Jesteś inny niż kiedyś

Jesteś inny niż kiedyś
(fot. Ed Yourdon / flickr.com)
4 lata temu
Grün Anselm OSB / slo

Większość kryzysów w małżeństwie zaczyna się wtedy, gdy jeden z partnerów odkrywa, że w ich związku dzieje się coś niedobrego, gdy dochodzi do wniosku, że oboje brali udział w grze, na którą się milcząco zgadzali, a podział ról, który ta gra zakładała, nie jest już aktualny.

Prowadzenie dalej tej gry, byłoby dla obojga zabójcze. Pozbawiłoby ich wszelkich życiowych sił. Coraz bardziej zasklepialiby się w sobie i wpędzali w ślepy zaułek. Czasem kryzys wywołany jest zrozumieniem męża, że w swoim zakochaniu nie dostrzegał rzeczywistych cech partnerki. Często pojawia się wtedy zarzut: "Jesteś inna niż wtedy, gdy brałem z tobą ślub".

Innym powodem kryzysu może być fakt, że oboje nie czują już tej miłości, co na początku. Nie wiedzą, skąd się to bierze. Nie mieli przecież żadnych dużych problemów, ale mają wrażenie, jakby miłość przeciekła im przez palce. Codzienność ich niszczy. Wiele rzeczy stało się jałową rutyną. Seks utracił swoją magię. Każdy zna ciało drugiego na pamięć. Brakuje niespodzianek i odkryć. Ponieważ nie ma miłości, seks spowszedniał i się znudził. Codzienne konflikty ranią obie strony. Ponieważ konflikty często są nieomówione i nierozwiązane, w każdym z małżonków pozostaje zawsze jakiś ślad gniewu i urazy. A kiedyś stanie się on tak duży, że nie pozwoli już na miłość do tego drugiego człowieka. Oboje będą reagować tylko agresją. Oboje czują się zranieni i czują, że partner ich nie kocha. Odkrywają przerażeni, że mogą żyć bez tej drugiej osoby, że już za nią nie tęsknią.

Sytuacja kryzysowa zaczyna się także wtedy, gdy jedno z małżonków zakocha się w kimś innym. Mężczyzna zakochuje się w sekretarce, która go podziwia i która mu matkuje. Wydaje mu się, że wreszcie znalazł kobietę, która go podziwia, a której szukał nieświadomie już na swoim weselu. Nie chce się zmieniać i dlatego szuka kobiety, dla której będzie niedoścignionym wzorem. Może wtedy pozostać taki, jaki jest. Mężczyzna może też się zakochać w kobiecie, która jest dokładnym przeciwieństwem jego żony. Jest dużo bardziej kobieca, jest samym uczuciem. Jest twórcza. Tryska energią. On jest tym zafascynowany. Jest o dwadzieścia lat młodsza od jego żony. Mężczyzna ma nadzieję, że odmłodnieje przy niej. Nie chce się pogodzić ze swoim wiekiem i ucieka do związku, który ma mu dowieść, że zachował wieczną młodość.

Kobieta zakochuje się w mężczyźnie, który jest czulszy od jej męża. Nowy partner potrafi okazywać uczucia i nie chowa się za pancerzem oschłości. Nie poświęca się całkowicie pracy, lecz ma czas dla partnerki. Nie kwituje każdego jej problemu standardową odpowiedzią, lecz wysłuchuje jej. Traktuje poważnie to, co ona mówi i rozumie ją. Człowiek zawsze szuka tego, czego brakuje mu w mężu lub żonie. To naturalne, że mężczyznę pociąga nie tylko jego żona i że kobieta zakochuje się w innym mężczyźnie. Żaden człowiek nie jest w stanie sam zaspokoić wszystkich tęsknot drugiego człowieka. Właśnie wtedy, gdy małżonkowie przyzwyczajają się do siebie, widzą także, jakie mechanizmy rządzą ich związkiem. Także wtedy pojawia się pytanie, co zrobić ze swoim nowym zakochaniem. Nie musi się ono stać powodem rozwodu. To, co fascynuje w jakiejś kobiecie lub w jakimś mężczyźnie, można zintegrować we własnym życiu.

