ze wszystkim zwracasz się do mamy - powinna zapalić ci się w głowie czerwona lampka. Jeśli jesteś na każde zawołanie mamy, robisz coś, co ona sama bez problemu mogłaby zrobić, a żona od miesiąca nie może doprosić się o najprostsze rzeczy, to nie tylko sytuacja jest niepokojąca, ale wręcz przyda ci się - i to w trybie natychmiastowym - lektura książki "Toksyczni rodzice". Zastanów się też, co cię tak przyciąga do rodzinnego domu? Lubisz tam godzinami przesiadywać, bo… mama zawsze cię zrozumie, przytuli i nakarmi, a żona ma jakieś durne wymagania? Powrót do czasów prenatalnych to marzenie naprawdę nieziszczalne.

A gdy dodatkowo przyjdzie ci do głowy krzywić się na kuchnię/sprzątanie/gospodarskie nawyki żony i namiętnie porównywać je z mistrzowskimi osiągnięciami własnej mamusi - zapomnij o miłej atmosferze przy kolacji. Może nawet zapomnij o kolacji. I ciesz się, jeśli jeszcze nie czekają na ciebie spakowane walizki. Pewnie, że całkiem nierzadko zdarzają się kobiety, które nie są mistrzyniami szczotki i patelni (a może nawet, o zgrozo, nie bardzo wiedzą, co robi się ze szczotką i patelnią), ale naprawdę wysłanie żony na kurs gotowania do teściowej, szczególnie pod obstrzałem krytycznych uwag, nie jest najlepszym pomysłem.

Nie przytulaj swojej żony albo dotykaj ją wyłącznie w "celach erotycznych"

Przecież to oczywiste, że przytulenie jest zaproszeniem do współżycia! Tobie czułość nie jest potrzebna lub kojarzy się wyłącznie seksualnie? Z kobietami tak nie musi być i przeważnie nie jest. W codziennych sytuacjach ona częściej może potrzebować twojego ramienia niż rady.

W sypialni skup się na sobie, "bo z całą tą grą wstępną to chyba jednak przesada, a poza tym - ile można"?

A najlepiej zostań przy przekonaniu, że seks zaczyna się dopiero po wejściu do łóżka. Aha, naprawdę myślałeś, że tak jest? Od lat próbuje nam się wmówić, że mężczyźni i kobiety są tacy sami, potrzebują i chcą tego samego. Nie są! Im szybciej poznamy te różnice i nauczymy się jak czytać "język płci", tym łatwiej będzie nam dogadywać się z partnerem (i z każdym innym osobnikiem przeciwnej płci). Nie chodzi tylko o sferę seksu, ale te różnice mogą być dla niektórych szczególnie odkrywcze. No więc podstawowa - dla kobiety "gra wstępna" jest naprawdę ważna! A zaczyna się ona wcale nie kwadrans czy nawet godzinę przed samym aktem, ale… rano, pierwszym "dzień dobry" (lub jego brakiem), miłym słowem, przytuleniem (nieerotycznym) i tym, czy pozmywasz po obiedzie i pomożesz jej w dźwiganiu zakupów. Nie do wiary? Sprawdź sam! To mało popularne i bardzo nie na czasie - przecież na filmach najlepszy, najbardziej ekscytujący seks trafia się szybkim i szorstkim facetom (choć słowo "trafia się" może być tu kluczowe). Cóż, w realu naprawdę dobre - i trwałe - układy sypialniane mają mężczyźni uprzejmi, troskliwi i uważni na potrzeby kobiety.

Weź sobie do serca dowcipy o teściowych

I strać w ten sposób najlepszego sprzymierzeńca, jakiego mógłbyś mieć. Być może teściowa budzi w tobie uczucia podobne do tych, które w dzieciństwie wywoływały baśniowe Królowe-wiedźmy, ale czy nie lepiej mieć kogoś takiego po swojej stronie? Bo z takim wrogiem naprawdę nie ma co stawać do walki. Pomijając sytuacje patologiczne i toksyczne, jeśli będziesz dbał o żonę, możesz liczyć na sympatię jej matki. A pomoc rodziców (zwłaszcza gdy stają się dziadkami!) jest na wagę złota.

