Każdy szuka swojej połówki

Każdy szuka swojej połówki
Od zawsze drzemie w człowieku miłość do drugiego, taka jest jego pierwotna natura (fot. shutterstock.com)
Vittorio Luigi Castellazzi / slo

Każdy z zakochanych odkrywa w partnerze siebie samego, podobnie jak dziecko dostrzega w twarzy matki swoje odbicie.

Dlatego zanika w nich poczucie pustki i braku spełnienia, które - zazwyczaj niepokojąc - towarzyszą ludzkiemu istnieniu. Dzięki ukochanej osobie każdy z nich zaczyna przeżywać poczucie pełni.

DEON.PL POLECA



Zakochanie - smak czegoś dziwnie znajomego

Poznanie jest zawsze formą ponownego poznania. Szczególnie doświadczamy tego w uczuciu zakochania. Zwracając się ku przeszłości, człowiek budzi w sobie na nowo wszystkie pozytywne wrażenia, których zaznał pierwotnie w relacji z matką. Należą do nich:

  •     potrzeba fizycznej bliskości;
  •     nieznoszenie nieobecności przedmiotu miłości;
  •     dążenie do bycia w centrum;
  •     brak poczucia barier;
  •     uczucie pełni;
  •     postrzeganie części jako całości;
  •     traktowanie kogoś jak gdyby znało się go od zawsze;
  •     szukanie w drugim siebie przy jednoczesnym traktowaniu siebie jako odpowiedzi na pragnienia innych;
  •     nieustanne używanie języka ciała (patrzenie w oczy, całowanie, dotykanie, obejmowanie, obejmowanie twarzy dłońmi, zmieniony ton głosu).

Wszystkie te wrażenia, odczucia i gesty, pojawiające się ze szczególnym natężeniem w okresie zakochania, są koniecznym przedsionkiem szczęścia. Jednak napotkane szczęście ma smak czegoś dziwnie znajomego, a przybywa z daleka. Rodzi się bowiem z przeświadczenia, że znajdujemy się blisko obiektu miłości, który jest nam od dawna dziwnie znajomy i który musieliśmy niegdyś opuścić.

Moc odczuwanego wówczas szczęścia jest tak olbrzymia, że wszyscy przyznają, iż pierwszego zakochania i pierwszej miłości nikt nigdy nie zapomina. Jednak właściwie która to jest ta pierwsza miłość? Na pewno nie ta, której doświadczyliśmy w okresie dojrzewania lub w młodości. Pierwszym autentycznym zakochaniem i prawdziwą miłością jest dobra relacja z matką u progu naszego życia. Tego na pewno nikt nie zapomina przez całe późniejsze życie.

Jak wcześniej stwierdziliśmy, jest to relacja, która pozostawia niezatarte ślady na wszystkich naszych późniejszych związkach uczuciowych. Do tego stopnia, że sami zauważamy, iż przez całe życie poszukujemy i doznajemy tej samej miłości, której pierwotnie doświadczyliśmy i utraciliśmy, wchodząc w świat dorosłych.

Skoro powyższe stwierdzenie odnosi się do wszystkich naszych uczuć, to w szczególny sposób dotyczy zakochania. Nagle czujemy tę samą euforię, moc, pełnię, świadomość bycia dla kogoś najważniejszym, brak poczucia czasu i przestrzeni. Wprawdzie nieświadomie, ale doświadczaliśmy ich już jako dzieci.

Platon wyjaśnia to mitem o androgenezie. W Uczcie opowiada o tym, że człowiek u swoich początków był jednego rodzaju. Za swą arogancję i przeciwstawianie się bogom został ukarany przez Zeusa, który nakazał go osłabić przez podzielenie na dwie części: męską i żeńską.

Każdy szuka swojej połówki

Odtąd stale towarzyszy człowiekowi pragnienie połączenia tych dwóch elementów. Od zawsze drzemie w człowieku miłość do drugiego, taka jest jego pierwotna natura. Dlatego człowiek dąży do połączenia się z drugim i do uzdrowienia natury ludzkiej. Każdy z nas jest jakby odbiciem drugiego, będąc jednością podzieloną na dwie części. Dlatego każdy szuka swojej połówki, swojego lustrzanego odbicia.

"Niektórzy całe życie pędzą tak przy sobie. [...] Ich obojga dusze, widocznie, czegoś innego pragną, czego nie umieją w słowa ubrać, i dusza swe pragnienia przeczuwa tylko i odgaduje. I nie wiedzieliby, co odpowiedzieć mają, gdyby tak nad ich łożem Hefajstos z narzędziami stanął i zapytał: «Czego wy chcecie od siebie, ludzie? Prawda, że chcecie tak się złączyć w jedno, możliwie najściślej, żebyście się ani w dzień, ani w nocy nie rozłączali? Jeżeli tego chcecie, ja was spoję i zlutuje w jedno, tak że dwojgiem będąc, jedną się staniecie istotą. I aż do skonu razem będziecie żyli, niby jeden człowiek, a potem, po wspólnej śmierci, będziecie w Hadesie nie dwojgiem istot, lecz znowu jednym cieniem». [...] Gdyby to usłyszeli, z pewnością żadne by się nie wzbraniało ani by nie mówiło, że czego innego chce, ale by się każdemu po prostu zdawało, że słyszy to, do czego oboje już od dawna dążyli, do stopienia się w jedno w uściskach i ciał zespoleniu. A stąd to wszystko pochodzi, że dawna natura nasza była właśnie taka, że były z nas kiedyś skończone całości [...] dlatego każdy powinien drugiego do pobożności zachęcać; wtedy może się nam uda tego losu uniknąć, a swoją parę odnaleźć w imię Erosa i pod jego wodzą" (Platon, Uczta,).