Istnieją kryzysy małżeńskie, które pojawiają się już w początkowych latach wspólnego życia. Gdy mija pierwsza fascynacja, wielu ludzi widzi, co ich rzeczywiście w głębi serca łączy. Również wtedy zauważają, ilu cech drugiego człowieka nie dostrzegli. Stłumili pierwsze pochodzące jeszcze z okresu zaręczyn wątpliwości dotyczące drugiej osoby. Dziewczyna widziała wprawdzie, że jej chłopak często pije, ale miała nadzieję, że on się z tego wyzwoli, jak tylko wezmą ślub. Rozpoznawała u niego neurotyczne symptomy, ale była tak pewna siły swojej miłości, że myślała, iż chłopak się zmieni pod jej wpływem. A teraz wie, że to była iluzja. Chłopak się nie zmienił. Czy ta para będzie miała dość odwagi, by zmierzyć się ze swoimi problemami i czy wyniknie z tego miłość, pozwalająca kochać drugiego takim, jaki on w rzeczywistości jest?

Wiele kryzysów powstaje na półmetku życia, gdy partner nagle skonfrontowany jest z problemami, które dotąd tłumił. To naturalne, że każdy człowiek rozwija w pierwszej połowie życia tylko jeden biegun swojej osobowości. Drugi jest usuwany w cień. Na półmetku życia ten zepchnięty biegun wypływa na powierzchnię. I tak kobieta nie chce już być tylko kobieca, lecz chce ujawnić swoje męskie cechy. Chce przejmować odpowiedzialność. Nie unika konfliktów. Odkrywa, że może walczyć. A mężczyzna dopuszcza nagle swoje uczucia. Już nie funkcjonuje tak jak dawniej, ponieważ teraz ma inne potrzeby. Każdy człowiek się zmienia, choć nie zawsze zdaje sobie z tego sprawę. Czyni drugiemu wyrzuty, że się zmienił, że kryzys w małżeństwie jest jego winą.

Kryzys półmetka często występuje u współmałżonków w innym czasie. Kobieta przeżywa go wcześniej. Mężczyzna próbuje oszukać swoją niepewność, koncentrując się nadmiernie na pracy. Na tym się zna. Wizja rozmowy o uczuciach napawa go lękiem. Ocenia kryzys kobiety jako histerię. Ona za bardzo zajmuje się sobą. Wmówiła sobie problemy. On nie ma żadnych problemów. Trzeba tylko chcieć, a reszta już przyjdzie. Kobieta daje się zranić mężowi, ponieważ mąż wie, jakie są jej słabe strony; odsłoniła mu je przecież. Teraz on wykorzystuje to przeciw niej, a ją to rani. Ma ponadto wrażenie, że jej mąż wznosi między nimi mur. Żona chce udowodnić, że mąż wypiera swoje problemy. Chciałaby przebić mur, który on wznosi wokół siebie. Ale im bardziej ona napiera, tym silniejszy opór stawia jej mąż. A ona boleśnie uderza głową o mur.

Dla niektórych małżeństw kryzys rozpoczyna się dopiero między pięćdziesiątym i sześćdziesiątym rokiem życia. Nagle kobieta rozumie, że mężczyzna ją niszczy, czuje się przy nim ciągle niedowartościowana, jej ciało buntuje się przeciw takiemu małżeństwu. Mąż coraz częściej ją rani. Kobieta odkrywa, że mąż ma kochankę i nie może już dłużej znieść tego, że jest dla niego tylko sprzątaczką. Uważa, że jest wykorzystywana. Próbuje rozmawiać z mężem, ale bez skutku. On się broni i nie chce. Przypisuje całą winę jej. On jest przecież zadowolony. Problemy, jego zdaniem, są tylko jej problemami. Inna kobieta, która była przekonana, że żyła w dobrym małżeństwie, stwierdza pewnego dnia zaskoczona, że mąż ją opuszcza. Już jej nie kocha. Spotkał kobietę, która bardziej mu odpowiada. Żona nie chce rozpadu małżeństwa, ale mąż stawia ją przed faktami dokonanymi.