Można oczywiście z pogardą powiedzieć - "co za pierdoły" - i nic nie zmieniać. Zostać w miejscu, czyli w najlepszym razie byle jakim, w najgorszym - raniącym - małżeństwie (oczywiście, póki nie wyczerpie się cierpliwość drugiej strony tej relacji). Ale można też pokusić się o eksperyment i sprawdzić, czy to działa. U wszystkich moich znajomych, którzy rzetelnie podeszli do sprawy, zadziałało. A ponieważ to "drobiazgi", które mało kosztują, poza odrobiną wysiłku i dobrej woli, podchodząc do doświadczenia niewiele, a wręcz nic się nie traci.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Jak stracić żonę?
Komentarze (50)
KK
Konrad Kms
2 lutego 2020, 20:03
Cz. II Zachęcam do myślenia honorowego czyli jeżeli równouprawnienie to i równouobowiązkowienie. p.s. Nie dajmy się wprowadzić w nowe ideologie które kreują wojnę płci. Miejmy to z tyłu głowy, kochajmy się i honorowo sobie pomagajmy i dzielmy się obowiązkami?
KK
Konrad Kms
2 lutego 2020, 20:02
A spotkaliście się z kobietami które mówią, że najlepiej im się pracuje z facetami bo wszystko jest jasne? Kobiety mają racje, że myślenie facetów jest proste jak budowa cepa. Coś jest białe albo czarne, u kobiet często występuje wątpliwość i zjawisko "ale" (ale w sumie to nie biały bo bardziej ecru). Dlatego jeżeli mówimy o prawach kobiet to mówmy również o obowiązkach. Faceci nie pomagajmy kobietom tylko WSPÓLNIE ogarniajmy dom i dzieci. Kobiety nie pomagajcie facetom tylko razem rąbcie drewno, przerzucajcie węgiel, przekopujcie ogródek etc. ale już bez "ale" ja nie dam rady,ja się nie znam, to męska praca.
KK
~Konrad Kms
2 lutego 2020, 20:00
A spotkaliście się z kobietami które mówią, że najlepiej im się pracuje z facetami bo wszystko jest jasne? Kobiety mają racje, że myślenie facetów jest proste jak budowa cepa. Coś jest białe albo czarne, u kobiet często występuje wątpliwość i zjawisko "ale" (ale w sumie to nie biały bo bardziej ecru). Dlatego jeżeli mówimy o prawach kobiet to mówmy również o obowiązkach. Faceci nie pomagajmy kobietom tylko WSPÓLNIE ogarniajmy dom i dzieci. Kobiety nie pomagajcie facetom tylko razem rąbcie drewno, przerzucajcie węgiel, przekopujcie ogródek etc. ale już bez "ale" ja nie dam rady,ja się nie znam, to męska praca.
MB
~Michał Bono
23 grudnia 2019, 09:36
Wszystkie punkty poza 2 odhaczone, poza dwoma, a dalej nie rozumie że nie chce z nią żyć i że jej nie kocham. Co robić?
LS
~Lubiąca Szczerość
2 maja 2020, 11:41
po prostu z nią porozmawiaj WPROST, że chcesz się rozstać.. to naprawdę takie trudne powiedzieć prawdę? łatwiej ją i w sumie siebie ranić takim działaniem z premedytacją? to takie nieco klasyczne, schowanie problemu pod dywan, brak dialogu i czekanie aż ona "ogarnie", zauważy i rozwiąże..
