Seks przedmałżeński

Seks przedmałżeński
(fot. shutterstock.com)
5 lat temu
Gigi Avanti / slo

Humorystycznie można by powiedzieć, że stosunek płciowy jest "przedmałżeński" tylko wtedy, gdy dwoje ludzi później rzeczywiście się pobiera. Zamiast rozprawiać na temat tego, co przedtem, a co potem, najlepiej byłoby zastanowić się nad tym, w jaki sposób.

Jeśli jakiś czyn nie jest wartościowy, nie istnieje owo wcześniej ani potem, które by mu nadały wartość moralną. Zobaczmy więc pokrótce cechy charakterystyczne gestu wartościowego: przeanalizujemy od wewnątrz akt seksualny, aby uwidocznić jego znaczenie.

W świecie anglosaskim mówi się: "Żaden człowiek, nawet mający największy apetyt, nie spaliłby lasu, aby usmażyć sobie dwa jajka". To zdanie określa proporcję, jaka musi istnieć między czynem a intencją, z jaką się go wykonuje, lub powodem, dla którego się go dokonuje. Dysproporcja, zatem, nie jest wartością.

Słysząc o "próbie miłości", czujemy się zażenowani. Przede wszystkim - miłość jest jak śmierć: nie można jej spróbować. Miłość się ofiarowuje; miłość nie jest ćwiczeniem, ale sposobem bycia. Poza tym, dar ciała podlega regule daru: nie można prosić o jego zwrot. Czasami natomiast, po ofiarowaniu sobie ciała, niektórzy narzeczeni chcieliby odzyskać swoją wolność. Ale dar ciała oznacza dar z siebie samych, i nie można bawić się w dawanie. Czasami wymaga się tej "próby", aby sprawdzić, czy "się funkcjonuje".

Aby to zrozumieć, istnieje tysiące odczuć i czułości... A poza tym, pierwszy raz jest zawsze "pierwszy", również przed. Proszę mi wybaczyć tę grę słów . Nie wspominając o tym, że atmosfera obaw typowa dla tych przyspieszeń może być głównym powodem niepowodzenia samego stosunku. Problem tylko się antycypuje, nie rozwiązuje się go. Zgodność seksualna nie jest faktem jedynie techniczno-płciowym, ale jest owocem stałego dojrzewania w miłości. Próby miłości, dopóki są próbami, nie są miłością, a kiedy są prawdziwą miłością, przestają być próbami. Może bardziej wartościowe jest oczekiwanie momentu całkowitego ofiarowania się niż pośpieszne posiadanie, w którym brakuje uroku ostateczności.

Akt tak ostateczny, jakim jest zjednoczenie ciał (które wyraża cieleśnie jedność dwóch istnień), byłoby logicznym wprowadzić wówczas, gdy sytuacja pary jest już definitywnie usankcjonowana. W okresie narzeczeństwa jeszcze nie podarowaliśmy sobie wszystkiego; czy logiczne jest antycypować jakąś część? Poza tym, to wszystko jest zwykle poparte oficjalną ceremonią. Człowiek jest także istotą społeczną. Zrozumiejmy się dobrze, to nie zawarcie małżeństwa sprawia, że zjednoczenie staje się dozwolone i wartościowe, podczas gdy w innym przypadku jest nielegalne lub pozbawione znaczenia, ale zjednoczenie się cielesne przed zawarciem małżeństwa pozbawia to zjednoczenie owej konotacji społecznej, niezbędnej, aby czyn był w pełni ludzki, pod każdym względem.