Współczesna psychologia mówi nam, że ten pierwotny rodzaj, o którym pisze Platon, nie jest niczym innym jak wspomnieniem matki z okresu płodowego i niemowlęctwa. Ślad ten w szczególny sposób uobecnia się w uczuciu zakochania. Tak jak to było u zarania życia, zaciera się granica między ego a obiektem miłości, a w niektórych przypadkach prawie zanika.

Freud pisze: "Na wyżynach zakochania pojawia się zagrożenie, że granica między «ja» a obiektem [miłości] ulega zatarciu. Wbrew wszelkim świadectwom zmysłów zakochany twierdzi bowiem, że «ja» i «ty» stanowią jedno, i jest gotów zachowywać się tak, by była to prawda". Zresztą podobnie zostało powiedziane w Biblii: "Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem" (Rdz 2,24).

Zakochanie trwalsze niż szczęście

Każdy z zakochanych odkrywa w partnerze siebie samego, podobnie jak dziecko dostrzega w twarzy matki swoje odbicie. Dlatego zanika w nich poczucie pustki i braku spełnienia, które - zazwyczaj niepokojąc - towarzyszą ludzkiemu istnieniu. Dzięki ukochanej osobie każdy z nich zaczyna przeżywać poczucie pełni.

Ale to nie wszystko. Zakochani czują, że moc ich uczucia prowadzi ich do osób trzecich. Erazm z Rotterdamu, odwołując się do fragmentu Fajdrosa Platona, zauważa: "Kto kocha głęboko, nie żyje już w sobie, ale w tym, kogo ukochał. Im bardziej wyrzeka się siebie, by odnaleźć się w drugim, tym bardziej jest szczęśliwy".

Oto dlaczego zakochanie okazuje się bardziej trwałe i fascynujące niż szczęście. Daje nam ono możliwość wznowienia oszałamiającej relacji pierwszej miłości do matki. Pozwala też na ponowne przeżycie uczucia bycia w centrum, które w pierwszym etapie życia pozwalało nam czuć się spełnionymi, zaspokojonymi, jedynymi i wszechmocnymi.

Oznacza to jednak, że w okresie zakochania — nawet jeśli jesteśmy zafascynowani i zaangażowani projektami na przyszłość — tak naprawdę naszą uwagę przykuwa przeszłość. A właściwie to całe nasze postrzeganie czasu i przestrzeni zostało zmienione.

"Zakochany chodzi jakby kroczył po chmurach, jakby był ponad nimi: jego stopy zdają się nie dotykać ziemi. Egzystuje poza sobą i poza światem. Chwilowo świat ziemski znika albo opada jak motyli kokon, a zakochany czuje się uwolniony od wszelkich egoistycznych poruszeń. To właśnie odczucie leży u podstaw jego szczęścia" - pisze Lowen.

Zakochanie przeobraża wszystko i czyni je godnym uwagi. Wszystko staje się bardziej intensywne, przyjemne, zachwycające, cenne. Wokół znikają wszelkie przeszkody i granice. Krajobraz wydaje się piękniejszy i kojący. Nielubiane wcześniej z powodu hałasu i korków miasto postrzegane jest teraz w zupełnie innym świetle. Gdy zgarbieni przechodnie przemykają w deszczu, zakochany doszukuje się skrawka błękitu na niebie.

Czasami zakochanie się daje tak silne uczucie szczęścia, że zdaje się ono przerastać emotywny potencjał człowieka. Wydaje się nawet jakby graniczyło z bólem. Wówczas odczuwa się potrzebę zaczerpnięcia świeżego powietrza. Oznacza to, że nadszedł czas, by - jak pisze Joseph Roth - odpocząć "od ciężaru szczęścia".

Szczęście i jego ciężar

Freud uważa, że ciężaru tego nie odczuwają tylko te osoby, które potrafią przeobrazić miłość indywidualną w miłość uniwersalną. Istotnie, "konstytucja psychiczna nielicznej mniejszości umożliwia znalezienie szczęścia na drodze miłości, niezbędne są tu jednak dalekosiężne przemiany w funkcji miłości. Osoby te uzależniają się od akceptacji ze strony obiektu, jako że podstawową wartość bycia kochanym przesuwają na własną miłość i chronią się przed utratą tego, kierując swą miłość nie tylko na jednostkowe obiekty, lecz także w tej samej mierze na wszystkich ludzi — unikają wahań i rozczarowań, jakie niesie ze sobą miłość genitalna, w ten sposób, że przemieniają popęd w pobudkę zahamowaną ze względu na cel. To, co w ten sposób u siebie tworzą — jednostajnie niestałego, nieomylnego, czułego doznawania — pozornie niewiele przypomina burzliwe, genitalne życie miłosne. Święty Franciszek z Asyżu, który w ten sposób wykorzystywał życie miłosne, zapewne odniósł w tym największe sukcesy, jeśli chodzi o stworzenie poczucia szczęścia wewnętrznego [...]".

Podsumowując: czujemy się szczęśliwi po to, by uszczęśliwiać innych. Szczęście bliźnich staje się naszym. Taki rodzaj szczęścia pozwala nam kroczyć drogą dobrze pojętego altruizmu, czyli zdrowego altruizmu, który uzdalnia do kochania innych tak jak siebie samego, ale nie bardziej niż siebie samego. Jednak kłopoty zaczynają się wtedy, gdy ogarnie nas poczucie zbawczej mocy. Ryzyko polega na zagrożeniu popadnięcia w zależności sadomasochistyczne. Wówczas tyranizujemy tych, którzy potrzebują naszej miłości, albo to oni niszczą nas swoją narzucającą się i pełną przemocy miłością.

Wiecej w książce: Sposób na szczęście - Vittorio Luigi Castellazzi

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Każdy szuka swojej połówki
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.