A
Agnieszka
18 maja 2016, 08:53
Artykuł bardzo przekorny, ale warto spojrzeć na niego z dystansem i wgłębić się również w formę własnego zachowania. Szacunek, miłość, przyjaźń można szybko stracić, ale sam proces budowania relacji wymaga od nas jeszcze więcej niż nam się wydaje... Zachęcam do FB: [url]https://www.facebook.com/Psychology-of-Life-467855256699657/[/url]
K
Kobieta
16 września 2013, 22:23
artykuł nieco monotematyczny (w stylu feministycznego wieca) i nie mający wiele wsólnego z rzeczywistym zawoływaniem o ratowanie małżeństw. Mężczyzna sie nie znieni czy w czasach prehistorycznych czy dziś. Nie zaprzeczalnie jest stworzeniem Bożym jako mężczyzna więc nie ma co z niego robić Kobiety lub urządzenia które będzie spełniało jej oczekiwania czywiście i na wzajem. Trzeba być świadomym swej męskości i kobiecości każde z nas ma swoje oczekiwania - można by napisać podobny artykuł dla kobiet ale byłby zdecydowanie krótszy bo wyrażał by zawołanie o szacunek dla niego w jej oczach nie traktowanie jak kolejne a raczej pierwsze dziecko i nie wykorzystywanie pożycia małżeńskiego do największej w świecie manipulacji mężczyzną. I to żę kobieta nie chce nie oznacza żę on też. to tak po krótce nie wiem czemu psychologowie itd nie chcą sie pochylić nad nauczaniem JPII w tej tematyce i tego co P. Wanda Półtawska przekazuje w tym nie ma pomieszania mężczyzna jest męski a kobieta kobieca i przyjmują się na wzajem w swej męskości i kobiecości ucząc rozmawiać i współpracować. Bo np jeśli Ja kupuje Żonie kwiaty nie robie tego w sposób jaki ona oczekuje robie to - po męsku co okazuje się być dla niej 2x bardziej satysfakcjonujące niż spełnienie jej oczekiwań. Bóg tak nas stworzył że to czego chcemy lub oczekujemy jest nie wiele warte wobec tego co druga strona jest w stanie ofiarować nam. To raz a dwa małżeństwo to najtrudniejsza droga do świętości i wymaga największej ofiary z siebie często nawet za cenę CIERPIENIA o czym dziś się nie mówi. Nie mówie że nie trzeba nad sobą pracować ale praca współmałżonka nad sobą może trwać całe życie nad jednym elementem czy nawet kilkom i co wtedy???? Bez bez Ofiary siebie sie nie obejdzie W pełni się zgadzam!!!!
TK
Teresa Kmiecik
17 maja 2016, 13:30
Pozwolisz, drogi mężczyzno o niku "Kobieta", że odniosę się do zdania "I to żę kobieta nie chce nie oznacza żę on też.": To zdanie prawidłowo powinno brzmieć: "I to że mężczyzna chce nie oznacza, że ona też" a współżycie w takiej sytuacji nazywa się gwałtem ... gdy mówimy o mężu i żonie to nazywa się gwałtem małżeńskim. Żona to nie jest seksualna niewolnica zobowiązana "sakramentem małżeńskim" do zaspokajania męża. Ten sakrament daje prawo do bliskości cielesnej, a nie do takowej zobowiązuje. Relacja, w której mąż uważa żonę za swoją własność do swobodnego "używania" nazywa się "męski egoizm". Jeśli dobrze rozumiem "Miłość i Odpowioedzialność" Karola Wojtyły to takia relacja jest chyba grzesznym korzystaniem z małżeństwa.  Odnosząc, się do zdania "wykorzystywanie pożycia małżeńskiego do największej w świecie manipulacji mężczyzną" - zgadzam się, że to byłby "kobiecy egoizm" równie krzywdzący jak ten męski. Pytanie tylko, czy manipulacja taka jest faktyczna, czy może "męski egoizm" tak sobie tłumaczy brak ochoty na seks u zaniedbywanej żony.
M
Madzia
16 września 2013, 22:22
Mnie się podoba, w przewrotny sposób przedstawione są rzeczy, któych normalnie facet prawdopodobnie by nie dostrzegł, a tak, możliwe, że coś zaświta i pomyśli, kurde chyba faktycznie nie skupiłem wystarczająco dużo uwagi, sytuacja oczywiście dotyczy również kobiet
K
Kobieta
16 września 2013, 22:18
Dlaczego tekst zakłada przewinienia tylko u mężczyzny? Ludzie wpływają na siebie nawzajem i owe przewinienia mężczyzn mogą być zasługą kobiety. Tekst nie tyle o mężach, co o mężczyznach niedojrzałych do małżeństwa.
O
OR.
16 września 2013, 20:48
Po co zachęcacie do wykonywania tylu złych rzeczy swojej żonie? Trzeba walczyć o małżeństwo a nie specjalnie rozwalać wykonując tyle grzechów! I to jeszcze na katolickim portalu ukazują się takie rzeczy.
OC
o co chodzi?