Jeszcze inna kobieta dopiero po śmierci swojej matki zrozumiała, dlaczego nie wzięła do tej pory rozwodu. Chciała udowodnić matce, że podjęła dobrą decyzję i ma udane życie. Teraz odkrywa, że jej mąż nigdy nie był partnerem, lecz dzieckiem, które czerpało swoje siły z jej sił. Ten mężczyzna nigdy by jej nie opuścił, ale jego przywiązanie nie jest dojrzałe. A ona tego nie może już znieść. Gdy myśli o tym, że zostanie z nim dłużej, ogarnia ją lęk, że doprowadzi ją to do śmierci.

Wiecej w książce: Porażka. Nowa szansa - Grün Anselm OSB


Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Jesteś inny niż kiedyś
Komentarze (29)
M
magia?
23 września 2014, 12:32
Nie żeby coś, ale od kiedy „seks jest magią”? Magia nie pochodzi od Boga. Seks jest cudem, nie magią. Ludzie, nie nadużywajcie słowa „magia”, to ma duże znaczenie.
A
Aleksandra
23 września 2014, 10:52
Zakochujemy się kilka razy w swoim życiu. Ale to nie powód, by opuszczać małżonka.  Dobrze jest wiedzieć: "co to w ogóle zakochanie jest?".             W głębi serca, na samym jego dnie jesteśmy bardzo spragnieni miłości - tej wiecznej!
F
franciszka
23 września 2014, 06:59
W tym artykule jest tyle różnych i ważnych wątków, że wszystkiego nie rozumiem. Razem w małżeństwie przeżyliśmy 43lata, wychowaliśmy i wykształciliśmy trójkę naszych dzieci. W każdym dniu odkrywamy jego piękno, które Bóg nam daje. Obydwoje jesteśmy inżynierami. Nic szczególnego nie robimy, tylko pracujemy, razem się codziennie modlimy, czytamy pismo święte i staramy się być użyteczni dla innych. Pozdrawiam wszyskich serdecznie.  franciszka
A
A.
24 września 2014, 14:33
Pani Franciszko! Dziękuję za Pani komentarz. Czytając ten artykuł, z każdą chwilą myślałam, że małżeństwo w takim razie jest bez sensu. Gdzie tu działanie Boże ? Po co się wiązać, skoro i tak to nie przetrwa, będzie tylko zwątpienie, zranione serce, etc. Ale Pani komentarz pokazał, że prawdziwa miłość istnieje. Bo prawdziwa miłość pochodzi od Boga i przetrwa wszystko. Wtedy człowiek jest wpatrzony tylko w tą jedną osobę i nie przywiązuje większej uwagi do innych kobiet/mężczyzn. Z Bogiem przejdzie się przez wszystkie przeciwności, On nam Błogosławi, a co Bóg złączył, nic nie jest w stanie tego rozdzielić. Jeśli bywa ciężko, to znaczy, że to jest Boże... Pozdrawiam
WB
wszystkie baby to .uje
6 października 2014, 22:48
jak czytam co tu piszecie to mi sie slabo robi odrazy. najpierw sie hajtnijcie potem zobaczycie jak to jest
WB
wszyste baby
6 października 2014, 22:49
wiele z tego co tu pisza sprawdza sie. A Boga w to nie mieszajcie bo i tak wam nie pomoze
PP
po przejściach
22 września 2014, 18:01
Czy kryzys może być szansą? Z pozoru sprzeczne. Kiedy dochodzi do małżeńskiego kryzysu oddalamy się od siebie i bynajmniej nie myślimy o potencjalnych „zaletach” kryzysu. O tym, że kryzys może stać się swego rodzaju trampoliną do pójścia dalej i pogłębienia naszej relacji. [url]http://malzenstwojestdobre.pl/czy-kryzys-moze-byc-szansa-z-pozoru-sprzeczne/[/url]
O
ONEK
10 kwietnia 2014, 18:00
Spojrzenie teologa, pisarza, mnicha benedyktyńskiego. Co on może wiedzieć o małżeństwie... Z początku myślałem że jest to kobiecy artykół, pomyliłem się... Autor okazał się kimś gorszym, bo nie ma pojęcia o czym pisze, tak samo jak księża którzy uczą o rodzinie, wychowaniu itd, choć z praktycznego punktu widzenia nie mają o tym pojęcia