Abel Jenniere w Antropologia sessuale (Antropologii seksualnej) stwierdza: "Uroczysta przysięga publiczna wobec społeczeństwa czyni z miłości wolną decyzję. Zakochani zapewniają się wzajemnie, że nie będą się oszukiwać, stwierdzają, że ofiarowują się sobie całkowicie, i wykluczają z góry wszelką możliwość wycofania się lub uczynienia tego samego daru innym. Uzewnętrzniając się, wiążąc się prawami instytucji, miłość małżeńska zabezpiecza się przed swoją słabością i jawi się jako szczególna wspólnota w społeczeństwie. Zespolenie ciał wyraża bezpośrednio, w danej chwili, wieczny dar w czasie. Moment staje się historią, w miarę jak podtrzymany jest postawą wyłączności i nierozerwalności. Akceptacja możliwości narodzin dziecka zmusza dwoje ludzi do przedstawienia swojej miłości wobec historii, wobec społeczeństwa. Trzeba z tego wzajemnego daru ciał, zawierającego zaakceptowanie dziecka, uczynić znak daru całkowitego i ostatecznego. Rodzina jest środowiskiem, w którym ujawnia się najbardziej podstawowe ogniwo uspołecznienia".

Nie mówiąc już o tym, że jeśli - z punktu widzenia języka - mówimy o narzeczeństwie i o małżeństwie, wskazując na dwa różne doświadczenia, nie jest zrozumiałe, dlaczego używa się tego samego "języka" seksualnego.

Aby pobudzić poważną refleksję na temat przedmałżeńskich stosunków seksualnych, konieczne jest zestawienie serii argumentów; niektóre już przytoczyliśmy. Zamiast mówić lękliwe "nie" lub rzucić przekonywające "tak", trzeba uświadomić narzeczonym możliwie w największym stopniu najwyższą wartość, jakiej stopniowo nabierają ich czyny, od najprostszego pocałunku aż do najważniejszego ofiarowania się.

Każdy akt ludzki okazuje się autentycznie "ludzki", kiedy zawiera trzy cechy, kiedy można w nim dostrzec trzy wymiary: osobisty, wspólnotowy, celowy. Człowiek, w istocie, jest osobą, która żyje wśród ludzi, dla jakiegoś celu. To prawda, że są akty, których człowiek dokonuje bez zbytniego zważania na innych lub bez zakładania sobie jakiegoś celu: są to zwykle akty odnoszące się do sfery instynktownej. Są to akty człowieka, ale nie ludzkie. Wydaje się, że jest to gra słów, ale nie. W istocie akt jest "ludzki", kiedy jest zależny od inteligencji i od wolnego wyboru osoby; kiedy dokonywany jest dla osiągnięcia jakiegoś celu i uwzględniający wszystkie osoby, wraz z którymi podmiot żyje. Tylko taki akt można pełnoprawnie nazwać "ludzkim", zatem powodującym "uczłowieczenie" i dojrzewanie tego, kto go dokonuje.

W aktach przedmałżeńskich może być obecny wymiar osobowy (w tym sensie, że ten, kto ich dokonuje, mówi, że czyni to świadomie i w sposób wolny); można zauważyć też wymiar celowy (w tym sensie, że próbuje się okazywać miłość, aby spowodować wzrost miłości); wydaje się natomiast nieobecny lub zbytnio ukryty wymiar społeczny lub wspólnotowy. Do pełni autentyczności brakuje konotacji wspólnotowej.

W świetle tych stwierdzeń pary mogą czuć się teraz umotywowane, by oprzeć się łatwej pokusie zjednoczenia, lub prawie usprawiedliwione w swym wyborze wcześniejszego zjednoczenia się. Nasze rozważanie nie ma być piętnujące lub powierzchownie uogólniające: jest to, w praktyce, postawa Chrystusa, który ostro karci lub przedstawia niezwykle trudne programy, ale który, stając wobec człowieka, jest wyrozumiały i przebacza. Zbawienie nie przechodzi poprzez groźby lub przekleństwa.

Narzeczeni powinni jednak pamiętać, że jedną z prerogatyw miłości małżeńskiej jest bycie "znakiem". A znak nie może być trzymany w ukryciu.

Więcej w książce: Kraina miłości - Gigi Avanti

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Seks przedmałżeński
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.