16 września 2013, 19:44
Ale dlaczego to jest napisane jakby kobieta sama pracowała w domu? Tu nie chodzi o to, żeby komplementowac żonę, że sama pięknie wszystko posprzątała itd. tylko żeby podzielić te obowiązki na pół. Piszecie, jakby kobieta pracowała w domu, a mężczyzna w pracy, a przecież dawno już tak nie jest, teraz często role są wyrównane. Dlaczego podzielenie pracy zawodowej i domowej na pół nie jest uważane za dobre przez autora? Ani nawet uwzględnione? Jedynie kursy, fitness itd. są uwzględnione.
G
ggg
16 września 2013, 10:00
przecież ten artykuł już był.. 
K
kropkowata
22 marca 2013, 17:07
Mój partner (były) nie fatygował by się nawet aby przeczytac ten artykuł....On uważa,że miłość jest albo jej nie ma...że albo się coś klei albo nie...pielęgnowanie związku,dbanie o relacje,jakieś herezje...Prezent dostawałam dwa razy w roku...na gwiazdkę i urodziny,było to  kilkaset złotych wcisnięte na siłe w rękę lub kieszeń i słowa "Kup sobie coś" A potem tłumaczenie,że nie wie co mi się podoba...że pewnie nie będe zadowolona,że lepiej jak sama wybiore :( Nawet nie wiecie jak to potrafiło boleć :(
G
Gocha
6 stycznia 2013, 23:10
... bo ja jestem proszę Pana na zakręcie ... 100% mój mąż , nawet 110% - bo do tego wszystkiego jeszcze popija ... i chyba nawet przeczytanie tego tekstu nic by nie dało ...:(  ... trzeba jakoś wyjść z tego zakrętu ...
NIESTRACONA ŻONA
12 czerwca 2012, 08:06
W 95 % MÓJ MĄŻ (oprócz krytyki wyglądu), ALE MNIE NIE STRACIŁ. GŁUPIA JAKAŚ JESTEM CZY RACZEJ MĄDRA i MAM POCZUCIE WŁAŚNEJ WARTOŚCI? OJ, PANIE, PANIE... PRACUJCIE NAD SOBĄ, NIE NAD MĘŻEM. :) MĘŻA NIE ZMIENISZ, SIEBIE T A K !
lucy
lucy
11 czerwca 2012, 23:09
W 100% to nie mój mąż.Jestem szczęściarą,ale nie zawsze tak bywało.Wygląda na to, że może kilka lat wstecz przeczytał podobny artykuł i wziąl go sobie do serca :)
K
kobieta
11 czerwca 2012, 22:11
co zrobić,żeby taki artrykuł czytali "ze zrozumieniem" MĘŻCZYŹNI ?!
I
Iza
27 kwietnia 2012, 13:01
W 95% mój mąż :(
M
magdalena
26 kwietnia 2012, 19:30
 Zaprawdę odkrywczy artykuł.
:
:)
26 kwietnia 2012, 07:28
Nie chodzi tu o fragmeny, ale o samą ideę. Tysiące książek, miliony mądrych porad, wskazówek i sugestii, jednak bez jasno opisanej metody, odpowiedzi, JAK to zrealizować, ostatecznie kończy się na rozczarowaniach i frustracji wyrażanej często komunikatem: wszystko wiem - nic nie działa. Wiem, że nic nie wiem? To dobry początek na przyjaźń z Bogiem, który wie co było, co jest i co będzie, nawet w małżeństwie. To rada dla katolika praktykującego, więc sorry jeśli nie trafiona dla Ciebie :)  Bez odniesienia do Boga, każde małżeństwo może być porażką!
N
Nikt
26 kwietnia 2012, 06:17
Zabolał Cię pierwszy czy drugi fragment? Nie chodzi tu o fragmeny, ale o samą ideę. Tysiące książek, miliony mądrych porad, wskazówek i sugestii, jednak bez jasno opisanej metody, odpowiedzi, JAK to zrealizować, ostatecznie kończy się na rozczarowaniach i frustracji wyrażanej często komunikatem: wszystko wiem - nic nie działa.
;
;)
25 kwietnia 2012, 08:34
Kobiety istnieją po to, aby je kochać, a nie, aby je rozumieć! Idealny mężczyzna... Powinien zawsze mówić więcej, niż myśli i zawsze więcej myśleć, niż mówi. I płaczę będzie wielki i zrzytanie zębów, gdy okaże się, że zgrabnymi cytatami i chwytliwymi hasełkami nie da się zaiste rozwiązać problemów dnia codziennego. Zabolał Cię pierwszy czy drugi fragment?