*
*irek*
10 kwietnia 2014, 22:42
 a ile małżeństw znasz na tyle, żeby dzielili się z Tobą swoimi najskrytszymi problemami? jestem pewien, że "mnich benedyktynski" jest bardziej wtajemniczony niż niejeden z nas. wpatrzony w swoje podwórko i swój czubek nosa, na którym nie ma żadnego "pryszcza"....
CU
civilian utmensi
22 września 2014, 17:50
Czy lekarz aby skutecznie leczyć pacjęta musi wpierw sam przechorować każą zarazę?
M
Maria
10 kwietnia 2014, 15:37
A może warto by wśród małżonków przeprowadzić ankietę z zapytaniem: - kto w mlodości modlił się o dobrą żonę/dobrego męża ? - kto podjął wspólną modlitwę w czasie narzeczeństwa ? - kto rozwiązanie kryryzu rozpoczyna od modlitwy ?  ........ Maria
19 stycznia 2016, 09:49
Mój mąż się modlił o dobrą żonę więc taką ma. Ja nie modliłam się o dobrego męża więc mam takiego jakiego mam.
T
tak
10 kwietnia 2014, 03:49
reklama?... po co ja to czytalem?
R
rita
10 stycznia 2013, 12:27
MAm wrażenie że artykuł jest niezwykle pesymistyczny. Być może trochę wyjęty z jakiegoś większego tekstu. Brakuje jakiejś nadziei , światła w tym artykule co robić , czy czas działa tylko na niekorzyść małżeństwa? Wiadomo że są kryzysy, wszyscy się zmieniają, ale jeśli miłość się przyrzeka przez ołtarzem to coś musi ta przysięga za sobą nieść. Wybór zatem. Dobrze nazwane zostały zagrożenia. Opis szczegółowy czego szuka się poza małżeństwem, co chce się zapełnić, ale brak jakiegoś odniesienia i co z tego? Jak pokonać kryzys? To tak tylko kilka myśli... ... Nie zgadzam się, znam wiele małżeństw, które przeżywaja podobne dramaty. I nie jest to pesymizm a niestety realizm. a jeśli szukać rozwiązań  - jak pokonać kryzys, można poczytać sobie i znaleźć porady w "Zobacz więcej" po lewej stronie artykułu... Tam są linki do artykułów z poradami.
E
e
10 stycznia 2013, 11:49
"Nikomu nikogo" - ufaj.Doświadczysz osobiście Boga na Swojej Drodze.Sam Bóg wystarcza. (przekonasz się wtedy o tym, tak jak i ja się przekonałam, i nadal się przekonuję w swoim życiu) .
P
powodzenia
9 stycznia 2013, 10:37
Gdyby chodziło tylko o małżonków, to oczywiście - to mój krzyż. Ale może ktoś mądrzejszy wypowie się na ten temat dzieci w takiej sytuacji. Jestem przecież za nie odpowiedzialna, za synów, którzy widzą jak tata traktuje mamę, jak się do niej zwraca itp. Co dzień patrzą jak tata traktuje mamę. Dzieci z resztą też.. ... Warsztaty z asertywności dla Ciebie - NATYCHMIAST !
Ż
żona
9 stycznia 2013, 10:35
Gdyby chodziło tylko o małżonków, to oczywiście - to mój krzyż. Ale może ktoś mądrzejszy wypowie się na ten temat dzieci w takiej sytuacji. Jestem przecież za nie odpowiedzialna, za synów, którzy widzą jak tata traktuje mamę, jak się do niej zwraca itp. Co dzień patrzą jak tata traktuje mamę. Dzieci z resztą też..
M
MonikaW
9 stycznia 2013, 00:04
Bez przesady...nie kazde malzenstwo to porazka. Pesymizm przesadzony...
J
jana
8 stycznia 2013, 22:01
MAm wrażenie że artykuł jest niezwykle pesymistyczny. Być może trochę wyjęty z jakiegoś większego tekstu. Brakuje jakiejś nadziei , światła w tym artykule co robić , czy czas działa tylko na niekorzyść małżeństwa? Wiadomo że są kryzysy, wszyscy się zmieniają, ale jeśli miłość się przyrzeka przez ołtarzem to coś musi ta przysięga za sobą nieść. Wybór zatem. Dobrze nazwane zostały zagrożenia. Opis szczegółowy czego szuka się poza małżeństwem, co chce się zapełnić, ale brak jakiegoś odniesienia i co z tego? Jak pokonać kryzys? To tak tylko kilka myśli...