S
Seba
25 kwietnia 2012, 07:05
 Naprawdę dobry tekst :) warty polecenia
N
Nikt
24 kwietnia 2012, 18:16
Kobiety istnieją po to, aby je kochać, a nie, aby je rozumieć! Idealny mężczyzna... Powinien zawsze mówić więcej, niż myśli i zawsze więcej myśleć, niż mówi. I płaczę będzie wielki i zrzytanie zębów, gdy okaże się, że zgrabnymi cytatami i chwytliwymi hasełkami nie da się zaiste rozwiązać problemów dnia codziennego.
OW
Oskar Wilde
23 kwietnia 2012, 21:20
Kobiety istnieją po to, aby je kochać, a nie, aby je rozumieć! Idealny mężczyzna... Powinien zawsze mówić więcej, niż myśli i zawsze więcej myśleć, niż mówi.
K
Krzycho
23 kwietnia 2012, 21:20
 To jest naprawde trafny tekst. Moge tak mowic, bo popelnilem wszystkie te bledy w pierwszych latach mojego malzenstwa. Na szczescie, moja zona wytrwala "pomimo" i po 20 latach bycia razem widze, jak wazna jest zwykla wrazliwosc, sluchanie, docenienie, przytulenie. Przeczytalem tez kilka komentarzy: i polecam wiecej pokory zarowno dla tych, ktorzy pisza tylko o milosci jak i tych, ktorzy widza w tym tekscie feministyczne zaciecie. 
T
Tomasz
23 kwietnia 2012, 20:51
Po moim kilkuletnim stażu małżeńskim mogę powiedzieć, że artykuł jest bardzo trafny. Nie powiem, że wszystkie sytuacje tu opisane mnie/nas dotyczą ale część owszem. Nie do końca byłem świadomy jak na prawdę widzi te sytuacje żona. Ale tekst idealnie pasuje do tych sytuacji, które z żoną miewamy, więc nie pozostaje mi nic innego jak zabrać się do pracy by te sytuacje uleczyć. Bo liczy się dla mnie zadowolenie i satysfakcja nie tylko moje ale i żony. A faktycznie wiele jej uwag/skarg uważałem za "taktykę", stosowaną by osiągnąć określony cel. A tu się okazuje, że ją rzeczywiście raniłem. No nic, obiecuje poprawę i dziękuje za artykuł.
S
sosnal
23 kwietnia 2012, 19:46
 Zgazdam sie z przedmówcami. Artykuł mocno spłyca zagadnienie, opisuje "układ" małżeński.
Bolesław Zawal
Bolesław Zawal
23 kwietnia 2012, 19:28
Pewnie, że całkiem nierzadko zdarzają się kobiety, które nie są mistrzyniami szczotki i patelni (a może nawet, o zgrozo, nie bardzo wiedzą, co robi się ze szczotką i patelnią) I o zgrozo nawet potrafi przypalić wodę na herbatę.
K
Koker
23 kwietnia 2012, 18:45
W powyższym artykule (jak i tym, o podobnym tytule ale skierowanym do kobiet i publikowanym także na deonie) tematem jest właściwie spełnianie oczekiwań mężów wobec żon i odwrotnie. Nie sądze aby to była miłość, a raczej jakiś układ wzajemnego sprawiania sobie przyjemności. Miłość, w moim pojęciu, to bezinteresowne pragnienie dobra dla drugiej osoby - z naciskiem na bezinteresowne. Nie chodzi więc o to, że kocham bo on/ona spełnia moje oczekiwania. Czyż jeżeli stawiam warunki, a więc oczekuje/spodziewam się ich spełnienia, to kocham czy chcę dobra dla siebie. Przecież jeżeli kocham to "z całym dobrodziejstwem inwentarza", a że to trudne i  często bolesne... ba, nie znam ludzi, którzy będąc w małżeństwie twierdzą, że to łatwe. Mimo wszystko to wspaniała przygoda, która powinna i może stać się treścią życia. Warto dla niej się poświęcić i nie za bardzo zagłębiać się w poradniki - nawet jeżeli są publikowane na witrynach katolickich. "Jeżeli Bóg bedzie na pierwszym miejscu, wszystko inne będzie na swoim miejscu"
A
aa
23 kwietnia 2012, 18:39
Kochać męża to nie jest taka prosta sprawa, myślę, że mój mąż powie to samo o mnie. Moim zdaniem teoretyzowanie na ten temat, zwłaszcza przez osoby niezamężne jest nadużyciem. Jeśli uda wam się uzyskać świadectwa o życiu małżeńskim w kontekście tutaj potrzebnym, to wygracie. Jeśli nie, to po co ta gadka? Nie macie pomysłów? Skupcie się zatem na interpretacji.
W
wu
23 kwietnia 2012, 17:48
Autorka życie małżeńskie zna raczej z telenoweli - i stąd jej rady dotyczą tego typu małżeństw. Życie jest niestety bardziej skomplikowane.
A
Anonim
23 kwietnia 2012, 16:12
Ty wierzysz w to, co piszesz? O tym kochaniu, co to niby ma być takie proste? Nie muszę wierzyć. Kocham! Św. Augustyn pisał: „Kochaj i rób co chcesz”, ale dotyczyło to strofowania, a nie każdego aspektu życia. Przerażające wydaje mi się powszechne u nas przekonanie, że miłość zastępuje wiedzę, doświadczenie, zrozumienie, zdolność komunikacji, wszelkie umiejętności…
P
Pawel
23 kwietnia 2012, 15:32
No cóż starzu małżeńskiego nie mam długiego - ale jako mąż zauważyłem zbieżność tego o czym pisze autorka z własnymi doświadczeniami - w sensie tych pozytywów :)
B
Bartek
23 kwietnia 2012, 14:53
artykuł nieco monotematyczny (w stylu feministycznego wieca) i nie mający wiele wsólnego z rzeczywistym zawoływaniem o ratowanie małżeństw. Mężczyzna sie nie znieni czy w czasach prehistorycznych czy dziś. (...) - można by napisać podobny artykuł dla kobiet ale byłby zdecydowanie krótszy bo wyrażał by zawołanie o szacunek dla niego w jej oczach nie traktowanie jak kolejne a raczej pierwsze dziecko i nie wykorzystywanie pożycia małżeńskiego do największej w świecie manipulacji mężczyzną. A może by się przydała zdolność uważnego czytania? Podobny artykuł już powstał i jest nawet do niego link przy tym. A swoją drogą, tekst pisany \"dla kobiet\" jakim wiecem byś nazwał? Czytałem drugi artykuł natrafiłem na niego po przeczytaniu tego i nazwałbym to wyrazem męskiego egoizmu. Co do relacji głeboko idących z rodziną pisze wyraźnie iż to mężczyzna opuści swój dom i połaczy się z Żoną - jest to wyraz tego iż córka ma możliwość łatwiej zająć się na starość swoimi rodzicami niż teściami. Z relacji rodzicielskich wolałbym w przyszłości jeśli będzie taka konieczność liczyć na pomoc córki niż synowej choć wiem żę takie relacje więcej kosztują nas samych pozwalają doskonalić nasze człowieczeństwo. Artykuł do kobiet nazwał bym wyrazem tego co najbardziej egoistyczne w życiu mężczyzny. Kobieta stając się Żoną staje sie równą mężowi nie jego własnością. Niestety mężczyźni zapomnieli iż kobieta to nie ozboba,służąca,opiekunka dzieci i jak zechce kochanka w domu. To od nas ojców i mężów zależy przyszłość dzieci. Na nas spoczywa prawdziwa odpowiedzialność za jakość i kierunek wychowania. Kobieta w naszej stałości winna znaleść oparcie i stabilizacje podjętych przez nią dzieł wychowawczych. Wspólne wyjścia też zależą od nas jeśli narzeczoną byliśmy w stanie długo zdobywać kilkukrotnie zapraszać na wspólne wyjścia to dlaczego po ślubie już nie musimy się o to starać. Dzieci zawsze będą oczkiem w głowie Matki to my ojcowie mamy im pomóc w powolnym \"odcinaniu pępowiny\". Możemy nadawać Imiona ale jest to jednocześnie zobowiązanie do odpowiedzialnego \"gospodażowania\" światu. Zabrzmi to może wyniośle lecz to jest dla nas zadanie i wezwanie wręcz zobowiązanie od samego początku Bóg przedstawił świat najpierw mężczyźnie ponieważ nie chciał wywyższyć go nad kobietą  ale przedstawić życiowe zadanie każdego męszczyzny by stać na straży tego co stworzył. Miłość jest pięknem, rodzicielstwo, rodzina, małżeństwo, Kobieta  niestety Panowie Mężowie nam dziś brakuje prawdziwego honoru i poczucia obowiązku by stawać na straży naszej małżeńskiej Miłości. Więc i obowiązkowości. Nie zostaje nic innego jak ugiąć karku i pochylić się nad naszą codziennością i z pokorą co dzień zatracać swoje ego dla dobra tej wybranej ukochanej.