B
bubu
8 stycznia 2013, 21:22
Alicjo, dziękuję za piękne słowa w komentarzu!!!
I
irenka
8 stycznia 2013, 20:33
Jesli przed ślubem :grał" role innego człowieka tzn ,zeslubowanie nie ważne! W obliczu Boskim i ludzkim!!!!
B
bolek
8 stycznia 2013, 20:22
to jest chyba najglupsza rzecz jaka mozna zrobic - "w imie Boga" przebywac z kims kto nas niszczy. Nie rok, 2 czy 5, ale trwa to dlugie lata.  ...a może głupszą rzeczą jest wiązać się "z kimś kto nas niszczy"...no chyba,że to jakiś przypadek sprawił;) ale po co mieszać w to "imię Boga" skoro wyziera z tego ludzki infantylizm i niedejrzałość?
S
samarytanka
8 stycznia 2013, 20:20
literówka w adresie strony: www.kryzys.org
S
samarytanka
8 stycznia 2013, 20:20
do nikomu nikogo Mamy święty obowiązek bronić się przed osobą, która nas realnie niszczy. Jeśli pisząc to miałeś/miałaś na myśli przemoc domową to są odpowiednie instancje, które z takimi problemami pomagają się uporać. Wiadomo, że to się nie dzieje w jednej chwili, ale trzeba coś z tym robić i szukać sposobów na znalezienie pomocy a nie pozwalać siebie niszczyć. Oczywiście nie piszę, że taką pomocą jest rozwód, bo z tym się nie zgadzam, ale będąc wiernym przysiędze można iść po pomoc, by jednak to niszczenie ograniczyć a z czasem całkiem wyeliminować. www.krzys.org www.sychar.org
A
alicja
8 stycznia 2013, 20:11
Sakrament małżeństwa zwiera się właśnie z myślą nie na rok nie na dwa lecz na długie lata, bo nie wiemy tak naprawdę kiedy umrzemy. Co więcej, nie ślubujemy sobie w obliczu Boga, że będę z Tobą na dobre, jeżeli nigdy się nie zmienisz, jeżeli nasze wspólne problemy nas nie przerosną. Mówimy na dobre i na złe. Ślubuję Ci, że będę z Tobą nawet jak nie będziesz tym człowiekiem, za którego wychodziłam. Ślubuję, że będę z Tobą choćbyś pił, że będę chciała wybaczyć Ci jeżeli będziesz mnie zdradzał. Ślubuję, że chce wspólnie z Tobą iść przez życie które przygotował dla nas Bóg.
B
b.....
8 stycznia 2013, 20:02
To PRAWDA !""~~nikomu nikogo "" masz rację , ale to ciężki żywot , to poświęcenie i czasem ma się dość .
M
maro
8 stycznia 2013, 19:15
to jest chyba najglupsza rzecz jaka mozna zrobic - "w imie Boga" przebywac z kims kto nas niszczy. Nie rok, 2 czy 5, ale trwa to dlugie lata. 
NN
nikomu nikogo
8 stycznia 2013, 17:07
Czasem prawdziwym dramatem jest rozdarcie miedzy wiernością przysiędze małżeńskiej, wiernością Bogu w sakramencie małżeństwa i życiem z osobą, która realnie nas niszczy. Zostaje wtedy tylko zaprzeć się samego siebie, nieść ten krzyż i wierzyć, że kto straci życie w wierności Bogu ten je zyska w wieczności. Do tego potrzebna jest prawdziwa wiara, pokora i zaufanie Bogu bo dzisiaj znacznie łatwiej wziąć rozwód, ułożyć sobie życie z kimś innym niż trwać mając świadomość, że nie ma nadziei na odbudowanie miłości małżeńskiej. No cóż, nikt nie obiecał, że będzie łatwo żyć. W końcu droga do nieba jest codzienną drogą krzyżową, obarczoną stacjami różnych trudności i cierpienia. Czasem zdarza się jakaś Weronika albo Szymon ale zazwyczaj ze swoim krzyżem trzeba uporać się samemu ufając Bogu, że i tak On niesie tę naszą cięższą belkę.
?
?
8 stycznia 2013, 16:38
Komentarzy nie widać ?

Skomentuj artykuł

Jesteś inny niż kiedyś
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.