MD
małżeństwo dar BOSKI nie ludz
23 kwietnia 2012, 14:18
I tak każdy artykuł "Jak stracić męża?", czy "Jak stracić żonę?" jest beznadziejnym (bez nadziei) banałem, kiedy między małżonkami nie ma odniesienia do Boga, do Jezusa, do relacji Chrystus-Kościół. Sens małżeństwa tkwi w czymś innym - choć oczywiście wszystko jest ważne - ludzki wymiar też, ale bez odniesienia do Dawcy Miłości - pęka z wielkim hukiem i nie sprawdza się w żadnym z tych wyszczególnionych elementów.
23 kwietnia 2012, 13:35
artykuł nieco monotematyczny (w stylu feministycznego wieca) i nie mający wiele wsólnego z rzeczywistym zawoływaniem o ratowanie małżeństw. Mężczyzna sie nie znieni czy w czasach prehistorycznych czy dziś. (...) - można by napisać podobny artykuł dla kobiet ale byłby zdecydowanie krótszy bo wyrażał by zawołanie o szacunek dla niego w jej oczach nie traktowanie jak kolejne a raczej pierwsze dziecko i nie wykorzystywanie pożycia małżeńskiego do największej w świecie manipulacji mężczyzną. A może by się przydała zdolność uważnego czytania? Podobny artykuł już powstał i jest nawet do niego link przy tym. A swoją drogą, tekst pisany "dla kobiet" jakim wiecem byś nazwał? Artykuł powstał "na zamówienie" wpisane w komentarzach po artykule "dla kobiet". Wydawalo mi się, że ten artykuł jest powierzchowny... ale sądząc z komentarza tylko miałem takie wrażenie...
P
pi
23 kwietnia 2012, 13:22
artykuł nieco monotematyczny (w stylu feministycznego wieca) i nie mający wiele wsólnego z rzeczywistym zawoływaniem o ratowanie małżeństw. Mężczyzna sie nie znieni czy w czasach prehistorycznych czy dziś. (...) - można by napisać podobny artykuł dla kobiet ale byłby zdecydowanie krótszy bo wyrażał by zawołanie o szacunek dla niego w jej oczach nie traktowanie jak kolejne a raczej pierwsze dziecko i nie wykorzystywanie pożycia małżeńskiego do największej w świecie manipulacji mężczyzną. A może by się przydała zdolność uważnego czytania? Podobny artykuł już powstał i jest nawet do niego link przy tym. A swoją drogą, tekst pisany "dla kobiet" jakim wiecem byś nazwał?
P
przyjaźń
23 kwietnia 2012, 13:18
jak nie stracić przyjaciela...? "Prawdziwa przyjaźń przychodzi wówczas, gdy cisza między dwojgiem ludzi nie jest męcząca"
PP
po prostu KOCHAĆ
23 kwietnia 2012, 13:17
Ty wierzysz w to, co piszesz? O tym kochaniu, co to niby ma być takie proste? Nie muszę wierzyć. Kocham!
K
Kasia
23 kwietnia 2012, 13:11
jak nie stracić przyjaciela...?
M
MK
23 kwietnia 2012, 13:01
"O jakości wszystkiego, w tym relacji międzyludzkich, decydują szczegóły. Upraszczając i uogólniając, tak jesteśmy zróżnicowani "biologicznie", że mężczyźni ogarniają całość, a kobiety dostrzegają detale. Mężczyzna ma upolować mamuta (jakkolwiek ten mamut dziś wygląda, i bez względu na to, że większość współczesnych kobiet potrafi bez najmniejszego problemu kupić go sobie w najbliższym sklepie za rogiem), nie może więc skupiać się na tym, by w pogoni za zwierzem nie podeptać stokrotek." <a href="http://www.shapes.pl/archives/4513">www.shapes.pl/archives/4513</a>
A
Anonim
23 kwietnia 2012, 12:10
Ty wierzysz w to, co piszesz? O tym kochaniu, co to niby ma być takie proste?
:
:(
23 kwietnia 2012, 12:04
Ale, ale... może by tak kontynuować cykl? Kilka propozycji: - Jak byś wredną teściową? - Jak zawieść własne dziecko? - Jak zostać jedynakiem w wielodzietnej rodzinie? - Jak być dziadkiem, którego boją się wnuki? Byle nie "Jak się zabić?" ! Czego to ludzie nie wymyślą, a KOCHAĆ jest tak prosto...
B
Bartek
23 kwietnia 2012, 11:46
artykuł nieco monotematyczny (w stylu feministycznego wieca) i nie mający wiele wsólnego z rzeczywistym zawoływaniem o ratowanie małżeństw. Mężczyzna sie nie znieni czy w czasach prehistorycznych czy dziś. Nie zaprzeczalnie jest stworzeniem Bożym jako mężczyzna więc nie ma co z niego robić Kobiety lub urządzenia które będzie spełniało jej oczekiwania czywiście i na wzajem. Trzeba być świadomym swej męskości i kobiecości każde z nas ma swoje oczekiwania - można by napisać podobny artykuł dla kobiet ale byłby zdecydowanie krótszy bo wyrażał by zawołanie o szacunek dla niego w jej oczach nie traktowanie jak kolejne a raczej pierwsze dziecko i nie wykorzystywanie pożycia małżeńskiego do największej w świecie manipulacji mężczyzną. I to żę kobieta nie chce nie oznacza żę on też. to tak po krótce nie wiem czemu psychologowie itd nie chcą sie pochylić nad nauczaniem JPII w tej tematyce i tego co P. Wanda Półtawska przekazuje w tym nie ma pomieszania mężczyzna jest męski a kobieta kobieca i przyjmują się na wzajem w swej męskości i kobiecości ucząc rozmawiać i współpracować. Bo np jeśli Ja kupuje Żonie kwiaty nie robie tego w sposób jaki ona oczekuje robie to - po męsku co okazuje się być dla niej 2x bardziej satysfakcjonujące niż spełnienie jej oczekiwań. Bóg tak nas stworzył że to czego chcemy lub oczekujemy jest nie wiele warte wobec tego co druga strona jest w stanie ofiarować nam. To raz a dwa małżeństwo to najtrudniejsza droga do świętości i wymaga największej ofiary z siebie często nawet za cenę CIERPIENIA o czym dziś się nie mówi. Nie mówie że nie trzeba nad sobą pracować ale praca współmałżonka nad sobą może trwać całe życie nad jednym elementem czy nawet kilkom i co wtedy???? Bez bez Ofiary siebie sie nie obejdzie
N
Nikt
23 kwietnia 2012, 11:40
Ale, ale... może by tak kontynuować cykl? Kilka propozycji: - Jak byś wredną teściową? - Jak zawieść własne dziecko? - Jak zostać jedynakiem w wielodzietnej rodzinie? - Jak być dziadkiem, którego boją się wnuki?
N
Nikt
23 kwietnia 2012, 11:22
Obawiam się ~KZTDJ, że te wskazówki podczas kazań ograniczają się do polecenia "nieś swój krzyż".
K
KZTDJ
23 kwietnia 2012, 11:05
Ponieważ jak kiedyś na tym portalu można przeczytać, że kobiety przejmują role męskie, to może warto byłoby wskazać im czego nie robić mężczyźnie, które powyższe zasady stosuje, gdy kocha poprostu właściwie, bezinteresownie, mniej czy bardziej zbliżając się do doskonałości. I jeszcze jedno, niby starych drzew się nie przesadza, no ale każdy ma dążyć do świętości w każdym wieku, może dobrze byłoby czasem w kościele na kazaniu, czy prasie katolickiej zobaczyć wskazówki dla rodziców, teściów jak mają po prostu żyć, postępować np. wobec swoich dzieci.
M
Martinus
23 kwietnia 2012, 10:47
"Szczęściem jest poślubić swego najlepszego przyjaciela." SZCZĘŚCIEM JEST POŚLUBIĆ SWĄ NAJLEPSZĄ PRZYJACIÓŁKĘ. Czego sobie i czytającym życzę. :-)

Skomentuj artykuł

Jak stracić żonę?
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.